Ostatnia szarża krążownika Lützow. Część 4: Koniec "gdańskiego kolosa"
Przedstawimy czwartą i ostatnią część nieco zapomnianej i pomijanej - przynajmniej w opracowaniach polskojęzycznych - historii SMS Lützow. W pierwszym odcinku tego cyklu zostało opisane powstanie i wejście do służby "gdańskiego kolosa". W kolejnym - zrekonstruowany z materiałów archiwalnych opis początku bitwy jutlandzkiej. Tydzień temu opisaliśmy pierwszą, korzystną dla krążownika część zmagań. Dziś zaś dowiecie się, jak doszło do tego, że Lützow poszedł na dno.
Duża część dialogów pochodzi z autentycznych zapisów KTB oraz raportów bitewnych.
Pierwsze, choć jeszcze nie śmiertelne ciosy
Lützow przyjmował cios za ciosem, nie trzy - jak podaje KTB - lecz osiem trafień w osiem minut. Podłoga uciekała załodze spod nóg, okręt drżał, jakby z każdą kolejną eksplozją miał się rozpaść.
Aż cztery 386-kilogramowe pociski kalibru 305 mm uderzyły w lewą burtę poniżej linii wodnej. Poniżej! Nie zdetonowały na pancerzu - ich niewyobrażalna energia kinetyczna sprawiła, że przebiły stal Kruppa jak papier. Kiedy zapalniki zadziałały w głębi kadłuba, eksplozje rozerwały na strzępy komorę wyrzutni torpedowych i przyległe magazyny.
W ciągu kilku minut przedziały XIII, XIV, XV i XVI przyjęły tysiące ton lodowatej wody, miażdżącej sprzęt, rury, zrywającej kable, topiącej tam marynarzy z obsługi wyrzutni. Na ratunek rzuciły się drużyny awaryjne, po raz pierwszy i ostatni wykorzystując w praktyce tygodnie bałtyckich szkoleń.
Brodzili w wodzie po pas, a potem po szyję w ciemnych, klaustrofobicznych korytarzach, ślizgając się na smarach i ropie. Kiedy grodzie wodoszczelne zaczynały przeciekać i wyginać się od ciśnienia wody z zalanych przedziałów, wbijali ciężkie, drewniane stemple, próbując fizycznie zaprzeć stalowe ściany i jeśli nie uratować jednostki, to chociaż kupić jej trochę czasu. Uruchamiali potężne pompy elektryczne, ale woda niosła ze sobą ludzkie szczątki, koce i mundury, które błyskawicznie zatykały smoki ssawne, zmuszając marynarzy do ich ręcznego, desperackiego odtykania pod wodą.
Ale to jeszcze nie był koniec. To jeszcze nie teraz.
Pancerniki przypłynęły z pomocą
- Herr Admiral! - w cytadeli rozległ się nagle drżący, lecz wyraźny głos młodego komandora podporucznika Gottfrieda Hansena, stojącego przy rurze głosowej z radiostacji awaryjnej. - Admirale, meldunek z Von der Tanna! To nasi! Siły główne za rufą! König i Markgraf na czele!
A więc 3. Eskadra Pancerników kontradmirała Paula Behncka w bitewnym zamieszaniu znalazła wreszcie drogę do swej szpicy, od której otrzymywała dotąd tylko rwane meldunki. Siedem pancerników nagle przechyliło szalę boju.
Hipper zdusił w sobie westchnienie ulgi i niezwłocznie nakazał: - Zwrot na SE! Odchodzimy szykiem schodowym!
- Ster prawo na burt - natychmiast przekazał Harder. - W miarę możliwości utrzymać kontakt bojowy z przeciwnikiem!
Zespół odrywał się od nieprzyjaciela, co wciąż stawiało go w trudnej sytuacji. Teraz bowiem eskadrze Hooda strzelającej pełnymi salwami burtowymi mogły odpowiadać tylko wieże rufowe. Hipper świadomy zagrożenia nakazał marsz szykiem schodowym, by przynajmniej cały ogień nie skoncentrował się tym razem na ostatnim okręcie w szyku - też już uszkodzonym SMS Von der Tann. Jednak sprawiło to, że Paschen w przedniej cytadeli stracił kontrolę nad akcją ogniową.
Najsłynniejszy krążownik liniowy świata rozbity
KTB, 19:30: Otwarto ogień do pierwszego widocznego celu z prawej strony na namiarze 220°, wyraźnie rozpoznanego jako "Indefatigable" [przekreślone, poprawka ołówkiem: Invincible], kierowanie ogniem z tylnego stanowiska dowodzenia przez Trzeciego Oficera Artyleryjskiego.
Teraz było już jasne: jeśli Lützow miał zatonąć, to w marynarskiej sławie. To nie były pancerniki typu Queen Elisabeth. Oto naprzeciw ciężko już rannego gdańskiego krążownika stanął najsłynniejszy krążownik liniowy świata, zwycięzca spod Falklandów, okręt, od którego rozpoczęła się historia tej klasy - HMS Invincible, bezlitośnie ładując w Lützowa pocisk za pociskiem, podczas gdy dym z kominów i luf dział uniemożliwiał Paschenowi obramowanie przeciwnika.
Kontrolę ognia przejął młody kapitan (Kapitänleutnant) Gustav Bode w cytadeli rufowej, strzelając tylko wieżami C i D. Jednocześnie rzednący dym ukazał nagle krążowniki Hooda jak na tarczy strzelniczej, "wspaniałe koty" wbite w peryskop artyleryjski Bodego. Dwie wieże rufowe kontra cztery wstrzelane już z Invincible.
Ale tyle wystarczyło.
KTB, ciąg dalszy: Moment uderzenia 2. lub 3. salwy [rufowych wież Lützowa] zbiegł się w czasie z potężną eksplozją na tym okręcie, która zaznaczyła się jako wysoki słup ognia od dziobu aż po rufę. Zgodnie z obserwacją nastąpiła potężna eksplozja na okręcie; wielka, głęboka, ciemna chmura dymu zakryła cały okręt bez widocznego ognia, od linii wodnej aż po szczyty masztów, u góry nieco biaława. Gdy dym opadł, z okrętu nie było już nic widać.
HMS Invincible, kontradmirał Hood z całym sztabem, 1030 oficerów i marynarzy, cała mała morska społeczność - wszyscy wyparowali w ogłuszającej eksplozji komór amunicyjnych. Głuchy grom niosący się po falach Morza Północnego. Harder na otwartym mostku miał wrażenie, że fala eksplozji omiata mu włosy, jakby sam dźwięk poruszał wiatrem. Piękny, potężnie uzbrojony, lecz żałośnie opancerzony okręt stał się kolejną ofiarą pancernej pięści Lützowa.
Lecz cena kolejnego zwycięstwa była wysoka i ostateczna.
Ogromna cena zwycięstwa
- Komandorze, wręgi 195-218 na bakburcie uszkodzone! Wszystkie korytarze aż do dziobu, przedział burtowych wyrzutni torpedowych, przedział XV, dolny korytarz wzdłużny, magazyny torped na bakburcie i sterburcie, górny korytarz wzdłużny przedziału XV, wszystko zalane! - na mostek spływały alarmujące i niepozostawiające żadnej nadziei raporty zespołów kontroli uszkodzeń. - Przez grodź 249 na dolnym pokładzie na sterburcie silnie wdziera się woda do przedsionka przez rury głosowe, szyby wentylacyjne i rury wywiewne ładunku torped!
- Przeciwdziałania! - rzucił twardo Harder. - Zróbcie wszystko, żeby utrzymać okręt na wodzie choć przez parę godzin!
- Personel techniczny wysłany na przód w celu podstemplowania grodzi 249. Uruchomiono główne środki odwadniające z przedziałów silników Diesla i pomocnicze środki odwadniające z przednich stacji rozdzielczych - meldował dowódca drużyn kontroli uszkodzeń. - Użyto środkowych pomp awaryjnych, oba przednie układy cięgien zablokowane, eksplozje je zmasakrowały.
Harder spojrzał ze swojego mostka na dziób i wszystko zrozumiał. Uszkodzenia z pierwszego trafienia Liona, które wydawały mu się najpierw zupełnie niegroźne, teraz przypieczętowały los okrętu, wybiły bowiem ogromne dziury w nieopancerzonej części dziobu powyżej linii wodnej. Powyżej - lecz gdy okręt nabrał wody po trafieniach z Invincible i dziób opadł w fale, właśnie przez nie zaczęły się wlewać oceaniczne masy. Tego już nie dało się podstemplować ani załatać. Major Harvey mścił się zza grobu.
Komandor Harder nie zamierzał się jednak łatwo poddawać. Teraz każda minuta i każdy kilometr bliżej Wilhelmshaven były na wagę złota. Jeśli nie udałoby się dotrzeć do portu, to wciąż była szansa, by wyrzucić okręt na ławicę Amrumbank. Szansa - lecz mała i malejąca z każdą chwilą.
Walka o przetrwanie
KTB, 20:45: Lützow zauważalnie szybko zapada się dziobem. Okręt może płynąć już tylko 15, a wkrótce zaledwie 12 węzłów. Dowódca Sił Rozpoznawczych w ciężkim ogniu artyleryjskim schodzi z pokładu na torpedowiec, aby wejść na pokład Seydlitza lub innego krążownika.
Pod żarzącym się dogaszanymi pożarami krążownikiem kołysała się - na pozór - miniaturowa łódeczka, torpedowiec SMS G39 z 1. Flotylli Torpedowców.
- Viktorze - Hipper położył dłoń na ramieniu Hardera - przepraszam. Masz rację, nie mogę z wami zostać, nieprzyjaciel jest zbyt blisko, muszę chronić pozostałe krążowniki, też ciężko oberwały. Wydaję ci jeden, ostatni rozkaz - dodał. - Uratuj stąd jak najwięcej chłopaków.
- Widzimy się w Wilhelmshaven - odparł krótko Harder, który wcześniej niemal zmusił Hippera do opuszczenia okrętu. - Wszyscy. Dobrze dowodziłeś - powiedział jeszcze po chwili.
Z potrzaskanych burt Lützowa zrzucono na znacznie niższy pokład G39 drabiny sznurowe. 53-letni Hipper musiał poczekać, aż fala przechyli pokład torpedowca w stronę Lützowa, i zeskoczyć z drabiny na chyboczący się cel. Za nim podążył jego sztab. Ale nie cały.
Reader, czyli fabularny dopisek do prawdziwej historii
- Co za hańba. Co za kompletna hańba - Harder usłyszał nagle za swoimi plecami znajome, zimne jak lód syknięcie. - Doprowadzić do utraty tak wspaniałego okrętu! Dumy niemieckiego narodu! Ekscelencja admirał ma do ciebie jakąś niewytłumaczalną słabość - Raeder, pogrążający się w manii, porzucił jakiekolwiek pozory wojskowej formy służbowej - ale ja pokażę wszystkim, jak dowodziłeś, nieudaczniku! Twoja kariera w służbie cesarza jest skończona!
Wszyscy na pokładzie byli już potwornie wyczerpani, w tym momencie niemal dobę na nogach, lecz zmęczenie u każdego odsłaniało inną warstwę osobowości. U Hardera była to jakaś melancholijna rezygnacja, u Raedera - igrające w kącie oka ogniki szaleństwa, niemal świecące w szarudze zmierzchu.
- Korvettenkapitän Raeder - odparł spokojnie Harder - proszę dołączyć do swojego dowódcy. Raport może pan złożyć w porcie.
Raeder zwinnie przeskoczył na pokład torpedowca i zniknął w otchłani mroku. Tak naprawdę nie znalazłem wzmianki, że na pokładzie tonącego Lützowa doszło do takiej właśnie rozmowy. W aktach Bundesarchivs trafiłem jednak na ślad bardzo dziwnej wymiany listów. Otóż pół wieku później, w 1964 r., pisali do siebie dwa emerytowani admirałowie Kriegsmarine - wspomniany w tej opowieści jako młody Korvettenkapitän Gottfried Hansen, wtedy już ponad 80-letni, oraz Conrad Albrecht. W listach tych zażarcie bronili dobrego imienia nieżyjącego już Hardera wobec utrzymujących się plotek, dosłownie - jak to ujął Albrecht - "tabu dotyczącego korpusu oficerskiego Kaiserliche Marine" - jakoby Lützowa można było uratować, i tylko złe dowodzenie zespołami kontroli uszkodzeń przez Hardera spowodowało zatonięcie krążownika.
Ktoś musiał te plotki rozpuszczać... tymczasem Raeder w okresie faszyzmu okazał się być ponurym fanatykiem, człowiekiem skazanym w Norymberdze na dożywocie za zbrodnie wojenne, w tym za planowanie ataku na Polskę i zdradzieckie wykorzystanie w Gdańsku Schleswiga-Holsteina (zbrodnia przeciw pokojowi). Gdy w 1943 r. Gestapo aresztowało i zamordowało poczciwego, zawsze pogodnego Günthera Paschena pod zarzutem rzekomego defetyzmu, Raeder nie kiwnął nawet palcem w obronie towarzysza broni z mostka Lützowa. Pomyślałem więc, że należy mu się to drobne historyczne nadużycie.
Próba ognia Lützowa jeszcze się nie skończyła
KTB, 20:50 i 21:15: Szliśmy z małą prędkością na kursie SW. Na bakburcie z tyłu od strony rufy pojawiają się w zasięgu wzroku duże okręty, otwierają ogień do Lützowa z odległości 8-9 km. Lützow otrzymuje kolejne 4 trafienia, stawia zasłonę dymną i chowa się za nią. 2 okręty [torpedowce] z I. i 2 z VI. Flotylli eskortują Lützowa i na żądanie osłaniają okręt zasłoną dymną. Następnie nieprzyjaciel przerywa ogień.
Jeśli Harder i jego załoga myśleli, że najgorsze już za nimi, to dopiero wtedy wojna pokazała swe najstraszniejsze oblicze. Z okrutną ironią zresztą. W KTB co i rusz przewijają się wzmianki o ogniu z pancerników, lecz prawdopodobnie wszystkie dotychczasowe trafienia były z dział krążowników liniowych. Na sam koniec jednak walczący o życie okręt odnalazł w ostatnich promieniach dnia (być może też dzięki ogniom pożarów) 2. Dywizjon Pancerników kontradmirała Arthura Levesona z jednostkami typu Orion i rzeczywiście dobił gdański krążownik. Jednak w dogasającej widoczności, przez porozbijane przyrządy obserwacyjne, załoga Lützowa nawet nie widziała, kto zadaje im cios łaski. A może po prostu nie było komu nad tym się zastanawiać w obliczu grozy sytuacji.
Harder na otwartym mostku nie miał już za bardzo czego się chwytać. A jednak jakimś cudem wciąż poważniejsze rany go omijały. Cudem - bo jeden z pocisków trafił w znajdującą się tuż pod mostkiem wieżę B. Komandor widział kątem oka - choć myślał, że to niemożliwe, a może to tylko w jego zmęczonym umyśle się zwizualizowało? - jak wielki pocisk przebija się przez pancerz wieży, która następnie niemal rozpada się od wewnątrz pod wpływem eksplozji.
Nieprawdopodobna złośliwość losu
Wieża B... Fischer!
- Cytadela, nawiązać łączność z wieżami dziobowymi, raport o uszkodzeniach! - krzyknął w rurę głosową.
- Prawa lufa wieży A - trafienie tuż przed jarzmem lufy, wyłączona z walki!
- Prawa ściana boczna wieży B przebita z tyłu, zniszczone urządzenia ładownicze i prawe windy amunicyjne, prawe działo wyłączone z akcji! - do cytadeli spływały kolejne meldunki.
- Straty, kto zginął! - odkrzyknął Harder.
- W wieży B nie żyje tylko dowódca.
Tylko dowódca... Harder zwiesił na sekundę głowę. Tylko na tę jedną sekundę mógł sobie pozwolić. Co za nieprawdopodobna złośliwość losu! Oto on sam na odkrytym mostku komandorskim, nawet bez hełmu, miał przetrwać całą bitwę niemal bez szwanku, a jego najlepszy przyjaciel zginął osłonięty najgrubszym pancerzem na całym okręcie. Nie czas było jednak na żałobę, bo kolejny raport był jeszcze bardziej wstrząsający.
- Trafienie między wieżą D a C, w tylny punkt opatrunkowy, zniszczyło przewód zasilający stałego napięcia dla wieży D.
- Zaraz - odparł Harder - w tylny punkt opatrunkowy? Posłać tam kogoś, co tam się dzieje?!
Tak, stał się właśnie ten najgorszy koszmar, który w tej w miarę cywilizowanej - na pewno bardziej niż dzisiejsze - wojnie mógł się przytrafić na wielkim okręcie. Pocisk ciężkiego kalibru rozerwał się w głównym szpitalu okrętowym, zabijając głównego lekarza okrętowego, kapitana Florusa Gelhaara, a także wszystkich rannych w ambulatorium. Dla ocalałych załoga próbowała znaleźć jakieś bezpieczne miejsce na rozpadającym się krążowniku. Ale takiego już właściwie nie było.
Zatonięcie coraz bardziej realne
KTB, 21:40 Na kierunku wschód-południowy-wschód sześć wrogich krążowników pancernych. Lützow z powodzeniem próbuje przejść na stronę [własnej] floty od strony wroga, i od tego momentu, przy swojej niewielkiej prędkości, w miarę możliwości trzymać się tak, aby znajdować się 3 do 5 mil morskich na południowy zachód od drogi obranej przez flotę, która charakteryzuje się nocnymi atakami niszczycieli, aby w ten sposób uniknąć szukających nas wrogich formacji. Nieprzyjaciela już więcej nie widziano.
Harder wciąż jeszcze miał nadzieję.
- Zanurzenie dziobu! - zapytał.
- 13 metrów i rośnie!
13 metrów - cztery metry więcej niż zwykłe. Fale już przelewały się przez pokład dziobowy, woda sięgała wieży A. Harder nawet w nocy widział to, właściwie nie potrzebował meldunków.
- Jak daleko do ławicy Amrumbank?
- 120 mil! - zameldował Prentzel.
220 km... cholera, nie damy rady - Harder gorączkowo kalkulował w głowie.
- Kurs SSW! Maszynownia, pół naprzód! - rozkazał. - Musimy zrobić choć 15 węzłów!
Nieco bliżej była szlezwicka mielizna Horns Rev - problem w tym, że na tym kierunku Harder widział przez lornetkę wrogie niszczyciele. Mimo eskorty 4 własnych torpedowców to było zbyt ryzykowne.
- Komandorze, gródź między XII i XIII nie wytrzymuje! Musimy zwolnić! - jeśli Harder tę nadzieję miał, to właśnie w tym momencie raporty drużyn awaryjnych go z niej odarły.
Ostatnia, desperacka próba ratowania okrętu
KTB, seria kolejnych wpisów między 23:05 i 2:00 rano: Okręt coraz szybciej zapada się dziobem. Zanurzenie ok. 15 m. Kontynuowano rejs na kursie S. Prędkość musi zostać jeszcze bardziej zmniejszona. Naprzemiennie "bardzo wolno naprzód" i "stop". Woda w części dziobowej silnie się podnosi. Pompy przeciekowe nie są już w stanie utrzymać w suchości przedziałów rozdzielczych prądnic dieslowskich na bakburcie. Przednie stacje elektryczne padają. Oświetlenie awaryjne. W centrali woda szybko się podnosi (jedyne jeszcze puste pomieszczenia w części dziobowej).
Harder może wolałby, żeby to wszystko się od razu skończyło, zamiast patrzeć minuta po minucie na agonię swego ukochanego okrętu. Ale także to było jego obowiązkiem. Poza tym dookoła wciąż kręciły się brytyjskie niszczyciele, a każda mila morska bliżej portu to choć procent bezpieczeństwa więcej dla załogi. Lecz podjął jeszcze jedną, desperacką próbę.
- Skoro nie możemy płynąć dziobem, to spróbujemy rufą! Maszynownia, odwrócić ciąg na wałach, prędkość wolno wstecz!
Mechanicy w siłowni, do której też już zwolna przedostawała się przez zmęczeniowe pęknięcia woda, zakręcili wielkie koła manewrowe odcinające dopływ pary do głównych turbin biegu naprzód i wnet otworzyli kolejne zawory, przekierowując parę pod ogromnym ciśnieniem do mniejszych turbin biegu wstecznego. Ale okręt nie zareagował.
- Co się... - zająknął się Harder, ale nie skończył. Nie chciał słuchać meldunków. Zbiegł z mostka i pędem - pod podnoszący się nienaturalnie ku rufie pokład - pobiegł ku śrubom. Chciał to sam zobaczyć na własne oczy - kres ich podróży. Śruby rzeczywiście obracały się jak nakazał, lecz w powietrzu. Okręt był już tak przegłębiony na dziób, że pędniki nie sięgały wody. To był koniec. Niczego więcej nie mógł już zrobić.
"Opuścić okręt"
- Komandorze, woda wlewa się przez przednie kazamaty dział 150 mm! - dopadł go tam zdyszany Paschen. - Woda jest już w kotłowni dziobowej!
- Aha, czyli mamy 30 minut - odparł śmiertelnie zmęczony Harder. - Wychodźcie tam z tej cytadeli, zarządzam ostatnią odprawę oficerską na mostku - dodał.
- Viktor, jest jeszcze coś... - Paschen spojrzał mu w oczy i powiedział coś szeptem. Zanurzenie na dziobie wynosiło w tym momencie już 17 metrów.
Kilka chwil później spojrzał na wyczerpane, często pokrwawione, lecz wciąż zacięte twarze jego sztabu i wydał ten jeden jedyny rozkaz, którego żaden morski dowódca nie chce nigdy w życiu wydawać.
- Alle Mann aus dem Schiff. Opuścić okręt.
"Nie można im było w żaden sposób pomóc"
KTB, 3:20: Rozkaz dla maszynowni: Wygasić ogień. Załoga zbiórka na pokładzie rufowym. Ranni zostają przeniesieni na podchodzące do burt torpedowce G37, G38, G40 i V45. Wcześniej krótka przemowa dowódcy do załogi, 3 okrzyki "Hurra" na cześć Jego Cesarskiej Mości i okrętu, które zostają entuzjastycznie wzniesione przez załogę. Okręt szybko zapada się aż po pomost bojowy. Aby zatopić okręt tak szybko, jak to możliwe, G38 na rozkaz dowódcy Lützowa oddaje strzał torpedowy. Okręt natychmiast tonie i ostatecznie przewraca się do góry stępką, w ciągu 2 minut było po wszystkim.
Ostatnia zanotowana pozycja Lützowa:
Szerokość geogr. = 56° 15' N
Długość geogr. = 5° 52' E
Do zbawczej ławicy Amrumbank brakowało jeszcze 190 kilometrów.
Harder zacisnął pięści i milczał. Zachował dla siebie jeden ostatni meldunek Paschena, który ten przekazał mu wtedy na rufie. Nie przekazał go adiutantowi do zapisania w Dzienniku Działań Bojowych, nie chciał, by ten młody podoficer miał to na sumieniu przez ten i następny dzień. Potem i tak to opisze.
W tonącym okręcie pozostali uwięzieni ludzie.
Gdy woda sięgnęła kotłowni dziobowej, odcięła drogę ucieczki sześciu palaczy. Zalała pokłady wyżej i obok nich, lecz jakimś cudem nie zatopiła całkowicie rozdzielni prądnic Diesla. Co więcej, mimo odcięcia dróg ucieczki udało im się dodzwonić przez telefon okrętowy właśnie do Paschena, do centrali artyleryjskiej. Powiedzieli, że woda zwolna podnosi się, lecz pompy działają i kontrolują przecieki. Jak napisał potem we wspomnieniach Paschen, zachowywali optymizm do samego końca.
Nie można im było w żaden sposób pomóc. Na okręcie nie było kombinezonów nurkowych, nie byłoby zresztą czasu, by zrobić z nich użytek. Okręt w każdej minucie mógł się przewrócić, pociągając za sobą na dno ponad tysiąc ocalałych.
Harder liczył, że torpeda z G38 skróciła ich męki. Ale tego nie miał się nigdy dowiedzieć.
Wilhelmshaven, Cesarska Stacja Marynarki Wojennej Morza Północnego. 2 czerwca wieczorem Harder przeglądał w gabinecie roboczym KTB i fioletowym ołówkiem powoli dodawał swoje uwagi. Ale też i wiele myślał. 1050 ocalałych. 5 poległych oficerów i 110 marynarzy. Dotrzymałem słowa - mówił do siebie
- spotkaliśmy się wszyscy w porcie. Prawie wszyscy. Prawie.
Krajobraz po bitwie
Harder utracił okręt, lecz lista jego zwycięstw była aż nieprawdopodobna. Co prawda HMS Princess Royal (jak się potem okazało) przetrwał bitwę, lecz Lützow na pewno samodzielnie zatopił dwa krążowniki liniowe i jeden pancerny, niemal z całymi załogami (HMS Queen Mary, Invincible i Defence), ciężko uszkodził trzeci krążownik liniowy (Liona) i dwa niszczyciele, ponadto wspólnie z resztą zespołu zatopił jeszcze jeden krążownik pancerny (HMS Warrior).
O ile się nie mylę w historii nowoczesnych wojen morskich - pomijając erę żagli - nie ma drugiego okrętu, który w jednej bitwie zatopiłby tyle okrętów swojej klasy. Dokonało tego dzieło gdańskich stoczni, choć dziś niemal nikt w Gdańsku o tym nie pamięta. O tym, że z naszych pochylni zszedł być może najwybitniejszy kartą bojową okręt w dziejach świata.
W tej drugiej największej bitwie w historii (większa była tylko amerykańsko-japońska w zatoce Leyte) Lützow wystrzelił drugą największą liczbę pocisków artylerii głównej (380), mniej tylko od HMS New Zealand, który wystrzelił ich 420. A jego zatonięcie? Drugi najbardziej postrzelany niemiecki okręt, SMS Seydlitz, inny krążownik z zespołu Hippera, otrzymał 17 trafień, z czego prawie wszystkie powyżej linii wodnej, a i tak niemal cudem dowlókł się do portu. Lützow otrzymał ich 31 (podaję za raportem uszkodzeń, Der Krieg zur See podaje nieco mniej), w tym aż 9 na lub pod linią wodną. Brytyjskie krążowniki liniowe eksplodowały po kilku. Harder nie doprowadziłby okrętu nawet na Horns Rev.
- Melduję dodatkowo, że wszystkie trafienia w przeciwnika, które sprawiły, że wypadł on z szyku lub wyleciał w powietrze, były nie tylko obserwowane przez oficerów artylerii i ich personel oraz kontrolowane przez lornetki kierunkowe, ale że ja, jako dowódca, osobiście dokonałem takich samych ustaleń... - pisał ołówkiem, ale nagle przerwał, gdy usłyszał otwierające się drzwi, a w nich znajomą postać. Widząc ją - i dobrze znając jej wymagania - natychmiast zerwał się z krzesła i odruchowo przyjął postawę zasadniczą. Ale wiceadmirał Reinhard Scheer, dowódca Hochseeflotte, wydawał się zupełnie inny niż jeszcze na odprawie parę dni temu. Jakby starszy, bardziej przygarbiony, ale też bez tego żelaznego napięcia na twarzy.
- Siadaj, Viktorze, ja prywatnie - odezwał się tonem, którego Harder nigdy od niego nie słyszał, i sam odsunął drugie krzesło. - Zapalisz?
Epilog
Scheer patrzył przez okno na znajdujące się tuż obok suche doki, w których trwała już gorączkowa ocena uszkodzeń i pierwsze naprawy na Derfflingerze, Königu, Grosser Kurfürście i Ostfrieslandzie. Wciąż walczący o życie Seydlitz nie dotarł jeszcze do portu.
- Musiałem... - zaczął miękkim tonem Scheer i zaraz urwał. - Co ja sobie myślałem? Mamy drugą największą flotę wojenną świata, ale drugą, nie pierwszą.
- Musiałeś - potwierdził spokojnie Harder. Co mieliśmy robić? Gnić całą wojnę w Wilhelmshaven i wypuszczać po kilka krążowników na nocne ostrzały jakichś Bogu ducha winnych miasteczek, jak hieny?
- Znam już wstępne raporty. Ani na minutę nie zszedłeś z mostka.
- Szczerze, to chyba więcej w tym było głupiej brawury niż świadomości pola bitwy. Więcej już tego nie zrobię. Wyczerpałem limit szczęścia na całe życie.
- Ale ja w sumie z czym innym, Viktor. Przygotuj listę oficerów i marynarzy do odznaczenia Krzyżami Żelaznymi. Ale nie uwzględniaj siebie. Dla ciebie mam coś specjalnego - Scheer zaciągnął się dymem.
- Te wstępne raporty dotarły już do Berlina - mówił dalej - cesarz jest pod ogromnym wrażeniem, choć słyszałem też, że doszły tam jakieś próby ich zdezawuowania - spojrzeli na siebie porozumiewawczym wzrokiem. - Tak, na mnie ten psychopata też doniósł.
- Ponoć to nie tylko protekcja Hippera, on ma jakieś wybitne chody w starej pruskiej szlachcie - skrzywił się Harder.
- No ale właśnie, mówiąc o szlachcie. Cesarz, jak wspomniałem, będąc pod ogromnym wrażeniem naszej służby, proponuje nam trzem - tobie, mnie i Hipperowi - tytuły szlacheckie.
- I co, przyjmiesz?
- Znasz mnie, to nie w moim stylu. Przyjąłbym za jednoznaczną wygraną. Może te nowe U-Booty mi ją dadzą - westchnął. - A ty?
- I co, potem żona nie mogłaby się już pokazywać bez drogich futer, jak ta pokraczna hrabina na wodowaniu Lützowa? To przeżytek. Ja się dobrze czuję w mieście, w kinie, na wodewilu, z patefonem, a nie pod jakimiś zakurzonymi porożami. To jest przyszłość - rzucił rozmarzony. - Ale ale, a Hipper?
- Hipper przyjął.
- No tak, "von" Hipperowi łatwiej będzie na tych jego bawarskich polowankach.
- Ale wiesz, że on jako Bawarczyk dostanie jeszcze "Rittera" do nazwiska?
Obaj spojrzeli na siebie, ważąc w głowach brzmienie nazwiska nowego niemieckiego szlachcica.
- Ritter von... Hipper?
- Ritter von Hipper.
Po czym obaj mężczyźni wybuchnęli gromkim śmiechem, jakby rozładowując napięcie ostatnich dni. Nazwisko uszlachconego karczmarskiego syna tłumaczyłoby się na polski mniej więcej jako Franz Rycerz von Naleśnik.
- Ale czekaj - uspokoił się Harder. - Jeśli mogę, to mam jednak jedno życzenie.
- O ile tylko mogę spełnić...
- Następną łajbę też mi dajcie z Gdańska. I na niej wszystkich chłopaków z Lützowa.
W Basenie Wyposażeniowym Stoczni Schichaua na Młyniskach trwały właśnie końcowe prace wyposażeniowe nad superdrednotem SMS Baden, najpotężniejszą jednostką w dziejach Cesarskiej Marynarki Wojennej.
O autorze
Tomasz Larczyński
pasjonat historii, przewodniczący Rady Dzielnicy Młyniska
Opinie wybrane
-
2026-05-17 10:31
Dzięki
Panie Tomaszu, bardzo ciekawy artykuł napisany w fajnej historycznej scenerii.
proszę nie zwracać uwagi na ideologicznych trolli. Nas interesuje tylko historia.- 56 9
-
2026-05-17 23:15
Tak się sposobili na wojnę i co, zatonęli?
O ile sam wynik bitwy jutlandzkiej nie daje wygranej żadnej ze stron (zbyt wiele strat) o tyle Niemcy po prostu stracili swoją flotę. Do końca wojny stali w porcie. Tyle z marzeń o dominacji na morzach i oceanach...
- 10 0
-
2026-05-17 11:57
Bardzo dobra historia, może warto napisać podobną o pancerniku Bismarck (8)
Akurat we wtorek będzie rocznica jak Bismarck i Prinz Eugen wypłynęły z Gdyni na rajd atlantycki
- 29 3
-
2026-05-18 00:19
dobra historie o Bismarku - zatopiony o 10:40 rano po sniadaniu 27 maja 41'
po dwudniowej bitwie. Ukrywal sie skubaniec przed poscigowa flotylla ale zostal pierwszy dostrzerzony przaz ORP Piorun, ktory bez wachania podjal walke - dajaC przyklad reszcie Angielskiej foty ze, czasy na sentymenty is OVER I nikt tu sie w tancu nie bedzie...
- 3 0
-
2026-05-17 23:22
(1)
Moze postaw im pomnik z tego powodu
- 1 0
-
2026-05-18 00:24
wypedzeni? tego nie bylo w slowniku tych zdziczalych psow. do obozu pracy albo stuthoffu czyli smierc po roku lub dwoch.
- 1 0
-
2026-05-17 17:55
Moze napisac cos o wypedzonych przez Niemcow Polakach z Gdyni? (1)
- 8 0
-
2026-05-17 23:23
To nie niemcy tylko mityczni naziści
- 2 1
-
2026-05-17 13:59
Do diabła z tym Bismarckiem. (2)
Pamiętaj że sam Otto von Bismarck bardzo poniżająco wyrażał się o naszych rodakach. Po prostu był zwykłą szwabską świnią.
- 8 0
-
2026-05-19 11:06
Może masz rację, poza jednym, on nie był szwabem tylko prusakiem
- 0 0
-
2026-05-17 18:23
a jego potomek zarzygany i nacpany zostal znaleziony martwy w Londynie w jakims mieszkaniu. 100% true.
- 2 1
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.