Recenzja filmu "Bokser". Bije mocno, ale nie zawsze trafia
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Debiutujący właśnie na Netflixie "Bokser" potrafi nieźle przyłożyć. Szybko i sprawnie wyprowadza mocne ciosy, ale kondycyjnie wyraźnie niedomaga. Dlatego pod koniec już tylko słania się na nogach i ucieka się do klinczu. Na deskach finalnie nie ląduje, choć bardziej jest to zasługą świetnie dysponowanych aktorów niż reżysera Mitji Okorna. Jego film to kawał widowiskowego i wciągającego kina, które sporo traci przez liczne zagrywki "pod publiczkę" i scenariuszową sztampę. Bez wątpienia jednak jest to poważny pretendent do mistrzowskiego pasa federacji Netflix.
Lata 70. Jędrzej Czernecki, młody chłopak z Bytomia, z wypiekami na twarzy ogląda bokserską walkę swojego ojca bijącego się o mistrzostwo kraju. Wygrana daje Edwinowi (Michał Żurawski) przepustkę na wyjazd na igrzyska olimpijskie. Mężczyzna wraca jednak do Polski bez złotego medalu, co tylko potęguje w nim uczucie frustracji, którą najczęściej rozładowuje na synu. Edwin nie przebiera w środkach, by trzymać Jędrzeja z dala od sportu. Chłopak ma się uczyć, by nie iść jego śladami i nie doznać tego samego rozczarowania.
Jak wiadomo jednak, zakazany owoc smakuje najlepiej, więc młodszy Czernecki w tajemnicy przed ojcem wymyka się na bokserskie treningi pod okiem wujka Cześka (Eryk Lubos). Nastolatek szybko zdaje sobie sprawę z tego, że ring to dla niego idealne miejsce. Gdy dorosły już Jędrzej (Eryk Kulm jr) sięga po pierwszy krajowy czempionat, ani myśli o olimpijskim starcie. Chce zostać zawodowcem i walczyć o tytuł mistrza świata.
Tyle że to wymaga wyjazdu z kraju, a w epoce PRL-u wydaje się to misją niemożliwą. Jędrzej wraz z żoną Kasią (Adrianna Chlebicka) i niezawodnym wujem obmyśla plan ucieczki podczas sportowych zawodów w Londynie. Czy jednak emigrantowi z komunistycznej Polski ktoś da szansę zawalczyć o marzenia? Jaką cenę za ich realizację będzie musiał zapłacić młody pięściarz? Czy poświęcenie wszystkiego i wszystkich będzie warte tego, by stanąć oko w oko z mistrzem wagi półciężkiej, Royem Barberem?
Jak zostałem bokserem
Reżyserem "Boksera" jest Słoweniec Mitja Okorn, który polskiej publiczności dał się już poznać choćby jako twórca cyklu "Listy do M.". Producentem kreatywnym najnowszej premiery Netflixa jest z kolei Maciej Kawulski, który na swoim koncie ma kasowe hity: "Jak zostałem gangsterem" oraz "Jak pokochałam gangstera". Oglądając pierwsze sceny "Boksera" można pomyśleć, że doszło tutaj do pewnego rodzaju zmyłki ze strony twórców. Zupełnie jak na ringu, w którym zawodnik symuluje atak lewą ręką, by wyprowadzić prawy sierpowy sięgający przeciwnika. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest na odwrót: to Okorn nadzoruje całość, a za stery chwyta właśnie Kawulski.
A mowa tu o reżyserze, którego styl jest szalenie atrakcyjny dla szerokiej publiczności. Dynamiczna praca kamery, szybki montaż, wpadający w ucho rockowy soundtrack (tutaj motywem przewodnim jest kawałek "Still Loving You" grupy Scorpions), barwny i soczysty język, żwawe tempo akcji - wszystkie te elementy bez zarzutu działają w "Bokserze". Stąd właśnie więcej skojarzeń z Kawulskim niż z Okornem. Przez dwie i pół godziny seansu właściwie cały czas coś się dzieje, dlatego nowa propozycja Netflixa to niemal idealny materiał dla tych, którzy "odpalają" wieczorem streaming i chcą się po prostu odprężyć.
"Bokser" wygrywa pierwszą rundę, ale potem jest bliski liczenia
Aby jednak oddać Okornowi co jego, trzeba przyznać, że Słoweniec nad wielowątkowymi historiami panuje znacznie lepiej niż jego kolega po fachu. Dlatego "Bokser" nie staje się w pewnym momencie wydłużonym wideoklipem (tak jak miało to miejsce w "Jak pokochałam gangstera"). To domknięta i w miarę spójna opowieść głównie o dążeniu do realizacji marzeń i cenie, jaką nieraz trzeba za to zapłacić. Oczywiście w całej tej historii nie brakuje sporej domieszki sportowego dramatu, ale nie jest to kino stricte sportowe. A już na pewno nie w drugim i trzecim akcie (bo cały film pod kątem fabuły można podzielić właśnie na trzy części), w których twórcy "Boksera" chyba sami do końca nie wiedzą, gdzie ze swoją opowieścią chcą podążać.
Początek filmu jest tymczasem wielce obiecujący. Do momentu rozwoju kariery Jędrzeja wszystko dzieje się bez niepotrzebnego pośpiechu. Jest czas na to, by poznać bliżej bohaterów i przyjrzeć się raczej mizernym dla sportowców perspektywom rozwoju w peerelowskich realiach, które oddano zresztą na ekranie z dużą wiarygodnością (dbałość o scenografię i kostiumy to przecież jeden z "koników" Kawulskiego). Oprócz odpowiedniej dramaturgii i zwrotów akcji, dostajemy też sporo humoru. Zwłaszcza wtedy, gdy Czerneccy trafiają do Londynu. Momentami żart przypomina ten z serialu "Emigracja XD". Pierwsza runda 10:9 dla "Boksera".
KINO A co w kinie? Sprawdź aktualny repertuar
Potem niestety do ciekawie zarysowanego scenariusza wkrada się mnóstwo sztampy, a dzieło Okorna zaczyna przypominać dziesiątki sportowych dramatów o inspirujących wzlotach i bolesnych upadkach. Wciąż na ekranie dzieje się sporo, tempo nawet przyspiesza, tyle że cała historia zaczyna dość niepozornie już nużyć i staje się do bólu przewidywalna. Do tego stopnia, że ma się ochotę chwycić za pilot i przewinąć do kulminacyjnego momentu. Ale i ten niestety rozczarowuje.
Bez spoilerów trudno mi tę myśl rozwinąć, więc dodam tylko, że coś, na co długo się w filmie czeka, rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu sekund. Być może dwie i pół godziny to dla "Boksera" za długi dystans, dlatego w jego połowie traci już siły i zaczyna bić na oślep.
Eryk Kulm to czempion, który w narożniku też ma niezłą ekipę
To, że ta fikcyjna, ale inspirowana - jak zaznaczają jej twórcy - losem wielu polskich emigrantów opowieść nie upada z hukiem na deski, jest głównie zasługą doskonałych aktorów. Michał Kwieciński, a więc reżyser "Filipa", obsadzając Eryka Kulma w głównej roli, wyświadczył wielką przysługę nie tylko jemu, ale i polskiemu kinu. Charakterystyczny, ale raczej schowany na dalszym planie aktor mógł w końcu rozwinąć skrzydła. Występem w "Bokserze" tylko udowodnił to, że może - nomen omen - bić się o najciekawsze role na rodzimym podwórku.
Kulm imponuje tutaj nie tylko fizycznym, ale i aktorskim przygotowaniem. Jego Jędrzej to postać wzbudzająca skrajne emocje. W jednym momencie chce mu się dopingować, by za chwilę niemal wykrzyczeć do ekranu: "chłopie, ogarnij się!". Kulm po prostu w każdej scenie jest jakiś. Wspomniałem już o jednym z kulminacyjnym fragmentów "Boksera", w którym czuć raczej rozczarowanie. Ale głównie sposobem realizacji tej sceny, która i tak zapewne zostanie na długo zapamiętana właśnie dzięki głównemu aktorowi i jego potężnej ekspresji. Wielki talent w połączeniu z wielką ekranową charyzmą. Eryk Kulm w "Bokserze" po prostu nokautuje.
Na dodatek w swoim narożniku ma ludzi, którzy poziomem aktorskiej gry niewiele od niego odstają. Bardzo dobrze, szczególnie w drugiej połowie filmu, wypada Adrianna Chlebicka. Wysoki poziom prezentuje Eryk Lubos, który w pojedynczych scenach ociera się wręcz o wybitność. Znakomity, pomimo dość skąpej liczby minut na ekranie, jest Michał Żurawski. Adam Woronowicz natomiast potwierdza, że w rolach szemranych i dwulicowych jegomości jest niemal bezbłędny. Nawet wówczas, gdy tak jak w "Bokserze" jego postać jest rozpisana na pół kartki A4.
Tych kartek w scenariuszu przydałoby się więcej. Ale takich, które można byłoby zapisać ciekawymi i świeżymi pomysłami, a nie skserowanych z wielu podobnych ekranowych historii. Nie ma sensu ich kopiować, bo wiele już w kinie, także tym z pięściarzami w centrum akcji, już widzieliśmy.
Trudno nie odnieść wrażenia, że realizacyjnego i aktorskiego potencjału nie wykorzystano tu w pełni. "Bokser" to jednak film przede wszystkim skrojony pod szeroką publiczność, więc w starciu z nią powinien wygrać. Na pewno nie przez nokaut. Raczej na punkty.
OCENA: 6/10
Opinie wybrane
-
2024-09-12 22:32
Bokser rewelacja
Film rewelacyjny. Ma w sobie wszystko. Gratulacje dla wszystkich jego twórców.
- 13 12
-
2024-09-12 22:20
5/10
Film duzo traci bo jest niepotrzebnie rozciagniety na ponad 2 h. Mozna bylo zmiescic scenariusz w 1.30. Troche przekolorowany i nieautentyczny - ale jak to w kinie. Ogolnie liczylem na wiecej ale daje tylko 5 na 10.
- 9 4
-
2024-09-12 14:24
Właśnie (1)
Oglądam ten film. Kozak. Rozwalony system polskiego kina. Mistrzostwo i każdemu polecam!!!
- 7 29
-
2024-09-13 06:10
Tak oglądasz,że siedzisz na portlau
Widać, jaki ten film ciekawy ;D
- 4 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
