Recenzja filmu "Eden". "Biały Lotos" w wersji surwiwal

Tomasz Zacharczuk
6 września 2025, godz. 08:00
Opinie (13)
Na jedną z wysp w archipelagu Galapagos przybywają europejscy osadnicy. Wkrótce między nimi dochodzi do wyraźnych tarć. Intrygi, manipulacje i akty przemocy kończą się tragedią i rozlewem krwi.

Prawie sto lat temu na egzotycznej wyspie położonej w archipelagu Galapagos rozegrały się wydarzenia, które z powodzeniem mogłyby posłużyć za scenariusz jednego z sezonów serialowego hitu "Biały Lotos". Historię skonfliktowanych ze sobą europejskich osadników postanowił na wielkim ekranie pokazać Ron Howard. "Eden" stara się być psychologicznym dramatem, filozoficzną opowieścią i surwiwalowym thrillerem w jednym, ale z tych niejako trzech odrębnych filmów nie udało się skleić jednego w pełni satysfakcjonującego. Rozczarowanie? Raczej wrażenie niewykorzystanego potencjału. Szczególnie w kontekście tak znakomitej obsady aktorskiej.





"Biały Lotos", tylko sto lat temu



Ta historia wydarzyła się naprawdę. W 1929 roku dr Friedrich Ritter (w filmie gra go Jude Law), wraz ze swoją partnerką Dore Strauch (Vanessa Kirby), wyjechał z coraz bardziej faszyzujących Niemiec i postanowił osiedlić się na niezamieszkałej wyspie Floreana wchodzącej w skład Archipelagu Galapagos. Z dala od cywilizacji lekarz i botanik z wykształcenia pragnął napisać podwaliny nowej filozofii mającej uchronić ludzkość przed autodestrukcją. Ritter był przekonany, że w tym utopijnym środowisku nie tylko dokona intelektualnego przełomu, ale będzie również w stanie uleczyć chorującą na stwardnienie rozsiane Dore.

Wkrótce o "niemieckim Robinsonie Crusoe" i jego towarzyszce zaczęły rozpisywać się światowe media. Zafascynowany historią swoich rodaków i będący pod wrażeniem publikowanych w prasie listów Rittera urzędnik Heinz Wittmer (Daniel Brühl) zdecydował się razem z żoną Margret (Sydney Sweeney) i synem dołączyć do pustelników. Stroniący od ludzi i całkowicie pochłonięty swoją pracą Ritter początkowo próbował pozbyć się z wyspy nowych sąsiadów, ale z upływem czasu nauczył się ich tolerować. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się na Floreanie ekscentrycznej baronessy Eloise (Ana de Armas).

Wyzwolonej kobiecie, która na wyspę przybyła w towarzystwie dwóch kochanków i okrzyknęła się "cesarzową Floreany", zamarzyło się wybudowanie luksusowego hotelu i ściągnięcie do niego zamożnych gości. Z każdym kolejnym dniem relacje między osadnikami stawały się coraz bardziej napięte i toksyczne. Od wzajemnej niechęci mieszkańcy Floreany szybko przeszli do otwartej wrogości i przemocy, co w konsekwencji doprowadziło do rozlewu krwi.

Całej prawdy dotyczącej tych tragicznych wydarzeń nigdy nie udało się ustalić. O "Aferze Galapagos" - jak określono w mediach konflikt na Floreanie - powstawały liczne reportaże. Swoje (sprzeczne) wspomnienia opublikowali również ci, którym udało się przeżyć. W 2014 roku nakręcono nawet ujawniający kulisy sprawy dokument o jakże wymownym tytule - "Satan Comes to Eden". Wokół wydarzeń na wyspie urosła legenda pełna spisków, erotycznych prowokacji i przemocy. Z przekąsem można stwierdzić, że "zerowy" sezon "Białego Lotosu" miał premierę sto lat temu, i to "w realu".

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Trzy filmy w jednym i żaden w pełni udany



Pomimo tego, że o "Aferze Galapagos" krążą różne wersje, a każdą z nich czyta się z wypiekami na twarzy, nie jest to powszechnie znana historia. A wiadomo, że takie "soczyste", tajemnicze i niewyeksploatowane jeszcze opowieści znakomicie nadają się na materiał filmowy. Zwłaszcza w rękach kogoś takiego jak Ron Howard, który już niejednokrotnie udowadniał, że na podstawie prawdziwych wydarzeń można nakręcić angażujące kino - w pełni autorskie, a nie jedynie rejestrujące i odhaczające po kolei suche fakty. Potwierdzeniem tych słów niech będą tak doskonałe tytuły jak "Apollo 13", "Człowiek ringu" czy "Piękny umysł".

Tym razem jednak wydaje się, że jeden z najbardziej doświadczonych i poważanych w Hollywood reżyserów nie do końca wiedział, jak podejść do swojej nowej opowieści i jaki ostatecznie film nakręcić. "Eden" to właściwie trzy różne filmowe konwencje przyspawane do siebie w dość niechlujny sposób. Jak na survivalowy thriller (poza paroma wyjątkami) nie ma tu za wiele dramaturgii, zwroty akcji są raczej umowne, a napięcia pomiędzy postaciami ulatują błyskawicznie - zupełnie jakby Howarda zadowalały najprostsze i najszybsze rozwiązania. Do szybkich na pewno nie należy z kolei tempo opowieści, choć nie jest to cecha w przypadku dreszczowców wymagana. Trudno jednak nie mieć wrażenia, że w wielu miejscach (a szczególnie w środkowym akcie) fabuła niedbale się snuje i drepcze w kółko.

"Eden" nie do końca sprawdza się również jako filozoficzna opowieść o budowaniu utopii, w której człowiek teoretycznie mógłby funkcjonować zarówno w zgodzie z naturą, jak i samym sobą. Jest to miejscami zbyt płytki i skrótowy film, aby dźwignąć ciężar poważniejszych debat na temat ludzkiej egzystencji i jej mrocznej natury oraz przekonująco i wiarygodnie odpowiedzieć na pytanie o istotę i sens "raju na ziemi". Nie ma tu także za wiele czasu i miejsca, by pochylić się nad postaciami. Mamy co prawda zalążki niezłego dramatu psychologicznego, lecz jego potencjał szybko ginie w schematycznie rozrysowanych przez scenarzystę - Noaha Pinka - konfliktach.

"Eden" to szalenie nierówny film. Również pod kątem aktorskich kreacji. Najlepiej widać to na przykładzie Any de Armas i Jude'a Law, którzy potrafią chwilami zachwycać, ale znacznie częściej ich kreacje wydają się być przeszarżowane i mało wiarygodne.

Aktorski gwiazdozbiór, który nie świeci pełnym blaskiem



Najnowsze dzieło Rona Howarda bywa więc momentami mocno rozczarowujące, aczkolwiek bardziej adekwatne w tym kontekście byłoby wytknięcie reżyserowi niewykorzystania w pełni potencjału, którym dysponował. A chyba najdobitniej widać to na przykładzie rewelacyjnej - przynajmniej na papierze - obsady. Jude Law od dawna przecież należy do aktorskiej pierwszej ligi. Vanessa Kirby, Ana de Armas i Sydney Sweeney to "gorące" nazwiska na hollywoodzkich listach - aktorki, które zjawiskową urodę łączą z nieprzeciętnym i udowadnianym już na ekranie talentem. Daniel Brühl, z którym zresztą Howard współpracował już przy doskonałym "Wyścigu", to z kolei aktor o ugruntowanej pozycji nie tylko na europejskim, ale i amerykańskim rynku.

Jeszcze przed premierą filmu wydawało się, że w "Edenie" znajdziemy zalążek wielu przyszłych oscarowych nominacji za grę aktorską. Trudno jednak doszukać się tu choćby jednej wybitnej kreacji. Przy czym problem nie tkwi w samych aktorach, a w bardzo schematycznym scenariuszu. Wystarczy spojrzeć na dwie najbardziej fascynujące postaci, które paradoksalnie zostały najgorzej napisane. Ritter to samozwańczy filozof, a w rzeczywistości małostkowy manipulant. Eloise to z kolei odurzająca seksapilem intrygantka bez skrupułów. Tymczasem wcielający się w nich Jude Law i Ana de Armas, choć prezentują chwilami przebłyski wielkości, szarżują bez opamiętania i wypadają mało wiarygodnie. Przede wszystkim dlatego, że przyszło im mierzyć się z niezwykle jednowymiarowymi i przerysowanymi postaciami.



Na przeciwległym biegunie znajdują się natomiast bezbarwni, bo właściwie niemający "czym" grać, Vanessa Kirby i Daniel Brühl (postać Heinza wydaje się szczególnie zmarnotrawiona przez scenarzystę i reżysera). Pewną niespodzianką natomiast jest fakt, że najrówniej z opanowaniem emocji i psychiki swojej bohaterki radzi sobie Sydney Sweeney. Aktorka, o której głośno ostatnio za sprawą reklam dżinsów czy bielizny, ale mająca "papiery" na poważne granie, co udowodniła niegdyś w "Reality". A teraz potwierdziła to w "Edenie".

Film Howarda skupia się na mrocznej ludzkiej naturze, na dążeniu do dominacji i władzy, na paranoicznym wyznaczaniu granic. Jednocześnie to - ale tylko momentami - sprawny surwiwalowy thriller z drobną domieszką czarnej komedii.

Film jedynie poprawny, ale ciekawi do końca



"Eden" to film pozszywany z kontrastów i sprzeczności, a do tego szalenie nierówny pod kątem dramaturgii i wspomnianej gry aktorskiej. Tym większym paradoksem jest fakt, że ogląda się go całkiem... nieźle. Podobnie jak wspomniani Law i de Armas dzieło Howarda ma swoje wielkie momenty, a przede wszystkim - pomimo wielu ewidentnych problemów z tempem i przewidywalnością zwrotów akcji - potrafi trzymać w zaciekawieniu do końca. Zresztą w finałowym kwadransie Ron Howard zaskakująco gładko spina wszystkie wątki w spójne i raczej zadowalające zakończenie.

Nie sposób też nie docenić znakomitej pracy operatorskiej. Zdjęcia ilustrujące nie tylko dzikość przyrody, ale także dzikość ludzkich charakterów i skrywanych za fasadą konwenansów żądz, tworzą chwilami niesamowity, surowy klimat - idealnie współgrający z chłodną analizą postaci. Wizualnym pięknem ekranowej Floreany można się zachwycić, ale jednocześnie można również być przytłoczonym majestatem i bezwzględnością natury. Dzięki temu, przynajmniej na chwilę, odczuwamy dokładnie to, co sami bohaterowie konfrontujący się z wrogimi sobie siłami. Choć tak naprawdę największymi wrogami są oni sami dla siebie.

Nie da się jednak ukryć, że dużo wartości "Eden" zawdzięcza po prostu prawdziwej historii, na podstawie której Howard nakręcił swój najnowszy film. Niektóre decyzje i zachowania bohaterów wydawałaby się nam dziwne, gdyby naprawdę nie miały miejsca. Co więcej, nawet te przejaskrawione postaci i przeszarżowane kreacje aktorskie nabierają większego sensu, gdy po seansie wczytamy się w kulisy "Afery Galapagos" i bliżej przyjrzymy się choćby Ritterowi czy baronessie Eloise. To jednak film Howarda powinien dostarczyć nam dowodów na wiarygodność tej opowieści - zamiast zmuszać widza do poszukiwań na własną rękę. "Eden" miał szansę stać się filmowym rajem dla miłośników kina psychologicznego, ale skończyło się na wielkich obietnicach i jedynie poprawnym widowisku.

5.5/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

7.9
7 ocen

Eden

thriller

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (13)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Rumia

Pruszcz Gdański

Wydarzenia

Sztuka w Centrum. Nowości 2026

32 zł
projekcje filmowe

Etnomatograf. Kino w muzeum

impreza filmowa, projekcje filmowe, spotkanie

Festiwal Kultury Ocalonej

20,50,100 zł
pop, spektakl teatralny, projekcje filmowe