Budują elektrownię jądrową, a wykopali... skarb. Beczka leżała na dnie morza 500 lat

Mateusz Groen
6 maja 2026, godz. 12:30
Opinie (39)
Gdańsk: Narodowe Muzeum Morskie zaprezentowało skarb wydobyty z dna Bałtyku.

Bałtyk oddał kolejną tajemnicę po latach i tym razem zrobił to w wyjątkowo nieoczekiwanym miejscu. Kilkusetletnia drewniana beczka, prawdopodobnie wypełniona bryłkami średniowiecznego żelaza, wyłoniła się z dna morskiego podczas podwodnych prac przy budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej i w środę zaprezentowana została w Ośrodku Kultury Morskiej. Zalegała metr pod osadami, nienaruszona od co najmniej 500 lat. Dla naukowców beczka z osmundem to potencjalny klucz do lepszego zrozumienia świata, w którym Bałtyk był autostradą handlową łączącą północną Europę, a Gdańsk jednym z jej najważniejszych węzłów.





Na dnie Bałtyku czekała kilkaset lat



Czy interesują cię odkrycia archeologiczne?

Podczas podwodnych prac przygotowawczych związanych z budową pierwszej polskiej elektrowni jądrowej natrafiono na drewnianą beczkę liczącą kilkaset lat. Obiekt, wstępnie datowany na okres między XV a XVII wiekiem, wyłonił się z dna morskiego w trakcie prac nad systemem doprowadzenia wody chłodzącej.

Eksperci są zgodni: znalezisko może okazać się cennym źródłem wiedzy o bałtyckich szlakach handlowych epoki późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności.

- Odnaleziona beczka to cenny zabytek, który doskonale wpisuje się w znany nam kontekst bałtyckiego handlu żelazem. Pomimo braku części klepek zachowały się dennice ze znakami własnościowymi, których forma i sposób wykonania wykazują wyraźne analogie do oznaczeń znanych z badanych przez muzeum wraków XV-wiecznego statku handlowego tzw. "Miedziowca" czy wraku XVII-wiecznego "Rudowca". Obydwa statki przewoziły niegdyś m.in. beczki z osmundem - mówi dr Anna Rembisz-LubiejewskaNarodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

Beczka trafiła już do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, gdzie czekają ją szczegółowe badania i konserwacja. Wydobyli ją nurkowie pod nadzorem archeologa podwodnego z głębokości ok. 19 m, a właściwie spod dna, bo zalegała metr pod osadami morskimi. Sam obiekt robi wrażenie: 70 cm wysokości, 40 cm średnicy i 216 kg wagi.

  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.
  • Nowe znalezisko pokazane w  Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku.

W środku najprawdopodobniej bryłki osmundowego żelaza, a na denku coś, co dla historyków może okazać się równie cenne co sama zawartość - zachowane znaki kupieckie, zwane gmerkami. Te charakterystyczne symbole własnościowe były standardowym sposobem znakowania towarów ładowanych na statki aż do końca XVII wieku i mogą pomóc ustalić, do kogo należał ładunek i skąd pochodził.

Beczka najpewniej została zbudowana z drzewa iglastego, ale więcej na temat znaleziska odpowiedzą dokładne ekspertyzy.

Szwedzkie żelazo i gdański port



Zdaniem badaczy beczka była prawdopodobnie częścią ładunku jednego z późnośredniowiecznych lub wczesnonowożytnych statków, które niegdyś przemierzały Bałtyk i które z jakiegoś powodu nigdy nie dotarły do celu. Osmund produkowano głównie w Szwecji, skąd spławiano go do Gdańska, gdzie lokalne hamernie przerabiały go w gotowe wyroby żelazne.


To żelazo w stanie surowym, czekające na kowala i właśnie dlatego tak interesujące dla historyków. Podobne znaleziska odkryte w ostatnich latach na wodach szwedzkich i niemieckich pozwoliły naukowcom lepiej zrozumieć, jak organizowano transport morski, jak znakowano ładunki i jakimi trasami płynęły towary między największymi portami Bałtyku. Gdańska beczka z osmundem może być kolejnym puzzlem w tej układance.

Szukali niewybuchów. Znaleźli skarb



Beczka wypłynęła na światło dzienne niejako przy okazji - podczas kampanii badań UXO, czyli poszukiwań niewybuchów i niewypałów, która ruszyła w marcu 2026 r. Jej właściwym celem było wykrycie i neutralizacja wszystkiego, co mogłoby zagrozić budowie elektrowni: odpadów ferromagnetycznych, pozostałości po dawnych konfliktach zbrojnych i innych potencjalnie niebezpiecznych obiektów zalegających na dnie w rejonie planowanej inwestycji. Znaleziona została na terenie gminy Choczewo.

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0
- Jednym z wyzwań przy realizacji projektu budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej jest identyfikacja, bezpieczne wydobycie i zabezpieczenie spoczywających na dnie Bałtyku zabytkowych obiektów. Jesteśmy przygotowani na różne ewentualności. Przede wszystkim w tym obszarze dbamy o ochronę dziedzictwa kulturowego.

Prowadzimy wiele monitoringów, zatrudniamy doświadczonego archeologa, współpracujemy z wykonawcami, którzy wspierają nas w zarządzaniu znaleziskami. Ponadto dopełniamy wymaganych działań względem służb konserwatorskich, a także pozostajemy w kontakcie z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku - mówi dr hab. Grzegorz Matusik, dyrektor Pionu Zgód Inwestycyjnych Polskich Elektrowni Jądrowych.


Prace prowadzą wyspecjalizowane zespoły, które łączą badania geofizyczne z analizami historycznymi, a jeśli zajdzie potrzeba, zajmują się też fizycznym usuwaniem niebezpiecznych znalezisk. Tym razem zamiast niewybuchu trafili na historię.

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (39)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Katalog.trojmiasto.plMuzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Gdzie odbyła się pierwsza edycja festiwalu Opener?

 

Najczęściej czytane