Fakty i opinie

stat

Gdańsk okiem Poguttkego: z bówkami na machandel

artykuł historyczny
Opowieści Franza Poguttke, jowialnego starszego pana z nieodłącznym cygarem, przyciągały do łam „Danziger Neueste Nachrichten” tysiące czytelników.
Opowieści Franza Poguttke, jowialnego starszego pana z nieodłącznym cygarem, przyciągały do łam „Danziger Neueste Nachrichten” tysiące czytelników.
Na grobie Fritza Jaenickiego upamiętniono także jego najsłynniejsze wcielenie - Frantza Poguttke.
Na grobie Fritza Jaenickiego upamiętniono także jego najsłynniejsze wcielenie - Frantza Poguttke.

Był najlepszym felietonistą najlepszej gazety w Wolnym Mieście Gdańsku. Pozostawił po sobie obraz miasta, jako beztroskiej, dostatniej, wielokulturowej enklawy w targanej problemami Europie. Fritz Jaenicke, jeden z najwybitniejszych gdańskich dziennikarzy, zmarł 64 lata temu, 25 lipca 1945 roku.



Co sobotę rzesze gdańszczan otwierały "Danziger Neueste Nachrichten" (Najnowsze Gdańskie Wiadomości), by na jednej ze stron przeczytać kolejny felieton zadowolonego z siebie, zaokrąglonego na twarzy, łysiejącego emeryta popalającego cygaro. O czym tym razem opowie najbardziej znany gdański gawędziarz, pan Franz Poguttke?

Bohater felietonów Franz Poguttke uważany był za alter ego Fritza Jaenickiego. Urodzony w 1885 roku Jaenicke studiował historię sztuki i architekturę. Szybko jednak odkrył, że bardziej niż kompozycje przestrzenne pociąga go dziennikarstwo. "Danziger Neueste Nachrichten" była wówczas najbardziej opiniotwórczą gazetą w mieście. Na jej łamach zamieszczali artykuły najlepsi gdańscy dziennikarze. Jaenickie początkowo pisywał do niej recenzje kulturalne. Najlepiej czuł jednak felieton. Od wczesnych lat dwudziestych na łamach gazety zaczęły ukazywać się więc opowiastki pana Poguttke.

Emeryt-gawędziarz przedstawiał świat jedyny w swoim rodzaju. Pełen postaci, które mogły znaleźć się tylko w tętniącym życiem, bogatym, portowym mieście. Z portowymi robotnikami, rybakami i marynarzami o ogorzałych twarzach, przekupkami ze straganów na Targu Rybnym, słynnymi "bówkami" wiecznie ćmiącymi fajki, radosnymi mieszczanami, przybyszami z różnych stron świata oraz oczywiście rodziną i przyjaciółmi Poguttkego - żoną Olgą, sprzątaczką panią Pistaniewską i fryzjerem Adolfem Schweiterem.

Franz Poguttke opowiadał i komentował zarówno to, co ważne, jak i najbardziej banalne wydarzenia z codziennego życia, jak choćby kłótnię swojej żony z sąsiadką o to, która z nich jest grubsza. Barwny opis sąsiedzkiej waśni skończył się "po gdańsku", czyli wspólną biesiadą ze śpiewami przy nie jednym kieliszeczku słynnego machandla. Uwadze felietonisty nie umknęła też plaga komarów, awaria prądu czy najazd turystów. Poguttke zasłynął m.in. jako niezłomny propagator kąpieliska na Stogach.

W felietonach Jaenickiego odnajdziemy język, który zginął wraz z dawnym Gdańskiem - lokalną odmianę plattdeutscha. Tym charakterystycznym dialektem, będącym lokalną odmianą niemieckiego, posługiwali się zwykli mieszkańcy Gdańska, robotnicy, handlarki czy mieszkańcy przedmieść. Odnaleźć w nim można było także polskie słowa. Nazwisko Poguttke kojarzyć może się przecież z naszą pogodą.

Beztroskie życie Wolnego Miasta zaczęło się kończyć, gdy Niemców ogarnęło szaleństwo nazizmu. Bezwzględna, hitlerowska cenzura od 1933 roku tłamsiła wolność słowa także w Gdańsku. "Danziger Neueste Nachrichten" szybko stała się pronazistowskim organem. W ten sposób redakcja uniknęła ręcznego sterowania pismem czy nawet zamknięcia tytułu (tak stało się z wieloma gazetami w Gdańsku, hitlerowcy nie cofali się przed przemocą fizyczną w celu zamknięcia ust niepokornym dziennikarzom). Dopasowując się do sytuacji "DNN" mógł pozwolić sobie na drukowanie artykułów neutralnych politycznie, a nawet to było przez nazistów źle widziane.

Na łamach gazety wciąż pojawiał się pan Poguttke i jego opowieści, w których próżno było szukać ech coraz straszniejszej polityki III Rzeszy. Poguttke dalej starał się żyć w dawnym świecie. W 1935 roku ukazała się książka ze zbiorem jego felietonów.

Gdy wybuchła wojna Fritz Jaenicke starał się dodawać otuchy czytelnikom. Poczucie humoru, szczęście rodzinne czy przyjaźń cały czas znajdowały miejsce w jego felietonach, jakby na przekór wojennej sytuacji. Autor nie mógł jednak zupełnie nie dostrzegać tego co dzieje się w Europie. Z czytelnikami pożegnał się na łamach gazety 22 maja 1943 roku.

W "DNN" pan Poguttke pojawił się tylko jeszcze jeden raz. 31 sierpnia 1944 roku ukazał się ostatni numer gazety. "Pozwólcie każdemu z Was uścisnąć sobie dłoń. Zostańmy dobrymi przyjaciółmi. Nie traćmy dobrej, starej gdańskiej werwy (...) Do pomyślnego zobaczenia w dawnej kondycji - Wasz stary Franz Poguttke, teraz pracowity robotnik ziemny" - napisał w ostatnim felietonie.

Fritz Jaenicke był świadkiem śmierci miasta, którego idylliczny obraz tworzył przez lata na łamach "DNN". Zmarł, prawdopodobnie na tyfus, 25 lipca 1945 roku. Pochowano go niedaleko starej kaplicy, przy płocie na cmentarzu w Gdańsku Oliwie. Marmurowy pomnik na grobie dziennikarza, w latach 90. ufundowali mieszkający w Niemczech dawni gdańszczanie. Na płycie nagrobnej upamiętniono także Franza Poguttke.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (90)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.