Zachwyceni, zadowoleni, zaskoczeni i rozczarowani - pomorscy posłowie i byli posłowie komentują wyniki wyborów do Parlamentu.
Tadeusz Aziewicz: - Jestem zadowolony z tego wyniku tym bardziej, że jest to już moja trzecia kadencja. Cieszę się, że wyborcy docenili lata mojej pracy tym bardziej, że pracowałem przy skomplikowanych sprawach dotyczących gospodarki. Myślę, że w nowej kadencji czeka mnie tyle samo pracy. Przez ostatnie lata zasiadałem w sejmowej Komisji Skarbu i nadnaturalnym jest, że nadal chciałbym zajmować się sprawami dotyczącymi gospodarki. Jednak jest świadomy tego, że jest to nowe rozdanie i wszystko zależy do porozumień między koalicjantami. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy na mnie głosowali i pogratulować innym kolegom. Szkoda jednak tych, którzy do Sejmu się nie dostali.
Andrzej Jaworski: - Wynik ponad 20 tys. głosów był dla mnie sporym zaskoczeniem i dużą motywacją do dalszej pracy. Ma zamiar zasiadać w tym samych komisjach sejmowych - Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Skarbu Państwa. Najważniejszymi sprawami jakimi mam zamiar się zająć to przypilnowania wszelkich procedur prywatyzacyjnych oraz szeroko pojęta walka o prawa człowieka. Wyborcy dostrzegli moje zaangażowanie w prywatyzację KGHM. Lotosu i Energi oraz walkę z dyskryminacją religii katolickiej. Jako że do sejmu dostał się też niestety Ruch Poparcia Palikota te sprawy będą nadal aktualne.
Leszek Blanik, mistrz olimpijski, ostatni na liście PO - zdobył ponad 15 tys. głosów: Chcę przede wszystkim podziękować moim wyborcom, ale to jeszcze nie są oficjalne wyniki i tak jak w sporcie walka jeszcze trwa. Cieszę się, że moje wieloletnie zaangażowanie w sprawach sportu, ale też tego co dzieje się w Gdańsku i na Pomorzu ma przełożenie na wyniki.
Jeżeli się potwierdzą to w sejmie planuję się zająć sprawami związanymi ze edukacją szkolną, w szkolnictwie wyższym, tym bardziej, że sam jestem związany z AWFiS, ale także z możliwością rozwoju młodych ludzi w różnych klubach i organizacjach. Oczywiście w skali regionu i całego kraju.
Zbigniew Kozak, nie dostał się do sejmu z listy PiS: - Po wyniku wyborczym widać, że praca w Sejmie nie ma większego znaczenia. Mimo że byłem aktywnym posłem i miałem osiągnięcia, które każdy może sprawdzić, nie dostałem się do Sejmu. Pierwsza trójka na liście była wspierana przez partię, otrzymała sporo darmowych materiałów wyborczych, plakatów etc. Pozostali musieli radzić sobie sami. Efekt widzimy - najwięcej głosów otrzymali ci, którzy mieli najwięcej plakatów i bilbordów. Decydowała więc reklama podczas kampanii, a nie lata pracy.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.