Recenzja filmu "Materialiści": komedia romantyczna inna niż wszystkie

Tomasz Zacharczuk
14 czerwca 2025 (artykuł sprzed 1 roku)
Opinie (23)
Lucy (Dakota Johnson), choć zajmuje się zawodowo dopasowywaniem par, niespecjalnie wierzy w duchowy aspekt miłości. Jej poglądy zmieniają się, gdy na tym samym przyjęciu poznaje Harry'ego (Pedro Pascal) i spotyka byłego chłopaka - Johna (Chris Evans).

Sympatyczna i atrakcyjna komedia romantyczna pozna widza. Potrafi rozśmieszyć i zarazem rozczulić. Ma w sobie sporo uczuć, choć nie zawsze umie się nimi dzielić. Czasem powie coś banalnego, ale robi to z wdziękiem. Zdarza się jej przynudzać, lecz można z nią na ogół przyjemnie spędzić czas. Ten "matrymonialny" opis "Materialistów" nie jest przypadkowy - wszak główna bohaterka filmu zawodowo swata ludzi. A czy pomiędzy dziełem Celine Song a widzem można mówić o dopasowaniu? Chyba tylko na pojedynczą randkę, która kończy się uśmiechami i podaniem sobie dłoni. Było miło, ale na drugi dzień nikt do siebie dzwonić nie zamierza.





Lucy (Dakota Johnson) pracuje na co dzień w nowojorskiej agencji zajmującej się swataniem par. Jej klienci nie mają ani czasu, ani chęci na spontaniczne randkowanie i powierzanie miłości losowi. Wolą w nią po prostu "zainwestować". Wypełniając formularze i podając konkretne wymagania dotyczące potencjalnej partnerki/potencjalnego partnera, chcą ograniczyć do minimum ryzyko bezowocnych schadzek. Nawet jeśli dążenie do perfekcyjnego "matchingu" wymagałoby od nich coraz większych nakładów finansowych. Czy warto? Według Lucy - tak, bo miłość, jak sama przyznaje, to "czysta matematyka", więc znalezienie odpowiedniego równania jest tylko kwestią czasu. I oczywiście pieniędzy.

Skąd u głównej bohaterki "Materialistów" tyle wyrachowania i cynizmu? Być może to pokłosie własnych nieudanych związków, a może po prostu realizm poparty pragmatyzmem. Jedno jest pewne: dzięki tym chłodnym kalkulacjom Lucy regularnie odnosi sukcesy w pracy. Jako przedsiębiorcza i niezależna singielka uważa, że nie potrzebuje w codziennym życiu męskiego wsparcia. Wszystko jednak może się zmienić za sprawą jednego wieczoru spędzonego na weselu byłej klientki. To właśnie tam Lucy spotyka przystojnego i bogatego Harry'ego (Pedro Pascal) oraz byłego chłopaka, Johna (Chris Evans), który dorabia na imprezie jako kelner.

Kandydat nr 1 to - jak mówi się w branży Lucy - "jednorożec". Facet idealny. Mający wygląd, styl, pieniądze, poczucie humoru i głowę na karku. Kandydatowi nr 2 najbliżej chyba do lekkoducha i niepoprawnego marzyciela, który z braku kasy od lat żyje w obskurnym mieszkaniu ze współlokatorami i bezskutecznie próbuje rozruszać swoją aktorską karierę. Na korzyść pierwszego przemawia niemal wszystko, na konto drugiego wędruje wspólna przeszłość z Lucy i nie do końca wygasłe uczucia tej dwójki względem siebie. Kogo wybierze kobieta? Wpływ na decyzję może mieć niespodziewana sytuacja w jej pracy.

  • Lubię to Lubię to
  • Super Super
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 0

Dobry "feeling" "Materialistów"



Reżyserka "Materialistów" Celine Song kolejny raz miłosne relacje rozrysowuje w formie trójkąta. Już w swoim obsypanym nagrodami i oscarowymi nominacjami debiucie, czyli "Poprzednim życiu", przyglądała się kobiecej (choć nie tylko) uczuciowości rozdartej pomiędzy tym, co jest tu i teraz, a tym, co było tam i kiedyś. W swoim najnowszym projekcie Kanadyjka o koreańskich korzeniach poszła bardziej w stronę filmowego mainstreamu, rezygnując w dużej mierze z subtelności, liryczności i intymności, które były największymi atutami jej poprzedniej produkcji. Nie oznacza to jednak, że Song nie nakręciła komedii romantycznej na własnych zasadach, drwiąc nieco z gatunkowej konwencji i fabularnych prawideł.

Tym, co na pewno reżyserce udało się przenieść bezpośrednio z "Poprzedniego życia" do "Materialistów" jest umiejętność płynnego opowiadania w precyzyjnie regulowanym tempie. Historia Lucy, Harry'ego i Johna ani się specjalnie nie dłuży, ani nie ma się wrażenia, że czegoś w relacjach pomiędzy tą trójką brakuje. To film obdarzony bardzo przyjemnym "feelingiem", co sprawia, że po prostu dobrze spędza się przy nim czas (przynajmniej do połowy seansu - o czym za chwilę) i chce się bliżej poznawać bohaterów. To jednocześnie produkcja ciesząca zarówno oko, jak i ucho. Opatrzona ładnymi, ciepłymi, nastrojowymi kadrami i na ogół niezłymi, a w niektórych scenach wręcz błyskotliwymi i zabawnymi dialogami, które nie zawsze przecież są mocną stroną komedii romantycznych.

Do połowy film Celine Song jest inteligentną i zabawną komedią romantyczną, potem niestety wkrada się coraz więcej przewidywalności i powielania schematów z setek podobnych produkcji. Trudno jednak odmówić "Materialistom" uroku i pozytywnego "vibe'u".

Miłość jak produkt. Film trochę też



Wrażliwość Celine Song, jej nieszablonowe podejście do gatunku i autentyczność wymyślonych przez nią postaci powodują, że do pewnego momentu "Materialiści" zgrabnie i z klasą wymykają się regułom klasycznych "rom-comów". Niestety w drugiej połowie filmu niemal wszystkie podskórnie ukryte wady tego typu produkcji wychodzą na wierzch, mocno psując całościowy efekt. Fabuła robi się miałka, pojawia się coraz więcej tendencyjnych i naiwnych zwrotów akcji, a wykuwane w pocie czoła sylwetki postaci rozsypują się pod naporem nie do końca objaśnionych motywacji, wyborów i decyzji. Robi się trochę jak na nie do końca udanej pierwszej randce - druga osoba sprawia na początku dobre wrażenie, ale po godzinie zaczyna przynudzać i zamiast słuchać, mówi tylko o sobie. I jeszcze nie dorzuca się do rachunku.

Obywa się na szczęście bez ckliwych monologów, przesadnej sztuczności czy idealizowania samych postaci, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że można było z tej opowieści wycisnąć więcej. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wyjściowy koncept, jakim jest diagnozowanie współczesnych 30-latków traktujących miłość jako produkt bez jakichkolwiek fabrycznych wad, a relację z drugą osobą jak biznesową transakcję. Szczególnie widać ten mechanizm w rozmowach Lucy z klientami, którzy pożądane u partnera atrybuty wymieniają niczym cechy towaru zamówionego przed chwilą z internetowego sklepu.



Co ciekawe, początkowo Song tego materializmu kosztem duchowości i romantyzmu nawet specjalnie nie neguje. Ba, stara się rozumieć taką motywację i sposób myślenia. Potem jednak wykładanie tezy uderzającej w "matematykę miłości" staje się już dość toporne i mało subtelne. A przez to również sama opowieść staje się nieznośnie przewidywalna i banalna, choć wciąż trudno odmówić jej wdzięku i gracji. Po tym jednak, co Song pokazała w poprzednim filmie, należało oczekiwać mniej oczywistych wniosków - a jeśli już nie wniosków, to choćby otwartych pytań, na które każdy z nas poszuka odpowiedzi po seansie. Ktoś (Song albo producenci) uparł się jednak, aby postawić w tej historii kropkę. I na dodatek dopisać kompletnie zbędny epilog.

Jeśli "Materialiści" mieli być najgorętszą komedią tego sezonu, to głównie dzieje się tak dzięki świetnie dopasowanej obsadzie. Choć i tak potencjału aktorów nie wykorzystano do końca.

Johnson, Pascal i Evans idealnie "zmatchowani"



"Materialistów" promowano przed premierą hasłem "najgorętsza komedia romantyczna tego lata". Sprytny zabieg, biorąc pod uwagę, że konkurencja na tym polu jest właściwie żadna. Ale na pewno w jednym aspekcie reklamowy slogan znajduje potwierdzenie: Johnson, Evans i Pascal to faktycznie gorące trio podnoszące zdecydowanie temperaturę filmu. Wydaje się, że każde z nich jest aktualnie w dobrym momencie swojej kariery. Ostatnie miesiące u Pascala to z pewnością krzywa wznosząca. Evans nieźle odnajduje się w rzeczywistości "post-marvelowskiej". Johnson natomiast mozolnie, ale sukcesywnie zrywa łatkę "tej od Greya" (nieprzekonanym polecam choćby "Nocą w Nowym Jorku", gdzie stworzyła świetny duet z Seanem Pennem).

Całą trójkę - obdarzoną nie tylko urodą, ale i talentem (również komediowym) - ogląda się naprawdę przyjemnie. Czy to w pojedynczym wydaniu, czy w różnych konfiguracjach, spośród których chyba najlepiej wypada zestawienie Johnson z Evansem. I tu znów pozostaje jedynie się powtórzyć - szkoda, że każda z granych przez to trio postaci (a zwłaszcza jedna z nich) gaśnie w drugiej części filmu i pozostaje już bezbarwną marionetką w rękach Celine Song.

IMAX wkracza do Trójmiasta. Pierwsza taka sala powstanie w Gdyni IMAX wkracza do Trójmiasta. Pierwsza taka sala powstanie w Gdyni

Na szczęście dla reżyserki, całościowej ocenie podlega nie tylko ostatnie 45 minut filmu, ale całe niemal 120, dlatego - pomimo pedantycznej chęci wyprasowania każdego kantu tej historii - "Materialistów" należy uznać za naprawdę sympatyczną, uroczą i jednak po części wyłamującą się schematom komedię romantyczną. Głównie o tym, że nie da się zaprogramować sobie perfekcyjnego partnera, nie da się ze sobą idealnie "zmatchować" i nie da się później, będąc razem, nie przeżywać wspólnie kryzysów i dołków. Przyjemna i pokrzepiająca filmowa rzecz zarówno dla tych, którzy szukając relacji z drugą osobą boją się niepowodzeń i błędów, jak i dla tych, którzy na tym polu zanotowali już niejedną porażkę.

6/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

7.6
16 ocen

Materialiści (3 opinie)

(3 opinie)
komedia romantyczna

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (23)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Rumia

Pruszcz Gdański

Wydarzenia

Hans Memling. Ultimum Iudicium. Lech Majewski

25 zł
projekcje filmowe, wystawa

Sztuka w Centrum. Nowości 2026

32 zł
projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym - Maj 2026

25 zł
projekcje filmowe