Recenzja filmu "Kraven Łowca": kiepski średniak

Tomasz Zacharczuk
14 grudnia 2024 (artykuł sprzed 1 roku)
Opinie (13)
  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Obdarzony ponadludzkimi umiejętnościami Kraven tropi złoczyńców. Złoczyńcy, korzystający z licznych ulepszaczy, tropią Kravena. Wytropić w tym wszystkim dobrą historię próbują scenarzyści filmu, ale aby tego dokonać, również oni musieliby dysponować supermocami albo cudownym eliksirem. Projekt, który prawdopodobnie zamyka "pajęcze uniwersum" studia Sony, niczym szczególnym w tym nieszczególnym cyklu się nie zapisze. I choć widowisko J.C. Chandora prezentuje się odrobinę lepiej od "Morbiusa" i "Madame Web", a plotki o rzekomo najgorszym filmie tego roku okazały się mocno przesadzone, to na "Kravena Łowcę" polować w kinach raczej nie warto.



Jakiś czas temu producentom ze studia Sony zamarzyło się stworzenie odrębnego kinowego uniwersum poświęconego w głównej mierze adwersarzom słynnego Człowieka-Pająka. Panteon wrogów Spider-Mana jest bowiem dość obszerny, a zdecydowana większość tych postaci nie pasowała do wizji filmowych widowisk Marvela. Zacny był to więc pomysł, za którym poszły ogromne nakłady finansowe i znakomite wybory castingowe. Dziś już można powiedzieć, że jedynym sukcesem Sony na tym polu było namówienie do współpracy takich aktorów, jak Tom Hardy, Jared Leto czy Aaron Taylor-Johnson.



Żadnemu z nich jednak nie udało się sprawić, by o filmach SSU (Sony's Spider-Man Universe) chciało się na dłużej pamiętać. O ile w przypadku trzech części "Venoma" znalazłoby się jeszcze trochę argumentów na obronę tej serii, o tyle "Morbius" i "Madame Web" pogrążyły się całkowicie. A najnowszemu (i wiele wskazuje na to, że ostatniemu) przedsięwzięciu Sony znacznie bliżej jest właśnie do tych dwóch ostatnich tytułów niż do produkcji firmowanych nazwiskiem Hardy'ego. "Kraven Łowca", nawiązując do tematyki filmu, mógł być prawdziwym "kocurem", a okazał się piniatą w kształcie lwa, z której po rozłupaniu wysypują się nie tyle cukierki, co trociny.

Kraven (Aaron Taylor-Johnson) tropi i eliminuje złoczyńców. Jeden z nich rzuci mu jednak poważne wyzwanie i zmusi do skonfrontowania się z przeszłością.

Kraven ma supermoce, ale scenarzyści filmu na pewno nie



Siergiej i Dmitri Kravinoff, dwaj przyrodni bracia, wychowywani są przez apodyktycznego i oschłego Nikołaja (Russell Crowe). Mężczyzna, który dorobił się sporego majątku na nielegalnych interesach, stawia swoim synom ogromne wymagania i nie stosuje wobec nich żadnej taryfy ulgowej. Obaj nastolatkowie mają sobie wbić do głów jedną, kluczową tezę: nadrzędnym drapieżnikiem na ziemi jest człowiek i to on ma władzę absolutną. Na potwierdzenie tych słów Nikołaj zabiera chłopców na polowanie do Afryki. Tam jednak dochodzi do wypadku i Siergiej zostaje poważnie zraniony przez lwa.

Umierającego chłopaka znajduje młodziutka Calypso, która aplikuje mu tajemniczy eliksir, podarowany dziewczynce przez jej babcię, szamankę z lokalnego plemienia. Po jego wypiciu Siergiej nie tylko wraca do świata żywych, ale wkrótce zauważa znaczące zmiany w swoim ciele. Nabiera ogromnej siły, a jego zmysły niesamowicie się wyostrzają. Gdy nastolatek staje się coraz bardziej świadomy swoich nadludzkich umiejętności, ucieka z rodzinnego domu. Po latach - jako Kraven Łowca (Aaron Taylor-Johnson) - poluje na typów spod tak samo ciemnej gwiazdy jak jego ojciec. Tymczasem Nikołaj rozpoczyna wojnę interesów z mężczyzną zwanym Rhino (Alessandro Nivola). Gdy w konflikt wplątany zostaje Dmitri, Siergiej będzie musiał stawić czoła przeszłości i ruszyć na ratunek bratu.

Historia zaproponowana przez Matta Hollowaya i Arta Marcuma wydaje się całkiem spójna i czytelna. Ale to tylko pozory. Bo z opieczętowywaniem wątków i postaci - nawiązując do przedświątecznego okresu, w którym jesteśmy - jest trochę jak pakowaniem prezentów. Można poświęcić temu więcej czasu i zrobić to z gracją. Można również byle jak, owijając podarunek w papier i oklejając go metrami samoprzylepnej taśmy. Scenarzyści "Kravena" stosują tę drugą metodą. Jeśli coś się w fabule zagina i wystaje ponad miarę, trzeba to zakleić kilkoma warstwami taśmy. Trzyma się? Trzyma. Jedziemy dalej. Kolejna scena. Kolejny wątek.

Nie ma tu czasu na pogłębienie czego- i kogokolwiek. Antagonistów tytułowego bohatera mamy w pewnym momencie trzech, a o żadnym nie wiemy właściwie niczego konkretnego. Motywacja każdej z tych postaci pozostaje głównie w sferze domysłów. Logika ekranowych wydarzeń jest równie niezobowiązująca. Do tego stopnia, że czasami o losach Kravena decyduje przypadek albo coś, czego scenarzystom nie chciało się nawet tłumaczyć. A jeśli już takie wytłumaczenie twórcy filmu proponują - jak choćby w przypadku sojuszu dorosłych już Siergieja i Calypso - to trudno dać temu wiarę.

Aaron Taylor-Johnson i Russell Crowe, czyli dwie zupełne definicje aktorstwa w "Kravenie". Dla pierwszego z nich to być może chwilowe pożegnanie z kinem superbohaterskim w świetle przymiarek do roli agenta 007. Dla drugiego - jedna z najgorszych, o ile nie najgorsza rola w karierze.

Sony Spaprano, czyli kolejny film z SSU, który wygląda źle



Nawet gdyby puścić płazem te wszystkie ogromne niedociągnięcia i uproszczenia na poziomie fabuły, to wciąż w "Kravenie" trudno znaleźć powód do dobrej zabawy. Takiej na pewno nie dostarcza warstwa wizualna filmu. To kolejny tytuł ze stajni Sony, który wygląda po prostu kiepsko. Nie ma tu ani jednej sceny, w której efekty specjalne nie raziłyby po oczach! Dynamiczne sekwencje z szarżującymi zwierzętami przypominają kadry z "Jumanji". Filmu sprzed prawie 30 lat. Ekwilibrystyczne popisy Kravena w wielu momentach wyglądają natomiast jak fragmenty "zbugowanej" gry. I to takiej, którą 20 lat temu dorzucali za darmo do numeru "CD-Action".

Niewiele dobrego można też powiedzieć o choreografii w scenach walk. Bo po prostu tej choreografii nie da się dostrzec. Być może operator na pół etatu był zatrudniony na planie w roli statysty, dlatego w trakcie pojedynków jedną ręką naparzał się z Kravenem, a drugą to filmował. Tak przynajmniej to wygląda. W scenie w tureckim klasztorze widać atakującego najemników tytułowego bohatera, a po kilku sekundach Kraven jednego z rywali wyrzuca przez okno. To, co dzieje się w tzw. międzyczasie, można byłoby "odwijać" jak piłkarskie powtórki w systemie VAR. A i tak niczego nie dałoby się zauważyć. Wszystko jak na dłoni widać natomiast w finałowym pojedynku Kravena z jednym z jego wrogów, ale tutaj nie dość, że znów brakuje pomysłu na efektowne starcie, to kolejny raz zawodzą efekty specjalne.

Nielicznymi zaletami "Kravena" są niezłe tempo, niekiedy lekki i ironiczny humor, czasami też pojedyncze sceny akcji. Na minus, i to ogromny, licha fabuła, zbyt duża liczba słabych i niedopracowanych wątków oraz fatalne wręcz efekty specjalne.

Lepiej poczekać na streaming



Tam, gdzie twórcy filmu nie muszą się posiłkować technologią, "Kraven" wygląda jeszcze nie najgorzej. Niezła jest na przykład otwierająca produkcję scena w rosyjskim więzieniu. Plusów można byłoby się również doszukać w pojawiającym się tu i ówdzie humorze (świetna scena w gabinecie z siedzącym z kuszą Kravenem). Czy coś jeszcze można z "Łowcy" wyłowić? Na pewno Aarona Taylora-Johnsona, który imponuje przede wszystkim fizycznym przygotowaniem do roli. Nie sposób odmówić mu także charyzmy, choć często sprawia wrażenie zbyt napuszonego albo zblazowanego. Można to jednak wrzucić w koszta, bo Taylor-Johnson to aktor, który doskonale odnajduje się w kinie akcji, aczkolwiek bardziej w tym spod szyldu "Bullet Train" niż w widowiskach superbohaterskich.

Na przeciwległym biegunie znajdziemy natomiast bełkocącego pseudo-rosyjskim akcentem Russela Crowe'a. Australijczyka widziałem już w niejednym słabym filmie, ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to najgorsza rola w jego karierze. W równie mocne przerysowanie i czasami absurd idzie też Alessandro Nivola, ale jego Rhino ma coś, co sprawia, że nieznośna manieryczność tej postaci jednak nie odrzuca, a w jakiś pokrętny sposób bawi. Wydaje się, że on jeden na planie nie brał wszystkiego na poważnie. I jak się okazało miał rację, bo "Kraven Łowca" ma w sobie tyle z poważnego kina, co Russell Crowe z wykładowcy rusycystyki.

Jeśli to właśnie ten projekt miał być dla studia Sony szalupą ratunkową z tonącego okrętu, to lepiej już chwytać za kapok i skakać za burtę. Nie jest to co prawda tak nużący film jak "Morbius" oraz tak mdły i pogubiony jak "Madame Web", ale wiele brakuje tu nawet do bardzo przecież nierównego poziomu "Venomów". Zamiast więc ruszać na łowy do kina, może lepiej na chwilę się przyczaić i wyczekać moment, w którym "Kraven" pojawi się w streamingu. Podejrzewam, że nastąpi to bardzo szybko.

4/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

7.0
11 ocen

Kraven Łowca (2 opinie)

(2 opinie)
akcja, sci-fi

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (13)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski

20 zł
projekcje filmowe, wystawa

Orły 2026: Roczny przegląd polskiego kina w Gdyni

25 zł
projekcje filmowe

Dom dobry | klub gsf + Spotkanie z Tomaszem Schurcherdtem

25 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe, spotkanie