Nowa "Naga broń": powrót po 30 latach, który wciąż bawi

Tomasz Zacharczuk
2 sierpnia 2025, godz. 10:00
Opinie (40)
Frank Drebin Junior (Liam Neeson) prowadzi śledztwo w sprawie upozorowanego wypadku samochodowego. Okazuje się, że jest ono powiązane z napadem na bank. Detektyw z Wydziału Specjalnego musi teraz znaleźć tego, kto stoi za oboma przestępstwami.

- Każdy ryzykuje, wstając rano, przechodząc przez ulicę albo wtykając nos w wentylator - mawiał nieśmiertelny Frank Drebin. Sporym ryzykiem - zwłaszcza w czasach, gdy niemal każdym żartem można kogoś urazić - jest próba odświeżenia komedii, która niegdyś z poprawnością miała tyle wspólnego, co Enrico Palazzo z Enrico Caruso. Nowej "Nagiej broni", na szczęście, nikt tłumiku na siłę zakładać nie zamierzał, a pociski (czytaj: gagi) wypełnione absurdem fruwają w każdym możliwym kierunku. Nie jest to z pewnością kaliber dawnych produkcji z Lesliem Nielsenem, ale miłośnicy parodii filmowych, kręconych w myśl zasady "tak głupie, że aż śmieszne", powinni być usatysfakcjonowani.





Mel Brooks, jeden z największych hollywoodzkich parodystów, mawiał ponoć: "Aktorzy muszą być poważni. Tylko sytuacja musi być absurdalna. Jeśli sytuacja nie jest absurdalna, żaden żart nie pomoże". Jeśli David Zucker, Jim Abrahams i Jerry Zucker, a więc twórcy oryginalnej "Nagiej broni", kiedykolwiek słyszeli te słowa, musieli najwyraźniej potraktować je całkowicie na serio. Przy pisaniu scenariusza do pierwszej opowieści o przygodach porucznika Franka Drebina obowiązywały właściwie tylko dwie zasady: nie angażować do produkcji aktorów komediowych i upychać różnego rodzaju gagi, gdzie się tylko da. A najlepiej co 15-20 sekund.

Oczywiście nie mogło z tego powstać nic ambitnego, inteligentnego i wiarygodnego, ale przecież o to właśnie chodziło. Głupkowatość, niedorzeczność i absurd całej serii pokochały miliony widzów, a fajtłapowaty i niezbyt rozgarnięty gliniarz - demolujący wszystko, czego się dotknie - stał się jedną z najbardziej lubianych filmowych postaci lat 90. Przełożyło się to naturalnie na popularność samego Lesliego Nielsena, bez którego właściwie żadna prześmiewcza komedia w tamtym czasie nie mogła powstać.

Jeszcze za życia aktora amerykańscy producenci snuli plany powrotu do serii, ale mocno już podstarzały Nielsen nie gwarantował pełnego powodzenia tej misji, a rynek aż nadto nasycił się filmowymi parodiami. W ostatnich latach pomysł odświeżenia "Nagiej broni" wracał kilkukrotnie, choć mało kto chyba wierzył, że tak frywolne i niepoprawne żarty przejdą w erze "woke". To głównie upór Setha MacFarlane'a, czyli twórcy "Family Guya" i "Teda", doprowadził jednak do realizacji nowej "Nagiej broni" - komedii w starym, dobrym i niegrzecznym stylu, która - i warto to podkreślić już teraz - oryginałowi jednak nie dorównuje.

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Nowa "Naga broń" nabita starymi nabojami



Sprawa jest prosta: kto nigdy nie polubił się z Frankiem Drebinem Seniorem, ten z Frankiem Drebinem Juniorem (Liam Neeson) "piątki" nie przybije. Zarówno scenarzyści nowego filmu - Dan Gregor i Doug Mand, jak i reżyser Akiva Schaffer, zrobili wszystko, by upodobnić swoją produkcję do tych z przełomu lat 80. i 90. Nikt nie bawi się tutaj w półśrodki, zawoalowane żarty, niejednoznaczne dygresje czy inteligentne gry słowne. Humor jest dosadny, bezpośredni i przede wszystkim absurdalny. Przekonamy się o tym już w scenie otwarcia, gdy Drebin Junior w przebraniu uczennicy eliminuje bandziorów napadających na bank. W środkowym akcie filmu pojawia się nawet... morderczy bałwan, a i na tym niedorzeczność fabuły się nie wyczerpuje.

Od początku do końca czuć, że jest to film nakręcony przez zagorzałych sympatyków oryginalnej trylogii z Lesliem Nielsenem. Widać to choćby w sposobie kreowania slapstickowych gagów czy w konstruowaniu dowcipów opartych na grze słów (z czym nie do końca radzi sobie polskie tłumaczenie). Nie mogło też zabraknąć odwołań do poprzednich części, ale nowa "Naga broń", na szczęście, nie ugina się pod ciężarem tych sentymentalnych wspominek. Nawet hołd złożony Drebinowi Seniorowi jest tu zgrabnie wpleciony w opowieść i nie wysuwa się na pierwszy plan. Zresztą twórcy filmu nie zapomnieli również o Priscilli Presley (Jane), George'u Kennedym (kapitan Ed), a nawet o O.J. Simpsonie (Nordberg) - choć w tym ostatnim przypadku można raczej mówić o anty-hołdzie.

Nowa "Naga broń" dość wiernie imituje klimat oryginalnej trylogii, choć całej tej konwencji przydałoby się odświeżenie i lepsze dopasowanie do współczesnych realiów. Fani niepoprawnych komedii i parodii z lat 90. będą jednak zadowoleni.

Taki humor wciąż śmieszy, ale przydałby mu się lekki lifting



Jest lepiej, niż można było się spodziewać, ale do pełnego sukcesu trochę jednak brakuje. W kilku miejscach "Naga broń" bawi wyśmienicie, ale jednocześnie film łapie sporo przestojów (nawet jak na niespełna półtoragodzinną produkcję) i oferuje dużo słabszych komediowych akcentów. Poziom humoru jest tu więc znacznie bardziej rozregulowany, aniżeli w oryginale. Wydawało się poza tym, że MacFarlane z całym swoim zespołem jeszcze mocniej osadzi nową opowieść we współczesnych kontekstach. Tymczasem poza naigrywaniem się z nowych technologii i elektrycznych aut, nie ma tu przesadnego prześmiewania rzeczywistości. A przecież na przestrzeni 30 lat dzielących "trójkę" od nowej "Nagiej broni" sporo się zmieniło i aż prosiło się, żeby skomentować te zmiany w formie niewybrednych żartów.

Argumentem przemawiającym jednak na korzyść twórców filmu jest fakt, że "Naga broń" nigdy tak naprawdę nie była satyrą komentującą aktualną rzeczywistość, a po prostu parodią kina policyjnego. I wciąż nią jest, ale wydaje się, że i na tym polu można było w paru fragmentach dokręcić śrubę i - mówiąc kolokwialnie - bardziej "pojechać po bandzie". Kto jak kto, ale MacFarlane przecież wielokrotnie już tak robił w swoich filmach i serialach.

W nowej "Nagiej broni" jest tymczasem trochę zbyt grzecznie i asekuracyjnie. Jakby twórcy testowali, czy ten rodzaj humoru wciąż śmieszy. Czy tak jest? Tak, ale głównie z tego powodu, że dziś takiego kina zwyczajnie się już nie robi i mogliśmy trochę stęsknić się za poczciwym i gamoniowatym Drebinem.

Liam Neeson to nieoczywisty Frank Drebin, Pamela Anderson to już z kolei całkiem oczywista na ekranie femme fatale. Oboje (zarówno razem, jak i osobno) prezentują się lepiej niż przyzwoicie, choć to już nie ten sam duet, co Leslie Nielsen i Priscilla Presley.

Liam Neeson to zupełnie nowy Frank Drebin. I da się go "kupić"



Czy za kilka/kilkanaście lat będziemy natomiast tęsknić za nowym Drebinem? Liczne niepowodzenia w podejściu do kręcenia kontynuacji "Nagiej broni" związane były głównie z obsadą najważniejszej postaci. Nie brakowało nie tyle kandydatów, co zwyczajnie pomysłu na następcę Nielsena. MacFarlane i Schaffer postanowili wcielić w życie zasadę, którą można podpiąć pod wspomniane wcześniej słowa Mela Brooksa: weź poważnego faceta do zagrania w niepoważnym filmie.

Uosobieniem tej powagi, ale też i charyzmy z pewnością jest Liam Neeson - aktor, którego skupiona, niewzruszona twarz oraz zaciśnięte zęby stały się wizytówką współczesnego kina akcji. Czy ten wizerunek mógł jednak pasować do tak przaśnej komedii? Okazuje się, że tak, ale żeby nie było, że nie uprzedzałem: ci, którzy w Neesonie będą wypatrywać reinkarnacji Lesliego Nielsena skończą gorzej od "torturowanego" w "dwójce" przez Drebina doktora Meinheimera. Trudno, poza inicjałami, doszukać się podobieństw między dwoma aktorami. Neeson przede wszystkim parodiuje w "Nagiej broni" samego siebie i naśmiewa się z etykietki twardziela, na którą zresztą mozolnie pracował, grając w niezliczonej liczbie "akcyjniaków".

W filmie Schaffera gwiazdor "Uprowadzonej" robi, co może, aby wykrzesać z siebie komediową energię. Zazwyczaj to się udaje, choć w kilku momentach, gdy widzimy jego kamienną twarz, można mieć wrażenie, że zaraz przypomni sobie o tym, co robi najlepiej i złoi parę tyłków. Już całkowicie na serio. W tych paru słabszych scenach ratuje go przede wszystkim dystans do siebie i absurd samego scenariusza. Neeson nie ma jednak luzu i takiej plastyczności, jaką operował Nielsen. Trzeba jednak przyznać, że zadanie wejścia w buty oryginalnego Drebina było potwornie trudne. Neeson dał radę.



Być może byłoby mu łatwiej, gdyby dostał odpowiednie wsparcie od scenarzystów. W nowej "Nagiej broni" ewidentnie brakuje postaci pokroju kapitana Eda czy Nordberga. Grający Eda Juniora Paul Walter Hauser ma kilka zabawnych momentów, ale twórcy filmu nie mieli chyba większego pomysłu na jego postać. Nowy Drebin pozbawiony jest więc swojej "paczki", ale nie może narzekać na brak zainteresowania ze strony płci pięknej. Partnerująca Neesonowi Pamela Anderson wypada więcej niż poprawnie i świetnie bawi się wizerunkiem femme fatale. Rozczarowuje z kolei bezbarwny Danny Huston, którego Richard Cane - czarny charakter w opowieści - dość szybko nam się nudzi.

Odświeżona po przeszło 30 latach "Naga broń", choć sprawnie imituje klimat oryginalnej trylogii, nie ma w sobie takiego polotu i niekontrolowanego szaleństwa, co trzy kultowe już odsłony cyklu. Na tle mdłych i nijakich komedii ostatnich lat film MacFarlane'a i Schaffera i tak wypada więcej niż przyzwoicie. Choć "przyzwoitość" to słowo, które niekoniecznie pasuje do całej serii. Jej fani powinni się bawić całkiem nieźle, ale jednocześnie powinni też nieco zejść z oczekiwań. Nowa "Naga broń" może nie trafia w dziesiątkę tak celnie jak oryginał, ale przynajmniej, podobnie jak Drebin, strzela w każdą możliwą stronę - i czasem zupełnie przypadkiem trafia.

6/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

6.4
16 ocen

Naga broń (6 opinii)

(6 opinii)
komedia

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (40)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Rumia

Pruszcz Gdański

Wydarzenia

Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski

25 zł
projekcje filmowe, wystawa

Sztuka w Centrum. Nowości 2026

32 zł
projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym - Maj 2026

25 zł
projekcje filmowe