Prezes Energa Operator o sprawiedliwej transformacji i nowej roli OSD

Robert Kiewlicz
24 lutego 2026, godz. 08:00
Opinie (53)
- Im więcej inwestujemy, tym mniej odmów o przyłączenie wydajemy klientom, którzy chcą odbierać energię, oraz wytwórcom, którzy ją produkują. Dla nas jest to bardzo istotne, bo staramy się być firmą klientocentryczną - mówi  Robert Świerzyński, prezes zarządu Energa-Operator.

Energa-Operator realizuje program inwestycyjny wart 40 mld zł do 2035 r., by przygotować sieć na rosnący napływ energii z fotowoltaiki, farm wiatrowych na Bałtyku i atomu, ułatwić przyłączenia prosumentów i ograniczyć awaryjność. W rozmowie z Trojmiasto.pl Robert Świerzyński, prezes Energi Operator, opowiada, dlaczego spółka stawia na "klientocentryczność" oraz kosztowo sprawiedliwą transformację - postuluje m.in. głębokie opłaty przyłączeniowe w trudnych obszarach i rozwój magazynów energii jako bufora i źródła wirtualnej inercji. Chce też aktywnie ściągać dużych odbiorców dzięki elastycznym taryfom i zachętom, redefiniując rolę OSD ze "strażnika ciągłości" w partnera biznesu i klienta.



Inteligentna sieć sama wykryje awarię i przywróci zasilanie Inteligentna sieć sama wykryje awarię i przywróci zasilanie

Jesteście w trakcie realizacji chyba najambitniejszego i największego programu inwestycyjnego w historii spółki. Wartość całego programu w perspektywie do 2035 r. to 40 mld zł.

Robert Świerzyński: - Tak, ale najważniejsza jest odpowiedzieć na pytanie, po co operatorzy systemu dystrybucyjnego (OSD) inwestują i po co im tak duży plan inwestycyjny. Nasze inwestycje, jak również każdego operatora, są pochodną dwóch czynników. Po pierwsze - sytuacji w systemie elektroenergetycznym, a po drugie - potrzeb naszych klientów związanych z odbiorem i wytwarzaniem energii elektrycznej.



Jeśli chcemy zaspokoić potrzeby naszych odbiorców oraz wytwórców, którzy zgodnie z planem dekarbonizacji Polski budują swoje źródła wytwórcze czy też ambicje i chęci prosumentów oraz społeczności energetycznych, to ten system musi się rozbudowywać. Do sieci wprowadzane jest coraz więcej energii. Pojawiają się w niej ograniczenia i przeciążenia, z którymi musimy sobie poradzić. Możemy to robić, stosując różne środki: zmiany topologiczne, kupując usługi elastyczności, ale także środkami inwestycyjnymi. Budujemy też nowe przyłącza po to, żeby przyłączyć nowe źródła i nowych odbiorców.

Im więcej inwestujemy, tym mniej odmów o przyłączenie wydajemy klientom, którzy chcą odbierać energię, oraz wytwórcom, którzy ją produkują. Dla nas jest to bardzo istotne, bo staramy się być firmą klientocentryczną. Mimo że operatorzy systemu dystrybucyjnego mają naturalny monopol, czują potężną odpowiedzialność wobec klienta.
Często słyszę, że prezentuję "nieoperatorskie" myślenie. Jednak nasza rola absolutnie się zmienia. Musimy przestać myśleć o operatorze wyłącznie jako o podmiocie odpowiedzialnym za ciągłość zasilania. Transformacja energetyczna nie może być tylko technologiczna - ona musi realnie zwrócić się w stronę klienta.

Teren działania Energa-Operator to sieciowo i biznesowo bardzo trudny obszar. Wynika to z faktu, że prawie 30 proc. wszystkich źródeł odnawialnych w Polsce przyłączonych jest właśnie do naszej sieci. Przyłączenie każdego kolejnego źródła wymaga od nas coraz więcej pracy. Do tego dochodzi będący na ukończeniu pierwszy etap inwestycji energetycznych na Bałtyku oraz elektrownia jądrowa. Część generowanej przez nie energii trafi do naszej sieci. Szacujemy, że będzie to ok. 1,5 GW dodatkowej mocy. Dlatego musimy przygotować naszą sieć na jej przyjęcie w imię ogólnopolskiego, strategicznego interesu.

Czyli dla przeciętnego klienta wasze miliardowe inwestycje w rozwój sieci są po to, żeby mógł on zamontować panele fotowoltaiczne na dachu?

- Tak, zwłaszcza jeśli chodzi o inwestycje w sieci średniego i niskiego napięcia. Są one po to, żeby klienci, którzy chcą stać się prosumentami lub mają już małe źródła wytwórcze, mogli je przyłączyć do sieci. Inwestycje w sieci są też potrzebne po to, aby instalacje te mogły pracować bez zakłóceń, aby problemy napięciowe w sieci pojawiały się jak najrzadziej i nie powodowały częstych wyłączeń pogodozależnych źródeł wytwórczych. Te inwestycje zmniejszają także liczbę awarii i poprawiają pewność zasilania.

Musimy jednak powiedzieć sobie też trudną prawdę: transformacja energetyczna wymaga od operatorów dużego wysiłku i rozwagi.



Dlaczego?

- Dlatego, że jednym z naszych obowiązków jest dbanie o to, aby była ona racjonalna kosztowo i akceptowalna przez klienta. Często mówię, że musimy starać się, aby transformacja była sprawiedliwa. Tymczasem model przyłączania, zwłaszcza dużych źródeł OZE, jest w Polsce taki, że podmiot budujący np. farmę wiatrową pokrywa jedynie koszty przyłącza. Natomiast koszty związane z rozbudową sieci, niezbędną do wprowadzenia tej energii do systemu, pokrywa operator. Skąd bierze te środki? Ma je głównie z taryfy, czyli od wszystkich klientów. I chociaż operatorzy pozyskują także środki komercyjne na rozbudowę sieci, ich głównym źródłem jest taryfa.
Każdy kraj w Europie stara się radzić z kosztami transformacji. Bardzo odważnie działają Kanada i USA. Stworzyły one unikalny model współpracy zwany economic development rates. Taki model hamuje ucieczkę przemysłu i przyciąga nowe inwestycje tam, gdzie system potrzebuje stabilnego odbioru.

W Europie istnieją modele, w których - w zależności od sytuacji sieciowej - inwestorzy budujący OZE w trudnych obszarach (tam, gdzie jest więcej wytwarzania energii niż jej odbioru) pokrywają koszty rozwoju sieci w całości lub w części. Taki model pod nazwą "głębokie opłaty przyłączeniowe" funkcjonuje w Danii czy Szwecji i sprawdza się bardzo dobrze.

Dla Energa-Operator jest to niezwykle ważne, ponieważ mamy oddziały, w których zapotrzebowanie na energię jest siedem razy mniejsze niż moc produkowana w tym regionie. Mimo to w zeszłym roku wydaliśmy warunki przyłączenia do sieci na rekordową moc 3,5 GW, licząc po mocy zainstalowanej. Jest jasne, że energia produkowana na naszym terenie będzie musiała płynąć dalej w głąb systemu. Sieciowo nie uda nam się zagospodarować całego tego wolumenu w miejscach, gdzie naturalnie lokują się źródła OZE.



Jeszcze kilka lat i energii na Pomorzu będziemy mieli bardzo dużo. Czy nie zbyt dużo? Czy zostanie ona w całości spożytkowana na miejscu, czy przesłana na południe kraju lub za granicę?

- Operator systemu przesyłowego (PSE) odpowiada na jedno z niezwykle ważnych zadań - chyba najważniejsze w systemie. Musi zadbać o to, żeby podaż energii w każdej chwili była równa popytowi. Jeżeli te wartości zbyt mocno się rozjeżdżają, w sieci pojawiają się problemy z częstotliwością, co może prowadzić do awarii i blackoutów.

Co dzieje się, gdy energii jest za dużo? Wtedy uruchamiane jest tzw. redysponowanie nierynkowe. To mechanizm zapewniający stabilność dostaw. Kiedy wieje silny wiatr i mocno świeci słońce, produkcja ze źródeł OZE jest odgórnie ograniczana. Dostajemy wówczas polecenia od Polskich Sieci Elektroenergetycznych, aby zredukować określoną moc w danych obszarach. Aby było to mniej bolesne dla inwestorów, rozwiązaniem są magazyny energii, które powinny powstawać przy instalacjach.
Pod koniec 2025 r. przygotowano projekt taryfy, która zmuszałaby OSD do konkurowania o klienta. Zakłada on, że operator może zdecydować o przyznaniu zniżki odbiorcom w opłatach stałych i zmiennych. W mojej ocenie takie działania powinny być akceptowane przez operatorów.

Grupa Energa planuje duże inwestycje w magazyny energii w całym kraju. Po co właściwie budować takie "wielkie baterie"?

- Magazyny w systemie powinny powstać z kilku powodów. Po pierwsze - aby równoważyć podaż i popyt, czyli przejmować nadmiar energii, którego nie potrafimy zużyć w danej chwili. Po drugie - mają one właściwości regulacyjne. Potrafią oddawać energię w sposób, który pomaga rozwiązywać problemy sieciowe, np. te związane ze skokami napięcia.

Na razie takich magazynów w naszej sieci jest niewiele, choć wydaliśmy już mnóstwo warunków przyłączenia. Poprzedni rok był pod tym względem rekordowy - wydaliśmy warunki na ponad 3,3 GW mocy przyłączeniowej dla nowych magazynów, tj. o  ponad 260 proc. więcej niż w roku 2024.

Trzeci powód to kwestia stabilności. Systemowi opartemu na OZE, a nie na tzw. masie wirującej (tradycyjne turbiny), brakuje inercji potrzebnej do regulacji częstotliwości. Blackout w Hiszpanii pokazał, że systemy pozbawione inercji są trudne do zarządzania przy dużych wahaniach mocy, np. gdy nagle wyłączają się bloki energetyczne lub gdy ze względu na ujemne ceny wszyscy wytwórcy OZE naraz przestają produkować energię. Wówczas magazyny mogą dostarczać tzw. wirtualną inercję.



Coraz więcej energii pochodzi z OZE. Jak to wpływa na inwestycje i rozwój gospodarczy regionu? Czy boom w energetyce przyciągnie dużych inwestorów?

- Dla dużych inwestorów kluczowe są dwa elementy. Pierwszy to czas, w którym jesteśmy w stanie zapewnić przyłącze. Dlatego nasze planowanie sieci musi wyprzedzać oczekiwania rynku, co jest ogromnym wyzwaniem. Drugi element to cena energii. W rachunku za prąd ok. 50 proc. to cena samej energii, a reszta to opłaty dystrybucyjne i inne składniki.

Wyzwaniem jest zbudowanie systemu zachęt, który przyciągnie biznes tam, gdzie mamy nadwyżkę energii z OZE. Jestem przekonany, że jako operator musimy działać proaktywnie. Chciałbym mieć narzędzia taryfowe i regulacyjne, które pozwolą mi "ściągnąć" tu klienta - nawet kosztem częściowej rezygnacji z własnej rentowności, bo widzę w tym długofalowy interes.

Operatorzy z własnej woli powinni zrzec się części zysków?

- Pod koniec 2025 r. przygotowano projekt taryfy, która zmuszałaby OSD do konkurowania o klienta. Zakłada on, że operator może zdecydować o przyznaniu zniżki odbiorcom w opłatach stałych i zmiennych. W mojej ocenie takie działania powinny być akceptowane przez operatorów, zwłaszcza w strefach, gdzie powstaje dużo źródeł wytwórczych, bo to oznacza lepsze zbilansowanie systemu i równowagę w przyszłości.
Dla dużych inwestorów kluczowe są dwa elementy. Pierwszy to czas, w którym jesteśmy w stanie zapewnić przyłącze. Dlatego nasze planowanie sieci musi wyprzedzać oczekiwania rynku, co jest ogromnym wyzwaniem.

Na jakim etapie są te przepisy?

- Trwają dyskusje w zespole przy ministrze energii. Prace powinny zakończyć się w kwietniu 2026 r., ponieważ nowe rozporządzenie taryfowe musi pojawić się najpóźniej we wrześniu. Czasu na konsultacje i proces legislacyjny nie ma dużo. Jako Energa-Operator wspieramy każdą koncepcję, która promuje konkurencję o dużych klientów.

Jak radzą sobie z tym inni?

- Każdy kraj w Europie stara się radzić z kosztami transformacji. Bardzo odważnie działają Kanada i USA. Stworzyły one unikalny model współpracy zwany economic development rates. W ramach partnerstwa publiczno-prywatnego operatorów, lokalnych rządów i biznesu zawierane są kontrakty, np. takie: jeśli zagwarantujesz, że przez 5 lat będziesz zużywał określoną ilość energii, wybudujesz fabrykę i zatrudnisz tysiąc osób, otrzymasz znaczną zniżkę. Taki model hamuje ucieczkę przemysłu i przyciąga nowe inwestycje tam, gdzie system potrzebuje stabilnego odbioru.

Wasza rola wywraca się do góry nogami. Będziecie odpowiedzialni za zupełnie inne rzeczy niż dotychczas.

- Często słyszę, że prezentuję "nieoperatorskie" myślenie. Jednak nasza rola absolutnie się zmienia. Na początku transformacji, gdy rozdzielaliśmy sprzedaż od dystrybucji, myślano, że to sprzedawcy będą "twarzą" energetyki i zajmą się relacjami z klientem. To się nie do końca wydarzyło. Musimy przestać myśleć o operatorze wyłącznie jako o podmiocie odpowiedzialnym za ciągłość zasilania. Transformacja energetyczna nie może być tylko technologiczna - ona musi realnie zwrócić się w stronę klienta.

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (53)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane w serwisie