Fakty i opinie

stat

Porty i statki z lotu ptaka, czyli patrol turboleta na Bałtyku

Załoga turboleta dokładnie sprawdza porty leżące nad Bałtykiem.


Dwusilnikowy samolot, trzyosobowa załoga i setki kilometrów Bałtyku do skontrolowania. Zapraszamy na telewizyjną relację z powietrznego patrolu turboleta, należącego do Urzędu Morskiego w Gdyni. Na trasie porty, statki, a nawet platforma wiertnicza.



Czy zdarzyło ci się ujrzeć w powietrzu patrolujący turbolet Urzędu Morskiego ?

tak, wielokrotnie widziałe(a)m w akcji turboleta

16%

tak, zdarzyło mi się jeden czy dwa razy

8%

nie jestem pewien/pewna czy był to właśnie ten samolot

18%

nie, ale wiem, że można zobaczyć go na polskim niebie

6%

nie, pierwszy raz o nim słyszę

52%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 271
W dole mignęła latarnia, statek białej żeglugi i niewielki okręt Marynarki Wojennej. Dalej pojedyncze maszty jachtów. Nawrotka. Pilot przechyla samolot na prawe skrzydło. Operator systemu nadzoru morskiego jeszcze raz dokładnie obserwuje kanał portowy w Kołobrzegu. Czysto.

- Sprawdzanie czystości wody w polskich portach nad Bałtykiem to tylko jedno z naszych zadań - wyjaśnia Sebastian Sitarz, który na pokładzie turboleta odpowiada za obsługę systemu nadzoru morskiego.

Funkcję elektronicznych oczu Sitarza pełni radar, za pomocą którego operator przeczesuje powierzchnię wody w poszukiwaniu zanieczyszczeń. Kiedy samolot po starcie w Rębiechowie zostawia za sobą Gdańsk oraz Sopot i wlatuje nad Zatokę Gdańską, Sitarz w skupieniu zaczyna obserwować monitor komputera. Radar o zasięgu 80 km monitoruje wszystko, co dzieje się na powierzchni morza.

- Kiedy radar pokazałby na monitorze ciemną plamę, mogłoby to oznaczać niebezpieczny wyciek. Zdarza się jednak i tak, że kiedy morze jest spokojne, radar widzi same ciemne kolory. To znacznie utrudnia obserwację - opowiada Sebastian Sitarz, który zawsze przygotowany jest na flautę. Pod ręką ma lornetkę i bardzo dobrej klasy cyfrową lustrzankę z teleobiektywem.

Wzdłuż linii brzegowej Zatoki Gdańskiej i Puckiej bez zanieczyszczeń. Zostawiamy za sobą Władysławowo. Piloci kierują turbolet w kierunku platformy wiertniczej Baltic Beta należącej do Lotos Petrobaltic. Samolot obniża pułap lotu i zatacza koło nad platformą, która na co dzień wydobywa ropę z głębokości prawie 1,5 km poniżej dna Bałtyku.

Samolot zmienia kurs. Operator odrywa się od monitora i przez jedno z okien zaczyna obserwować powierzchnię wody. Sprawdza, czy nikt nie nurkuje w pobliżu wraków niemieckich statków pasażerskich MS Goya, MS Wilhelm Gustloff i SS General von Steuben. Wszystkie trzy jednostki zatopione w 1945 r. mają bowiem status mogiły wojennej - nurkowanie w nich i w promieniu 500 metrów jest zakazane.

- Kilka lat temu podczas patrolu wykryliśmy szwedzką jednostkę. Nurkowie zeszli do wraku Steubena. Zajęła się nimi Straż Graniczna, którą powiadomiliśmy - wspomina Sitarz, a samolot leci dalej spokojnie nad wodą. Jak przyznają piloci, lot nad spokojnym morzem to najbardziej monotonna część patrolu.

Zobacz także patrol anakondy Straży Granicznej.

Zobacz także patrol anakondy Straży Granicznej.

- Na szczęście jest nas dwóch, więc zmieniamy się co jakieś trzydzieści minut - przyznaje Zbigniew Urbański, jeden z dwóch pilotów. Na ich twarzach stoicki spokój. W dole tylko woda i woda. Czasami pojawia się jakiś statek. Operator sięga po cyfrową lustrzankę.

- Kiedy tylko inspektora Urzędu Morskiego interesuje jakiś obiekt, schodzimy trochę niżej, aby mógł na przykład odczytać nazwę i banderę statku oraz wykonać zdjęcia - tłumaczy pilot, który niedługo później kieruje samolot nad port w Kołobrzegu.

Rozpoczyna się najbardziej widowiskowy etap patrolu, czyli sprawdzanie polskich portów nad Bałtykiem. Z reguły turbolet nadlatuje od strony falochronów i przechylony na jedno ze skrzydeł leci nad portowymi kanałami, aby chwilę później wykonać nawrotkę. Jeśli w dole nie ma nic niepokojącego, turbolet leci dalej wzdłuż piaszczystego wybrzeża. Zdarza się, że plażowicze machają do biało-czerwono-czarnego samolotu. Choć nie wszyscy reagują w tak przyjazny sposób na widok maszyny należącej do Urzędu Morskiego w Gdyni.

- Niektórzy, kiedy widzą, że na kadłubie samolotu znajduje się logo Urzędu Morskiego, uciekają z wody. Całkiem niepotrzebnie. Nas interesują zanieczyszczenia, a nie osoby, które się kąpią - uśmiecha się Henryk Łomańczyk, pilot i zarazem dowódca turboleta.

Po trzy i pół godzinnym locie samolot powraca do bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Rębiechowie, gdzie na co dzień stacjonuje. Podczas lotu nie wykryto żadnych zanieczyszczeń, co cieszy operatora systemu nadzoru morskiego.

- Bałtyk to akwen dokładnie kontrolowany przez państwa nadbałtyckie. Do tego działa nadzór satelitarny, który pomaga znajdować miejsca wycieków, weryfikowane potem podczas patrolów lotniczych. Lepiej jest także ze świadomością marynarzy - wylicza zadowolony Sebastian Sitarz i dodaje: Dlatego jeśli zdarzają się wycieki, to są one przeważnie małe: w granicach do jednego metra sześciennego, czyli do tysiąca litrów.

Turbolet L-410

Turbolet Urzędu Morskiego w Gdyni.
Turbolet Urzędu Morskiego w Gdyni.
Dwusilnikowy samolot turbośmigłowy produkowany seryjnie od lat 70. ub. wieku najpierw w Czechosłowacji, a później w Czechach. Początkowo przeznaczony do transportu osób i towarów turbolet L-410 znalazł również zastosowanie jako samolot sanitarny oraz w lotnictwie wojskowym, jako lekki samolot transportowo-desantowy. Egzemplarz turboleta, który należy do Urzędu Morskiego w Gdyni wykorzystywany jest z kolei do patrolowania polskich obszarów morskich.

Samolot ma długość 14,5 metra, jego masa własna to 3,8 tony, a rozpiętość skrzydeł to prawie 20 metrów. Turbolet jest maszyną krótkiego startu i lądowania, która posiada chowane podwozie. Załogę samolotu stanowi dwóch pilotów oraz operator systemu nadzoru morskiego. Lecąc z prędkością nieco powyżej 300 km/h maszyna ma zasięg ponad 1000 kilometrów. Jak przekonuje pilot Henryk Łomańczyk, który turboletem lata od wielu lat, jest to "dobry wołek roboczy".

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (55)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.