fot. Trojmiasto.pl
Sopocki taksówkarz musi sam oskarżyć amerykańskiego żołnierza, który go pobił.
Sopocki sąd: pobity pod sopockim Grand Hotelem taksówkarz powinien ścigać amerykańskich żołnierzy z powództwa prywatnego, prokuratura słusznie umorzyła sprawę.
Piotr L. został pobity 24 października ubiegłego roku. Przed północą kilku pijanych amerykańskich marynarzy z fregaty USS "Hewes" próbowało zamówić kurs do Gdyni z postoju w pobliżu Grand Hotelu. Kolejni taksówkarze im odmawiali, bo nie mogli dogadać się w sprawie ceny. Odmówił im również Piotr L. Jeden z Amerykanów wybiegł i uderzył polskiego taksówkarza. Efekt - wstrząśnienie mózgu, stłuczenie szczęki i obtarcie barku. W szpitalu leżał cztery dni.
Prokuratura nie uznała jednak, że to wystarczający powód, by sprawcę, którego personalia szybko ustalono, pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Pobity taksówkarz odwołał się od tej decyzji, ale w czwartek sopocki sąd podzielił zdanie prokuratury.
Sprawę rozpoznawał sędzia Andrzej Węglowski. Według sądu czyn nie powinien być ścigany z oskarżenia publicznego. Prokuratura ustaliła wcześniej, że taksówkarz został uderzony przez jednego z marynarzy, ale nie doznał obrażeń, które trzeba leczyć minimum 7 dni. To wystarczyło do umorzenia sprawy.



















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.