Zapasy gazu bojowego na Oksywiu

Marcin Dobrzyński
25 maja 2026, godz. 07:00
Opinie (35)
Ćwiczenia przeciwchemiczne w międzywojennej Gdyni. Obecny Skwer Kościuszki.

Wojsko Polskie w okresie międzywojennym - jak i inne armie świata - prowadziło badania nad gazami bojowymi. Okropne doświadczenia użycia tych środków podczas I wojny światowej zostały wykorzystane także u nas. W Warszawie funkcjonował Wojskowy Instytut Przeciwgazowy, w koszarach przy ul. Ludnej. Oczywiście czysto oficjalnie zajmował się wyłącznie kwestią obrony przeciwgazowej, zgodnie z nazwą. Prawda była zupełnie inna.




Polacy pracowali nad gazami bojowymi



Obsługa ciężkiego karabinu maszynowego (CKM) podczas I wojny światowej.

Znasz kogoś, kto pamięta II wojnę światową?

Prowadzono tam oczywiście tajne badania nad gazami bojowymi. Wyniki badań publikowano wyłącznie w wewnętrznym obiegu wojskowym.

W szczególności opracowano i wdrożono do produkcji instalacje do produkcji gazów takich jak iperyt czy fosgen. Produkcję uruchomiono prawdopodobnie w kilku miejscach w kraju, w ramach fabryk amunicji.

Nie ma pewnych informacji, gdzie magazynowano gotowe produkty. Śladowe informacje wskazują jednostki wojskowe w fortach warszawskich. Produkty umieszczono w stalowych butlach lub pojemnikach mających kształt gruszki. Nie ma też danych, czy i jaką amunicję napełniano gazami bojowymi. Pojawia się za to informacja o "minach przeciwpiechotnych z iperytem". Wynaleziono także środki chemiczne niwelujące ich działanie. Jeden ze środków nazwano "ludniną" od ulicy, na której mieścił się wskazany instytut.



Żołnierze zatruli się na ćwiczeniach



Żołnierze WP II RP podczas ćwiczeń.
W 1934 r. na poligonie wojskowym w podkarpackiej Nowej Dębie przeprowadzono pierwsze ćwiczenia z ich użyciem. Nie do końca dało się bezpiecznie je przetestować, skoro - według źródeł - zatruciu uległo 40 żołnierzy, w tym 15 ciężkiemu. Żołnierze polscy także posiadali na wyposażeniu maski przeciwgazowe. Zagadnieniami takimi jak np. stawianie zasłon dymnych, obroną chemiczną zajmowały się jednostki saperów. Zagadnieniem ataku chemicznego zapewne także. Znajdujemy informację, iż w ramach wojsk zajmowały się tym także szwadrony (kompanie) pionierów. Znajdowały się w strukturach brygad kawalerii.



Żołnierz polski przy nieokreślonych środkach chemicznych.
A kto dysponował butlami z gazami bojowymi? Oczywiście saperzy. Rozkaz o użyciu broni chemicznej mógł wydać jedynie Wódz Naczelny WP. Czyli odpowiednio marsz. Józef Piłsudski i jego następca marsz. Edward Rydz-Śmigły. Wydanie broni chemicznej z magazynów mogło także nastąpić na jego rozkaz.

Saperzy dostali gazy bojowe?



Tabliczka używana przez wojska chemiczne WP.
Gdzie w terenie były magazyny broni chemicznej? Zapewne istniały przy w ramach wojskowych składnic. Niepraktyczne przecież byłoby przewożenie ich "w teren" jedynie z warszawskich fortów i to w warunkach wojennych.

A może przed wojną wydano je "alarmowo" wybranym zmobilizowanym jednostkom saperów? W składzie Lądowej Obrony Wybrzeża znajdujemy "improwizowany" batalion saperów. Informacje są bardzo szczątkowe, oparte tylko o ogólne źródła. Co ciekawe, w ramach jednostki utworzono m.in. pluton chemiczno-gazowy Lądowej Obrony Wybrzeża Morskiego, sformowany w Gdyni przez Kadrę Floty. Kadrą Floty nazywano instytucję, która zajmowała się procesem rekrutacji oraz wcielania żołnierzy do przedwojennej Marynarki Wojennej. Z chwilą wybuchu wojny doszło do ciężkich walk w okrążeniu:

"Chętnych zapraszam po karabiny i do lasu". Historia Stanisława Dąbka i walk o Gdynię

Gaz i Oksywie



Co ciekawe, na jednym ze zdjęć wykonanych już po kapitulacji w rejonie baterii "CANET" przez żołnierzy niemieckich, widoczna jest zablokowana deskami dziura w skarpie, z dziwnie znajomą tabliczką ostrzegawczą...

Tabliczka ostrzegawcza w Gdyni.
Czy to był jakiś "podręczny" magazyn z gazami trującymi naszych obrońców? Nie wiadomo. Źródła milczą na ten temat. Brak informacji, aby polscy żołnierze użyli gazów bojowych na Oksywiu.

Wybucha sensacja!



Powyższe zdjęcie pojawia się w niemieckiej prasie w październiku 1939 r., w kontekście rzekomego... wybuchu polskich min z iperytem na moście w podkarpackim Jaśle.

Niemiecka gazeta.
Widzimy napis na tabliczce powyżej, który jest zamazany na innym zdjęciu, zapewne z powodu jego nietrwałości. Wskazana jest lokalizacja obrazu po prawej jako "Oxholf" czyli nasze Oksywie.

Niemcy oskarżali Polaków o użycie min z iperytem. Saperzy niemieccy, podczas rozminowywania mostu, mieli spowodować wybuch polskich min. W innej wersji Polacy ostrzelali ich z artylerii przy użyciu pocisków z gazem bojowym. Jak było naprawdę? To jedna z wielu zagadek historii.

Pojawia się też całkiem ciekawe wyjaśnienie sprawy: "Przypadek mostowy w Jaśle mógł być spowodowany czymś innym niż gaz bojowy. Do zniszczenia mostu potrzeba dużej ilości materiału wybuchowego. Powstałe po jego wybuchu gazy raczej nie są ekologiczne i tworzą spory obłok. Niemieccy żołnierze, którzy rzekomo zostali porażeni iperytem, znajdowali się bardzo blisko miejsca wybuchu. Mogli zatruć się gazami powstałymi po eksplozji materiału wybuchowego, a resztę zrobiła niemiecka propaganda." - czytamy na forum dws.org.pl



Czysta propagandówka, ale jakże ciekawa! Zdjęcie z Oksywia opisane jest jako "skład min gazowych". W źródłach polskich i innych zagranicznych - całkowita cisza na ten temat. A może także do armat LOW wydano przed samą wojną amunicję z gazami bojowymi?

Niemcy produkują tony gazów bojowych



Podczas wojny Niemcy produkowali dosłownie tony gazów bojowych, takich jak iperyt, fosgen czy tabun. Między innymi w fabryce w obecnym dolnośląskim Brzegu Dolnym (wtedy Dyhernfurt). Był to cały kompleks zakładów.

Obecnie to fabryka "ROKITA", będąca częścią koncernu niemieckiego. Wojennym właścicielem fabryki był niemiecki koncern I.G. Farben, "znany" z produkcji gazu Cyklon B, używanego do mordowania ludzi, przede wszystkim w obozie oświęcimskim. Przy produkcji gazów w Brzegu zatrudniono przede wszystkim polskich więźniów z pobliskiego komanda obozu koncentracyjnego Gross-Rosen (obecna Rogoźnica). Bardzo wielu zmarło przy samej produkcji poprzez zatrucia oparami. Nawet Niemcy trzymali się z dala od hali, gdzie Polacy w specjalnych aparatach tlenowych napełniali gazami pociski czy bomby lotnicze i potem sprawdzali ich szczelność. Dodatkowo gazy bojowe testowano na więźniach umieszczanych w specjalnych ogromnych komorach szklanych, tzw. słojach.

Początek 1945 r. Z chwilą ataku Rosjan na miasto, Niemcy pośpiesznie opuścili fabrykę. Jednak z uwagi na zapasy gazu tabunu, specjalnym rozkazem Hitlera niemiecki pododdział specjalny (operacja "Brunhilda") wraz z chemikami przedarł się przez linię frontu i zajął na jeden dzień fabrykę. Zapasy płynnego gazu przepompowano instalacją fabryczną do Odry i wycofano się. Rosjanie mieli w tym czasie imprezować w pobliskim pałacu, nie zdając sobie sprawy, co dokładnie produkowano w pobliskim kombinacie przemysłowym.

Zakończenie będzie już krótkie. Po wojnie, jak wiemy, zapasy m.in. niemieckich gazów bojowych w różnej postaci spoczęły nie tylko w nurtach Odry...

Gazy bojowe na dnie Bałtyku: zagrożenie poważne czy wydumane? Gazy bojowe na dnie Bałtyku: zagrożenie poważne czy wydumane?

O autorze

autor

Marcin Dobrzyński

pasjonat historii, eksplorator, były żołnierz, licencjonowany przewodnik miejski

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (35)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.