Fot. Wojtek Jakubowski/KFP
Lotos cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. W czyje ręce wpadnie, tego nie wie nawet resort skarbu.
Libijczycy z Janem Kulczykiem, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, Statoil, a nawet Orlen wymieniani są przez media jako przyszli inwestorzy strategiczni dla Grupy Lotos. Kto z nich ma największą szansę? Nikt z powyższych.
- Który z inwestorów byłby najlepszy dla Lotosu?
-
silny krajowy inwestor branżowy, czyli Orlen
13%
-
inwestor branżowy z zachodu, nawet jeśli nie ma własnych żródeł ropy
14%
-
ten, który ma własną ropę, nawet gdyby to był koncern rosyjski
22%
-
żaden, większość udziałów w Lotosie powinien zachować Skarb Państwa
51%
łącznie głosów: 510
- Lotos potrzebuje inwestora zasobnego w pieniądze i duże złoża ropy - mówi Andrzej Szcześniak, analityk rynku paliwowego. - Nie wyobrażam sobie, aby takim inwestorem było libijskie Tamoil. Pułkownik Kadafi, wizytujący gdańską rafinerię, jest zbyt nieprawdopodobnym pomysłem.
Jak twierdzi Szcześniak, libijska spółka to pomysł równie egzotyczny, jak niegdysiejsze sensacje o interesach PGNiG w Iranie.
- Polska jest zadeklarowanym bojownikiem o wolność i demokrację, więc nie podejrzewam, żeby nasi politycy poszli na współpracę z krajem, który do niedawna jeszcze był na liście "rogue countries", który za dostęp do ropy dla BP wykupił terrorystę, skazanego za tragedię nad Lockerbee.
W podobnym tonie analitycy komentują innych wymienianych w prasie inwestorów.
- Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo czy Statoil nie mają szans - przekonuje Kamil Kasperski, analityk X-Trade Brokers. - Według mnie inwestorem zostanie zachodnia spółka z sektora paliwowego, z dostępem do złóż na Morzu Północnym. Jaka? Tego nie mogę stwierdzić ze stuprocentową pewnością
Nieprawdopodobny wydaje się też scenariusz połączenia Lotosu z Orlenem. - To tak, jakby prowadził ślepy kulawego. Obie spółki potrzebują tego samego, czyli odpolitycznienia, doinwestowania i traktowania jak poważnego gracza - uważa Szcześniak. - Skarb Państwa łaknie pieniędzy, jak kania dżdżu. Ministerstwo chce powtórzyć z Lotosem model "prywatyzacji" Orlenu, który pozwala sprzedać ciastko i je mieć, czyli otrzymać pieniądze i zarządzać spółką. Jednak jest to zły model i powtórzyłbym tutaj za byłym prezydentem: Nie idźcie tą drogą! Stan Orlenu wskazuje jednoznacznie, że ten prywatyzacyjny wynalazek to nie jest nasz towar eksportowy.
Tutaj pojawia się miejsce dla kolejnego inwestora i to ze wschodu. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, zainteresowanie zakupem pakietu akcji Lotosu wyraziła rosyjska spółka paliwowa Rosnieft. To drugi, po Gazpromie, pod względem wartości rynkowej koncern w Rosji. Jego majątek w zeszłym roku szacowano na 50 mld dolarów. Rosnieft posiada ogromne zasoby ropy naftowej, które wynoszą prawie 23 mld baryłek. W ub.r. spółka ogłosiła, że odkryła kolejne złoża na Syberii.
- To dobry inwestor, jednak z przykrością muszę stwierdzić, że jego szanse też są zerowe- mówi Szcześniak. - Chodzi oczywiście o politykę. Jednak być może resort skarbu nas zaskoczy.
Jak na zamiany w akcjonariacie spółki zapatruje się obecny zarząd Grupy Lotos? Prezes Paweł Olechnowicz konsekwentnie odmawia komentarza w tej sprawie.
Czy zmiany właścicielskie w Lotosie oznaczają cokolwiek dla szarego kierowcy? Kompletnie nic.
- Większej zmiany na rynku nie odczujemy - komentuje Szymon Araszkiewicz, analityk e-petrol. - Wielu klientów nie zauważy pewnie nawet, że Lotos został przejęty.
















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.