Na piątkowej sesji sopockiej rady miasta spodziewano się ostrej dyskusji i "darcia szat". Tymczasem tylko przy czterech głosach wstrzymujących się i ani jednemu przeciw, radni uchwalili tegoroczny budżet. Najwięcej emocji wzbudziło obcięcie funduszy na promocję, a zwiększenie na administrację.
Uchwalony w piątek budżet różni się nieco od projektu z listopada. Wtedy zakładano, że do kasy miejskiej trafi blisko 287 mln zł, obecnie radni przyjmują, że dochód miasta ma wynieść 294 mln zł. Choć wpływy i tak będą mniejsze o 15 proc. od ubiegłorocznych. Dlaczego? - Została m.in. zakończona budowa sopocko-gdańskiej hali i nie otrzymamy już dotacji zewnętrznej z Gdańska - wyjaśniał na sesji Mirosław Goślicki, skarbnik Sopotu.
Dochody Sopotu to w większości - ponad 70 mln zł - wpływy z podatków, a ponad 50 mln zł ze sprzedaży nieruchomości. Zakłada się, że 11 proc. dochodu - czyli ponad 30 mln zł - będą stanowić bezzwrotne dotacje z UE.
Sopot planuje wydatki na kwotę 348 mln zł. Na tzw. bieżące przeznaczy ponad 60 proc. czyli 211 mln, na wydatki majątkowe 137 mln. Ta ostatnia kwota znacznie się różni od ubiegłorocznej, kiedy wynosiła blisko 222 mln zł. To efekt zakończenia dużych inwestycji. - W tym roku będziemy głównie kontynuować inwestycje, takie jak remont Opery Leśnej, adaptacja PGS, rozbudowa układu komunikacyjnego, budowa mariny czy systemu Tristar - tłumaczył skarbnik.
Deficyt budżetowy wyniesie w sumie 58 mln zł. Aby go pokryć, Sopot będzie musiał m.in. zaciągnąć kredyty. Miasto w ten sposób będzie miało najwyższy poziom zadłużenia w historii - czyli 48 proc. W 2010 roku wynosiło ono ok. 28 proc.
Choć wszystkie komisje zaopiniowały budżet pozytywnie, nie oznacza to, że spodobał się wszystkim radnym. Najwięcej emocji wzbudziło obcięcie wydatków na promocję o 200 tys. zł, a zwiększenie na administrację o 160 tys. zł.
- Ten wydatek jest zbędny. Przeznaczenie dodatkowo 15 tys. zł na działalność większej liczby komisji, gdy ilość radnych jest taka sama, jest nielogiczne. Druga kwestia to 135 tys. zł na zlecanie konsultacji specjalistów przez biuro rady. Przychodzimy tu z pewnym potencjałem intelektualnym, mamy dostęp do różnej wiedzy, poza tym w urzędzie pracują fachowcy i zawsze można skorzystać z ich opinii. Za tą kwotę można spokojnie wybudować place zabaw dla dzieci - komentuje Małgorzata Maj, radna PO.
Jarosław Kempa z Kocham Sopot podkreślał, że głosował za uchwaleniem budżetu tylko ze względu na dobro miasta. - Mamy wiele zastrzeżeń do budżetu, w projekcie były błędy merytoryczne. Problemem są m.in. wydatki na promocję, które nie są jednoznacznie określone w wydziałach i do tej pory nie wiemy ile wynosi łączna kwota przeznaczana na ten cel. Chcieliśmy je obciąć o 500 tys. zł, ostatecznie udało się zaoszczędzić 200 tys. zł w działaniach promocyjnych w obszarze turystyki. W tym roku ze względu na prezydencję Sopotu w UE, nie chcieliśmy drastycznie zmieniać filozofii promocyjnej, jednak w przyszłości trzeba wypracować jasne mechanizmy - podkreślał Jarosław Kempa z Kocham Sopot.
Piotr Meler z PiS stwierdził, że budżet nie jest właściwie przygotowany. On i jego koledzy z PiS wstrzymali się od głosu. Dlaczego? - Głównie ze względu na wydatki, które są bardzo słabo opisane, dlatego nie mogliśmy jednoznacznie poprzeć budżetu. Nie został on właściwie przedyskutowany ani w radzie, ani z mieszkańcami - podkreślał Piotr Meler.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.