Prezes PSE: zmiana jest stałym elementem systemu energetycznego

Robert Kiewlicz
20 maja 2025, godz. 08:00
Opinie (60)
Planujemy rozwój infrastruktury w taki sposób, by zmaksymalizować efektywność przyłączeń nowych odbiorców, jednostek wytwórczych i magazynów energii. Krótko mówiąc - działać tak, by odbiorca miał stabilny dostęp do czystej i zrównoważonej energii elektrycznej po akceptowalnej cenie - mówi Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

O tym, jak ważna jest rozbudowa sieci dla udanej transformacji energetycznej i dlaczego inwestycje w energetyce nigdy się nie kończą oraz czemu nie grozi nam blackout jak w Hiszpanii, rozmawiamy z Grzegorzem Onichimowskim, prezesem Polskich Sieci Elektroenergetycznych.



Branża energetyczna ruszyła z ogromnymi inwestycjami. Jednak żadna z nich nie ma znaczenia bez waszego udziału. Bez sieci energia nie trafi bowiem do klientów. Jakie są obecnie największe zadania realizowane przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne?

Grzegorz Onichimowski: - PSE odpowiadają za utrzymanie i rozwijanie sieci przesyłowej, czyli linii i stacji najwyższych napięć. Infrastruktura o niższych napięciach to obszar działalności operatorów systemów dystrybucyjnej.
Sytuacja Hiszpanii jest wyjątkowa z powodu położenia tego kraju na końcu europejskiego systemu energetycznego oraz stosunkowo słabych połączeń z sąsiadami. Polska jest pod tym względem w lepszej sytuacji. Z drugiej strony jednak jesteśmy potencjalnie bardziej narażeni na wpływ awarii w innych krajach dookoła nas.

Zgodnie z Planem Rozwoju Sieci Przesyłowej do 2034 r. zbudujemy 4700 km torów nowych linii 400 kV, 28 nowych stacji elektroenergetycznych oraz zmodernizujemy 110 istniejących. Wśród kluczowych projektów jest m.in. nowe połączenie Polska - Litwa, a także nowe linie na północy, służące wyprowadzeniu mocy z farm wiatrowych i elektrowni jądrowej. Inwestycje są prowadzone jednak praktycznie w każdym regionie kraju.

Realizacja tego planu pozwoli m.in. na wyprowadzenie mocy z ok. 18 GW morskich farm wiatrowych, ok. 45 GW źródeł fotowoltaicznych i ponad 19 GW lądowych farm wiatrowych. Nasz plan umożliwi także przyłączenie nowych jednostek konwencjonalnych oraz elektrowni jądrowej, a także zapewni zasilanie nowych, dużych odbiorców energii, m.in. centrów przetwarzania danych, stacji ładowania pojazdów elektrycznych czy źródeł zielonego ciepła.



Wiele z dużych inwestycji ma miejsce na Pomorzu. Po latach zapomnienia mamy szansę na miano lidera czystej energii?

- W związku ze zmianami technologicznymi zarówno w obszarze produkcji, jak i zużycia energii zmienia się też geografia generacji energii i jej zużycia. Elektrownie nie muszą już być lokowane w sąsiedztwie kopalni. Rozwój infrastruktury sieciowej na Pomorzu wynika z planów inwestorów, którzy planują budowę nowych źródeł właśnie na północy kraju. Mam na myśli oczywiście morskie farmy wiatrowe oraz elektrownię jądrową. Ich powstanie spowoduje zmianę geografii w polskiej energetyce - obecnie większość źródeł znajduje się na południu i w centrum kraju i stamtąd trafia do odbiorców w innych regionach. Nowe źródła spowodują, że ten kierunek się odwróci. Sieć przesyłowa ma wymiar ponadregionalny i dlatego budujemy linie, które umożliwią wyprowadzenie mocy z dużych źródeł i zasilenie nimi reszty kraju.
Magazyny energii nie są czarodziejską różdżką, dzięki której problemy elektroenergetyki znikną. Najważniejsze jest bowiem to, co będzie się działo po stronie struktury źródeł wytwórczych. Do 2028 r. mają powstać budowane obecnie jednostki gazowe oraz morskie farmy wiatrowe.

Bloki węglowe, które dają nam obecnie większość energii, mają być odłączane w kolejnych latach. Czy OZE jest w stanie je zastąpić? Czy grożą nam niedobory energii w kolejnych latach?

- Cechą źródeł węglowych, gazowych czy jądrowych jest to, że ich praca nie zależy od warunków pogodowych. Wśród energetyków nazywamy je źródłami dyspozycyjnymi. Od lat powtarzamy, że każda wycofywana jednostka tego rodzaju musi być zastępowana nową o co najmniej takiej samej mocy. Bez tego nie będziemy w stanie sprostać wyzwaniu zapewnienia wystarczalności generacji w każdych warunkach, zwłaszcza w obliczu planów zamknięcia elektrowni węglowych. Sytuacja jest poważna, bo wkrótce może nam brakować nawet 9 GW mocy dyspozycyjnych, niezależnych od pogody. Budowa nowych jednostek trwa i  jeżeli mają one zacząć prace w ciągu kilku lat, musimy działać już teraz.



Z pomocą przychodzi tzw. rynek mocy, w ramach którego elektrownie dyspozycyjne mogą otrzymywać wynagrodzenie za samą gotowość do pracy. Dzięki wprowadzonym w nim modyfikacjom możliwe jest objęcie tym mechanizmem przez najbliższe lata istniejących jednostek węglowych, a długoterminowo projektów gazowych, które dopiero powstaną. To jednak wciąż rozwiązania przejściowe i docelowo potrzebujemy zupełnie nowych zasad funkcjonowania mechanizmów wsparcia budowy takich jednostek, służących bardziej jako ubezpieczenie na wypadek pogody niesprzyjającej OZE niż do ciągłej pracy.

Zanim ruszy budowa elektrowni, trzeba sprawdzić kilkadziesiąt tysięcy dokumentów Zanim ruszy budowa elektrowni, trzeba sprawdzić kilkadziesiąt tysięcy dokumentów

Będziemy też doświadczać coraz częstszych okresów nadprodukcji energii. To skutek ekspansji źródeł odnawialnych, których profil produkcji zależy od warunków pogodowych, a nie od zapotrzebowania na energię w danej chwili. Na nadpodaż energii rynek reaguje cenami ujemnymi. Nadmiarową energię elektryczną można jednak wykorzystać np. w ciepłownictwie albo magazynować. To są ważne kierunki rozwoju energetyki, które wspierają rozwój tego, czego najbardziej obecnie potrzebujemy - elastyczności.
Obecny horyzont Planu Rozwoju Sieci Przesyłowej PSE to 2034 r. Przez dekadę planujemy wydać 64 mld zł na modernizację i rozbudowę sieci. Nie łudzimy się jednak, że doprowadzi nas to do ostatecznego punktu.

Jedna elektrownia jądrowa jest w stanie zapewnić nam stabilizację?

- Musimy zdać sobie sprawę, że żadne pojedyncze źródło nie zapewni stabilizacji w coraz bardziej złożonym systemie elektroenergetycznym. Bezpowrotnie minęły czasy scentralizowanej energetyki, w której w zasadzie jedynym ryzykiem dla stabilności dostaw były awarie konwencjonalnych bloków.

Najważniejszym wyzwaniem są obecnie naprzemiennie występujące nadwyżki i niedobory generacji. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo i stabilność dostaw w niespotykanym dotąd zakresie spadnie na uczestników rynku, którzy w znacznie większym stopniu niż dotychczas muszą rozwijać szeroko rozumianą elastyczność. Wykorzystując szanse biznesowe związane np. z okresowo bardzo niskimi cenami energii, uczestnicy rynku będą wpływać na poprawę stabilności systemu, to zatem sytuacja win-win.



Jak długo potrwa przebudowa polskiego systemu elektroenergetycznego, a może ta praca nigdy się nie kończy?

- To trafne przypuszczenie, ponieważ weszliśmy w epokę, w której zmiana jest stałym elementem systemu energetycznego. Ewoluuje zarówno struktura wytwarzania, jak i technologia, a także niezwykle ważne z perspektywy planistycznej prawodawstwo UE. Wszystkie te zmienne musimy uwzględniać w planowaniu rozwoju sieci, która przecież ma odpowiadać na zapotrzebowanie odbiorców przez dziesiątki lat.

Obecny horyzont Planu Rozwoju Sieci Przesyłowej PSE to 2034 r. Przez dekadę planujemy wydać 64 mld zł na modernizację i rozbudowę sieci. Nie łudzimy się jednak, że doprowadzi nas to do ostatecznego punktu, po którym zadania operatora w tym zakresie można będzie uznać za zrealizowane. Trwa proces integracji rynków na poziomie UE, w niezwykle szybkim tempie przybywa źródeł odnawialnych, a jednocześnie zamykane są źródła dyspozycyjne. Rozwój sieci to w tej chwili filar tworzenia elastycznego systemu elektroenergetycznego, a potem jego ciągłego udoskonalania.
Musimy zdać sobie sprawę, że żadne pojedyncze źródło nie zapewni stabilizacji w coraz bardziej złożonym systemie elektroenergetycznym. Bezpowrotnie minęły czasy scentralizowanej energetyki, w której w zasadzie jedynym ryzykiem dla stabilności dostaw były awarie konwencjonalnych bloków.

Jak liczne inwestycje wpływają na cały system energetyczny naszego kraju? Jaki powinien on być, abyśmy czuli się naprawdę bezpiecznie? Unikniemy takich zdarzeń jak blackout w Hiszpanii?

- Planujemy rozwój infrastruktury w taki sposób, by zmaksymalizować efektywność przyłączeń nowych odbiorców, jednostek wytwórczych i magazynów energii. Krótko mówiąc - działać tak, by odbiorca miał stabilny dostęp do czystej i zrównoważonej energii elektrycznej po akceptowalnej cenie.

Jednak sieci to nie wszystko. Żeby system działał bez zakłóceń, pracujące w nim źródła muszą dostarczać nie tylko produkt w postaci energii, ale także innych - niewidocznych z perspektywy odbiorcy - "produktów technicznych", takich jak np. inercja, bez której jesteśmy narażeni na wahania częstotliwości. To niezwykle ważne w kontekście wydarzeń na Półwyspie Iberyjskim. Sytuacja Hiszpanii jest wyjątkowa z powodu położenia tego kraju na końcu europejskiego systemu energetycznego oraz stosunkowo słabych połączeń z sąsiadami. Polska jest pod tym względem w lepszej sytuacji. Z drugiej strony jednak jesteśmy potencjalnie bardziej narażeni na wpływ awarii w innych krajach naokoło nas.

Prezes UDT: Jesteśmy obecni w energetyce. Od węgla, przez OZE, po atom Prezes UDT: Jesteśmy obecni w energetyce. Od węgla, przez OZE, po atom

Jaką rolę w systemie energetycznym będą spełniały magazyny energii? Wszyscy najważniejsi gracze na naszym rynku mają w planach ich budowę.

- To dobrze, bo przy każdej okazji podkreślam, że magazyny energii są absolutnie kluczowe. Dzisiaj tę rolę pełnią elektrownie szczytowo-pompowe o łącznej mocy 2,5 GW. W ciągu najbliższych kilku lat przyłączymy 6 GW bateryjnych magazynów energii, a łącznie planowane są magazyny o łącznej mocy ponad 42 GW. Tyle uzyskało tzw. warunki przyłączenia.

Magazyny energii nie są jednak czarodziejską różdżką, dzięki której problemy elektroenergetyki znikną. Najważniejsze jest bowiem to, co będzie się działo po stronie struktury źródeł wytwórczych. Do 2028 r. mają powstać budowane obecnie jednostki gazowe oraz morskie farmy wiatrowe. Potrzebujemy też co najmniej 8 GW szczytowych mocy gazowych w elektrowniach. Ponadto zakładamy, że w latach 30. XXI w. w systemie pojawią się wielkoskalowe elektrownie jądrowe, uzupełnione modułowymi reaktorami jądrowymi (SMR).

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (60)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane w serwisie