Fakty i opinie

stat

Biuro numerów, słucham

Czasami chcą, aby przywieźć im "flachę i fajki". Czasami wyzwą. Czasem grożą. Niektórzy z nich dzwonią nie po szukany numer telefonu, ale aby wykręcić numer tym, którzy pracują w TP S.A.

Sławek pracuje w biurze numerów Telekomunikacji Polskiej już kilka miesięcy. Codziennie odbiera tysiące telefonów od ludzi, którzy szukają jakiegoś numeru. - Najczęściej pytają się o numery do urzędów, szpitali, dworców PKP i PKS, osób prywatnych - wymienia. - Kiedy mam nockę, dzwonią z zapytaniem o agencje towarzyskie i postoje taksówek. Często także mówią: "Panie, flachę i dwie paczki fajek proszę przywieźć tu do mnie". Mylą się po prostu i zamiast do taksówkarzy, którzy robią zakupy i zawożą je klientom, dzwonią do nas.

Bywają jednak telefony, które się zapamiętuje na całe lata. - Zadzwoniła raz pani, która chciała się dowiedzieć o numer do szpitala na Zaspie - mówi Sławek. - Z tego jak mówiła wskazywało, że była pijana. Zadzwoniła ponownie, ponieważ wcześniej dostała numer, pod którym nikt nie odbierał. No i zaczęła - "Wy k..., dlaczego daliście mi numer i nikt go nie odbiera. Rozp... tę telekomunikację. Jak tam wpadnę, to rozp... was w drobny mak. Zapamiętaj to imię - Małgorzata, jestem k... policyjną. Powtórz to swojemu szefowi. Z tego, co słyszę jesteś w porządku. Podaj mi swój numer służbowy, to jak rozp... tą telekomunikację, załatwię ci lepszą pracę". Pracowałem wtedy bardzo krótko i byłem tą sytuacją przerażony. Podałem jej numer, który chciała i się rozłączyła.

Był też pan, który... - Chciał numer do swojego znajomego - opowiada Sławek. - Najpierw mówi do mnie: "Panie kochany poszukaj mi ten numer. Panie kochany". Jednak w bazie nie było takiego abonenta. Rozmówca więc zakończył: "Pie... się kosmocioto".

Mniej zabawne sytuacje także się zdarzają. - Raz zadzwoniła bardzo przerażona pani z zapytaniem - "Właśnie robiłam sobie zastrzyk i wstrzyknęłam sobie powietrze. Czy ja umrę?" - mówi pracownik biura numerów.

Czasem chodzi o zakład. - "Wpadła mi do ucha" klientka i mówi: "Właśnie założyłam się ze szwagrem, że Stalin umarł w 53 roku. On mówi, że to nieprawda, że umarł w 56. Może mi pan powiedzieć kiedy to było?" - śmieje się Sławek. - Wiele razy było też tak, że dzwoni jakaś pani i mówi. - "Ja bym chciała numer do tej apteki tu u mnie za rogiem". A ta apteka może być równie dobrze w Bydgoszczy, jak i w Olsztynie. Ludzie nie wiedzą, że dodzwonili się do biura w Gdańsku. Nasze biuro jest bowiem jedyne na całą północną Polskę.

Imię pracownika biura numerów zostało zmienione na jego prośbę.

Opinie (24)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.