- 1 Granice Młodego Miasta odnalezione (19 opinii)
- 2 "Gdyby tylko trochę cieplej" (46 opinii)
- 3 Nie ma chętnych na Złotą Kamienicę (75 opinii)
- 4 Zabytkowa portiernia będzie wyglądać jak nowa (54 opinie)
- 5 To nie prawdziwa góra, to wysypisko śmieci (50 opinii)
- 6 Jakie tajemnice skrywa Kępa Dominikańska? (14 opinii)
Podtapianie, łamanie kołem, pręgierz. Sądy i kary dawnego Gdańska
Wyrok i egzekucja na trzech synach bogatych patrycjuszy zadowoliły większość Gdańszczan, gdyż były dowodem na równość mieszkańców wobec prawa i uczciwość sądów.
Do XIII wieku podstawowym sądem dla całej ludności na ziemiach polskich, w tym na Pomorzu, był sąd książęcy. W imieniu suwerena sądy sprawowali też kasztelanowie. Wraz z wykształtowaniem się społeczeństwa stanowego (szlachta, duchowieństwo, mieszczaństwo i chłopstwo) rozwinęło się sądownictwo stanowe.
Szlachta osiadła podlegała sądom ziemskim (iudicium terrestre), a nieosiadła - sądom grodzkim (iudicium castrense). Duchowieństwo odpowiadało przed sądami kościelnymi (biskupimi i arcybiskupimi), a mieszczaństwo miało własne sądy. Natomiast chłopów obejmowało sądownictwo dominialne pana feudalnego. We wsiach założonych na prawie niemieckim sądy sprawował sołtys mający do pomocy ławę sądową wiejską.
W Gdańsku, pierwotnie lokowanym na prawie lubeckim, sądem dla mieszczan byli rajcowie. Po zajęciu miasta przez Zakon Krzyżacki, Główne Miasto, następnie Stare Miasto i Młode Miasto (trzy samodzielne części Gdańska) z czasem przeszły na prawo chełmińskie, w którym mieszczan sądziła ława miejska.
Z grona rajców corocznie wybierano sędziego, czyli oficjalnego zwierzchnika sądu ławniczego. W skład sądu wchodziło zazwyczaj dwunastu ławników wybieranych spośród mieszczan dożywotnio.
Od wyroków ławy przysługiwało prawo odwołania do sądu miejskiego w Chełmnie, jako najstarszego miasta o tym prawie. W praktyce jednak zasięgano tam tylko porad prawnych.
Gdańskie Sądy Ławnicze w Królestwie Polskim
W 1454 r., po prawie półtorawiecznym panowaniu Zakonu Krzyżackiego, Gdańsk powrócił do Królestwa Polskiego. Trzy lata później król Kazimierz Jagiellończyk nadał miastu przywilej zwany wielkim, którym m.in. zjednoczył samodzielne dotąd części Gdańska w jeden organizm.
Nowa Rada Miasta Gdańska uzyskała jurysdykcję w wymiarze sprawiedliwości na wybrzeżu Prus Królewskich.
Sądy ławnicze Głównego Miasta oraz Starego Miasta, zwane Ławami Miejskimi, zachowały swoją odrębność. Obradowały w salach ratuszów: Głównomiejskiego na ul. Długiej
Sądy na Głównym Mieście
W 1549 r. sąd ławniczy Głównego Miasta otrzymał swoją siedzibę w kamienicy przy Długim Targu, sąsiadującej z Dworem Artusa. Kamienicę nazwano Domem Ławy (dzisiaj to Dom Ekonomistów, Długi Targ 46/47
W 1709 r. miasto kupiło kamienicę znajdującą się po wschodniej stronie Dworu Artusa i przeznaczyło ją na siedzibę sądu. Stąd nazwa Nowy Dom Ławy (dzisiaj to Sień Gdańska, Długi Targ 43
Sądy na Starym Mieście
Sąd ławniczy Starego Miasta obradował dwa razy w tygodniu w ratuszu za mostem Chlebowym nad kanałem Raduni aż do 1795 r. Ławnikiem był między innymi Jan Heweliusz, gdański astronom i piwowar. Po dziesięciu latach, w 1651 r., został rajcą i jako reprezentant Starego Miasta zasiadał w Radzie Głównego Miasta, zajmując się sądownictwem, szpitalami i opieką lekarską.
Sąd Rady Miejskiej i Sąd Wetowy
Sądy ławnicze zajmowały się sprawami karnymi, a od ich wyroków apelację można było wnieść do Sądu Rady Miejskiej. Było to charakterystyczne dla miast lokowanych na prawie niemieckim. Taki sąd składał się z rajców pod przewodnictwem burmistrza.
W sprawach o przestępstwa przeciwko miastu, sporach między cechami, sprawach związanych z cechami, nieruchomościami i podziałem spadków oraz prowadzeniem ksiąg dłużniczych, a także prowadzeniem ugód, sąd rady miejskiej był pierwszą instancją. W sprawach cywilnych apelację składano do króla, a przy orzekaniu kary śmierci szlachcica posesjonata wymagana była aprobata królewska.
Sprawami handlowymi i porządkowymi w Gdańsku zajmował się sąd wetowy. W jego skład wchodziło po dwóch rajców i ławników oraz wybieranych co dwa lata czterech przedstawicieli Trzeciego Ordynku (w Gdańsku mieszczaństwo dzieliło się na trzy ordynki: pierwszy tworzyli patrycjusze, drugi to kupcy, a trzeci rzemieślnicy zgrupowani w cechach). Stałymi urzędnikami byli dwaj instygatorzy (oskarżyciele), pisarz i czterech woźnych.
Jurysdykcja sądu wetowego obejmowała terytorium miasta Gdańska oraz jego wiejskich posiadłości i dotyczyła spraw wynikających z naruszeń postanowień Rady Miejskiej dotyczących porządku, stanu sanitarnego, organizacji handlu i rzemiosła, pozwoleń budowlanych. Te regulacje zawarte były w wilkierzach, czyli zbiorach uchwał Rady Miejskiej, które zgodnie z królewskim przywilejem Gdańsk stanowił samodzielnie.
Za wykroczenia sąd wetowy nakładał kary w postaci konfiskaty części majątku albo po prostu karę pieniężną, a instancją odwoławczą była Rada Miejska.
Rodzaje kar stosowanych przez gdańskie sądy ławnicze
Rodzaje kar w Królewskim Mieście Gdańsku były podobne do wymierzanych w Rzeczypospolitej. System kar publicznych był zróżnicowany - od tych, które godziły w dobre imię i cześć, osadzania skazanego w lochu, stosowania kar cielesnych, aż po karę śmierci wykonywaną na kilka sposobów.
Wynikało to z funkcji, jaką kara miała spełniać w społeczeństwie. Oprócz zemsty i naprawienia wyrządzonej szkody jako zadośćuczynienia pokrzywdzonym zasądzona kara miała przede wszystkim odstraszać społeczeństwo od popełniania przestępstw. Zgodnie z łacińską paremią punitur ne peccetur (karze się po to, abyś nie grzeszył) kara musiała być surowa.
Podstawową karą publiczną orzekaną przez sądy ławnicze w tym czasie była kara śmierci. Na 1650 spraw rozpatrywanych w latach 1588-1745 przez Ławę Głównego Miasta Gdańska wydano aż 500 wyroków śmierci.
Z biegiem lat tendencja ta malała. W XVI w. 60 proc. rozpraw kończyło się skazaniem na śmierć. Pod koniec XVII i w XVIII w. ten rodzaj kary kończył 20 proc. rozpraw.
Jak wykonywano karę śmierci w Gdańsku?
Karę śmierci wykonywano poprzez ścięcie mieczem lub toporem, poprzez łamanie kołem albo przez powieszenie lub spalenie czy utopienie. Tylko raz w omawianym okresie, a konkretnie w 1661 r., gdański sąd orzekł karę śmierci przez uduszenie. Wówczas zastosowano garotę - metalową obręcz zaciskaną na szyi.
Za przestępstwo mężobójstwa, bigamii czy oporu przeciw władzy królewskiej albo miejskiej szlachetnie urodzeni i obywatele dostawali karę miecza i ścinano ich na Długim Targu przed Dworem Artusa.
Pozostałych ścinano toporem przed Bramą Wyżynną.
Karę poprzez powieszenie orzekano za przestępstwa przeciwko mieniu, takie jak kradzieże, grabieże i rozboje na drogach. W Gdańsku były dwa miejsca, w których wykonywano tę karę.
W 1529 r. wybudowano szubienicę na wzgórzach za północnymi murami miasta, a konkretnie na Górze Szubienicznej
Poznaj historię Góry Szubienicznej
Szubienica, która znajdowała się obok traktu prowadzącego od Bramy Oliwskiej na północ (dzisiaj to okolice ul. Traugutta), miała kształt kwadratu z murowaną cembrowiną. W rogach stały cztery drewniane słupy, do których przytwierdzono poprzeczne belki służące do wieszania skazańców. Na podest prowadziły schody.
Karę śmierci przez powieszenie orzekano tylko wobec mężczyzn, z jednym wyjątkiem. W 1564 r. powieszono złodziejkę Annę Bodeckner, którą na kradzieży złapano po raz trzeci. Co prawda było normą, że złodziei za trzykrotną kradzież wieszano, ale kobiety zazwyczaj ścinano mieczem.
Ostatnie założenie na szyję stryczka na Galgenbergu udokumentowano w 1760 r. Szubienicę rozebrano w 1804 r., ale jeszcze przez 30 lat na Górze Szubienicznej ścinano toporem skazańców.
Drugą szubienicę postawiono w 1598 r. na placu Dominika, czyli w zachodniej części Targu Węglowego, naprzeciw Zbrojowni. Była to konstrukcja kolankowa: pionowy, wbity w ziemię słup z poprzeczną jednoramienną belką.
Na tej szubienicy nie wykonywano kary śmierci, lecz stosowano hańbiące kary cielesne, przede wszystkim dla niesubordynowanych żołnierzy, szczególnie dezerterów z miejskiego garnizonu. Skazańca wieszano za nogi albo wiązano od tyłu ręce sznurem i podciągano do górnej belki, a potem gwałtownie spuszczano w dół.
Karę śmierci poprzez łamanie kości kołem stosowano za najcięższe zbrodnie (wielokrotne zabójstwa, dzieciobójstwo). Karę wykonywano albo "od dołu", łamiąc kości począwszy od nóg albo w bardziej litościwy sposób "od góry", czyli łamiąc kręgosłup.
Innym rodzajem kary śmierci było spalenie na stosie i utopienie. Te kary orzekano przeważnie za czary i za sodomię, jak określano wówczas zoofilię i homoseksualizm.
Na Targu Węglowym do połowy XVII wieku spalono 30 osób, z tego za czary 14 kobiet. Mężczyzn palono za sodomię. Nie wszyscy ginęli w płomieniach, bo wcześniej ich ścięto mieczem, a spaleniu na stosie uległy ich zwłoki.
Ostatni proces o czary odbył się w 1659 r. Staruszkę Annę Krueger mieszkającą na ul. Korzennej posądzono o kontakty z diabłem i rzucanie czarów na ludzi oraz zwierzęta domowe. Na torturach przyznała się do winy. Kat umieścił na szyi staruszki woreczek z prochem. Wybuch ukrócił cierpienie skazanej.
"Nie pozwolisz żyć czarownicy". Procesy o czary w dawnym Gdańsku
Na stosie palono też skazanych za podpalenie. Podpalaczy karano na zasadzie prawa talionu (kara identyczna jak popełnione przestępstwo).
Karę śmierci przez utopienie sądy orzekały za trzykrotne cudzołóstwo (kobiety) i wobec oszustów recydywistów. Skazańca umieszczano w worku i topiono w Motławie.
"Kara na gardle" trzech "złotych" młodzieńców przed Dworem Artusa
Pewnej zimowej nocy w 1650 r. na ulicach Głównego Miasta pobito, zgwałcono, a potem zabito młodą kobietę.
Pod wpływem opinii wzburzonych mieszkańców po intensywnym śledztwie ujęto i osadzono w ciemnicy trzech młodzieńców: Gotfryda Ibschera, Teofila Gitiusa i Wilhelma Schroedera. Wszyscy byli synami bogatych patrycjuszy. Po przesłuchaniu przyznali się do popełnienia zbrodni pod wpływem upojenia winem.
Rozprawa odbyła się 7 marca 1650 r. w sali Dworu Artusa z udziałem dziewięciu ławników (zwykle było ich od trzech do pięciu) i sędziego zwanego sołtysem sądowym, który w imieniu Rady przewodniczył procesowi. Otwierając rozprawę, wygłosił średniowieczną formułę "sprawiedliwie osądzajcie, synowie człowieczy". Akt oskarżenia wniósł instygator, mowy swoje mieli obrońcy, których było dwóch. Wszystko protokołował notariusz, bo tak się tytułowało pisarza sądowego.
Sąd nie uległ naciskom rodzin podejrzanych i ku zadowoleniu pospólstwa domagającego się sprawiedliwości skazał oskarżonych na śmierć.
Po ogłoszeniu wyroku sądu sołtys wezwał kata, który w asyście woźnych i strażników miejskich wyprowadził skazańców. Wyrok miał być wykonany natychmiast przed Dworem Artusa przy fontannie Neptuna. Sołtys jeszcze raz odczytał wyrok przed zgromadzonym tłumem. Po ostatniej posłudze udzielonej przez kapłana sołtys wymówił słowa "kacie, czyń swoją powinność". Skazani przyjmowali pozycję klęczącą (suplicatio) i kat ścinał im głowy.
Straceni młodzieńcy zostali pochowani przez rodziny w stojących na miejscu egzekucji trumnach, co było sprawą wyjątkową. Był to gest władz miasta wobec zacnych rodzin młodzieńców.
Wyrok i egzekucja zadowoliły zgromadzoną ciżbę i były wyrazem równości mieszkańców Gdańska wobec prawa i wiary w sprawiedliwe sądy.
Szelmowanie dla złodziei, oślica dla kłótników
Oprócz kary na gardle, jak określano karę śmierci, sądy ławnicze orzekały kary mutylacyjne (od łacińskiego słowa "mutilatio" oznaczającego "okaleczenie"). Miały one na celu nie tylko fizyczne uszkodzenie ciała, ale przede wszystkim pohańbienie.
Dla przykładu: obcięcie ucha, nazywane szelmowaniem, stosowano wobec złodziei, a obcięcie palców wobec krzywoprzysiężców. Ten rodzaj kary orzekano samodzielnie lub jako karę dodatkową towarzyszącą karze śmierci.
Innymi karami hańbiącymi wymierzanymi przez gdańskie sądy były wipa, oślica, kręciołek, kuna, a także postawienie pod pręgierzem, chłosta, piętnowanie lub ścięcie włosów kobiecie.
Wipa była huśtawką usadowioną na Kamiennej Grodzy na Dolnym Mieście. Karę wipy orzekał sąd wetowy wobec nieuczciwych kramarzy i rzemieślników. Do urządzenia z długą dźwignią (żurawia) na końcu zawieszano klatkę, w której umieszczano skazanego i zanurzano w wodzie.
Oślica na placu Dominika była długim drewnianym klocem o oślich głowach na przeciwległych końcach, na który sadzano przywiązane osoby zakłócające porządek publiczny.
Na Targu Rybnym była huśtawka, zwana kręciołkiem, przezwana "żółtą Anną". Do tej karuzeli wsadzano przekupki posługujące się plugawym językiem. Kto tylko chciał, mógł karuzelę wprawić w ruch i drwić z zamkniętej handlarki.
Pręgierz, chłosta i kuna
Miejski pręgierz do 1604 r. stał przed ratuszem, by później przenieść się pod ścianę Wieży Więziennej od strony ul. Długiej.
Stare Miasto miało swój pręgierz przy Bramie św. Jakuba na północy miasta (obecnie ul. Łagiewniki
Był też pręgierz obwoźny umieszczony na wozie konnym.
Pręgierz mógł być karą samoistną, gdy skazańca do niego przykuwano i zakładano na szyję obręcz zwaną kuną. Karę pręgierza można było też zaostrzyć chłostą.
Wyświecenie lub wydzwonienie wypędzanych
Orzekano również inne kary o charakterze hańbiącym, jak napiętnowanie czy wypędzenie z miasta. Często obie kary stosowano łącznie. Wypędzonym kobietom na przykład obcinano włosy, a mężczyzn piętnowano, wypalając znak miasta na czole, policzku lub plecach.
Wypędzanych bez prawa powrotu do miasta wywożono na taczce poza mury przy asyście osób z zapalonymi świecami. Stąd wypędzenie nazywano karą wyświecenia. Czasami w asyście były osoby z małymi dzwoneczkami - wtedy było to wydzwonienie.
Sąd Rady Miejskiej w pierwszej instancji orzekał w sprawach pozbawienia obywatelstwa miasta lub pozbawienia urzędu. Można było zostać skazanym w tych sprawach za niewykonywanie poleceń władz, nadużywanie prawa jako urzędnik, sprzeniewierzenie pieniędzy z kasy miejskiej. Utratą obywatelstwa karano opuszczających miasto podczas trwającej wojny oraz za zdradę miasta. W tym wypadku dochodziła jeszcze konfiskata majątku.
Więzienne i prawne nowinki w XVII wieku
Siedemnaste stulecie przyniosło istotne zmiany w gdańskim sądownictwie, szczególnie w penalizacji przestępstw. Zaprzestano karania śmiercią na stosie osób posądzanych o czary czy sodomię, przestano także wieszać złodziei na szubienicy.
Za większość przestępstw wprowadzano karę pozbawienia wolności, realizowaną w specjalnie do tego przeznaczonych pomieszczeniach. Do tej pory w lochach zwanych ciemnicami trzymano przestępców do czasu procesu. W Gdańsku ciemnice były w ratuszach Głównego i Starego Miasta. Gdy przestępców przybywało, trzymano ich w Baszcie Kotwiczników
Pierwsze profesjonalne więzienie powstało w 1604 r. w Wieży Więziennej przy Targu Węglowym. Osadzano tam skazanych na dożywocie i na długoterminowe pozbawienie wolności. Więzienie i pomieszczenia znajdującej się po sąsiedzku Katowni dla osób w trakcie tortur i śledztwa utrzymywała Rada Miejska.
Dwadzieścia pięć lat później (1629 r.) na Osieku powstał Dom Poprawy
Pod koniec XVII wieku na dziedzińcu Domu Poprawy wybudowano klauzurę (Raspelhaus), czyli ciężkie więzienie dla odbywających długie wyroki. Osadzeni mieli obowiązek pracy - uzyskiwali czerwony barwnik z drzewa kampeszowego (pau de brasil) sprowadzanego z Brazylii. Po odbyciu kary więźniowie byli wydalani z miasta. To samo spotykało przebywających w Domu Poprawy, którzy nie rokowali poprawy.
Bibliografia
- Adam Moniuszko "Prawo sądowe Rzeczypospolitej szlacheckiej (XVI-XVIII wiek)" Warszawa 2017,
- Dominik Niklas "Z kryminalnych dziejów nowożytnego Gdańska", histmag.org,
- Piotr Kitowski "Historia prawa" wykłady i ćwiczenia na Uniwersytecie Gdańskim rok akademicki 2020/2021 na portalu STUDOCU,
- Tadeusz Głuszko "Kat w Barbakanie" dwumiesięcznik 30 DNI, Nr 5(49) wrzesień/październik 2003 s.24-37,
- Rafał Borowski "Poznaj historię Góry Szubienicznej", trojmiasto.pl,
- Michał Ślubowski "Nie pozwolisz żyć czarownicy". Procesy o czary w dawnym Gdańsku", trojmiasto.pl,
- Michał Ślubowski "Tajemnice gdańskiego kata, mrocznej i fascynującej profesji", trojmiasto.pl
- Natalia i Waldemar Borzestowscy "Jedna dawna egzekucja", gdansk.pl
Opinie wybrane
-
2026-01-11 19:17
(2)
Heh taki kary i dzis by sie przydało stosowac. Jednak problem w tym ze tylko zwykły Kowalski byl by tak surowo ukarany. Właścicielom miasta ci najwyżej pogrożono by paluszkiem. Jak woadomo sprawiedliwie karać trzeba tylko plebs by mu sie nie chcialo przypadkiem łamać prawa. Elita? Oni mogą wszystko
- 43 8
-
2026-01-12 15:08
Taki Ziobro na przykład
- 0 0
-
2026-01-12 04:21
a wiesz ilu by się ,,nawróciło" bez palenia ogniem, pręgierza ,łamania kołem okrągłym bo to dlaBoga!
- 0 0
-
2026-01-12 09:06
Kary z kart historii
Oj teraz by się takie przydały większy spokój nie mieście wg mnie by był
- 4 1
-
2026-01-11 19:39
Wiecie że aż mdło mi się zrobiło po przeczytaniu tego artykułu? (2)
No jak tak można było postępować z ludźmi?
- 11 39
-
2026-01-12 08:54
Gdzie wady?
- 0 0
-
2026-01-11 20:46
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
To się wiele nie różni od współczesnych drastycznych wypadków samochodowych. Albo kalectwach np. przy kombajnie. O tym nikt nie mówi
- 7 2
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.