Fakty i opinie

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł

Biuro numerów, słucham

Czasami chcą, aby przywieźć im "flachę i fajki". Czasami wyzwą. Czasem grożą. Niektórzy z nich dzwonią nie po szukany numer telefonu, ale aby wykręcić numer tym, którzy pracują w TP S.A.

Sławek pracuje w biurze numerów Telekomunikacji Polskiej już kilka miesięcy. Codziennie odbiera tysiące telefonów od ludzi, którzy szukają jakiegoś numeru. - Najczęściej pytają się o numery do urzędów, szpitali, dworców PKP i PKS, osób prywatnych - wymienia. - Kiedy mam nockę, dzwonią z zapytaniem o agencje towarzyskie i postoje taksówek. Często także mówią: "Panie, flachę i dwie paczki fajek proszę przywieźć tu do mnie". Mylą się po prostu i zamiast do taksówkarzy, którzy robią zakupy i zawożą je klientom, dzwonią do nas.

Bywają jednak telefony, które się zapamiętuje na całe lata. - Zadzwoniła raz pani, która chciała się dowiedzieć o numer do szpitala na Zaspie - mówi Sławek. - Z tego jak mówiła wskazywało, że była pijana. Zadzwoniła ponownie, ponieważ wcześniej dostała numer, pod którym nikt nie odbierał. No i zaczęła - "Wy k..., dlaczego daliście mi numer i nikt go nie odbiera. Rozp... tę telekomunikację. Jak tam wpadnę, to rozp... was w drobny mak. Zapamiętaj to imię - Małgorzata, jestem k... policyjną. Powtórz to swojemu szefowi. Z tego, co słyszę jesteś w porządku. Podaj mi swój numer służbowy, to jak rozp... tą telekomunikację, załatwię ci lepszą pracę". Pracowałem wtedy bardzo krótko i byłem tą sytuacją przerażony. Podałem jej numer, który chciała i się rozłączyła.

Był też pan, który... - Chciał numer do swojego znajomego - opowiada Sławek. - Najpierw mówi do mnie: "Panie kochany poszukaj mi ten numer. Panie kochany". Jednak w bazie nie było takiego abonenta. Rozmówca więc zakończył: "Pie... się kosmocioto".

Mniej zabawne sytuacje także się zdarzają. - Raz zadzwoniła bardzo przerażona pani z zapytaniem - "Właśnie robiłam sobie zastrzyk i wstrzyknęłam sobie powietrze. Czy ja umrę?" - mówi pracownik biura numerów.

Czasem chodzi o zakład. - "Wpadła mi do ucha" klientka i mówi: "Właśnie założyłam się ze szwagrem, że Stalin umarł w 53 roku. On mówi, że to nieprawda, że umarł w 56. Może mi pan powiedzieć kiedy to było?" - śmieje się Sławek. - Wiele razy było też tak, że dzwoni jakaś pani i mówi. - "Ja bym chciała numer do tej apteki tu u mnie za rogiem". A ta apteka może być równie dobrze w Bydgoszczy, jak i w Olsztynie. Ludzie nie wiedzą, że dodzwonili się do biura w Gdańsku. Nasze biuro jest bowiem jedyne na całą północną Polskę.

Imię pracownika biura numerów zostało zmienione na jego prośbę.
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 24)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.