fot. trojmiasto.pl
Pod gdańskim dworcem cały czas można się natknąć na nieuczciwych taksówkarzy, choć kilka metrów dalej znajduje się legalny postój.
Taksówkarz oszukujący turystów codziennie nagabuje przechodniów pod dworcem głównym w Gdańsku. A potem wozi ich na Przymorze przez Ujeścisko, mówiąc wprost: okrada. Czy naprawdę tak trudno jest go złapać i ukarać?
- Czy często spotykasz się z uciążliwościami, które są lekceważone przez władze?
-
tak, na każdym kroku
57% -
tak, zdarza mi się zirytować takimi sprawami
36% -
nie, nigdy
2% -
nie zwracam na to uwagi
5%
łącznie głosów: 1094
W grudniu taksówkarzy spod wejścia na dworzec przeganiał Antoni Szczyt, pełniący wtedy funkcję zastępcy dyrektora wydziału gospodarki komunalnej gdańskiego magistratu. To miejsce upodobali sobie bowiem niezrzeszeni taksówkarze. I często ci bardziej zorientowani w topografii miasta turyści skarżyli się, że są przez nich oszukiwani, wożeni dłuższymi trasami za wysokie stawki.
Pod koniec stycznia urzędnicy przekonywali, że problem został ostatecznie rozwiązany. Przy drodze stanął znak "strefa zamieszkania" i ograniczenie postoju do trzech minut. Bardziej aktywni mieli być również strażnicy miejscy.
Tymczasem za każdym razem, gdy tamtędy przechodzę widzę tego samego człowieka. Jego "szczere" spojrzenie (którego frajera by tu dziś wydoić?) ostatnio wyłowiło mnie z tłumu. Scenariusz jak zawsze ten sam:
- Może taksóweczkę? - pyta mnie twarz, z którą nie wsiadłbym do samochodu nawet gdyby mi zapłacili.
- Na postój idę - odpowiadam.
- Ale po co na postój, jak ja tu stoję? Zapraszam do środka - dziwi się twarz.
Na moje naiwne pytanie czy daleko jest do dzielnicy Chełm i ile kosztuje tam kurs, taksówkarz poinformował mnie, że za ok. 50 zł spokojnie dojedziemy. Dwa dni wcześniej dojechałem z dworca za 22 zł pod blok kolegi, który wcale nie stoi przy wjeździe do dzielnicy.
Obok dworca są trzy legalne postoje taksówek, ale ten człowiek z nich nie korzysta. Dlaczego? I bez przytoczonej powyżej historii można się domyślić. Podobnie jest na trójmiejskim lotnisku. Dziwię się tylko dlaczego od tak długiego czasu nie można nic z tym zrobić.
Przecież możliwości złapania takiego delikwenta na gorącym uczynku i ukarania go jest cała masa. Wystarczy, że policjant skorzysta z jego usług, pojedzie spod dworca na Chełm przez Morenę, a na końcu trasy na oszusta będą już czekali smutni panowie ze srebrnymi obrączkami. Nie wspomnę już o niezliczonej ilości kontroli z kilku instytucji, które mogą nawiedzić takie osoby.
Tymczasem problem uważa się za rozwiązany, bo raz na jakiś czas taksówkarze są przeganiani w błysku fleszy. Media opisują sukces urzędników, ale następnego dnia sytuacja wraca do wstydliwej rzeczywistości. Tylko, że to działania pozorowane, które wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Tak jakby ktoś chciał gonić króliczka, ale go nie złapać. Efekt? We wtorek rano pod dworcem stało już trzech naganiaczy na "taksóweczkę". Zaczynam się czuć jak w Chinach.
















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.