fot. Krzysztof Mystkowski/KFP
Pod koniec sierpnia pod domem premiera Donalda Tuska protestowali stoczniowcy z Gdańska. Teraz podobne akcje zapowiadają ich gdyńscy koledzy.
Komisja Europejska zgodziła się na kolejną próbę sprzedania stoczni w Gdyni i Szczecinie. Polski rząd będzie musiał pisać comiesięczne raporty, ale szansa na uratowanie choć części z tysięcy miejsc pracy wciąż istnieje.
Nie wiadomo czy premier Donald Tusk wiedział o tym, gdy we wtorkowe popołudnie ogłosił, że minister skarbu Aleksander Grad jednak zostaje na stanowisku. Wcześniej szef polskiego rządu zarzekał się, że w przypadku nieudanej transakcji minister zapłaci dymisją. Aleksander Grad będzie więc miał jeszcze jedną szansę na sprzedaż majątku stoczni. Gdyby mu się udało, rząd wygrałby podwójnie - niedoszły kontrahent z Kataru wpłacił bowiem wcześniej 40 mln zł kaucji, która właśnie przepada.
Komisja Europejska przedłużyła termin sprzedaży na czas nieokreślony. Polska musi jak najszybciej rozpisać nowy przetarg i co miesiąc przesyłać do KE szczegółowe raporty. Jest marchewka, ale nad rządem wisi też potężny kij. Jeśli po raz kolejny politycy się nie popiszą, sprawa trafi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który może ukarać Polskę m.in. solidną grzywną.
Donald Tusk nie ma jednak złudzeń co do przyszłości stoczni. - Nie ma co udawać przez kolejne miesiące przed samymi sobą, że lada dzień ruszy znowu na masową skalę produkcja stoczniowa - bo nie ruszy. I zdajemy sobie z tego sprawę - mówi premier.
To oczywiście nie podoba się stoczniowcom, którzy we wtorek, jeszcze przed decyzją komisji, zorganizowali wiec. Jak zapowiedzieli - jeden z pierwszych. Przewodniczący zarządu regionu gdańskiego "Solidarności" Krzysztof Dośla: - Powinniśmy zacząć żądać, a przestać prosić - żeby rząd zaczął realizować to, co jest najlepsze dla pracowników. Wstańmy z kolan i krzyczmy, domagajmy się naszych podstawowych praw.
Stoczniowcy chcą m.in. przedłużenia programu zwolnień, dzięki któremu przez pół roku po stracie pracy byli pracownicy otrzymują tzw. zasiłek szkoleniowy w wysokości ok. 1,8 tys. zł. Według dzisiejszych założeń programu ostatnie świadczenia zostaną wypłacone w listopadzie, a większość zwolnionych do dziś nie znalazła pracy.
- Najwyższy czas pomyśleć o manifestacji w Warszawie - przekonywał stoczniowców przewodniczący OPZZ Jan Guz.
















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.