- 1 Ponad 310 wędrówek z mapą z Harpusiem (4 opinie)
- 2 Najlepsze trasy rowerowe w Trójmieście (49 opinii)
- 3 Aktywny weekend 8-10 maja (4 opinie)
- 4 Są pieniądze na rozbudowę stadionów (25 opinii)
- 5 Historia Dominiki Peszel-Paixão
- 6 Majówka jak na południu Europy (79 opinii)
Adam Nowicki wspina się, aby poznać granice swoich możliwości
- Wspinaczka sprawia mi ogromną satysfakcję i pozwala poznać granice swoich możliwości, możliwości własnego ciała i psychiki - mówi nam Adam Nowicki. Poniżej jego kolejne refleksje na temat pasji Śródtytuły pochodzą od redakcji.
W poszukiwaniu adrenaliny
Jakiś czas temu szukałem sportu, który będzie wymagał ode mnie dużo wysiłku, będzie mi dawał dużo dopaminy, dużo adrenaliny. Zacząłem szukać. Kiedyś się wspinałem jako nastolatek po ściankach wspinaczkowych. W górach zawsze mi się podobało, coś mnie do nich ciągnęło. Poszedłem więc w góry.
Początek przygody z górami wysokimi
Przygoda z górami wysokimi zaczęła się dwa lata temu. Pojechałem w Alpy Austriackie na via ferrate. Pojechałem sam, nie miałem żadnego kompana, nikogo, kto by się odważył na to, czego się wtedy podjąłem. Pojechałem do Austrii i zrobiłem to, co zamierzałem. Tak mi się to spodobało, że stwierdziłem, że coś trzeba dalej z tym robić. Zdałem sobie sprawę, że jest to zbyt niebezpieczne, żeby robić to samemu, dlatego wstąpiłem do Polskiego Klubu Alpejskiego. Tak się zaczęła przygoda z górami wysokimi na poważnie. Byłem typem ryzykanta. Lubiłem ryzyko. Jak się mówi: "Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana". Kiedyś robiłem małe górki w Polsce, ale na poważnie pociągnęło mnie w góry wysokie.
Karolina Mielcarek: Podoficer Marynarki Wojennej z sukcesami w kickboxingu
Pół roku przygotowań
Przygotowania do wyprawy na Kaukaz zacząłem w marcu, pół roku przed samą wyprawą. To była siłownia. Bardziej skupiałem się na treningu nóg, bo zdawałem sobie sprawę, że będę niósł na sobie duży ciężar. Stwierdziłem, że praca nóg ma duże znaczenie. Oprócz siłowni były treningi biegowe. Dość dużo biegałem. Starałem się regularnie co drugi dzień biegać. Po długiej przerwie, jak zaczynam biegać, to na początku są to 3, 4 kilometry. Potem systematycznie zwiększam pokonywany dystans. Zrobiłem 3, 4 treningi biegowe i wskoczyłem na pułap 10 kilometrów. Podczas ostatnich treningów biegałem "piętnastki". Ostatnie dwa miesiące przed wyprawą - czerwiec, lipiec - nakręciłem trochę tych kilometrów. W czerwcu przebiegłem 284 kilometry według aplikacji, która pokazuje wyniki trybu mieszanego - biegu z chodzeniem. W lipcu dokręciłem śrubę i zrobiłem 402 kilometry. Po drodze, w maju, miałem kontuzję, przez którą na ponad miesiąc musiałem przerwać treningi. Gdy wznowiłem treningi, wszystko zacząłem od nowa.
Aleksandra Kabelis: Pływanie ekstremalne to ogromny kop adrenaliny
Propozycja od Denisa Urubko
Nie działam spontanicznie. Każdy swój cel, który obieram, analizuję kilkukrotnie. Psychicznie jestem zawsze przygotowany. Chodzi bardziej o fizykę. Staram się analizować, czy dam radę. Takie wyprawy wiążą się z dużymi kosztami i nie chciałbym gdzieś pojechać i nie osiągnąć celu. W tym roku dostałem propozycję wyprawy z Denisem Urubko, który był kierownikiem wyprawy na Kaukaz. Gdy dostałem maila z propozycją udziału w tej wyprawie, chyba dwie noce nie spałem, biłem się z myślami, czy jestem na to gotowy. Po dwóch dniach stwierdziłem - jadę.
Mont Blanc bez przygotowań
Do ubiegłorocznej wyprawy, której celem było zdobycie Mont Blanc, nie przygotowywałem się w ogóle. Przygotowania robiłem w Norwegii, gdzie pracuję. Podczas pierwszego biegu nabawiłem się kontuzji. Efektem było to, że na wyprawę na Mont Blanc jechałem praktycznie bez przygotowania, na żywioł. Jako jedyny z grupy nie miałem szkoleń górskich. Kierownikiem wyprawy był Jarosław Botor, też znana postać w świecie alpinizmu, uczestnik narodowej zimowej wyprawy na K2, która była przerwana w 2016 r., żeby ratować Tomka Mackiewicza i Elizabeth Revol spod Nanga Parabat. Na koniec powiedział: "Adaś zostałeś czarnym koniem tej wyprawy".
Zdobyć Aconcaguę
Wyznaczyłem sobie kolejny cel. W styczniu ruszam do Argentyny, w Andy. Będę się wspinał na Aconcaguę, mającą 6962 metry. Jest to flagowa wyprawa Polskiego Klubu Alpejskiego, która się nazywa Panamerican Quest. W skład tego projektu wchodzi 7-8 szczytów, Aconcagua jest ostatnim. Ponieważ dopiero co zjechałem do Polski po pracy w Norwegii, zdecydowałem, że nie wezmę udziału w tym projekcie, tylko zdobędę samą Aconcaguę. To góra jest zaliczana do Korony Ziemi i dlatego mnie interesuje.
Tak określa się najwyższe szczyty poszczególnych części świata.
W jej skład wchodzą:
- Azja - Mount Everest (8848 m n.p.m.)
- Ameryka Południowa - Aconcagua (6961 m n.p.m.)
- Ameryka Północna - Denali (McKinley) (6190 m n.p.m.)
- Afryka - Kilimandżaro (5895 m n.p.m.)
- Europa:
- - według Messnera, Bassa i środowiska wspinaczkowego - Elbrus (5642 m n.p.m.)
- - według niektórych naukowców - Mont Blanc (4810 m n.p.m.)
- Australia lub Australia i Oceania:
- - według Bassa Australia - Góra Kościuszki (2230 m n.p.m.)
- - według Messnera Australia i Oceania - Puncak Jaya (4884 m n.p.m.)
- Antarktyda - Masyw Vinsona (4892 m n.p.m.)
Wersji Korony Ziemi jest obecnie aż 4.
Balans pracy i pasji
Jakiś balans pomiędzy pracą, treningami i wyprawami musiałem znaleźć. Nie było łatwo. W Norwegii, gdzie pracowałem, mieszkałem 350 kilometrów nad kołem arktycznym, wiosną i latem nie było nocy. Były tak zwane białe noce. To był bardzo męczący okres. Miałem wówczas problemy ze spaniem. Zdarzało mi się zasnąć o drugiej, a pobudka o szóstej. Po całym tygodniu pracy, na budowie, trudno było zebrać się do treningu. Wracałem z pracy, nie jadłem obiadu, bo nie chciałem objadać się przed biegiem. Na chwilę się kładłem, żeby chwilę odpocząć, i bywało, że budziłem się o godz. 20, 21. Konsekwentnie szedłem biegać. Brałem pod uwagę powagę wyprawy, w której brałem udział. Chciałem wypaść jak najlepiej. Wśród uczestników byli tacy, którzy mieli poważniejsze szczyty za sobą.
Mirosław Kudrewicz: Bieganie zmieniło mnie jako człowieka
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Przed rokiem, gdy wchodziliśmy na Mont Blanc w czterech trzyosobowych drużynach, jedna drużyna nie dotarła na szczyt. Miałem taką świadomość, że nie chciałbym się przyczynić, że przeze mnie ktoś nie dotrze na szczyt. Tak się zdarza. Jak jedna osoba nie daje rady, to cała drużyna musi zrezygnować. Nie zawsze jest możliwość przyłączenia się do innej drużyny. Nigdy kogoś nie puszcza się samego na dół. Razem z tą osobą schodzi drużyna.
Poznanie swoich granic
Z wspinaczki mam ogromną satysfakcję. Poznaję granice swoich możliwości, możliwości własnego ciała i psychiki. Dodatkowo są niepowtarzalne widoki, zapierające dech w piersi.
Opinie wybrane
-
2024-10-30 19:10
Fajna pasja, żebyś tylko nie poznał granicy swoich możliwości z drugiej strony tej granicy (1)
- 5 0
-
2024-11-13 09:50
E tam wole klub swingersow i dopalacze
- 0 0
-
2024-10-31 06:45
Super artykuł jak tego nie robić!
Ładnie pokazuje jak nie trenować (po pierwszych treningach miesięczna kontuzja) i jak nie podchodzić do gór ( Mont Blanc bez przygotowania...). Polski klub Alpejski , poza tym, że dobrze brzmi nazwa to jest komercyjna agencja, która pozwala często isc na skróty w górskiej drodze . Jak chcecie w górach działać z głową i bezpiecznie to polecam kursy
Ładnie pokazuje jak nie trenować (po pierwszych treningach miesięczna kontuzja) i jak nie podchodzić do gór ( Mont Blanc bez przygotowania...). Polski klub Alpejski , poza tym, że dobrze brzmi nazwa to jest komercyjna agencja, która pozwala często isc na skróty w górskiej drodze . Jak chcecie w górach działać z głową i bezpiecznie to polecam kursy (turystyki zimowej, skałkowe, taternicki, alpejskie itd) zapisanie się do Klubu Wysokogórskiego Trójmiasto i stopniowe zdobywanie doświadczenia od Tatr, przez Alpy, po Kaukaz i Himalaje
- 24 0
-
2024-10-30 09:43
Wszystkie góry w tym artykule to treking z kijkami (2)
Na Elbrus to nawet można wjechac. Fajnie ale robi to już każdy więc nie ma z czego bić piany chyba że ego nie daje spać
- 26 3
-
2024-11-01 00:11
A od kiedy po lodowcu chodzi się z kijkami? Może prędzej z jednym kijkiem w jednym ręku a drugim z czekanem i to w dodatku na asekuracji lotnej. Wychodzi na to że chyba nie do końca wiesz coś na ten temat
- 0 2
-
2024-10-30 22:21
Fakt
Taki wyprawy trekingowe jak w. w robia ludzie bez zespolu i wypraw a idac na wlasna reke z kolegami
- 3 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
