Fakty i opinie

stat

Pomaganie z szerokim uśmiechem. Wolontariusze wrócili z Nepalu

Wolontariusze przeprowadzili warsztaty plastyczne dla dzieci z Haku.
Wolontariusze przeprowadzili warsztaty plastyczne dla dzieci z Haku. fot. Olga Sosnowska / sosnowskasosna.tumblr.com
Olga, Krystian i Grzegorz to trójka wolontariuszy, którzy niedawno wrócili z Haku, miejscowości położonej w północnym Nepalu. Spędzili tam miesiąc, podczas którego pracowali nad uatrakcyjnieniem wizerunku szkoły, prowadzili warsztaty z dziećmi oraz nawiązali niezwykłe relacje.

Olga SosnowskaKrystian Grzywacz są studentami Intermediów na ASP, Grzegorz Kowalczuk studiuje Architekturę na Politechnice Gdańskiej. Wszyscy troje wzięli urlop dziekański po to, żeby wspólnie wyruszyć do Haku. Kilka miesięcy wcześniej, Olga podczas swojej podróży dotarła do Langtang, rejonu w którym położone jest Haku i który ucierpiał podczas trzęsienia ziemi w kwietniu 2015 roku. Wróciła do Polski z silnym postanowieniem, żeby udać się tam ponownie - tym razem na wolontariat. Do tego pomysłu przekonała Krystiana i Grzesia.

Olga: Wybraliśmy się na spotkanie, które zorganizowała w Gdańsku Edyta Stępczak, współzałożycielka fundacji Healing Haku. Opowiadała ona o trzęsieniu ziemi w Nepalu i o jego skutkach. Zaraz po spotkaniu powiedzieliśmy Edycie, że chcemy się tam wybrać. Po krótkiej wymianie pomysłów rozpoczęła się owocna współpraca. Fundację Healing Haku założyła wraz ze swoim przyjacielem Dineshem Tamangiem, który jest rodowitym Nepalczykiem pochodzącym z Haku.

Krystian: To bardzo ważne, że Dinesh pochodzi właśnie z tej wioski, ma tam przyjaciół i rodzinę. Dzięki temu doskonale zna problemy i potrzeby mieszkańców tego regionu.

Haku

Haku leży w rejonie Langtang, najbliższą większą miejscowością z którą sąsiaduje jest Dhunche. Znajduje się ono po drugiej stronie stromego wzniesienia, także każda podróż do "miasta" oznacza co najmniej czterogodzinną wędrówkę.

Olga: Do Nepalu przyjechaliśmy dwa tygodnie wcześniej. W Katmandu spotkaliśmy się z Dineshem, który pomógł nam zrobić zakupy potrzebne do wyposażenia szkoły w Haku. Kupiliśmy też szczoteczki do zębów, ręczniki i inne przybory higieniczne. Z Katmandu do Dhunche można dojechać autobusem, jednak zdecydowaliśmy się pójść tam pieszo. Dinesh zorganizował transport materiałów, a my rozpoczęliśmy dwunastodniową wędrówkę.

Zobacz także: Rzuciła wszystko i pojechała do Nepalu budować szkołę

Grzegorz: Himalaje to najpiękniejsze fałdy naszej planety. Każdego dnia zatrzymywaliśmy się w innej wiosce i odkrywaliśmy historię tego regionu i jego tragedii. Widoki zapierają dech w piersiach, a ludzie są niezwykle ciepli. Nie wiedzieliśmy co czeka nas na miejscu, jadąc na wolontariat bierzesz pod uwagę wszystkie opcje, także tę, że będzie bardzo ciężko. Tymczasem okazało się, że pomimo dotkliwej tragedii otaczający nas ludzie dzielą się niezwykłą pogodą ducha i pełną życzliwością.

Olga: W rejonie Langtang jest mnóstwo pięknych tras trekkingowych. Ludzie, którzy przy nich mieszkają czekają na turystów. Mają dla nich pokoje gościnne, są gotowi ich nakarmić. Turyści to bardzo ważne źródło dochodu dla mieszkańców tego rejonu, moim marzeniem jest, żeby tym artykułem i moimi zdjęciami zachęcić chociaż jedną osobę do wyjazdu na trekking do Langtangu. Nie ma czego się bać, pomimo stygmatyzujących wydarzeń, przestrzeń ponownie przygotowana jest do budowy niezapomnianych wspomnień. Dla wyrażających potrzebę intensywniejszej pomocy możliwości jest więcej.

Pomoc

Pomoc Olgi, Grzegorza i Krystiana podzielić można na trzy główne działania: zebranie środków finansowych w Polsce i ich dystrybucję w Nepalu, przeprowadzenie serii edukacyjnych warsztatów plastycznych oraz uatrakcyjnienie szkoły. Poza tym, wolontariusze spędzili godziny bawiąc się z dziećmi i spędzając czas z lokalną ludnością.

Olga: Nasza praca wolontaryjna zaczęła się od zbiórki pieniędzy, którą zorganizowaliśmy w czterech trójmiejskich lokalach: Dwóch Zmianach, Projektowej, Lesie i Kurhausie. Z zebranymi środkami wybraliśmy się do Nepalu, gdzie kupiliśmy potrzebne rzeczy. Czuwali nad tym Edyta i Dinesh, którzy będąc na miejscu doskonale znali potrzeby mieszkańców. Zakupione zostały przedmioty pierwszej potrzeby oraz akcesoria niezbędne do dalszej edukacji. Najpierw przez dwa dni sprzątaliśmy, bo 4 metry od szkoły mieściło się wysypisko śmieci. Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy obok szkoły to budowa huśtawki. Okazało się, że to świetna kolejność, bo dzięki temu zaczęły przychodzić tam dzieci. Czasem przychodziły nawet nocą, z latarkami, bo cały dzień pomagały rodzicom i nie miały czasu żeby się huśtać. To był dla nas ważny moment, zobaczyliśmy, że to co robimy ma realne odbicie w rzeczywistości.

Grzegorz: To był nasz główny cel. Stworzyć przestrzeń na tyle atrakcyjną, żeby dzieci chciały spędzać czas w szkole. I to się udało! Pod koniec naszego pobytu, mieszkańcy z własnej inicjatywy zrobili w pobliżu boisko do siatkówki.

Olga: Powiesiliśmy też buddyjskie flagi modlitewne, pomalowaliśmy skałki i kamyki, powiesiliśmy hamak i postawiliśmy wielki maszt na którym zawisła flaga z uśmieszkiem. Zrobiło się tam bardzo przyjemnie i kolorowo. Dzieci pytały, czy jest to flaga Polski...

Grzegorz: Można zrzucić to na słabą edukację, bo kiedy znasz flagi, wiesz że wyglądają one bardziej poważnie, jednak fajniej jest żyć, wierząc że flaga kraju mogłaby być uśmiechem. Pytaliśmy dzieci, czy podoba im się to co robimy. "Ramro" oznacza, że coś jest dobre i piękne. Pytałem: "Ramro?", a chór dziecięcych głosów odpowiadał: "Ramro!".

Olga: W Haku istnieje jeszcze jedna szkoła, która przetrwała trzęsienie ziemi. To dwa małe pomieszczenia, bez podłogi. Przeprowadziliśmy tam warsztaty plastyczne. Każde dziecko mogło ozdobić okładkę własnego zeszytu. To było dla nich czymś niesamowitym, szczególnie fakt, że mogą ten zeszyt zabrać później ze sobą. Wyklejaliśmy też z nimi rysunek domu, rysowaliśmy rodzinę, odrysowywaliśmy ręce na kartkach i tworzyliśmy kolorowe maski ucząc się przy okazji angielskiego.


Grzegorz: Te dzieci nigdy nie miały warsztatów plastycznych, nikt nie pobudzał ich kreatywności. Nie można dać im kartki i powiedzieć: "Zatańcz z kredkami". Chwilę po podaniu im odpowiednio przygotowanych elementów składowych zaczynały nieśmiało budować własne narracje. Urocze było to, jak inspirowały siebie nawzajem. Po tym jak jeden z chłopców narysował ziemniaka w swoim domu, wszyscy umieścili to warzywo jako część swojego domostwa.

Olga: Jak wspominałam, oprócz artykułów szkolnych, mieliśmy też takie rzeczy jak szczoteczki, pasty do zębów, ręczniki. Z Polski dotarła również siatka zabawek i ubrań. Cały dzień poświęciliśmy na to, żeby to rozdać. Dzieci najbardziej cieszyły się z zabawek, bo niestety była to dla wielu nowość. Pomimo, że wcielanie się w rolę św. Mikołaja, hojnego obdarowiciela, jest bardzo przyjemne, ciągle towarzyszyło nam uczucie, że nie jest to doskonała forma pomocy. Dawanie wędki zamiast ryby jest zdrowszym podejściem. Wierzymy, że powiązanie szkoły z przyjemnością jest właśnie dla dzieci wędką albo chociaż jej stelażem.

Radość życia

Haku zostało zniszczone w 95%. Wiele osób zgięło, a wielu obecnych mieszkańców straciło swoich bliskich, domy, dobytek. Wielodzietne rodziny mieszkają w niewielkich, prowizorycznych domach zbudowanych z kawałków drewna, blachy i materiału. Mimo tego, mieszkańcy Haku zarażają pogodą ducha.

Olga: Ludzie, którzy tam mieszkają są niesamowici, bardzo przyjaźnie nastawieni do innych. Mimo tego, że jest im w życiu bardzo ciężko, są szczęśliwi. Większość z nich jest buddystami, może dlatego łatwiej przyszło im pogodzenie się z losem. Wydaje się, że cieszą się każdym dniem.

Grzegorz: Pomijając ból związany z kataklizmem, ciężar ich życia jest względny. Nam, rozpuszczonym w miodzie Europejczykom, tak surowe życie w agresywnych górach może wydawać się wyzwaniem, oni spacerują po nich w klapkach.

Olga: Czuliśmy się tak samo, jako oni. Bardzo się tam zadomowiliśmy, przygotowywanie posiłków, odwiedzimy u sąsiadów... to była frajda. Pierwszy raz w moim życiu, podczas podróży, poczułam się jak w domu.

Krystian: Kontakt z tymi ludźmi przychodził nam bardzo łatwo. Kilka osób znało jakieś słowa po angielsku, były to punkty wyjścia, które suplementowaliśmy mową ciała. Często bywało tak, że orientowaliśmy się po czasie, że używając zaledwie garstki angielskich i nepalskich słów, dopełnianych soczystą gestykulacją, wchodziliśmy podczas rozmowy na niezwykle skomplikowane tory.

Grzegorz: To był bardzo intymny wolontariat, byliśmy tam tylko we trójkę, co pozwoliło nam szybko wtopić się w tłum i nawiązać bliskie relacje.

Doświadczenia

Zapytałam się Olgi, Krystiana i Grześka, czego nauczył ich ten miesiąc.

Grzegorz: Poczułem, że moje życie to idylla: kochająca rodzina, zdrowie, bezpieczeństwo finansowe. Doszedłem do tego momentu, w którym trzeba się zastanowić nad tym co chce się zrobić z tym dalej, co jest wartościowe, jaką ścieżkę wybrać. Każdy musi sam znaleźć odpowiedzi na te pytania, ja zrozumiałem, że mając taki komfort życia nie ma dla mnie innej drogi niż pomaganie innym.

Krystian: Nauczyłem się nieograniczania ciekawości, szczególnie w relacjach międzyludzkich. Bardzo otwierające dla mnie było doświadczenie życia w zbiorowości uprzejmie ciekawskiej i, w porównaniu do przyzwyczajeń europejskich, nad wyraz interaktywnej. Dla przykładu - w kulturze zachodniej w chwili spotkania się spojrzeń nieznajomych w przestrzeni publicznej zazwyczaj szybko odbija się ich kierunek w obawie przed niechcianą konfrontacją, a z długiej wymiany zrobić można wielkie wydarzenie performatywne w największych galeriach świata. Tam te długie połączenie oczu to chleb powszedni, szczególnie jeśli jest się bohaterem tak egzotycznym jak Polak.

Olga: Do Haku wrócę jeszcze nie raz, bardzo się tam zadomowiłam. Dzięki bliskiej relacji, którą udało nam się nawiązać z mieszkańcami uświadomiłam sobie, co jest dla mnie istotą podróżowania. Powierzchowne zwiedzanie świata nie daje takiej możliwości wyjścia poza konkretne schematy zachowania i zakodowane sposoby myślenia. To otwartość wobec drugiego człowieka i autentyczne tworzenie więzi międzyludzkich obala takie zjawiska jak np. "bariera kulturowa".

Krystian: Nauczyłem się też, że zakładając szeroki uśmiech można dogadać się z każdym na planecie ziemia.

Więcej zdjęć z wyprawy dostępnych jest na blogu Olgi Sosnowskiej. Relacje z podróży będą pojawiały się też na Facebookowej stronie Healing Haku Nepal. Tam też można dowiedzieć się o możliwościach udzielenia pomocy Haku. Warto wybrać się też na niedzielne spotkanie z wolontariuszami w Dwóch Zmianach.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 91)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.