Spotkałem się niedawno z opinią, że dla młodych ludzi żyjących na początku XXI wieku muzyka jest dużo mniej istotna, niż dla ich rówieśników sprzed 20 lat. Wtedy muzyka była bardziej autonomiczna, a dziś jest jednym z elementów kultury rozrywkowej. Zgadzasz się z tym poglądem?
Szczerze mówiąc patrząc po koncertach w jakich ostatnio brałem udział i oceniając zachowanie młodych ludzi na naszych występach oraz na występach grup, z którymi gramy to wręcz przeciwnie. Wszyscy skaczą, na pamięć znają i wyśpiewują teksty, zarówno te o zwykłych problemach młodych ludzi, jak i te o problemach bardziej wyrafinowanych. Widać, że to do nich dociera. Nie ważne, czy teksty są mniej, czy bardziej ambitne - jeśli ludzie są przekonani, że piosenki są szczere i prawdziwe, wtedy je akceptują i uznają za ważne.
Czy twoim zdaniem dzisiejsze zespoły mają wciąż moc przyciągania fanów, którzy za jedno spojrzenie są w stanie oddać...eeee, wiele?
Nie wiem czy wszystko, ale patrząc na księgę gości na naszej stronie internetowej widać, że fani są gotowi na sporo (śmiech).
Fanki wyznają miłość?
Tylko naszemu perkusiście, który jest ich ulubieńcem. Ale mówiąc serio: nie jest dla mnie jakąś wyjątkową motywacją do pracy ani ilość, ani też jakość wpisów fanów. Ale to, że fani są, napawa optymizmem i każe wierzyć, że naprawdę nie trzeba mieć promocji w radiu i telewizji żeby zaistnieć. Tak naprawdę to przejrzałem na oczy i zrozumiałem to całkiem niedawno. Frekwencja na koncertach takich zespołów jak nasz jest duża i cały czas rośnie - taki Happysad gromadzi po ok. 500 osób w każdym mieście, w Warszawie do Stodoły przyszło ponad 1 tys. osób!
W największych rozgłośniach radiowych i stacjach telewizyjnych takiej muzyki, jaką grają Radio Bagdad, Hurt czy Happysad [rozmawiamy po koncercie tych trzech zespołów w gdyńskim klubie Ucho - przyp. red.] nie ma w ogóle, albo jest bardzo mało.
Fot. Marcin Kaliński
W Polsce jest sporo zespołów, które grają za państwowo-samorządowe pieniądze, uświetniają Dni Radomia, otwarcia centrów handlowych, robią biesiady w telewizyjnej Dwójce. Ale Beata Kozidrak i Krzysztof Krawczyk, megagwiazdy takiej sceny nigdy nie przyciągną widowni na biletowany koncert. Za to w telewizji pełnią rolę pewnych ikon, działających na styku muzyki i rozrywki.
Pogadajmy lepiej o czystej muzyce.
Wydaje mi się, ze są w Polsce zespoły, które pod wpływem powrotu rocka na scenę brytyjską, uwierzyły, że u nas także można grać tę muzykę. Wcale nie kopiując wzorców z wysp, ale po prostu ufając, że taka muzyka przyjmuje się także nad Wisłą. Zwykły prosty rock, z utartymi schematami, nawet taki rock "z domu kultury", z tekstami, które trafiają do ludzi. Happysad jest dla mnie dobrym przykładem takiej grupy: na ich koncerty przychodzą w całym kraju setki osób.
Wbrew pozorom ten drugi obieg muzyczny - choć nie mam tu na myśli środowisk zdeklarowanych jako offowych - jest silny, prężny i ma się dobrze. Nie muszę przecież przywoływać Kultu, który od wielu lat w październiku rusza w trasę i sprzedaje wszystkie miejsca na swoich koncertach. Dużo mniej znani wykonawcy także mogą liczyć na publiczność. I to taką, która przychodzi nie dla otoczki, lecz dla tej muzyki i dla tych tekstów. Choć w muzyce rockowej otoczka zawsze była i zawsze chyba będzie.
Ty też nie jesteś od niej wolny. Na scenę wchodzisz w berecie.
Hm, trochę jest to związane ze świadomą kreacją, a trochę z utylitaryzmem - dzięki niemu pot nie leje mi się na oczy.













Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.