fot. Krzysztof Mystkowski/KFP
Dziś o kształcie trójmiejskich budżetów decydują prezydenci miast i radni. Czy w przyszłości większy wpływ na publiczne wydatki będą mieli mieszkańcy?
Przed wyborami samorządowcy zaczynają wspominać o możliwości wprowadzenia w Trójmieście tzw. budżetu obywatelskiego, który zapewnia mieszkańcom miast większy wpływ na wydawanie publicznych pieniędzy. Czy to dobre rozwiązanie i czy da się je wprowadzić w Polsce?
- Czy wprowadzenie budżetu obywatelskiego to dobre rozwiązanie?
-
nie, po to wybieramy prezydentów i radnych, aby w naszym imieniu decydowali o wydatkach
15% -
tak, ale tylko w wypadku małych lokalnych inwestycji, te większe i strategiczne powinny pozostać pod nadzorem władz miasta
40% -
tak, to jedyny sposób, aby publiczne pieniądze w końcu zaczęły być wydawane w sposób efektywny
45%
łącznie głosów: 421
Kolebką systemu, który gwarantuje mieszkańcom bezpośredni, choć częściowy, wpływ na wydawane przez miasta pieniądze, jest Ameryka Południowa. Brazylijskie Porto Alegre wprowadziło takie rozwiązanie 20 lat temu. Dziś w podobny sposób o wydatkach decydują także niektórzy Europejczycy. Rozwiązanie takie działa w większości dzielnic Paryża, w hiszpańskiej Sevilli, a także w niektórych dzielnicach Berlina czy Londynu.
Plusy
- Badania wskazują, że w miastach, gdzie taki system został wprowadzony, zwiększyła się efektywność wydatków. Są przykłady, które pokazują, że po wprowadzeniu takiego rozwiązania wybudowano trzykrotnie więcej mieszkań komunalnych, przeznaczając na to podobne środki, jak wcześniej - mówi dr Piotr Uziębło z Katedry Prawa Konstytucyjnego i Instytucji Politycznych Uniwersytetu Gdańskiego.
Innym plusem wprowadzenia budżetu obywatelskiego (zwanego również partycypacyjnym) jest także aktywizacja mieszkańców i uzmysławianie im wpływu, jaki mają na otaczającą ich rzeczywistość. To ważne, szczególnie w młodych demokracjach, takich jak Polska.
- Poza tym mieszkańcy zawsze lepiej wiedzą, czego potrzeba konkretnym dzielnicom czy miejscom. Trudno, aby w mieście, takim jak Gdańsk czy Gdynia, urzędnik znał każdą ulicę. Nawet najlepszy prezydent czy radny nie ma nigdy wiedzy pełnej - wylicza Uziębło.
Minusy
To samo, co sprawia, iż budżet obywatelski może być rozwiązaniem dobrym, powodować może jednak także problemy. - Teoretycznie dochodzić może do sytuacji, w których pojawią się próby forsowania interesu określonej grupy mieszkańców, sprzecznych z interesem całego miasta. Badania prowadzone w Europie Zachodniej pokazują jednak, iż jest to zjawisko marginalne - mówi Uziębło.
Krytycy wprowadzania budżetu obywatelskiego mówią też o braku prawa, nakazującego władzom samorządowym postępowanie zgodnie z wolą mieszkańców. W Polsce, zgodnie z ustawą o samorządach gminnych, budżet przygotowuje prezydent miasta, a uchwalają go radni. Mogą, ale nie muszą brać pod uwagę sugestie mieszkańców. Problemem może być też rozwiązanie kwestii głosowania mieszkańców za określonymi propozycjami budżetowymi. Nie można w tej sprawie przeprowadzać referendum, bo ustawa o referendach nie przewiduje takiej możliwości. Pozostaje formuła konsultacji społecznych, która nie jest dla władz wiążąca.
Sopocka Inicjatywa Rozwojowa, która prowadzi w mieście akcję, mającą przekonać mieszkańców do idei budżetu obywatelskiego, proponuje rozwiązanie na zasadzie "umowy społecznej" między wyborcami a wybranymi przez nich władzami, gdzie ostatecznym argumentem jest możliwość odwołania prezydenta miasta w referendum.
Jak widzą to specjaliści? - Jest tu rzeczywiście problem, ale wystarczy jedna uchwała Rady Miasta, w której przyjęty zostanie w statucie miasta punkt o zobowiązaniu do respektowania i poszanowania woli mieszkańców. W razie jakiegoś konfliktu przed sądem, władze będą jednak nadal na wygranej pozycji - przyznaje Uziębło.
Nada się czy nie?
Czy więc warto w ogóle wprowadzać budżet obywatelski? - Na pewno. Wyniki badań, dotyczące efektywności wydatków w takim systemie, są jednoznaczne. Ja osobiście byłbym jednak za stopniowym wprowadzaniem tego typu rozwiązań. Najpierw powinny one dotyczyć, w formie testu, spraw bardzo lokalnych: małej architektury, placów zabaw i tak dalej. Jeżeli zdałoby to egzamin, wtedy można by pomyśleć o rozszerzeniu tej formuły. Cieszę się, że propozycja wprowadzenia budżetu partycypacyjnego pojawia się coraz częściej w ustach samorządowców. Obawiam się jednak, że po wyborach, niezależnie kto wygra, znów będzie się o tej sprawie mówić mniej lub w ogóle ją ignorować - podsumowuje Uziębło.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.