Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź twierdzi, że muzyk Adam "Nergal" Darski nie powinien występować w muzycznym programie TVP jako juror, bo jest "praktykującym satanistą". Muzyk nie ukrywa swojej niechęci do Kościoła, ale kto bardziej przekracza granice tolerancji?
Głos na jego temat zabrał też metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź. Arcybiskup napisał list do szefa TVP Juliusza Brauna, a zawarte w nim oceny powtórzył podczas kazania wygłoszonego na Kaszubach.
"Pan Darski wielokrotnie dawał publiczne dowody swojego obrzydzenia chrześcijaństwem i religią w jej powszechnym rozumieniu. Mając do dyspozycji treść jego publikacji internetowych, osobistych działań i społecznego wydźwięku jego wypowiedzi trudno się dalej oszukiwać twierdząc, że nie mamy do czynienia z praktykującym satanistą" - napisał abp Głódź.
"W imieniu milionów Katolików, a także pozostałych Chrześcijan i Ludzi Dobrej Woli nie godzących się na promocję wrogiej człowiekowi ideologii za pomocą mediów publicznych wyrażam głębokie oburzenie i zdecydowany protest przeciwko promowaniu osoby Adama "Nergala" Darskiego i jego światopoglądu w mediach publicznych w formie przyjętej obecnie przez Telewizję Polską - podsumował.
- Czy arcybiskup ma prawo nawoływać, by telewizja publiczna nie zatrudniała Nergala?
-
oczywiście, Kościół powinien stać na straży moralności
17% -
ma prawo wyrazić swoją opinię, tak jak Nergal swoją na temat Kościoła
29% -
raczej nie, mógłby to mówić z ambony, a nie pisać otwarty list
4% -
nie, każdy ma prawo myśleć i mówić publicznie to co chce jeśli jest to zgodne z prawem
50%
łącznie głosów: 2149
O Nergalu zrobiło się w Polsce głośno w 2007 roku, gdy podczas koncertu w Gdyni podarł Biblię, co sfilmował jeden z dziennikarzy. Rozpętała się medialna burza, ale tylko w Polsce, choć ten element występu Adam Darski powtarzał podczas trasy koncertowej na całym świecie. Specjalnie zresztą nie wychodził w ten sposób poza to, co od lat robią i robili na scenie inni metalowi muzycy, często demonstrujący swoją niechęć do religii.
Adam Darski od lat bardzo świadomie kreuje swój wizerunek - przeciwnika Kościoła. Ostatnio sąd w Gdyni uniewinnił go od zarzutu obrażania uczuć religijnych. Muzyk skomentował to krótko, twierdząc, że "szatan znowu zwyciężył". Tak naprawdę jednak, obserwując kolejne skandale, które wywołuje, trudno oprzeć się wrażeniu, że ze swoimi adwersarzami w sądzie nie raz i nie dwa się jeszcze spotka.
Skończył studia historyczne, a pracę magisterską napisał o kinach w międzywojennym Gdańsku. Jego "satanizm" sprawia wrażenie scenicznej pozy, za którą stoi raczej wojujący ateizm. Pozostaje więc pytanie kto przekracza granicę tolerancji, a może nawet śmieszności? Muzyk, kreujący się na przeciwnika Kościoła (a jednocześnie nawołujący, by rejestrować się jako dawcy szpiku, by ratować ludzkie życie), czy arcybiskup, który powinien go po prostu zlekceważyć, zamiast pomagać mu w zdobywaniu popularności?




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.