Fakty i opinie

stat

Noworoczna wersja siebie. Czas coś postanowić

felieton w trojmiasto.pl

Więcej ćwiczeń i zdrowsza dieta - to najpopularniejsze postanowienia noworoczne. Tylko dlaczego potem w fast foodach jest wielokrotnie więcej ludzi niż w siłowniach?
Więcej ćwiczeń i zdrowsza dieta - to najpopularniejsze postanowienia noworoczne. Tylko dlaczego potem w fast foodach jest wielokrotnie więcej ludzi niż w siłowniach? fot. galeria Trojmiasto.pl

W postanowieniach noworocznych nie chodzi o to, aby je realizować, tylko żeby je w ogóle mieć. Dzięki nim ten Nowy Rok chociaż na początku jest jakiś taki bardziej optymistyczny.



Masz postanowienia noworoczne?

tak, i co roku je realizuję

13%

tak, ale nie wychodzi mi ich realizacja

24%

raczej nie, choć kiedyś próbowałem

15%

nie, to oszukiwanie samego siebie

48%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 678
Nowy Rok już za pasem. A to oznacza, że dzisiaj jest ten ostatni dzień w roku, kiedy możemy się bezwstydnie obżerać, leniuchować przed telewizorem i szargać swoje zdrowie papierochami. Od jutra wszystko przekreślamy grubą krechą i zaczynamy nowe, lepsze życie z naszymi noworocznymi postanowieniami.

Większość z nas te noworoczne plany nawet spisze sobie w kajeciku, bo wiadomo, że jeśli coś jest spisane na papierze, to jest jakoś tak bardziej realne i dodaje wiary naszej woli, że teraz to już na pewno się uda. Dlatego, obok naszych celów na te nowe 365 dni, dorzucimy jeszcze kilka motywujących haseł lub zdjęcie mentora i gotowe. Można działać - Nowy Roku przychodź! Jesteśmy gotowi!

Warto pamiętać jednak, aby wydać te kilka złotych i zanotować te cele w nowym zeszyciku, bo jeśli weźmiemy jakiś stary notatnik, to przy kartkowaniu wpadniemy na postanowienia z zamykanego właśnie roku (lub co gorsza - jeszcze z lat poprzednich) i odkryjemy, że są one... niemal takie same. Nie ma się co oszukiwać, takie odkrycie, i to tuż przed rozpoczęciem wielkiego planu naprawczego naszego życia, może nieco podkopać rozpędzoną już motywację.

Dziś jeszcze bal, ale od jutra wszystko się zmieni

Jeszcze tylko kilka godzin, bo już jutro wszystko się zmieni. Dlatego chociaż jeszcze ostatni kęs tej pysznej pizzy, ostatni kawałeczek tego ciasta marchewkowego (w sumie skoro jest z marchwi, to może można podciągnąć je pod warzywo?), ostatni odcinek ulubionego serialu lub ostatni papierosek. Przecież już za momencik każdy z nas będzie zupełnie nowym "ja". Będziemy najlepszą wersją samego siebie - jak mówi jedna z reklam producenta odzieży sportowej, po obejrzeniu której aż chce się zerwać z kanapy i od razu zacząć ćwiczyć. Tak właśnie będzie też z nami, ale... od jutra.

Właśnie dlatego styczeń można uznać za najbardziej optymistyczny miesiąc w roku. Wszyscy są naładowani pozytywną energią i aż kipią od motywacji. Siłownie - aj, przepraszam, fitness cluby, bo siłownie to były kiedyś na szarych osiedlach - pękają w szwach niemal o każdej porze. Każdy chce udowodnić, że da radę i wytrzyma w swoich postanowieniach. Nieważne, czy to jest piąta rano czy piąta wieczorem - panuje permanentny tłok, jak na wyprzedaży torebek w jednym z dyskontów. Każdy chce chociaż przez chwilę pomachać hantlem lub potruchtać po elektrycznej bieżni. Zresztą na pływalniach jest bardzo podobnie. Wyglądają jak stawy karpiowe w grudniu - każdy się pluska, ale nikt nie pływa, bo przecież nie ma gdzie. Ale to nieważne, bo liczy się, że wyjście na basen lub siłownię można uznać za zaliczone, a przynajmniej odhaczone w kalendarzu.

Samo zdrowie. Przez dwa pierwsze tygodnie

Tylko w lokalach serwujących dania typu fast food jakoś tak pusto i mizernie. Niby klienci są, ale każdy jakiś taki zawstydzony, składa zamówienie po cichu i zaraz szybko znika, żeby nikt ze znajomych czy rodziny go nie zauważył, bo trochę wstyd zaczynać rok bez ambitnych - najczęściej zdrowotnych - postanowień. Zresztą podobnie jest w salonikach prasowych (kioski też już wyginęły, jak siłownie). Klienci też niby są, ale jacyś tacy nieobecni i wycofani. Kupują pięknie wydane magazyny o bieganiu lub ogólnie traktujące o byciu "fit", ale podczas płacenia wzrok ucieka im gdzieś za sprzedawcę, na te półki pełne tych pudełeczek z napisem, że "palenie tytoniu powoduje choroby..", które nie trafiają już do nikogo, a już na pewno nie do palaczy.

Aż pewnego dnia, popijając jednodniowy sok marchwiowy, lekko styrani po przepychance do sprzętu na siłowni, tfu, w fitness clubie, z dumą uznamy, że naprawdę w tym roku świetnie nam idzie. Jest co prawda ciężko, bo codzienne i regularne bycie "fit" jest strasznie trudne, a nawet wyczerpujące, bo wszystko boli i poza trenowaniem oraz przygotowywaniem zdrowych posiłków, to nie ma już czasu na nic innego. Pojawiają się również sporadyczne zwątpienia w stylu "jedna pizza na pewno mi nie zaszkodzi" oraz "po co ja w ogóle się tak męczę, przecież ja nigdy nie lubiłem nawet biegać." Na szczęście silna motywacja wciąż utrzymuje nas na fali. Lekkie pęknięcie następuje jednak w momencie, kiedy zerkniemy w kalendarz, na którym widnieje 15... stycznia.

Idzie luty, odłóż buty (do biegania)

Ważne, żeby w ogóle ćwiczyć i się ruszać, prawda? Nie każdy musi być od razu Ewą Chodakowską czy Pudzianem
W lutym pojawiają się już drobne odstępstwa od przyjętego planu. W fitness clubach zaczyna się trochę przerzedzać, ale jedzenie fast foodów w publicznych miejscach jest jakby trochę mniej krępujące. Poza tym, przyjęty plan naprawy swojego życia zaczyna być trochę zbyt rygorystyczny. No bo jak to, do tej pory jedliśmy hamburgery i czekoladę dosyć regularnie i żyliśmy (ba, jedzenie sprawiało nam nawet przyjemność), a teraz nie możemy skosztować tych smakołyków nawet raz w tygodniu? Czy to nie jest już trochę przesada i popadanie ze skrajności w skrajność? W życiu musi być miejsce również na jakieś przyjemności, bo inaczej człowiek zwariuje, prawda? I tak krok po kroczku przyjęty plan ulega lekkiej modyfikacji, aby był po prostu mniej rygorystyczny i bardziej taki jakiś "ludzki".

Ale to wcale nie oznacza, że rezygnujemy z postanowień noworocznych. O, co to, to nie! Motywacja może i została lekko ranna w codziennym boju, ale nadal jest bardzo silna. Tymczasem niezauważenie pojawia się wiosna. Dni zaczynają być dłuższe, więc zajęcia sportowe są już trochę nie po drodze, bo każdy z nas ma przecież także inne obowiązki, czy tam przyjemności. Zresztą czy trenowanie 3-4 razy w tygodniu jest niezbędne? Jak człowiek pobiega czy podźwiga żelastwo 1-2 razy na tydzień, to też będzie dobrze. Ważne, żeby w ogóle ćwiczyć i się ruszać, prawda? Nie każdy musi być od razu Ewą Chodakowską czy Pudzianem. Nie taki był też zresztą plan. Chodziło o to, aby po prostu zdrowiej żyć, a to przecież nam się udaje.

Jak sport latem, to tylko narodowy - grillowanie

Jak mówi stare porzekadło: jeżeli do wakacji nie udało ci się zrobić sylwetki, to w tym roku nie ma sensu już się męczyć
Jak to zwyczajowo bywa, wiosna dosyć płynnie przechodzi w lato, czyli robimy półroczne podsumowanie naszych postanowień. I w tym momencie wszystko zależy od tego, jak spojrzymy na nasze osiągnięcia - przez pryzmat szklanki do połowy pełnej czy do połowy pustej. Z jednej strony zgubiliśmy o połowę mniej kilogramów niż przewidywał nasz plan, ale z drugiej - lepiej jest zgubić chociaż kilka kilogramów niż żadnego. A jak mówi stare porzekadło: jeżeli do wakacji nie udało ci się zrobić sylwetki, to w tym roku nie ma sensu już się męczyć. Latem i tak jej nie zrobisz, a jesienią i zimą można nosić grube swetry...

To tylko przykład, bo "palacze" uznają, że i tak trzeba od czegoś umrzeć, a zamiast biegania jest grillowanie, bo to podobno też sport i to w dodatku nasz, narodowy, łączymy więc przyjemne z pożytecznym. Super fit możemy być i w następnym roku. Tylko pamiętajcie, żeby zacząć od nowego notesiku, bo w tym z tego roku znajdziecie...

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (108)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.