Recenzja filmu "28 lat później". Zombie horror, który nie bierze jeńców

Tomasz Zacharczuk
21 czerwca 2025 (artykuł sprzed 1 roku)
Opinie (12)
"28 lat później" to trzecia produkcja, po "28 dni później" i "28 tygodni później", w której widzimy bohaterów stawiających czoła zakażonym "wirusem wściekłości". Za sterami filmu zasiadają ponownie pomysłodawcy i autorzy "jedynki" - Danny Boyle i Alex Garland.

Na początku XXI w. Danny Boyle i Alex Garland nakręcili, jeśli nie jeden z najlepszych, to na pewno jeden z najbardziej nieoczywistych postapokaliptycznych zombie horrorów w historii nie tylko brytyjskiego kina. Dwaj uznani twórcy, po upływie ponad dwóch dekad, ponownie połączyli siły, aby jeszcze bardziej eksplorować wyludniony świat zainfekowany "wirusem wściekłości". Ich "28 lat później" to surowe, brutalne i bezkompromisowe kino grozy i surwiwalu, które nie bawi się w półśrodki i nie bierze jeńców. Nie ma mowy, aby choćby na minutę rozsiąść się wygodnie w fotelu.




Młody mężczyzna w szpitalnym ubraniu samotnie przemierza opustoszałe ulice Londynu. W miejscach, które na co dzień tętniły życiem i ogłuszały wielkomiejskim gwarem, słychać przeraźliwą ciszę. Wokół sterty śmieci, porzucone i porozbijane auta, żadnej żywej duszy. To scena-wizytówka "28 dni później" - horroru z 2002 r., w którym reżyser Danny Boyle i scenarzysta Alex Garland opowiedzieli o Wielkiej Brytanii zdziesiątkowanej wirusem wywołującym w ludziach wściekłość. Wystarczył najdrobniejszy kontakt z krwią lub śliną zakażonego, by człowiek w kilkanaście sekund przeobraził się w ekstremalnie agresywną bestię. Zainfekowanie całego kraju zajęło tytułowe 28 dni.

Brytyjską produkcję, nawet po przeszło 20 latach od premiery, wciąż dobrze się ogląda. Głównie za sprawą świetnie rozpisanych postaci i spójnego scenariusza, łączącego w sobie elementy kilku filmowych gatunków: od brutalnego zombie horroru (choć de facto rolę zombie przejęli tu zarażeni tzw. wirusem "rage"), poprzez postapokaliptyczne kino drogi, aż po psychologiczny dramat ze slasherową uwerturą. Właściwie jedynym komponentem "28 dni później", który niezbyt dobrze się zestarzał, są nakręcone za pomocą cyfrowej kamery zdjęcia. Nie zmienia to jednak faktu, że dzieło Boyle'a i Garlanda do dziś plasuje się wysoko w rankingach postapokaliptycznych horrorów.

Pięć lat po premierze filmu doczekaliśmy się kontynuacji, lecz zrealizowanej już z iście hollywoodzkim przepychem i niedomagającej od strony technicznej ("rozdygotane" ujęcia potwornie męczą) "28 tygodni później" nie spotkało się już z tak euforycznym przyjęciem. Widowisku podporządkowanemu przede wszystkim akcji brakowało głębi. Być może to sprawiło, że zwieńczeniem trylogii ponownie osobiście chcieli zająć się Boyle i Garland, którzy nad "dwójką" czuwali tylko w roli producentów. Napięte grafiki u obu tych panów spowodowały, że na efekt ich wspólnej pracy trzeba poczekać. Było jednak warto, bo "28 lat później" to udany powrót do korzeni, a przy tym film, który nie jest kalką pierwowzoru i nie żeruje na sentymencie widzów.

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Dla każdego coś niemiłego



Przede wszystkim "28 lat później" to dzieło autonomiczne względem poprzedników, które proponuje nam oddzielną historię. To z kolei sprawia, że znajomość obu nakręconych wcześniej części nie jest wymagana przed seansem "trójki". Głównym bohaterem filmu jest 12-letni Spike (bardzo dobry Alfie Willliams). Chłopiec wraz z rodzicami żyje w zamkniętej społeczności na wyspie u wybrzeży Szkocji. Ze stałym lądem osadę łączy jedynie grobla, którą trzeba się przeprawiać po drewno i inne surowce. Każda taka eskapada opatrzona jest oczywiście sporym ryzykiem, bo w lasach, polach i ruinach budynków czyhają zakażeni. To właśnie im musi stawić czoła chłopiec podczas swojego inicjacyjnego wypadu na ląd u boku ojca - Jamiego (Aaron Taylor-Johnson). Zwyczajny rekonesans szybko przybierze nieoczekiwany obrót, a jego konsekwencje odczuje cała rodzina Spike'a.

Danny Boyle nie byłby Dannym Boylem, gdyby nie chciał kręcić kilku filmów naraz. W rezultacie w "28 lat później" coś dla siebie znajdą zarówno fani krwistych i brutalnych horrorów, jak i miłośnicy postapokaliptycznego kina, a nawet ci widzowie, którzy w tego typu produkcjach poszukują odniesień do współczesności, mniej lub bardziej wyszukanej symboliki i filozoficznych rozważań na temat ludzkiego życia i śmierci. Mieszanie różnych konwencji i nastrojów nie daje już tak spójnego efektu jak w przypadku produkcji sprzed 23 lat. Boyle, do spółki z Garlandem, nie zawsze bywa konsekwentny w rozwijaniu fabuły, co widać szczególnie w naiwnym zaniżaniu bądź zawyżaniu poziomu trudności dla niektórych postaci w konfrontacjach z zakażonymi.

Trudno również nie odnieść wrażenia, że w drugiej połowie seansu film trochę się "rozjeżdża" - główny nacisk twórcy kładą na emocje i kwestie egzystencjalne, lecz dzieje się to kosztem fabuły, która staje się już coraz mniej wiarygodna, a coraz bardziej wybrakowana. Trzeba jednak przyznać, że wciąż Boyle i Garland mają niesamowitego nosa do nieoczywistych i ciekawych postaci. O ile dość szybko z pola widzenia twórcy zabierają nam Jamiego (poprawny występ Taylora-Johnsona), o tyle w odpowiednim momencie wysuwają na pierwszy plan - Islę (świetna Jodie Comer) - matkę Spike'a. Jednak najbardziej intrygującą postacią wydaje się znakomicie zagrany przez Ralpha Fiennesa Kelson. Tym większa szkoda, że jest go w filmie po prostu za mało.

Fani zombie horrorów powinni być usatysfakcjonowani. Twórcy filmu postawili na niezwykle surowy i brutalny klimat. Miłośnicy poprzednich części też nie mogą narzekać - dostali jeszcze bardziej rozbudowany świat i nowe postaci.

Horror surowy jak szkocki krajobraz



Na pewno natomiast nie można narzekać na sposób wykreowania świata w "28 lat później". W przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów akcja tym razem nie dzieje się w mieście i to zdecydowanie słuszny kierunek, bo cóż lepiej pasuje do postapokaliptycznego horroru niż szkockie pustkowia - malownicze i monumentalne, ale jednocześnie surowe, mistyczne i na swój sposób napawające niepokojem. Szczególnie jeśli zamieszkują je hordy zakażonych. W tym elemencie Boyle i Garland dokonali pewnych "ulepszeń" - oprócz zwykłych "biegaczy" znanych ze wcześniejszych produkcji widzimy odstręczające, pełzające kreatury oraz - chyba budzące największą grozę - Alfy - osobniki, na które wirus podziałał niczym sterydy. Walka z tymi wyrośniętymi, bardziej wytrzymałymi i przebiegłymi "zombiakami" jest nie lada wyzwaniem.

Te pomysły robią wrażenie, ale bywają ryzykowne na pierwsze randki Te pomysły robią wrażenie, ale bywają ryzykowne na pierwsze randki
Skoro liczba potencjalnych zagrożeń wzrosła, proporcjonalnie zwiększyła się również liczba konfrontacji z zakażonymi. Na tym polu twórcy "28 lat później" nie stosują już żadnej taryfy ulgowej. Krótko mówiąc: jest ultra brutalnie. Nie jest to z pewnością film dla tych, którzy wzdrygają się na widok krwi. Dość powiedzieć, że mamy tu sceny z urywanymi głowami, wypadającymi wnętrznościami i całą masą pomniejszych obrzydliwości. Ba, jest nawet scena ekstremalnego porodu, a i całe "obozowisko" Kelsona też może zjeżyć na głowie niejeden włos. Boyle i Garland postawili na surowość obrazu i realizm. Znamy to z ich poprzednich projektów, ale to właśnie trzecia odsłona cyklu wydaje się być tą, w której przemoc i ekranowy surwiwal zaserwowano widzom bez żadnych filtrów i "zmiękczaczy".

W "28 lat później" świetnie wypadają Jodie Comer i młodziutki Alfie Williams, tylko poprawnie (choć głównie wynika to z wyborów scenariuszowych) prezentuje się Aaron Taylor-Johnson. W pewnym momencie jednak całe show (w którym to już w filmie) kradnie Ralph Fiennes.

Udane domknięcie trylogii czy coś więcej?



W fabule filmu raczej próżno szukać bezpośrednich odniesień do poprzednich części, ale w sposobie kręcenia - już zdecydowanie tak. Boyle korzysta ze sprawdzonych patentów, które z powodzeniem przetestował w "28 dni później". Mowa oczywiście o dużej liczbie ujęć "z ręki" i szaleńczym montażu, który sprawia, że w kilka sekund migają nam przed oczami dziesiątki kadrów. Kontrolowany, wizualny chaos ma podbić atmosferę zagubienia i osaczenia. Ten efekt na ogół udaje się osiągnąć. Operator Anthony Dod Mantle, który pracował także przy pierwszej części, potrafił najwyraźniej wyciągnąć wnioski. W "28 lat później" nie ma już tak swobodnej operatorskiej "partyzantki". Nie ma z kolei nawet sensu zestawiać "trójki" z "dwójką", w której sposób pracy kamery i sztukę montażu doprowadzono już do absurdu.


Wspomniany efekt kontrolowanego chaosu udało się filmowcom uzyskać w zaskakujący sposób. Przeważającą liczbę ujęć nakręcono bowiem za pomocą kilkudziesięciu nowoczesnych smartfonów, które instalowano na specjalnych platformach. Pozwoliło to z różnych perspektyw i pod wieloma kątami śledzić przebieg akcji, co skrzętnie później wykorzystano w montażu. Trzeba przyznać, że tak nietypowy sposób realizacji zdjęć zdał egzamin. Scen akcji nie jest za wiele, ale niektóre z nich - jak choćby ucieczka Jamiego i Spike'a przed Alfą - robią piorunujące wrażenie. A nie udałoby się go uzyskać bez jeszcze jednego ważnego elementu filmowego rzemiosła - muzyka autorstwa Young Fathers fantastycznie dopełnia obraz i w wielu miejscach buduje własną narrację.

Co natomiast swoim najnowszym projektem chciał zbudować Boyle do spółki z Garlandem? Satysfakcjonujące domknięcie trylogii czy otwarcie nowej serii? Drugą z tych opcji może sugerować "zamrożenie" niektórych postaci oraz otwarte zakończenie, a zwłaszcza jego wklejony nieco na siłę epilog - powiązany co prawda z prologiem, ale mający jednocześnie dziwaczny, a nawet nieco karykaturalny wydźwięk. Na dziś jedno jest pewne - choć nie wszystkie pomysły obu brytyjskich twórców wypaliły, to na "28 lat później" należy spoglądać znacznie szerzej niż tylko na film zamknięty w konwencji zombie-horroru. To bowiem również opowieść o tym, że największy lęk często rodzi się nie z tego, co atakuje nas z zewnątrz, lecz z tego, co czai się w nas samych.

7/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

7.5
26 ocen

28 lat później (3 opinie)

(3 opinie)
horror

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (12)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Rumia

Pruszcz Gdański

Wydarzenia

Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski

25 zł
projekcje filmowe, wystawa

Sztuka w Centrum. Nowości 2026

32 zł
projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym - Maj 2026

25 zł
projekcje filmowe