Recenzja filmu "Nosferatu". Wypad z wampirem
Recenzja filmu "Nosferatu". Jak wyglądałby wieczór poezji Edgara Allana Poe połączony z wystawą malarskich dzieł niemieckich ekspresjonistów i pokazem blackmetalowych teledysków? Ten przesączony surowym mrokiem koncept zwizualizował właśnie w swoim najnowszym filmie Robert Eggers. Twórca "Lighthouse" i "Wikinga", czerpiąc garściami z gotyckiej estetyki i karpackiego folkloru, brawurowo odświeżył klasykę wampirzego kina. Jego "Nosferatu" hipnotyzuje obrazem i osacza widza dusznym klimatem, choć podobnie jak tytułowemu bohaterowi doskwiera głód pożądania, tak widzowi może doskwierać podczas seansu głód emocji. Jest dobrze, ale do wybitności trochę zabrakło.
- "Nosferatu" - wywiad z wampirem. Nowy film Roberta Eggersa
- Robert Eggers - specjalista od filmów z klimatem
- Nosferatu znów ożywa na ekranie
- Nosferatu wysysa krew, Eggers wysysa emocje
- "Nosferatu" - film, który można oprawić w ramy
- Bill Skarsgard jako Orlok budzi grozę, wyglądem i głosem
- "Nosferatu": wizualna uczta, którą warto celebrować w kinie
KINO Co w kinie? Sprawdź aktualny repertuar
"Nosferatu" - wywiad z wampirem. Nowy film Roberta Eggersa
I trudno tak wielu pochlebnym opiniom na jego temat się dziwić, skoro na każdym z dotychczasowych filmów - "Czarownicy. Bajce ludowej z Nowej Anglii", "Lighthouse" i "Wikingu" - amerykański reżyser stawiał wyraźny autorski stempel.
Robert Eggers - specjalista od filmów z klimatem
Styl Eggersa polega nie tylko na sprawnym uwspółcześnianiu ludowych wierzeń, z których czerpie największą inspirację, ale również na bezkompromisowym drążeniu ludzkich lęków i pragnień, co sprawia, że jego filmy zawsze mają mocny psychologiczny podtekst.
Kto wie jednak, czy tym, czym najbardziej zaskarbił sobie uznanie widzów, nie jest jego niebywały inscenizacyjny talent i obsesyjna wręcz dbałość o perfekcjonizm każdego kadru. Nie ma przypadku w tym, że każdą z jego produkcji można nazwać małym dziełem sztuki audiowizualnej.
Nosferatu znów ożywa na ekranie
Biorąc pod uwagę zamiłowanie Amerykanina do kręcenia surowych w treści, a zarazem "dostojnych" w formie horrorów, wydawało się, że opowieść o jednym z najsłynniejszych ekranowych wampirów jest wręcz wymarzonym materiałem dla Eggersa. Nawet pomimo tego, że do tej pory stawiał on raczej na własne pomysły.
Do nakręcenia nowej wersji "Nosferatu" reżyser zabierał się już kilka lat temu, ale odłożył plany na półkę, bo potrzebował więcej czasu do zmierzenia się z absolutną klasyką. Klasyką z ponad 100-letnią historią, bo "Nosferatu - symfonię grozy", a więc jedno z arcydzieł niemej kinematografii, nakręcono w 1922 r.
Autor jednego z najważniejszych tytułów w niemieckim ekspresjonizmie, Friedrich Wilhelm Murnau, nie zdobył praw do zekranizowania napisanego przez Brama Stokera "Drakuli", dlatego postanowił zmodyfikować literacki pierwowzór, poprzestawiać pewne akcenty, zmienić imiona głównych bohaterów, a niektóre poboczne postaci w ogóle usunąć. I choć finalnie nie obyło się bez konsekwencji prawnych, to dzieło Murnaua, podobnie jak remake Wernera Herzoga z 1979 r., na stałe wpisało się w historię kinematografii i zdobyło rzeszę fanów.
Jak na tle poprzedników wypada teraz Eggers? Czy nakręcił lepszą lub gorszą wersję "Nosferatu"? Odpowiem najbardziej dyplomatycznie i banalnie zarazem: nakręcił inną. A czy mógł to zrobić lepiej? Tu odpowiedź będzie już bardziej jednoznaczna: zdecydowanie tak.
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Nosferatu wysysa krew, Eggers wysysa emocje
Wspomniany autorski stempel Eggersa oczywiście widnieje na "Nosferatu", ale na poziomie scenariusza amerykański reżyser nie zdecydował się na znaczące odstępstwa od oryginału. Poza mocniejszym zaakcentowaniem postaci Ellen (Lily-Rose Depp) - wszak to właśnie wokół niej orbituje cała fabuła filmu. We wczesnej młodości kobietę regularnie nawiedza w koszmarach posępna kreatura, która choć wzbudza w dziewczynie lęk, to jednocześnie wywołuje pewien rodzaj erotycznej fascynacji. Kilka lat później, gdy Ellen mieszka w Wisburgu u boku męża, Thomasa Huttera (Nicholas Hoult), mroczne wizje powracają i są jeszcze intensywniejsze.
Zbiega się to w czasie ze służbowym wyjazdem Thomasa do Transylwanii w celu sprzedaży jednej z nieruchomości hrabiemu Orlokowi (Bill Skarsgard). W rzeczywistości transakcja jest pułapką zastawioną przez Orloka/Nosferatu - ponad 400-letniego wampira, który chce wyeliminować Huttera i umożliwić sobie dotarcie do Ellen. Tym razem już nie we śnie, a na jawie, co przyniesie opłakane skutki dla wszystkich mieszkańców niewielkiego miasteczka, które nie jest gotowe, by stawić czoła nieumarłemu potworowi.
Fabuła, pomimo że i tak jest prosta oraz klarowna, posiada dość dużo niepotrzebnych uproszczeń, a co gorsze - także dziur logicznych. Trudno również doszukać się w niej spektakularnych zwrotów akcji, które mogłyby nieco zdynamizować powolne tempo opowieści. Eggers, choć pięknie wszystko inscenizuje, zapomina trochę o dramaturgii, której nie da się też wyczuć w ostatnim kluczowym kwadransie. Kumulowane stopniowo napięcie nie znajduje odpowiedniego ujścia, a przecież w każdym ze swoich poprzednich filmów reżyser potrafił widzem zatrząść. Tych emocji w "Nosferatu" brakuje, zaś finałowe rozwiązania zamiast wbijać w fotel, wywołują jedynie wzruszenie ramion.
"Nosferatu" - film, który można oprawić w ramy
Eggers w swoim najnowszym filmie bywa długimi fragmentami jedynie poprawnym narratorem, ale od początku do końca jest wybitnym wręcz kreatorem. Wymyślony przez niego świat - spowity ekspresjonistycznym cieniem, oblepiony gęstym klimatem i zainfekowany szpetotą i zepsuciem - robi piorunujące wrażenie. I nie chodzi już nawet o doskonałe odwzorowanie XIX-wiecznych realiów za pomocą znakomitych kostiumów, scenografii i charakteryzacji (trzy absolutnie zasłużone nominacje do Oscarów). Każdy kadr skrywa mrok - czasami posępny, nieraz szlachetny, niekiedy brutalny. "Nosferatu" jest jak black-metal w wersji symfonicznej. Jak wizualizacje ponurych wersów Edgara Allana Poe. Jak "Drakula" Coppoli bez filtra i cienia romantyzmu.
Mnóstwo w "Nosferatu" jest za to gotyckiej stylistyki. I o ile u Tima Burtona, który także się w niej lubuje, podawana jest ona jak kawa z mlekiem, cukrem i ciasteczkiem do zestawu, o tyle u Eggersa ten gotycki sznyt smakuje jak czarny, niesłodzony "szatan" - gorzki jak cholera, za to intensywny i aromatyczny z mocno wyczuwalną nutką transylwańskiego folkloru.
Szkoda jedynie, że jest go tak mało i w zamku Orloka nie spędzamy jednak nieco więcej czasu. Tym bardziej że to właśnie w upiornym gmaszysku operatorską maestrią (głównie poprzez kapitalną grę światłem i cieniem) popisuje się stały współpracownik Eggersa, czyli Jarin Blaschke (kolejna trafiona oscarowa nominacja). Znów więc - jak to już bywało wcześniej u tego reżysera - można robić stopklatki, wsadzać je w ramy i wieszać na ścianie. "Nosferatu" jest piękny w swojej brzydocie.
Bill Skarsgard jako Orlok budzi grozę, wyglądem i głosem
A jaki jest w tytułowej roli specjalista od karkołomnych aktorskich transformacji, czyli Bill Skarsgard? Określenie "piękny" raczej nie pasuje do postaci ze szkaradną i gnijącą twarzą, upiornym wąsiskiem, spiczastym nosem i posępną posturą. Orlok w niczym nie przypomina wymuskanych wampirów z amerykańskich "teen-movie". Nie jest też kolejną wersją arystokratycznego Drakuli w niezapomnianym wydaniu Gary'ego Oldmana. Trudno tu również dostrzec pokraczne stwory wykreowane w poprzednich filmach o Nosferatu przez Maxa Schrecka czy Klausa Kinskiego. To antypatyczna do szpiku kości, odrażająca i przyprawiająca o dreszcze kreatura, ale wciąż o ludzkich rysach, co samo w sobie jest podwójnie przerażające.
Skarsgard, znów - podobnie jak miało to miejsce przy postaci Pennywise'a - pokryty toną charakteryzacji, gra oszczędnie. Równie oszczędnie jest przez twórców "Nosferatu" pokazywany. Jak choćby w scenie pierwszego spotkania z Thomasem, gdy operator tak ustawia kamerę i światło, by tylko zasygnalizować nam obecność Orloka i podsycić tym samym naszą fascynację tą postacią, a jednocześnie konsekwentnie budować grozę. A można ją poczuć na całym ciele wraz z pierwszymi wypowiadanymi przez Nosferatu słowami. Skarsgard przez kilkanaście tygodni uczył się obniżać barwę głosu, pracując z jedną z islandzkich śpiewaczek operowych. Opracował też specjalny system ćwiczeń oddechowych i relaksacyjnych służących poprawianiu techniki głosowej. Efekt jest rewelacyjny.
Mówiący w bardzo niskiej tonacji, przeciągający sylaby i twardo akcentujący angielskie zdania Skarsgard brzmi przerażająco. Jakby wpadał w pewnego rodzaju trans. Aczkolwiek największe wrażenie robi za pierwszym razem. Gdy z głosem w końcu się nieco oswoimy, może on nas w drugiej części filmu już irytować, a nawet śmieszyć. Nie zmienia to jednak faktu, że Orlok szturmem wkroczył do panteonu najbardziej odstręczających filmowych postaci. Mam jednak nieodparte wrażenie, że jest go w filmie mimo wszystko za mało.
"Nosferatu": wizualna uczta, którą warto celebrować w kinie
Na przeciwległym biegunie jest natomiast grająca Ellen Lily-Rose Depp. Tak jak wspomniałem, to wokół niej Eggers buduje narrację. Młoda aktorka ma więc do zagrania całkiem sporo, choć trzeba otwarcie przyznać, że jest to rola dość jednowymiarowa. Przez 90 proc. ekranowego czasu Depp jest albo przerażona, albo co najmniej zaniepokojona. Nic dziwnego, że w głównej mierze operuje krzykiem albo wielce sugestywnym spojrzeniem pełnym trwogi i rozpaczy. I z tych aktorskich obowiązków wywiązuje się bez zarzutu, a do tego jej uroda idealnie kontrastuje ze szpetotą Orloka. Piękna i bestia w wersji Eggersa.
Czy można było i należało od młodziutkiej Depp oczekiwać więcej? Raczej nie. Za to więcej można było sobie obiecywać po drugoplanowych kreacjach Aarona Taylora-Johnsona i Willema Dafoe. Pierwszy z nich miota się w mdłej postaci Hardinga, drugi z ekscentrycznego i zbzikowanego naukowca von Franza i tak wyciąga maksa, choć nie jest to szczyt jego możliwości. Poprawnie prezentuje się Nicholas Hoult, który po "The Order" i "Przysięgłym nr 2" udowadnia, że wciąż jest w formie. A niedługo przecież zaliczy u widzów kolejny test, wcielając się w nowym "Supermanie" w postać Lexa Luthora.
Testu z reinterpretacji filmowej klasyki nie oblał z pewnością Robert Eggers, który dla swojego "Nosferatu" znalazł nową przestrzeń we współczesnym kinie i być może nowych fanów. Kolejny raz swoją artystyczną wizją potrafił zahipnotyzować, aczkolwiek w kreowaniu tego fascynująco mrocznego świata zapomniał trochę o wykreowaniu emocji i w pełni angażującej historii. Jego najnowszy film to triumf realizacyjnego kunsztu i wizualna uczta, do której warto zasiąść przed wielkim ekranem. Youuu wooon't rrregrrret it! (czytane głosem Orloka).
Film
Opinie wybrane
-
2025-02-23 00:56
Bardzo dobrze nakręcony nijaki film.
Reżyseria, efekty, kostiumy, kamera, muzyka, nawet sumie gra aktorska - wszystko super.
Tylko - jak zwykle w obecnych czasach - scenariusz słaby.- 10 1
-
2025-02-22 11:35
Rozczarowanie roku
Dla mnie to rozczarowanie roku, chociaż mamy dopiero luty. Być może dlatego, że tak bardzo na niego czekałem i że jestem fanem Eggersa (od The Witch, przez Latarnika do Wikinga). Ten remake jest kompletnie niepotrzebny i pusty jak wydmuszka. Eggers kompletnie nic nie wniósł do tej historii, czego nie było u Herzoga i Murnau'a. Dramaturgia leży,
Dla mnie to rozczarowanie roku, chociaż mamy dopiero luty. Być może dlatego, że tak bardzo na niego czekałem i że jestem fanem Eggersa (od The Witch, przez Latarnika do Wikinga). Ten remake jest kompletnie niepotrzebny i pusty jak wydmuszka. Eggers kompletnie nic nie wniósł do tej historii, czego nie było u Herzoga i Murnau'a. Dramaturgia leży, emfaza p. Depp nie do zniesienia. Tylko pojawienie się na ekranie Dafoe poprawia sytuację, niestety na krótko. Dla mnie ten film to porażka i jakiś dziwny kaprys Eggersa, który uwierzył, że może zmierzyć się z każdą legendą horroru. Mam nadzieję, że to jednorazowy powiew megalomanii i już kolejnym filmem (o wilkołakach!) wróci na swoje tory.
- 17 5
-
2025-02-22 11:20
FIlm dobry.
Ale jaki to gatunek to nie wiem jakiś lekki horror ? Córka Deepa i Paradis fajnie gra, myślę że jest mocno utalentowana bo to już któryś raz ja widzę na ekranie i obiecująco to wygląda.
- 4 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
