archiwum R. Koperskiego
Do tej pory Romuald Koperski znany był z egzotycznych podróży, m.in na Syberię.
Gdańszczanin Romuald Koperski, słynny podróżnik, ale i muzyk, przez pięć dni, a dokładnie przez 101 godzin i 8 minut, chce zagrać najdłuższy koncert fortepianowy na świecie.
Obecnie rekord Guinnessa należy do Węgra Charlesa Brunnera, który w grudniu grał na fortepianie przez 101 godzin i 7 minut. Romuald Koperski musi zagrać przynajmniej o minutę dłużej, aby trafić do księgi. Przygotowania do bicia rekordu trwają już od trzech miesięcy.
Dlaczego podróżnik znany m.in. z wypraw na Syberię i człowiek, na którego wizytówce figuruje miano "przewodniczącego kuli ziemskiej", porywa się na tak karkołomne wyzwanie?
- Gram od piątego roku życia, więc głównie jestem muzykiem, a dopiero potem podróżnikiem. Bicie rekordu traktuje głównie jako rywalizację, szczególnie, gdy dowiedziałem się o wyczynie Węgra. Często uważałem, że wiele z rekordów, jak lepienie największego pieroga, jest głupawe. Ten jednak wymaga wiedzy, umiejętności i wytrzymałości - podkreśla Romuald Koperski.
Koperski już raz ustanowił swój własny rekord w najdłuższym graniu. W 2004 roku grał na fortepianie non stop przez ponad 54 godziny. Teraz czeka go wyczyn niemal dwukrotnie dłuższy.
Muzyk-podróżnik otrzymał bardzo szczegółowe wytyczne od kapituły Guinnessa. Po czterech godzinach grania przysługuje mu 5 min przerwy. Przez cztery godziny nie wolno powtarzać tych samych utworów. Przerwy między utworami nie mogą być większe niż 30 s. Ważny jest też repertuar. Próbę będzie nadzorować 60-osobowa komisja.
- Niestety, nie mogę zagrać żadnego kujawiaka. Muszą to być utwory ogólnie znane, czyli klasyka, muzyka filmowa, musicale czy standardy jazzowe. W głowie mam ponad 200 utworów, ale mogę się też posiłkować nutami. Wykonywane utwory muszą posiadać cechy koncertu fortepianowego, jeden błąd może zniweczyć próbę bicia rekordu - wyjaśnia Koperski.
Muzyk podkreśla, że w biciu rekordu największym problemem będzie brak snu. Ale ma spore doświadczenia, które zdobył podczas wypraw.
- Na szczęście przerwy można kumulować. Po dwóch dobach będę miał godzinę, którą wykorzystam na sen. Co z toaletą? Nie będę przyjmował żadnych pokarmów ani napojów, więc problemu nie będzie. Podobnie robiłem na Syberii - tłumaczy Koperski.
Koperski na razie szuka miejsca, w którym będzie ustanawiał rekord. Musi się on odbyć w miejscu dostępnym przez 24 godziny. Choć miał propozycję bicia rekordu w Royal Cassino w Nowym Jorku, chce to zrobić w Trójmieście.
- Jestem gdańszczaninem i bardzo mi zależy na dopingu, wsparciu i kontakcie z bliską mi publicznością. Planuje bicie rekordu w styczniu lub lutym - zapowiada Koperski.


















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.