fot. Krzysztof Mystkowski/KFP
Czy radni podczas sesji będą wkrótce obradować nad obywatelskimi uchwałami?
Nowy rezerwat przyrody, poprawa transportu publicznego, a może zmiana nazwa ulicy - czy jest szansa, by decydowali o tym bezpośrednio mieszkańcy? Aktywiści z Sopotu i Gdańska chcą, aby mieszkańcy mogli zgłaszać projekty, które głosowałaby potem Rada Miasta.
- Czy inicjatywa uchwałodawcza dla mieszkańców ma sens?
-
nie, bo mieszkańcy będą się skupiać na mało istotnych sprawach
3% -
to ryzykowne, bo radnych może zalać fala dziwnych inicjatyw, których nie będą w stanie 'przerobić'
13% -
tak, pod warunkiem, że ustanowi się nieco wyższy próg, np. 1 tys. podpisów w Gdańsku, 200 w Sopocie
34% -
tak, ponieważ mieszkańcy lepiej niż radni wiedzą, czym naprawdę żyje miasto
50%
łącznie głosów: 644
Dziś inicjatywy uchwałodawcze na poziomie miast należą do przewodniczących rady, komisji, radnych, prezydentów lub zarządów miast. Aby pomysł trójmiejskich aktywistów wszedł w życie, trzeba zmienić zapisy w statutach Gdańska i Sopotu. Wnioski z propozycją zmian zostały już złożone do przewodniczących rad. Czy zostaną szybko rozpatrzone?
- Inicjatywa jest sensowna, popieram pomysł, dzięki któremu mieszkańcy bardziej włączą się w życie miasta. Czekamy na opinię prawników. Będziemy dyskutować o tym na sesji w grudniu - zapowiada Wieczesław Augustyniak, przewodniczący Rady Miasta w Sopocie.
W podobnym tonie wypowiada się Bogdan Oleszek, szef Rady Miasta Gdańska. Zapowiedział już, że pomysł trafi do Komisji Samorządu i Ładu Publicznego, która ma zdecydować o jego rekomendacji podczas styczniowej sesji. - Mam nadzieję, że większość radnych poprze projekt - przekonuje Oleszek.
Czy radni powinni się obawiać, że inicjatywy obywatelskie ograniczą ich kompetencje, albo że zostaną zalani mało istotnymi projektami uchwał?
- Do tego nie dojdzie. Każdy projekt uchwały będzie dyskutowany przez radnych na komisjach, oceniany przez prawników, skarbnika i dopiero na koniec będzie głosowany na forum rady miasta. Jeżeli radni uznają, że projekt uchwały jest niekorzystny dla ogółu mieszkańców, to zawsze mogą go odrzucić - wyjaśnia Marcin Gerwin.
Inicjatywa ustawodawcza ma swój pierwowzór w zagwarantowanej w Konstytucji RP tzw. inicjatywy ludowej. Na poziomie parlamentu trzeba zebrać 100 tys. podpisów pod projektem ustawy, aby dokument trafił pod obrady parlamentu. Dlaczego trójmiejscy aktywiści ocenili, że do złożenia projektu uchwały wystarczy tylko 50 i 200 podpisów?
- Sensowny wniosek sprawnej grupie aktywistów pozwoliłby na zebranie nawet 500 podpisów w jeden dzień. Nie chodzi jednak o liczby. Rzecz w tym, by procedura była maksymalnie prosta i szybka, by mieszkańcy nie obawiali się składania własnych projektów uchwał, aby nie gasić ich już na wstępie. Tak się stało w Warszawie, gdzie trzeba zebrać aż 15 tysięcy podpisów. Ale w Tomaszowie Mazowieckim, który ma 65 tys. Mieszkańców, próg ustalono na 50 podpisów pod projektem - wyjaśnia Gerwin.
Czy dojrzeliśmy już do takiej formy bardziej bezpośredniej demokracji? I czy radni pozwolą na nią, bez obawy, że aktywnie działający mieszkańcy wykażą się większą skutecznością i pomysłowością niż oni sami? Przekonamy się już niebawem.


















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.