fot. Andrzej Gojke/KFP
Opozycja zarzuca Wojciechowi Szczurkowi, że zrobił z Rady Miasta "wiatrak do głosowania".
Rządząca Gdynią "Samorządność" nie powinna mieć kłopotów z kolejnym zwycięstwem, bo jej rywale w walce o mandaty radnych w Gdyni popełniają szkolne błędy. PiS nie wystawił kandydata na prezydenta, a teraz do ostatniej chwili kompletował listę kandydatów na radnych. Lewica obudziła się ze snu tuż przed wyborami.
- Na kogo zagłosujesz w wyborach samorządowych w Gdyni?
-
Samorządność
60% -
Platformę Obywatelską
15% -
Prawo i Sprawiedliwość
6% -
Lewicę
6% -
Naszą Gdynię
2% -
nie zagłosuję
11%
łącznie głosów: 1363
Listy rządzącej miastem Samorządności tradycyjnie mają "ciągnąć" nazwiska wiceprezydentów: Michał Guć, Marek Stępa, Bogusław Stasiak i Ewa Łowkiel radnymi, jak w poprzednich wyborach, jednak nie zostaną, a zasilą władze miasta.
Na listach są wszyscy aktualni radni, ale można też znaleźć np. Przemysława Dyakowskiego, który na plakatach, które już można zobaczyć w Gdyni, pozuje oczywiście z saksofonem. Jest też Andrzej Kołodziej - przywódca strajku w gdyńskiej stoczni i tradycyjny już akcent sportowy, czyli rugbista Arki Robert Andrzejczuk. Z okręgu 5 w Kacku, Karwinach i Dąbrowie startuje za to syn wiceprezydent Ewy Łowkiel - Michał.
- Proponujemy gdynianom osoby zarówno młode, jak i bardziej doświadczone, osoby ze stażem samorządowym i te, które dopiero tę przygodę chcą rozpocząć, liderów rad dzielnic, ludzi z trzeciego sektora z sukcesami w działalności społecznej, a także ludzi, których znamy, choć do tej pory obserwowaliśmy ich działalność na innych polach niż samorząd - wylicza Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, pełnomocnik wyborczy Samorządności.
Platforma Obywatelska postawiła na dotychczasowych radnych oraz radnych dzielnic. Oprócz nich próżno szukać na listach osób, które byłyby powszechnie znane - nawet lokalnie. - Wręcz przeciwnie. Radni dzielnic, którzy mają wysokie miejsca na naszych listach, to osoby rozpoznawalne. Może nie na poziomie Trójmiasta, ale dzielnic, a o to w tych wyborach chodzi - podkreśla Mariusz Bzdęga, radny PO.
Najgorzej wypada Prawo i Sprawiedliwość, które miało wielkie kłopoty z organizacją. Po tym jak poseł Zbigniew Kozak został kandydatem na prezydenta Starogardu Gdańskiego, a gdyńską kandydaturę Katarzyny Stanulewicz wycofano, nie miał kto stworzyć silnych list wyborczych. W efekcie PiS może stracić najwięcej, bo sam Marcin Horała, który jest raczej pewniakiem w Chyloni i solidny wynik, na który może liczyć Paweł Stolarczyk, mogą nie wystarczyć. Dość powiedzieć, że średnia wieku kandydatów PiS na radnych wynosi ponad 50 lat.
Czteroletni niebyt w Radzie Miasta zupełnie przespała Lewica. Jej przedstawiciele uaktywnili się tuż przed wyborami, ale niewiele to zmienia. Marzenia o siedmiu mandatach można raczej włożyć między bajki, ale powrót reprezentantów Lewicy do gdyńskiej rady nie jest wykluczony. Tym bardziej, że kandydat na prezydenta, Andrzej Różański, może mieć wpływ na wynik listy, a byli radni Stanisław Taube czy Jolanta Kalinowska to znane w Gdyni nazwiska.
Wielkich sukcesów trudno spodziewać się po komitecie Nasza Gdynia, skupiającym gdyńskich społeczników. Wprawdzie wystawi on kandydatów w wyborach, ale skupi się raczej na promocji lidera - kandydata na prezydenta, Jacka Urbana.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.