Był małomiasteczkowy, teraz jest dokumentalny. Oceniamy film o Dawidzie Podsiadle
Małomiasteczkowy, stadionowy, dokumentalny. Trzy przymiotniki, które ukazują trzy oblicza Dawida Podsiadły, a jednocześnie definiują jego zawodową karierę na przestrzeni dziesięciu lat. Od nieśmiałego chłopaka brylującego w telewizyjnym talent show, poprzez w pełni ukształtowanego artystę wyprzedającego największe areny w Polsce, po wielbionego przez publikę idola, o którym kręci się filmy. We wtorek w trójmiejskich kinach można było obejrzeć dokument Tomasza Knittela, w którym pokazano od kulis tegoroczną trasę Podsiadły zapoczątkowaną dwoma czerwcowymi koncertami w Gdańsku.
Tak się składa, że początki Dawida Podsiadły w show biznesie to jednocześnie schyłek mojego zainteresowania programami typu talent show. W 2012 r. ten nieśmiały, ale zarazem ujmujący wrażliwością i imponujący warunkami wokalnymi chłopak wygrywał "X Factora", a ja z coraz większym zaciekawieniem śledziłem każdy jego występ. Gdyby jednak ktoś powiedział mi wtedy, że ten chudy wokalista, który do mikrofonu nie tylko śpiewał, ale trochę się też za nim ukrywał, kilkanaście lat później w niespełna miesiąc zagra 7 koncertów na 4 wielkich stadionach dla pół miliona ludzi, po prostu popukałbym się w czoło.
W tamtym momencie byłem przekonany, że Podsiadło podzieli los wielu zwycięzców telewizyjnych programów, którzy nie dali rady przebić się do mainstreamu. Rok później jednak pojawił się jego debiutancki krążek "Comfort and Happiness", który - choć słucham na co dzień zupełnie innej muzyki - z przyjemnością wiele razy zapętlałem. To było pierwsze, a zarazem ostatnie zaskoczenie. Potem nic mnie już nie dziwiło, bo na przestrzeni 10 lat Podsiadło konsekwentnie rozwijał się jako wokalista, tekściarz, kompozytor i przede wszystkim jako artysta skrupulatnie i drobiazgowo budujący swój wizerunek i pielęgnujący własną markę.
Dziś to niekwestionowany nr 1 na polskiej scenie muzycznej. Kropka. To on wyznacza trendy, to on wprowadził polskich artystów na stadionowe areny, to on ściąga tłumy, którym odwdzięcza się widowiskami godnymi największych zagranicznych gwiazd muzyki. Niejednemu taki spektakularny sukces zaszumiałby w głowie i urwałby kontakt z bazą. Ale nie jemu. Dawid Podsiadło wciąż pozostaje fajnym gościem, który bez problemu zjednuje sobie publiczność swoją naturalnością i spontanicznością. Choć i jemu przydarzają się słabsze momenty, w których stres i niepewność biorą górę nad ekscytacją i zabawą. Takiego Podsiadłę widzimy w filmie Tomasza Knittela, który we wtorkowy wieczór można było obejrzeć w trójmiejskich kinach.
Filmowa pocztówka od Dawida
"Dawid Podsiadło Dokumentalny" to po prostu zapis rozpiętej na kilkanaście czerwcowych dni trasy, którą artysta zapoczątkował dwoma występami na Polsat Plus Arenie w Gdańsku, a zakończył również dwoma koncertami na Stadionie Śląskim w Chorzowie. W tym czasie wokaliście i całej jego ekipie towarzyszyły kamery, które zaglądały do garderoby, "reżyserki", na scenę, pod nią i za nią. Można więc zobaczyć z wielu perspektyw, jak olbrzymim organizacyjnie, logistycznie i artystycznie przedsięwzięciem była stadionowa trasa ze sceną 360 stopni. Na żywo koncerty w takiej formule z pewnością robiły ogromne wrażenie, ale chyba dopiero teraz, na dużym ekranie, można było się w pełni przekonać o imponujących rozmiarach i gigantycznej skali tych siedmiu widowisk.
Ale to już było... Podsiadło zarówno zachwycił, jak i rozczarował
Szkoda jedynie, że twórcy dokumentu bardziej niż na narrację postawili na rejestrację. W "Dokumentalnym" brakuje bowiem zwięzłego pomysłu na opowieść. Czegoś, co sprawiłoby, że faktycznie moglibyśmy z tego filmu jako widzowie wynieść coś nowego i świeżego. Dominuje natomiast schemat w stylu "tutaj było tak, a tam tak". W Gdańsku jeden z muzyków zaniemógł, we Wrocławiu zdalnie sterowany wieloryb "wypłynął" w miasto, w Poznaniu były pogodowe anomalia, a w Chorzowie - jak na finał trasy przystało - była jedna wielka kumulacja różnorakich emocji. Trudno momentami nie odnieść wrażenia, że Tomasz Knittel bardzo chciał nakręcić dokument o Podsiadle, ale nie miał za bardzo czego w nim pokazać.
Nie zmienia to jednak faktu, że dla fanów piosenkarza, a szczególnie dla tych, którzy brali udział w czerwcowych koncertach, pokazywany przedpremierowo w kinach dokument jest na pewno bardzo miłym odświeżeniem równie miłych wspomnień. To głównie do nich adresowana jest ta wizualna pocztówka z dopiskiem: "Hej, pamiętasz? Było fajnie. Pozdrawiam. Dawid".
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
O sobie, ale na własnych warunkach
Czego natomiast z filmu Tomasza Knittela dowiadujemy się o samym Podsiadle? Właściwie niczego odkrywczego i zaskakującego. Dawid, swój chłop. Spotka się i pogada na luzie z fanami, pożartuje i poprzekomarza się z innymi muzykami, trochę popyka na konsoli przed koncertem, a po występie zapali papierosa na opustoszałym już stadionie, dając w ten sposób upust intensywnym emocjom towarzyszącym mu przez kilka godzin.
W króciutkich fragmentach rozmów z członkami ekipy lub dziennikarzami Podsiadle zbiera się czasami na wspominki i podsumowania dotychczasowej kariery. Chętnie mówi też o fascynacji kinem i studiach reżyserskich. Niekiedy skłonny jest nawet na bardziej intymne wyznania, ale doskonale wie, w jaki sposób kontrolować i dawkować informacje. I ja to szanuję. Wielu artystów na widok nieustannie towarzyszącej im kamery robiłoby coś na siłę lub na pokaz. Nie Dawid. Dla niego prywatność ma swoje nieprzekraczalne granice. To właśnie dzięki temu podejściu większy ruch generuje na swoich koncertach niż na portalach plotkarskich.
Niekiedy rzeczywiście chciałoby się Podsiadłę bardziej pociągnąć za język i wydobyć z niego nieco więcej słów, ale zaletą filmu Knittela jest akurat to, że nie jest to przegadany dokument. Na dodatek świetnie uzupełniany obrazem. Choćby takimi scenami, jak te przed występem w Gdańsku. Relacjonując jego pierwszy koncert na Polsat Plus Arenie, moja redakcyjna koleżanka Magda Mielkie pisała: "Pierwszej połowie koncertu czegoś brakowało. Choć wizualnie wszystko wyglądało pięknie, miałam wrażenie, że Dawid gdzieś gna. Odśpiewywał kolejne hity, ale wydawał się przy tym trochę nieobecny, nie dawał z siebie wszystkiego". Te słowa nabierają szczególnego znaczenia, gdy widzimy w filmie, jak przed wyjściem na scenę Podsiadło jest zesztywniały ze stresu i nie potrafi udźwignąć do końca tremy. Po czym sytuacja zmienia się diametralnie i oto uśmiechnięty od ucha do ucha Dawid schodzi za kulisy po ostatnim numerze, przyznając, że to najlepszy koncert, jaki dotąd zagrał.
Podsiadło wróci do Gdańska. I to ze swoim festiwalem
Kto wie, czy jeszcze lepszego koncertu Podsiadło nie da w Trójmieście w przyszłym roku. Artysta zapowiedział właśnie nowy projekt. W sześciu polskich miastach, w tym w Gdańsku, zorganizuje dwudniowe festiwale. Nad Bałtyk zawita 15 i 16 sierpnia. Szczegóły wydarzenia poznamy dopiero w styczniu. Na razie wiadomo, że Podsiadle każdego dnia towarzyszyć będą inni artyści i mają to być "totalnie unikalne koncerty w wyjątkowych okolicznościach i przestrzeniach".
Przyszłoroczne plany Podsiadło zdradził zresztą w filmie Knittela, zapowiedział także wydanie w lutym koncertu na Stadionie Śląskim. Ponadto widzowie mogli jako pierwsi posłuchać fragmentów nowego utworu piosenkarza - "Pięknie płyniesz" - który równo o północy trafił na muzyczne platformy streamingowe.
Trzeba przyznać, że Dawid Podsiadło faktycznie wciąż pięknie płynie, a dokument o jego trasie jest tylko tego potwierdzeniem. To film, który wśród fanów piosenkarza na pewno ożywił wiele wspomnień i narobił apetytu na znacznie więcej. I nie dotyczy to tylko tych, którzy byli częścią czerwcowej trasy. Wraz z żoną zastanawialiśmy się nad pójściem na koncert w Gdańsku. Ostatecznie plany nie wypaliły. Po seansie "Dokumentalnego" moja druga połówka powiedziała krótko: "Kupił mnie tym". A ja już wiem, że czeka mnie kupno biletów na sierpniowy występ. I jakoś niespecjalnie mam z tym nawet problem. Dawid, namówiłeś.
Opinie wybrane
-
2024-12-04 10:41
(5)
Chyba deko za wcześnie na taki film. Lubię jego piosenki. W ogóle obecnie jest wysyp super młodych artystów. On, Sochacka,Sanah czy Daria. Szczególnie lubię Darię Zawiałow. Jednak na film i odcinanie kuponów trochę za wcześnie.
- 60 18
-
2024-12-06 10:21
eee
bez przesady. Taylor nie skończyła jeszcze Eras Tour, a film miał premierę rok temu. I nie oszukujmy się, psychofanki oglądają codziennie film, a potem i tak idą na live show (bo nie nazwałabym tego koncertem). Kto chce zobaczyć zobaczy, kto może zapłacić, zapłaci. Biznes is biznes. Pozdro
- 1 0
-
2024-12-04 15:24
Na dokument nie trzeba załużyć. (1)
To głupie przekonanie, że na film zasługują tylko legendy, choć akurat Podsiadło tymi wypełnionymi stadionami już nią dzisiaj jest, czy się go słucha, czy nie. Ja się cieszę, że dokumentacja tej jego niezwykłej kariery ma miejsce teraz, a nie z perspektywy 60-letniego erotomana-gawędziarza, że "kiedyś to były czasy, dzisiaj nie ma czasów". Nie widziałam jeszcze, ale pewnie zajrzę, gdy wleci w ogólny obieg, a nie tylko fanowski.
- 10 7
-
2024-12-04 19:06
Legenda ? Zakrztusilam sie własnie kawą. Jagger to jest legenda.
- 9 3
-
2024-12-04 12:32
on pozazdroscil Zenkowi
- 12 5
-
2024-12-04 10:56
Ale to jest film dokumentalny pokazujący pewien wycinek rzeczywistości, a nie dzieło biograficzne.
- 13 5
-
2024-12-04 10:31
(2)
Nie moje klimaty,choć ma kilka fajnych kawałków.Ale żeby już film kręcić...no nie wiem.Do wielkich polskich artystów jeszcze chyba trochę brakuje...
- 68 21
-
2024-12-04 17:12
Subiektywna opinia
Ja czekam Svencjusz na film o Tobie hłe hłe
- 3 0
-
2024-12-04 15:29
Disco polo dla widzów tvn
- 5 8
-
2024-12-04 10:32
Małomiasteczkowy (4)
Nic do faceta w zasadzie nie mam oprócz tego, że uciekł w nijakość. Sukces tych stadionowych koncertów polega chyba na tym, że przychodzą na nie głownie inni małomiasteczkowi, łaknący wielkiego świata, na który ich nie stać.
- 81 29
-
2024-12-04 15:16
Sukces tych stadionowych koncertów polegał na tym, że realizacyjnie stały na top światowym poziomie. Scena Harrego Stylesa podczas ostatniej trasy czy nawet Eda Sheerana i inne koncertowe efekty nie robiły na żywo takiej roboty, jak te u Dawida na trasie 360. Chłopak mógł wziąć kasę za bilety i zrobić coś na odwal, ale serio warto docenić realizacje
- 11 2
-
2024-12-04 13:40
(2)
Wierz mi że stać mnie na wielki świat.Ale lubię koncert młodych ludzi w tym Dawida.Ty za to oceniasz ludzi po tym ile maja kasy ,czy stać ich na wielki świat.Interesuje cię coś poza tym?
- 9 4
-
2024-12-04 15:25
Tak właśnie oceniam i nic mnie nie interesuje poza tym. (1)
Czyli się wszystko zgadza z tym co napisałem. Większość to małomaiasteczkowcy, którym się wydaje, że Podsiadło to gwiazda bo gra na stadionie i ma scenę 360' plus ty, co go stać.
- 6 6
-
2024-12-04 17:15
Subiektywna opinia
Wręcz chyba idealna sytuacja, jakiej oczekują wszyscy??
Jest podaż produktu i jest popyt na produkt...
Zaspokajanie sztucznych potrzeb i tworzenie sztucznej atencji...
Bo jak Pan Dawid wszędzie nie będzie, to ludzie o nim zapomną, taki jest potrzebny do życia xD- 2 1
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
