Gdyby tylko trochę cieplej, czyli trójmiejska zima roku 1956

Jarosław Kus
15 lutego 2026, godz. 12:00
Opinie (48)
Najnowszy artykuł na ten temat Jeszcze nie do końca wiosenne porządki
Motorzysta Zenon Mochalski z oblodzonego kutra Gdy 196 spogląda na zwały lodu po nieudanej próbie wyjścia z zamarzniętego portu w Gdyni.

W roku 1956 luty na Wybrzeżu upływa pod znakiem mrozów, panoszących się nad morzem, podobnie zresztą jak i na pozostałym obszarze Polski. Wprawdzie mrozy przesuwają się na południe i najzimniej jest w Jeleniej Górze, to na Wybrzeżu - gdzie podobno jest najcieplej - temperatura też spada do -20 stopni Celsjusza.



Czy tej zimy musiałaś/eś zmieniać plany ze względu na pogodę?

Nic więc dziwnego, że "sytuacja lodowa na Zatoce Gdańskiej i w portach wybrzeża gdańskiego ulega pogorszeniu". "Oblodzenie kanałów i Motławy w porcie gdańskim dochodzi obecnie do 80 proc.", zaś "pokrywa lodowa jest niemal 15 cm. grubości". Na szczęście, "dzięki ciągłej pracy całego taboru holowników - lodołamaczy, lód w portach Gdańska i Gdyni jest połamany i ruch statków, chociaż w znacznie zwolnionym tempie, trwa bez przerwy". Wprawdzie nie wychodzą "w morze kutry rybackie", ale "główną [tego] przyczyną jest spodziewany sztorm".



A że mróz sroży się też na lądzie i tutaj nie obywa się bez problemów. Bo chociaż "doświadczenia ubiegłych lat pomagają znacznie lepiej przygotować się załogom Zjednoczenia Budownictwa Miejskiego Gdańska i Gdyni do tegorocznej zimy", to i tak nie daje się uniknąć "trudności, hamujących ciągłość robót budowlanych".

Być może za przyczyną silnych mrozów pracy odmawiają nawet zagraniczne aparaty radiowe (najwyraźniej nienawykłe do naszych temperatur); również z tego samego powodu (oraz małej frekwencji uczniów) "Ministerstwo Oświaty zarządza przerwanie zajęć z dniem 13 bm. aż do odwołania we wszystkich szkołach podległych Ministerstwu Oświaty z wyjątkiem wyższych szkół pedagogicznych i studiów nauczycielskich".

Ponieważ jednak zimy nie da się przepędzić rozporządzeniami, jej ofiarą padają "pasażerowie pociągu elektrycznego Gdańsk - Gdynia", którzy "od kilku dni (...) cierpią niezawinione męki, marznąc i przeziębiając się w nieogrzewanych, lodowatych wagonach". Jeśli nie da się inaczej, może trzeba zgłosić do Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych, "niech ogrzewają pociąg elektryczny trociniakami"? Trudne do zrozumienia "zwyczaje panują [też] na stacji kolejowej Gdańsk-Wrzeszcz", gdzie - podejrzanie często -znikają z rozkładu całe pociągi. Wprawdzie "można zrozumieć, że w okresie mrozów zdarzają się wypadki wycofania niektórych pociągów, ale chyba prosta przyzwoitość nakazuje powiadomić o tym oczekujących na peronie pasażerów"? Tymczasem pasażerowie o niczym nie wiedzą, więc czekają, "klnąc w duchu lub pod nosem nieporządki kolejowe". A przecież "czekanie na mrozie i zawiei do przyjemności nie należy..." Niestety, dyżurnemu ruchu nawet przez myśl nie przyjdzie, by "powiadomić marznących ludzi o wycofaniu pociągu", najwyraźniej woli... "grzać się przy ciepłym piecu"! "I nie jest to odosobniony przypadek"... Choć w szukaniu odrobiny ciepła w tak mroźną pogodę nie ma nic złego, bo nawet "rybacy i załogi "Wilka" i "Kuny", oczyszczające pobliskie ujście Wisły z lodu, posiedzieliby chętnie w świetlicy, gdyby było w niej trochę cieplej".



Nie wszędzie jednak jest aż tak źle, o czym świadczy przykład z Oliwy. Tutaj bowiem, "zarówno schody, jak i perony, a nawet dojście do dworca (...), są systematycznie uprzątane i posypywane piaskiem i solą, dzięki czemu nikt nie obawia się złamania nogi". Wielka szkoda, "że nie możemy tego napisać o wszystkich dworcach kolei elektrycznej w trójmieście"...

Niestety, podróżowanie innymi środkami lokomocji również nie należy do najprzyjemniejszych. Jest nawet "takie miejsce we Wrzeszczu [zbieg ulic Grunwaldzkiej, Hibnera i Miszewskiego], w którym każdy ostrożniejszy przechodzień rozgląda się kilka minut, zanim zdecyduje się przejść na drugą stronę ulicy". A wszystko to za sprawą niefortunnego usytuowania "przystanku tramwajowego w kierunku Gdańska", gdzie "tramwaje, idące z Wrzeszcza przez ul. Grunwaldzką" (w tym punkcie "jest dość duże wzniesienie") "z wielką szybkością wjeżdżają na skrzyżowanie i nie są w stanie na czas zahamować". Dochodzi więc do wielu, "zdarzających się w tym miejscu wypadków". "Żeby było śmieszniej", nawet przesunięcie przystanku przez WPK GG [Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne Gdańsk - Gdynia] nie daje gwarancji rozwiązania problemu.

"To, że zima i na Wybrzeżu bywa ostra, że mrozy dochodzą często do 20 stopni i więcej nie jest chyba dla nikogo tajemnicą lub niespodzianką, a tym bardziej nie powinno to zaskoczyć naszego handlu uspołecznionego". Nie powinno, ale... zaskakuje, bo "konia z rzędem, komu uda się kupić w trójmieście ciepłe pończochy, skarpetki lub rękawiczki wełniane, bieliznę damską lub dziecięcą, obojętnie wełnianą czy bawełnianą".

Nie wszyscy jednak mogą dać się zimie zaskoczyć, wśród nich są chociażby pracownicy pogotowia ratunkowego, dla których najważniejsze są "pełna gotowość" oraz "umiejętność szybkiego i pewnego wozu ze znakiem czerwonego krzyża". Bo "mróz nie żartuje, a jeśli ktoś z niego chce zakpić, zlekceważyć - dostaje się w [jego] "serdeczny uścisk"" - zima to "sezon" na takich pacjentów. Oraz tych "ze złamanymi nogami, czy rękami, o czym świadczy fakt, że w jedną tylko niedzielę "tych ostatnich przewinęło się przez stację pogotowia ok. 30".

Nie można też zapomnieć o naszych "braciach mniejszych": wszak "śniegi i mrozy grożą klęską głodu zwierzynie", która "w tym ciężkim dla niej okresie śniegów i mrozów", (nie mogąc - jak każdy mieszkaniec Trójmiasta - skorzystać z "kotletów schabowych, boczku, pasztetu, sałatki itd." z nowego sklepu) gromadzi się "przy paśnikach i budkach karmowych. Powinno się zatem "zwiększyć jej ochronę, bowiem kłusownik i drapieżnik najczęściej grasują w pobliżu paśników".



O konieczności pomocy zwierzętom doskonale wiedzą też "dzieci z zastępu harcerskiego klasy III a przy szkole TPD nr 1 w Gdyni", które "postanawiają zorganizować "ptasią stołówkę"" i karmić codziennie "ptaki okruchami chleba i odpadkami tłuszczu". To dobrze, że "ptaki, pozostające u nas na zimę, znajdują więc coraz więcej opiekunów". Trójmiejskiej zimie przygląda się też kozioł Garda, "mieszkaniec oliwskiego zoo", który "dziwi się bardzo, że wszyscy marzniemy". On wie, że wystarczy "trochę hartu, przyzwyczajenia i śmiać się można z mrozu"!


Źródło: "Dziennik Bałtycki" nr 34 z 9 lutego 1956 r., nr 35 z 10 lutego 1956 r., nr 36 z 11 lutego 1956 r. i nr 37 z 12 i 13 lutego 1956 r. Skany pochodzą z Bałtyckiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (48)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Katalog.trojmiasto.plMuzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Ile postulatów liczyły drewniane tablice z sierpnia 1980 wywieszone na bramie stoczni gdańskiej?

 

Najczęściej czytane