Fakty i opinie

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł

Dlaczego zginął burmistrz

Kamienna płyta w kaplicy św. Jadwigi w kościele Najświętszej Marii Panny pochodzi z 1411 roku. Wymieniana jest niemal w każdym przewodniku. Spoczywają pod nią zamordowani przez krzyżackiego komtura przedstawiciele władz Głównego Miasta. Przez lata mówiło się o nich, że zapłacili głową za złożenie hołdu zwycięskiemu Władysławowi Jagielle bezpośrednio po grunwaldzkiej wiktorii. Prawda jest jednak dalece bardziej skomplikowana i na tyle ciekawa, że warto ponownie przyjrzeć się okolicznościom ich śmierci.



Burmistrz

Nie wiadomo, kiedy i gdzie urodził się Konrad Letzkau. Jego dramatycznie zakończona kariera była jedną z najbardziej błyskotliwych w historii średniowiecznego Gdańska. Ten przybysz z leżącej na Żuławach Gdańskich wsi Leszkowy (właściwie Leczkowy), szybko opuścił rodzinny majątek i jako kupiec uzyskał w 1387 roku obywatelstwo Głównego Miasta. Przez kilka lat intensywnie pomnażał majątek i już w 1393 roku trafił na listę ławników. Jego "terminowanie" w niższej izbie miejskiej trwało nadzwyczaj krótko. Od 1395 roku występował w dokumentach jako rajca, choć po raz pierwszy został wymieniany wśród członków Rady dopiero dwa lata później.

Rajca Letzkau już wkrótce dał się poznać jako niezwykle zręczny dyplomata i wpływowy polityk o szerokich horyzontach i dużej niezależności sądów. Być może dzięki tym zaletom w 1405 roku został wybrany na urząd burmistrza Głównego Miasta. Ten fakt wiązano dość powszechnie z postępującym od końca XIV wieku rzeczywistym uwolnieniem się władz miejskich spod wpływu Zakonu, bez zgody którego do niedawna nie można było wybierać nie tylko burmistrzów, ale również rajców i ławników. Szybko wzbogacający się członkowie miejskiego patrycjatu powoli zyskiwali świadomość swej siły. Lokowali zarobione pieniądze w nowe inwestycje, a także nabywali posesje w tak zwanej dzielnicy Mariackiej (w pobliżu kościoła Najświętszej Marii Panny), które szybko nabierały wartości. Dużym powodzeniem cieszyły się działki po południowej stronie Długiego Targu, ale i północna, ze względu na bliskość Dworu Artusa, stawała się coraz bardziej atrakcyjna. Tutaj swój dom posiadał burmistrz Arnold Hecht.

Sytuacja zaczęła się zmieniać na niekorzyść patrycjatu od momentu, gdy nowym wielkim mistrzem obwołano energicznego Ulryka von Jungingena. Starał się on wzmocnić pozycję Zakonu i odzyskać utracone wpływy w mieście, ze zmiennym szczęściem próbował wprowadzać do Lawy i Rady Głównego Miasta uległych mu przedstawicieli kupiectwa, bezpośrednio związanych interesami handlowymi z krzyżackimi szafarzami. Na ogół jednak próby te spotykały się z niezwykle silnym oporem Rady, a w szczególności burmistrza Letzkaua. To on, w 1408 roku, był jednym z inicjatorów złożenia na ręce Jungingena przez przedstawicieli wielkich miast (z Gdańska, obok Letzkaua, Arnold Hecht i Piotr Vorrath) oraz szlachty pruskiej wspólnej skargi na podległych mistrzowi urzędników, którzy samowolnie udzielali zezwoleń na wywóz zboża, wymuszali pierwszeństwa w transakcjach i przy egzekwowaniu należności pieniężnych, ograniczali swobodną sprzedaż wełny i innych towarów. Protest stanowił wyraźny przejaw narastającej niechęci wpływowej grupy mieszczaństwa i szlachty wobec krzyżackich praktyk handlowych, odczuwanych jako niezwykle dokuczliwe i krzywdzące.

Kurs polityki wewnętrznej, jaki propagował Jungingen, niezbyt dobrze rokował na przyszłość. Powszechnie wątpiono, że od tego mistrza uda się uzyskać takie kompetencje natury samorządowej, jakie posiadały już inne ośrodki hanzeatyckie w Europie, między innymi Lubeka. Mimo to, w polityce zewnętrznej stosunek miasta do Zakonu cechowała wciąż absolutna lojalność, tym bardziej, że opieka potężnych władz zakonnych, choć niekiedy krępująca, przynosiła także wymierne korzyści. Dzięki niej pozycja miasta była nadzwyczaj silna wobec Hanzy i państw ościennych. Ten stan pozornej szczęśliwości nie miał jednak trwać wiecznie. W 1386 roku powstała unia polsko-litewska i w ten sposób bezpośredni sąsiedzi państwa zakonnego starali się bronić przed jego agresywną polityką. Rycerze-mnisi przygotowywali się do rozbicia wrogiej koalicji. Choć w ograniczonym zakresie, chcieli wciągać stany pruskie, z Gdańskiem na czele, do polityki zewnętrznej.
Letzkau, jako jeden z wybitnych rajców, a następnie burmistrzów gdańskich, brał aktywny udział w życiu politycznym Zakonu. W 1398 roku dowodził zjednoczoną flotą krzyżacko-hanzeatycką, prowadził zakończone sukcesem działania zbrojne przeciw korsarzom zwanym braćmi witalijskimi i uczestniczył w zdobyciu Gotlandii. Od 1403 roku nieprzerwanie brał też udział w zjazdach Hanzy, dzięki czemu mógł bezpośrednio porównywać warunki panujące w krajach Europy Zachodniej do tych, jakie znał z "własnego podwórka".

Zdarzało się, że w służbie Zakonu ryzykował własnym zdrowiem i życiem, jak wtedy, gdy w 1404 roku statek płynący z nim do Lubeki dostał się w ręce duńskich korsarzy. Konrad wraz z dwoma gdańszczanami uwięziony został na pół roku na zamku Warberg w południowej Szwecji. W 1408 roku, jako reprezentant mieszczaństwa gdańskiego i wysłannik krzyżacki, przybył do Hälsingborgu, a następnie do Kalmaru, aby uczestniczyć w rozmowach z królową duńską Małgorzatą, które dotyczyły sfinalizowania układu z Danią o odstąpienie jej przez Zakon, w zamian za znaczącą kwotę, zdobytej przed paroma laty ważnej strategicznie Gotlandii.

To porozumienie stanowiło zapowiedź zbliżającego się nieuchronnie zbrojnego konfliktu z unią polsko-litewską. Pieniądze uzyskane z transakcji Zakon wykorzystał na przygotowania do mającej niebawem wybuchnąć wielkiej wojny. Gdańskie kontyngenty miały obowiązek uczestniczyć w działaniach zbrojnych Zakonu skierowanych przeciw Polsce i Litwie.

W cieniu wielkiej wojny

15 lipca 1410 roku na polach pod Grunwaldem stoczono jedną z największych bitew w historii naszej części Europy. Jak wiadomo zakończyła się absolutną klęską Zakonu, dodatkowo przypieczętowaną śmiercią jej głównego inicjatora, wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena. Wśród walczących znalazł się również 300-osobowy, konny kontyngent gdański, występujący pod chorągwią Głównego Miasta, przedstawiającą białe krzyże w czerwonym polu. Dostała się ona, jak wiele innych, w ręce Polaków i zawisła jako wotum w katedrze na Wawelu. Naczelne dowództwo nad odziałem sprawował komtur Jan von Schönfeld, któremu udało się zbiec z pola walki i wrócić do Gdańska. Wziętych do niewoli mieszczan, w tym i burmistrza, Jagiełło polecił wypuścić do domu, w nadziei, że znajdzie to pozytywny oddźwięk wśród gdańszczan.

Wieści o klęsce grunwaldzkiej dotarły do miasta wraz z uciekinierami z pola bitwy. Ich opowieści wywarły wielkie wrażenie na władzach miejskich i pospólstwie. Pośpiesznie przygotowywano się do odparcia ataku wroga. Ocalony komtur nakazał Radzie wzmocnić obronność miasta, ona zaś przyrzekła Zakonowi dalszą wierność, obiecując bronić miejskich murów przez dwanaście miesięcy. Z zapasów zamkowych przekazano na jej rzecz proch, pociski i niezbędne uzbrojenie, powierzono opiece mieszczan należącą do Krzyżaków stadninę koni. Mieszczanie spontanicznie uczestniczyli w pracach porządkowych na terenie zamku, dostarczali żywność dla załogi i zaciągali się do miejskich oddziałów zbrojnych.

Szybko przystąpiono do organizowania działań zaczepnych. Dla obrony Żuław Stablewskich, zagrożonych wypadami oddziałów litewsko-tatarskich, wysłano na Wisłę łodzie z uzbrojonymi marynarzami. Na prośbę Henryka von Plauen - tymczasowego namiestnika państwa krzyżackiego - Rada wysłała czterystu marynarzy do obrony oblężonego Malborka.

Ta lojalna postawa miała się jednak wkrótce zmienić pod wpływem wydarzeń. A nastąpiło to w związku z pojawieniem się w mieście walczących po stronie krzyżackiej pod Grunwaldem zaciężnych rycerzy, którzy zostali wypuszczeni z niewoli pod warunkiem, że w określonym terminie uiszczą uzgodniony okup. Część z nich została przez Henryka von Plauen skierowana z Malborka do Gdańska, aby tu, po opatrzeniu ran, wzmocnić zamkową załogę. Pod wpływem pogłoski, że zaciężni ci dopuszczają się rabunku na mieszczanach Starego Miasta, tłum pospólstwa rzucił się na przybyszy, wielu zabijając, raniąc i ograbiając zwłoki.

Wiadomo, że wśród zabitych było dwunastu pachołków rotmistrza krzyżackiego Meye von Sweyne, a rotmistrz Mikołaj von Kottewitz stracił pięć koni, cały rynsztunek oraz 300 złotych. Rajcy gdańscy interweniowali podczas zajścia, biorąc w opiekę ocalałych zaciężnych.

Pod wpływem tych zdarzeń Rada Głównego Miasta zaczęła zmieniać swoje dotychczasowe nastawienie. Ujawniło się to niebawem w stosunku do Mikołaja z Pszczółek, duchownego krzyżackiego i zarządcy szpitala św. Elżbiety. Zamierzał on potajemnie wywieźć z miasta kosztowniejsze precjoza, czemu energicznie sprzeciwiła się Rada. Zablokowano port i nakazano wyładowanie majątku szpitalnego ze statku. Szczególnie ostro wystąpił przeciw duchownemu burmistrz Letzkau, ciężkie oskarżenia, jakie miotał pod jego adresem sprawiły, że przestraszony Mikołaj zbiegł z miasta aż do Kolonii, skąd wysyłał oskarżenia pod adresem gdańskiej Rady. W tym czasie urzędnicy miejscy zdecydowali się zająć mienie niektórych okolicznych urzędników krzyżackich. Aby przejąć kontrolę nad zamkiem i uwięzionym w nim komturem, Rada poleciła podległym sobie oddziałom obsadzić twierdzę w Wisłoujściu i sprawdzać wszystkie wpływające na Wisłę statki.

Posunięcia te dowodziły jasno, że Rada wyraźnie przechodzi na stronę dotychczasowego wroga. Wieści o uznaniu przez Toruń władzy króla polskiego i o pierwszym przywileju, jaki otrzymał od niego (30 lipca 1410 roku) Elbląg, zdecydowały, że gdańska Rada na początku sierpnia podjęła negocjacje z Władysławem Jagiełłą. Pośrednikiem w dotarciu do obozu polskiego pod Malborkiem stał się biskup włocławski Jan Kropidło, przebywający w swoim dworze w Subkowach koło Tczewa i prowadzący propolską agitację wśród miast i rycerstwa pomorskiego. Letzkau udał się do biskupa i odbył z nim naradę w sprawie złożenia hołdu królowi, po czym obaj pospieszyli pod Malbork. Tam Letzkau, być może w towarzystwie innych rajców, przeprowadził rozmowy z królem i jego otoczeniem, które 4 sierpnia zakończyły się uznaniem Jagiełły za opiekuna miasta.

Następnego dnia kancelaria królewska wystawiła przywilej dla "miasta naszego Gdańska". W przywileju Jagiełło nadawał miastu sześć okolicznych wsi, dotąd należących do gdańskiego komturstwa: Pruszcz, Migowo, Orunię, Ujeścisko, Wiślinę i Bogatkę, obszar wokół miasta w promieniu 1 mili, z wyłączeniem znajdujących się tam posiadłości duchownych. Miasto otrzymało też liczne prawa: połowu ryb w morzu na wschód od portu, wyrębu drzewa, regulowania wywozu zboża, swobody handlu na ziemiach Polski, bicia własnej monety, kontroli nad ujściem Wisły, połowę dochodu z Wielkiego Młyna oraz patronat nad kościołem Najświętszej Marii Panny. W rokowaniach miasto reprezentował Letzkau, Arnold Hecht oraz rajca Jan Kruckermann, a 7 sierpnia przyjęło ono uroczyście w swoich murach kasztelana kaliskiego, Janusza z Tuliszkowa, reprezentanta króla polskiego i pierwszego starostę gdańskiego. Następnego dnia mieszkańcy złożyli na jego ręce hołd i przysięgę wierności królowi polskiemu.

Jednocześnie Letzkau z kilkoma rajcami zażądał od komtura Schönfelda opuszczenia zamku, gwarantując mu w zamian bezpieczeństwo i dostatnie zaopatrzenie, a w razie oporu grożąc śmiercią. Ponieważ spotkali się z kategoryczną odmową, 16 sierpnia ponownie podjęli rozmowy, w których uczestniczył tym razem również Janusz z Tuliszkowa. Letzkau zagroził oblężeniem zamku i odcięciem dowozu żywności, zastosował też represje, które z dnia na dzień stawały się coraz ostrzejsze. Początkowo zabroniono pospólstwu najmować się do pracy na zamku, potem odmówiono Krzyżakom prawa przemiału zboża w Wielkim Młynie, skonfiskowano zapasy miodu w piwnicach miejskich. Poprzez zapalowanie kanału odcięto zamek od Wisły i już wkrótce przystąpiono w mieście do polowania na ludzi podejrzewanych o prokrzyżackie sympatie. Schwytanych wleczono do Katowni, gdzie poddawani byli wielogodzinnym przesłuchaniom. Wielu uwięzionych, w tej liczbie również niedoszłego rajcę Krzysztofa Lobeschitza, Rada skazała na śmierć. Egzekucje publiczne stanowiły demonstrację siły i własnej samodzielności, a jednocześnie uświadamiały ogółowi mieszkańców, że to, co się zdarzyło, jest nieodwracalne.

Stracone złudzenia

Nie zmieniło to postawy komtura, który zdawał sobie sprawę z trudności przewlekającego się oblężenia Malborka i faktu, że Polacy nie dysponowali odpowiednimi siłami zbrojnymi, aby wprowadzić swoje groźby w życie. Rychłe odejście wojsk polsko-litewskich spod Malborka (19 września 1410 roku) miało potwierdzić jego przypuszczenia. Wprawdzie w miastach i zamkach pozostały jeszcze polskie załogi, ale były one nieliczne i słabe. Niebawem namiestnik Henryk von Plauen poprowadził Krzyżaków do kontrofensywy przy pomocy sił inflanckich i zaciężnych żołnierzy sprowadzonych z Rzeszy. Do początków października odzyskał większość straconych terytoriów. Nie czuł się na siłach oblegać Toruń i Gdańsk, licząc na negocjacje z radami krnąbrnych miast.

Ale sytuacja niebawem uległa odmianie. Kiedy do gdańskiego zamku dostarczono dwustu żołnierzy, komtur odzyskał swobodę działania. Wkrótce zawarł z Głównym Miastem zawieszenie broni i zaproponował poddanie na honorowych warunkach. Pogrążone w rozpaczy władze miejskie bezskutecznie prosiły listownie Jagiełłę o pomoc zbrojną, a sytuacja stawała się beznadziejna. Zgodnie z przewidywaniami, 9 listopada na urząd wielkiego mistrza wybrano wybawiciela Zakonu, Henryka von Plauen. W  tym samym miesiącu mianował on swojego młodszego brata, również Henryka, gdańskim komturem, odsuwając od władzy Schönfelda. Dopiero wówczas Rada, po burzliwych debatach, z ociąganiem złożyła przysięgę wierności nowemu wielkiemu mistrzowi, co Jan Długosz dość niesprawiedliwie nazwał aktem "wiarołomności Gdańska".

W połowie grudnia 1410 roku "nasz burmistrz gdański i drogi poddany" Letzkau powrócił do łask i na prośbę Henryka von Plauen udał się na Pomorze Zachodnie i do Brunszwiku, aby tam przeprowadzić rekrutację nowych oddziałów, które miały przyczynić się do szczęśliwego zakończenia wciąż trwającej wojny. 1 stycznia 1411 roku w Strzałowie burmistrz gdański wypłacił w imieniu Zakonu księciu wołogojskiemu Warcisławowi VIII 1000 grzywien tytułem zaliczki na dosłanie zaciężnych.

Nadzwyczajna aktywność Letzkaua nie zmieniała jednak zasadniczej postawy gdańszczan, którzy świadomie unikali dodatkowych, zawiązanych z prowadzeniem wojny świadczeń na rzecz Zakonu. W końcu grudnia 1410 roku Rada Miasta odmówiła dostarczania dalszych posiłków, uzasadniając to faktem, że Jagiełło wciąż nie zwolnił miasta ze złożonej mu przysięgi wierności. Ten stan nieufności i wzajemnej niechęci miał trwać aż do podjęcia rokowań pokojowych i zawarcia traktatu 1 lutego 1411 roku w Toruniu. Władysław Jagiełło, pod wpływem pogarszającej się sytuacji, godził się na pozostanie Pomorza Gdańskiego pod zwierzchnictwem Zakonu i wspaniałomyślnie uwalniał poddanych od złożonych przysiąg i hołdu. Bezpośrednio po zawarciu traktatu nowy mistrz zwrócił się do stanów pruskich o uchwalenie nadzwyczajnego podatku na użytek skarbu państwowego. Miał on posłużyć do spłacenia zobowiązań wobec Polski, określonych postanowieniami ugody.

Na 22 lutego 1411 roku do Ostródy zwołano zjazd stanów. Uczestniczył w nim sam wielki mistrz, a z ramienia gdańskiej Rady rajcy Piotr VorrathHerman Kleinemeister. Plauenowi przedstawiono szereg skarg, dotyczących konkurencji urzędników krzyżackich w handlu i rzemiośle, naruszania przywilejów i samodzielności, budowy obwarowań i obsady urzędów. Wielki mistrz, któremu bardzo zależało na uzyskaniu zgody na uchwalenie nowego podatku, skwapliwie przyrzekł usunąć powody powyższych skarg. Nie przekonało to jednak gdańszczan, którzy zapowiedzieli, że zgodzą się na podatek, ale tylko wtedy, gdy mistrz potwierdzi koncesje uzyskane w przywilejach od Jagiełły.

Zaniepokojony taką postawą Plauen zaapelował do wszystkich mieszkańców Głównego Miasta, aby wsparli Zakon w potrzebie. Na próżno. Rada już wkrótce wystosowała list do wielkiego mistrza, prosząc go o zwolnienie miasta od podatku z powodu poniesionych już uprzednio wydatków na cele wojenne. Kilka dni później Plauen wyraził nadzieję, że miasto przyłączy się później do tej daniny, ale rozjuszona Rada zażądała zwrotu kosztów wysyłki marynarzy do Malborka w lipcu 1410 roku.

Z biegiem czasu konflikt się rozszerzał. Stało się tak, gdy na rokowaniach z gdańskim komturem przedstawiciele Rady zostali potraktowani nader obcesowo, obrzuceni obelgami i wyrzuceni za drzwi. Przerwano rozmowy, a Zakon przystąpił do zdecydowanych działań. W ciągu kilku dni zablokowano wszystkie drogi dojazdowe do Gdańska, komtur nakazał łańcuchem zamknąć port, zaś handel oficjalnie przeniesiono do Elbląga. Wszędzie zatrzymywano towary gdańszczan. Miasto nie ustępowało. W marcu wzmocniono obwarowania miejskie i zamurowano bramę zamkową, 5 kwietnia doszło do starć na Zatoce Puckiej, kiedy zaciężni krzyżaccy zagarnęli gdański statek. Aby uniknąć podobnych wypadków, Rada wyprawiła na Zatokę dwa statki większe i kilka mniejszych, na których zamustrowano 250 marynarzy. 60-osobowy oddział ruszył w okolice miasta, aby rozbijać krzyżackie hufce, które patrolowały drogi.

Zbrodnia

Wkrótce jednak, kiedy emocje opadły po obu stronach, Rada zdecydowała się na rozmowy z komturem przy współudziale pospólstwa. 5 kwietnia uzgodniono rozejm. Plauen zadeklarował przyjazne uczucia i na dowód polecił usunąć łańcuch blokujący port. Wymiana uprzejmości zaowocowała rozebraniem przez gdańszczan muru blokującego zamkową bramę. Już wkrótce przedstawiciele Rady mieli podjąć rozmowy bezpośrednio z wielkim mistrzem.
Wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu, gdy pewien przykry incydent "drogowy" cofnął rozmowy do stanu początkowego. Oto bowiem wójt tczewski zatrzymał gdańskich kupców i zajął ich towary. Rozjuszyło to do żywego członków Rady, którzy - zebrawszy się natychmiast nocą - wysłali ostry protest, zapowiadający represje wobec urzędników Zakonu, jeśli nie nastąpi zwrot zagrabionego mienia. Główny winowajca, tczewski wójt, przekazał list komturowi gdańskiemu, a ten, nie wiedzieć czemu uznał, że Rada, grożąc Zakonowi wojną, złamała świeżo zawarty rozejm. Młodszy z Plauenów postanowił podjąć zdecydowane działania, aby przywołać krnąbrnych mieszczan do porządku. Był pewien, że wielki mistrz w pełni zaakceptuje jego decyzje.

Gdy wybrańcy Rady przechodzili przez zwodzony most, Tiedemann Huxer, pod pretekstem, że zapomniał zostawić klucze swemu zastępcy, powrócił do miasta.
Gdy wybrańcy Rady przechodzili przez zwodzony most, Tiedemann Huxer, pod pretekstem, że zapomniał zostawić klucze swemu zastępcy, powrócił do miasta.
6 kwietnia - była to Niedziela Palmowa - zaproszono przedstawicieli gdańskiej Rady na zamek. Udali się tam dwaj burmistrzowie, Letzkau i Arnold Hecht, z dwoma rajcami - Bartłomiejem Grossem (mąż Anny, córki Leczkowa) i Tiedemannem Huxerem. Sądzili, że będzie to kurtuazyjna wizyta, związana z wymianą życzeń z okazji zbliżających się świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Gdy wybrańcy Rady przechodzili przez zwodzony most, za którym wznosiła się brama zamczyska, jeden z nich, Huxer, pod pretekstem, że zapomniał zostawić klucze swemu zastępcy, powrócił do miasta. Trzej pozostali chwilę później zostali pojmani i uwięzieni w zamkowych lochach. Tam przesłuchiwano ich, być może przy użyciu tortur, a następnie zgładzono przez ścięcie.

Fakt śmierci urzędników miejskich długo utrzymywano w tajemnicy przed opinią publiczną. Kiedy więc po dwóch dniach nie powrócili do domu, zaczęto się poważnie niepokoić o ich los. Anna Grossowa codziennie stawiała się przed zamkową bramą, wypytując o ojca i męża. W przeświadczeniu, że trafili do więzienia, przynosiła im kosze żywności. Odprawiana przez odźwiernych, była przekonywana, że obaj bliscy jej sercu mężczyźni pod wpływem alkoholu znieważyli komtura i teraz trzeźwieją za kratkami lub - z nieznanej bliżej przyczyny - popełnili samobójstwo. Trudno było traktować tego rodzaju odpowiedzi poważnie, brzmiały jak ponury dowcip.

11 kwietnia postanowiono wysłać delegację rajców - Tiedemanna Huxera i Piotra Tiergarta - bezpośrednio do wielkiego mistrza. Gdańszczanie mieli pokornie prosić o łaskę dla miasta i uwolnienie więźniów. Równocześnie zwrócono się do Rady Torunia, by zorganizować wspólną interwencję przedstawicieli miast pruskich w tej sprawie. Rajcy, którzy przybyli do Plauena, zostali początkowo uwięzieni, a kiedy najedli się strachu, stanęli przed obliczem wielkiego mistrza, który łaskawie wysłuchał ich lamentów, obiecując interweniować u komtura. Zaopatrzeni w jego listy, zadowoleni powrócili do miasta w poranek wielkanocny. Przywozili ze sobą rozkaz uwolnienia miejskich urzędników.

Komtur zrozumiał, że dłużej nie utrzyma tajemnicy, musiał spełnić zalecenie wielkiego mistrza. 13 kwietnia knechci wydobyli z fosy trzy trupy i umieścili je na łące w pobliżu bramy zamkowej. Jednocześnie młodszy Plauen ogłosił, że straceni zostali na mocy prawowitego wyroku, co wiązało się z konfiskatą mienia ruchomego i nieruchomego zamordowanych. Emocje związane z wydaniem zwłok były ogromne, na miasto padł blady strach. Na wieki miało się utrwalić powszechne przeświadczenie o bezprawności działania i okrucieństwie gdańskiego komtura. Protest Anny Grossowej, która oskarżyła go publicznie o zdradzieckie postępowanie i niesprawiedliwość, na niewiele się zdał.

Burmistrzom i rajcy zgotowano uroczysty pogrzeb w kościele Najświętszej Panny Marii. Na płycie nagrobnej umieszczono łaciński napis: "Hic jacent Honorabiles Viri Conradus Letzkau et Arnoldus Heket, Proconsules Civitatis Dantzke, qui obierunt Feria Secunda post Festum Palmarum, Anno Domini 1411" - "Tu leżą sławni mężowie Konrad Leczkow i Arnold Hecht, którzy zginęli w poniedziałek po Niedzieli Palmowej roku Pańskiego 1411. Módlcie się za nich".

Komtur na tyle skutecznie sterroryzował Radę, że pozostali jej członkowie, zaproszeni przez wielkiego mistrza na audiencję, udawali niewiniątka, a całą winę za uprzedni konflikt złożyli na krnąbrność tych, którzy zginęli. Obradujące w Braniewie stany pruskie (22 kwietnia 1411 roku) odegrały rolę pośrednika między Plauenem i Gdańskiem. W zamian za wybaczenie wielki mistrz podyktował miastu szereg upokarzających i ciężkich warunków, które zostały pokornie przyjęte. Kiedy w jakiś czas potem zawitał do miasta, Rada i pospólstwo przyjmowały go z odkrytymi głowami, składając ponownie hołd i przysięgę wierności. Na wszystkich nałożono wysoką karę pieniężną wynoszącą 14 tysięcy kop groszy czeskich, ograniczono samodzielność miasta, wybór rajców miał się odtąd odbywać za akceptacją Zakonu. Część najbardziej podejrzanych rajców i ławników usunięto. Na ich miejsce wielki mistrz wprowadził swoich zaufanych. Do Rady weszli ławnicy Henryk von PutzkeAlbrecht Dodorf, których wyborowi przed 1410 rokiem sprzeciwiał się wytrwale Konrad Letzkau.

Burmistrzem został, co musi dziwić, Tiedemann Huxer, ten, który wycofując się z mostu cudownie ocalił swe życie. Jego awans na wysokie stanowisko bezpośrednio po powrocie krzyżackiej władzy rzuca ponury cień na tego człowieka. Być może to on właśnie namówił pozostałych do odwiedzin na zamku w Niedzielę Palmową, a potem, podczas przesłuchań, obciążył pozostałych swoim świadectwem. Tego, jak sądzimy, nie dowiemy się już nigdy. Henryk von Plauen utrzymał w mocy zarządzenie swego brata o konfiskacie mienia straconych, aprobując tym samym w pełni jego poczynania.

Wykorzystano:

J. Długosz, "Banderia Prutenorum", wyd. K. Górski, Warszawa 1958;
S. M. Kuczyński, "Wielka wojna z Zakonem Krzyżackim w latach 1409-1411", Warszawa 1960;
"Historia Gdańska", t. I, Gdańsk 1978;
"Geschichte der Stadt Danzig", wyd. P. Simson, Danzig 1918;
"Altpreussische Biographie", pod red. Ch. Krollmanna, Marburg 1975.

Ilustracje
1. Dzieje Gdańska; Edmund Cieślak, Czesław Biernat; 1994
2. Danziger Hauskalender; 1981
Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 40)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.