Pracownicy po godzinach


Portal trojmiasto.pl tworzy grupa ambitnych, młodych ludzi, którzy sami na co dzień korzystają z serwisu trojmiasto.pl planując wieczór, czy też weekend. Można nas spotkać w dobrych klubach, na ciekawych spektaklach, na plaży ... na basenie - po prostu jesteśmy wszędzie ;-)

Ostatnimi czasy, bawiliśmy się:

W sierpniu, kadra zarządzająca wybrała się na rejs po zatoce. Pogoda dopisywała, humory również. Nie do końca kompetentni, ale z pełnym zapałem do nauki, stawaliśmy za sterem. Skutek był różny, ale efekt doskonały dopłyneliśmy cali i szczęśliwi, a choroba morska okazała się nie być naszą przypadłością. Postój w porcie w Helu dał okazję do poznania nocnych klimatów małej, turystycznej miejscowości. Zjedliśmy pyszną rybkę, zaliczyliśmy nawet imprezę plenerową w rytmach Disco Polo. Po miłym porannym rejsie do Gdańska nie mielismy ochoty opuszczać łodki i wracac do pracy. Poranna gimastyka przy myciu pokładu nas nieco ożywiła i podniosła ciśnienie. Tego dnia bujało nas za biurkiem do końca dnia pracy....

Rozchwytywane przez łowców autografów i paparazzi filmowe gwiazdy, wymagający, ale genialni reżyserzy, scenarzyści-wizjonerzy oraz aktorzy drugiego planu, zasługujący na Oscara - okazało się, że oni także pracują w Trojmiasto.pl! Podczas wyjazdu do Hotelu Orle na Wyspie Sobieszewskiej nakręciliśmy cztery filmy: horror, kryminał, komedię i romans. Gatunki poważne, więc z racji wrodzonych zdolności całej filmowej ekipy, widzowie płakali na każdej z projekcji - ze śmiechu. Dystrybutorzy już licytują prawa pokazania tych "dzieł" widzom na całym świecie, ale łatwo nie będzie, bo w tę pracę także włożyliśmy całe serce. Na własnej skórze przekonaliśmy się, że twórcy niemego kina sprzed lat nie mieli wcale łatwo. Po kilku godzinach ciężkiej pracy i wielu dublach, wzięliśmy bowiem udział w zacnej gali z okazji rozdania nagród dla najlepszych. Ta część weekendu oczywiście przedłużyła się najbardziej. Na tanecznym parkiecie nie było podziałów - filmowy inspektor tropiący hrabiego-mordercę pogodził się z dostojnym zabójcą, jego ofiara nie żywiła już do nikogo urazy, a francuska pokojówka szalała na parkiecie z niedostępnym na ekranie profesorem.

To już długoletnia tradycja. Co roku połowę wakacji świętujemy na plaży. To dzień kiedy rano wpadamy do biura załatwić tylko najbardziej pilne kwestie i na moment kiedy termometr wskaże temperaturę powyżej 25 stopni. Na drzwiach redakcji pojawia się stosowna informacja "Dziś redakcja na plaży". Wesoła grupa plażowiczów szturmuje przystanek tramwajowy nieopodal Zieleniaka. Dostojni panowie zakładają krótkie spodenki, dystyngowane panie zamieniają garsonki na bikini, a szefowie nadal chodzą w kapeluszach, ale tym razem słomianych. Ten dzień pracy zawsze pamiętamy długo, choćby dlatego, że nigdy szybko się nie kończy. Nadgodziny są czymś oczywistym. Na plaży robimy bowiem to, co lubimy najbardziej - oprócz pracy oczywiście ;) Gramy w siatkę, opalamy się, rozmawiamy, podziwiamy widoki... A potem jest prawie jak na każdym zebraniu czy konferencji. Z tą różnicą, że najpierw jest część nieoficjalna, a potem kolejne - jeszcze bardziej nieoficjalne. To na nich uaktywnia się grupa sportowców-siatkarzy. Jeśli ich zapał w grze dorównuje opowieściom, o medal na najbliższych igrzyskach olimpijskich nie musimy się martwić. Są też rozsądni pływacy, którzy "nie raz się już o szwedzkie brzegi się otarli". Oni również są pewniakami do sportowych laurów. Wprawdzie trwają jeszcze narady czy wystartują w konkurencji bajarzy czy pływaków, ale to nie czas na rozstrząsanie szczegółów! Niektórzy już kilka tygodni wcześniej przygotowują odpowiednią opaleniznę, ale są też zwolennicy natury - świecący światłem odbitym od nienagannie jasnej karnacji. Najważniejsze jednak, że niezależnie od wszystkiego - każdy się dobrze bawi!

To była zabawa w "oparach"....historii. Zresztą nie mogło być inaczej, gdyż gościliśmy na zamku krzyżackim w Gniewie. Na początku przywitał nas odziany w historyczny strój kasztelan w towarzystwie rycerza Jana III Sobieskiego, który przybył na swoim rumaku. Kiedy uprzejmości dobiegły końca, zaczęła się ciężka praca. Dwie niewiasty z trojmiasto.pl zostały wcielone do kompanii dowodzonej przez kasztelana i na rozkaz przygotowały i odpaliły na oczach wszystkich armatę. Potem przyszedł czas na krótkie szkolenie i w końcu na oczekiwaną przez wszystkich imprezę kostiumową. O dziwo dam dworu i rycerzy było jak na lekarstwo, dopisały za to przebrania... zwierząt różnej maści i...drag queen, w które chętnie wcieliło się kilku przedstawicieli męskiej części naszej załogi. W międzyczasie kto żyw ruszył na nocne zwiedzanie zamku. Przewodnik, po rozdaniu nam pochodni, zabrał nas w podróż w czasie przez komnaty, tajemne przejścia i niezbadane historie magicznego zamku w Gniewie.

Serwery poszły w las ... Przynajmniej w scenariuszu gry terenowej, którą rozegraliśmy w czasie naszego wspólnego wyjazdu do pensjonatu Kozi Gród w Pomlewie. Tajne hasła rozszyfrowaliśmy, domenę trojmiasto.pl ocaliliśmy przed cyber-terrorystami i mimo grozy sytuacji bawiliśmy się świetnie. Choć niektórym z nas zdarzyło się krzyknąć w czasie zjazdu na linie, a innym zakłócić sen nocnej recepcjonistki... Jak do tej pory był to nasz największy wspólny wyjazd - czy na następny będą nas wieźć już dwa autokary?

Podobno w wielu firmach zdarzają się konflikty, intrygi i nieudane romanse. Wierzcie lub nie, ale u nas tego nie ma. Owszem, czasem lubimy strzelać sobie w plecy, ale to naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Czy zdarzyło ci się kiedyś, że przez kilka dni pracowałeś nad jakimś zadaniem, które już, już prawie było ukończone i nagle wpadł szef i wrzucił całą twoją pracę do śmietnika? Wiadomo - szefowi należy się szacunek, więc w takich chwilach warto po prostu zagryźć zęby i pracować dalej. Po to jednak chodzimy na paintball elektroniczny do Zoltara w Gdyni, żeby odreagować takie akcje. Tam spokojnie można władować w szefa, szefową, kolegów i koleżanki cały magazynek. Im nic się nie stanie, a my odzyskujemy równowagę psychiczną.

Nie odważylibyśmy się polecać naszym czytelnikom trójmiejskich rozrywek, których sami wcześniej nie spróbowaliśmy. Dlatego któregoś dnia poszliśmy wszyscy na kręgle, do tej pory znane nam przede wszystkim z filmów "Jaskiniowcy" i "Big Lebovski". Do Johna Goodmana, który grał w obu tych filmach trochę nam jeszcze brakuje, ale początki nie były takie złe. Panowie walczyli ze sobą (nie przesadnie) zajadle, panie nawet nie starały się udawać, że interesuje je wynik. Za sukces wystarczyło im to by kula doleciała do stojących na końcu toru kręgli... Po rozegraniu kilku partii podzieliliśmy się na dwa obozy: tych którzy uznali, że kręgle to cool gra, i tych, którzy stwierdzili, że sobie chyba w kulki lecą...

Mówisz: Trójmiasto, myślisz: morze. My też tak myślimy, dlatego pewnego razu wyruszyliśmy na wspólny rejs po Zatoce Gdańskiej. Trasa najbardziej trójmiejska z możliwych: z Gdyni do Gdańska. Z Gdyni wypłynęliśmy ok. 21, jak tylko Niemcy pokonały w karnych Argentynę na ostatnich mistrzostwach świata w piłce nożnej. Choć wydawało nam się, że nasza motorówka pruje fale niczym ścigacz do gdańskiego portu wpływaliśmy już o zmierzchu, a zanim dobiliśmy do nabrzeża Motławy było już zupełnie ciemno. Może to i lepiej, bo za sprawą choroby morskiej jeden z nas nie miał już w sobie nic z wilka morskiego i mocno chwiejnym krokiem poszedł do domu. Najtwardsi z najtwardszych wrócili wodą do Gdyni, gdzie - już na lądzie - bawiliśmy się do rana. Żeby było prawdziwie po trójmiejsku: w Gdyni, Sopocie i Gdańsku.

Do tej pory wydawało nam się, że o Trójmieście wiemy wszystko. Zmieniliśmy zdanie, gdy po raz pierwszy spojrzeliśmy na nasze miasta z innej perspektywy - lecącego trzysta metrów nad ziemią sterowca.... Już wcześniej wiedzieliśmy, że mieszkamy w najfajniejszym miejscu w Polsce, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tu jest aż tak pięknie... Ci z nas, którzy z okien swoich mieszkań widzą Hel, po raz pierwszy zobaczyli także to, co znajduje się za półwyspem. Ci, którzy kochają Gdynię za jej uporządkowany układ urbanistyczny, po raz pierwszy na własne oczy przekonali się o jego urodzie. Ci, którzy mieli ze sobą aparaty nie odrywali się od nich nawet na moment. Nasi dziennikarze tylko zacierali ręce, że będą mieli pierwsze zdjęcia Trójmiasta z lotu ptaka.

Dwa lata temu, gdy liczba naszych pracowników zaczęła gwałtownie rosnąć, szefostwo ogłosiło, że tym razem doroczne letnie spotkanie odbędzie się w Barcelonie. - Oho! - pomyśleli nasi nowi koledzy. - Pracuję tu dwa tygodnie i mam wydawać na samolot do Hiszpanii? Prawda okazała się nieco bardziej prozaiczna, ale wyjazd do Mikoszewa, do ośrodka "Barcelona" nie był wcale mniej udany niż na Costa Bravę. Mecz siatkówki na plaży przebiegł bez większych strat, kąpiel w niemal słodkiej - ze względu na pobliskie ujście Wisły - wodzie także, za to piłka nożna na kompletnie nieoświetlonym boisku skończyła sie delikatną kontuzją szefowej, w którą wpadł koordynator Serwisu Rozrywka. I wiecie co? On pracuje do dziś...

W zdrowym ciele, zdrowy duch, dlatego pracownicy trojmiasto.pl robią wszystko by utrzymywać się w najwyższej formie. W rozmaitych turniejach, a także na mecze towarzyskie regularnie wystawiamy drużynę piłkarską. Największe sukcesy? Hm, są jeszcze przed nami, ale jeszcze nigdy z żadnego turnieju nie wróciliśmy na tarczy. Ha! - za to regularnie zwyciężamy zaprzyjaźnioną firmę wakacje.pl. Można więc powiedzieć, że w konkurencji futbolu internetowego nie mamy sobie równych w Trójmieście.

Nasz portal istnieje już niemal dziesięć lat i na ten czas przypadło kilka naprawdę mroźnych zim. Czym więc wytłumaczyć, że spośród trzech kuligów, na które wspólnie pojechaliśmy, tylko jeden z nich doszedł do skutku?
Zima 2005 nie była dla nas straszna, nie przeraził nas ani mróz ani niespodziewane (dla drogowców) opady śniegu. Wyruszyliśmy do cudnego domku z kominkiem położonego w samym sercu Wdzydz. Po ogrzaniu ciał wszelkimi trunkami, udaliśmy się na nocny kulig po lesie, który był okazją do "obsmarowania się" nawzajem śniegiem. Noc przetańczyliśmy i przegadaliśmy. Wypróbowaliśmy też 101 sposobów jak upiec kiełbaski w kominku bez użycia kijków z dostępem do wszelakich sztućców. Do domów wróciliśmy popołudniu następnego dnia po wielkim zagonieniu działu Serwisu Rozrywka (którego śmiech od godz. 7 rano rozbrzmiewał po całym domu!) do sprzątania.