Recenzja filmu "Śnieżka". Disneyowskie roztopy
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami i pewnie jeszcze za siedmioma rzekami i siedmioma morzami nie znalazłoby się filmu wzbudzającego przed premierą takie kontrowersje, jak aktorska wersja jednej z najsłynniejszych disneyowskich animacji. Tymczasem "Śnieżka" Marca Webba niewiele ma wspólnego zarówno z wieszczoną przez wielu katastrofą, ale niestety również z w pełni udaną produkcją. Właściwie to tylko odrobinę podrasowana interpretacja baśniowej klasyki, którą szybko można się znudzić i w której więcej się o magii słyszy, niż w rzeczywistości się ją czuje. U Disneya więc po staremu - odgrzewane kotlety wciąż są bez smaku.
Gorąco wokół "Śnieżki" było i wciąż jest
Nie zaryzykuję chyba zbyt dużo stwierdzeniem, że znacznie ciekawszym filmem od najnowszej "Śnieżki" byłoby pewnego rodzaju "making off" disneyowskiej produkcji, w której pokazano by wszystkie kontrowersje i perturbacje towarzyszące temu projektowi od jego samego początku. Zaczęło się bowiem od zmasowanych ataków na odtwórczynię głównej roli - tylko dlatego, że odcień jej skóry jest śniady i odbiegający tym samym od dotychczasowych wyobrażeń na temat słynnej księżniczki. Mieliśmy więc powtórkę z historii, jaką przerabialiśmy już przy okazji premiery aktorskiej "Małej syrenki".
Następnie swój sprzeciw wobec stereotypowego obsadzania ich w roli krasnoludków wyrazili niskorośli aktorzy. Gdy Disney z tej koncepcji się wycofał i wpadł na (absurdalny skądinąd) pomysł, by siedmiu kompanów Śnieżki zastąpić siedmioma "istotami leśnymi" (o różnych kolorach skóry, różnym wzroście i różnej płci), pojawiły się (nie do końca bezzasadne) zarzuty o nadmierną ingerencję w oryginalną treść bajki i przesadzoną poprawność. Producenci wrócili więc do wersji z krasnoludkami - tyle że wygenerowanymi komputerowo. I wówczas kolejny protest znów zgłosili niskorośli aktorzy - tym razem oskarżający studio o to, że CGI zabiera im pracę, a technologia wypiera człowieka.
Ciąg dalszy zamieszania wywołały słowa grającej Śnieżkę Rachel Zegler, która w jednym z wywiadów przyznała, że jej bohaterka nie zamierza wyręczać się księciem na białym koniu i nie będzie marzyć o prawdziwej miłości. Wielu widzów zaczęło się wówczas zastanawiać nad tym, jak właściwie film Marca Webba będzie wyglądał i o czym ma opowiadać. Jednoznacznej wizji nie miała najwyraźniej także wytwórnia, która po fatalnie ocenionych pokazach testowych filmu, panicznie zaczęła zlecać szereg dokrętek i przeróbek. "Śnieżkę", której pierwotna premiera planowana była niemal równo rok temu, w kinach zobaczyliśmy więc dopiero teraz.
Nie było jednak z tego powodu hucznej celebracji, gdyż Disney - chcąc wystudzić gorący klimat wokół filmu (kolejna niezrozumiała i niekonsekwentna decyzja studia) - zrezygnował z oficjalnej premiery. Wpływ na to miał podobno także konflikt pomiędzy Zegler a Gal Gadot. Pierwsza z aktorek otwarcie stawała w obronie Palestyny, druga - pochodząca z Izraela - wielokrotnie publicznie popierała działania rodaków. Nie dość więc, że na zewnątrz projektu Marca Webba dominowały wrogie nastroje i uprzedzenia, to jeszcze wewnątrz zrobiło się niezbyt przyjemnie.
Czy w świetle tych wszystkich mniej lub bardziej bzdurnych afer i oskarżeń nowy film Disneya mógł w ogóle się udać? Szanse na to były mizerne, a dziś - w momencie jego premiery - należy stwierdzić, że to przedsięwzięcie bez większych perspektyw na komercyjny i artystyczny sukces. I to wcale nie z powodu zarzutów - czasami bezrefleksyjnie powtarzanych i bezpodstawnie wysuwanych przez ogrom osób, które filmu nawet nie miały zamiaru obejrzeć. Aktorska "Śnieżka" nie broni się po prostu filmowo. To nudnawe, wtórne, generyczne, magiczne tylko w pojedynczych podrygach i bardzo nierówne pod kątem aktorskim i realizacyjnym kino, które nie stawia ani na postęp, ani na hołdowanie klasyce.
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Powodów do obaw raczej nie ma...
Jeszcze przed tym, jak film Marca Webba ujrzał światło dzienne, w sieci pojawiały się przeróżne teorie dotyczące rzekomego naginania fabuły i charakterystyki postaci oraz tego, jak to twórcy nowej wersji chcą postawić na głowie klasyczną opowieść. Nie ma tymczasem powodów, by obawiać się nowej "Śnieżki", bo w ogólnym zarysie jest to dość wierna kopia słynnej animacji z 1937 roku. Mamy więc niemal wszystkie elementy tamtej historii: konflikt zazdrosnej macochy z jej dobroduszną pasierbicą, motyw lustereczka i krasnoludków (bez ingerencji w ich wygląd czy imiona), postać łowcy okazującego królewnie litość, podstępną wiedźmę i jej zatrute jabłko oraz pocałunek ukochanego przywracający Śnieżkę do życia.
Oczywiście doskonale znanej historii twórcy nadali trochę współczesnego sznytu. Obecność w gronie scenarzystów Grety Gerwig (autorki "Barbie") mogło sugerować, że przede wszystkim Disney chce trochę "usamodzielnić" główną bohaterkę i sprawić, by nie była ona jedynie nadwornym popychadłem Złej Królowej ani gosposią na pół etatu u krasnoludków. Nowa Śnieżka chce i potrafi działać - otwarcie buntuje się przyszywanej matce, stając w obronie uciskanych poddanych, i wcale nie zamierza usługiwać swoim małym towarzyszom, których pragnie nauczyć współpracy i większej odpowiedzialności. Tytułowa bohaterka ma też nadrzędny cel - wyswobodzić królestwo z rąk wrednej macochy i przywrócić obywatelom dobrobyt.
Z grubsza więc scenarzystom udało się zwiększyć "sprawczość" Śnieżki, ale nie jest ona taką Zosią-Samosią, jak mogłyby to sugerować wspomniane już słowa Rachel Zegler. Twórcy filmu nie zrezygnowali choćby z wątku miłosnego, aczkolwiek faktycznie u Webba nie ma księcia na białym koniu. Jest za to Jonatan - herszt leśnej bandy łupiącej bogatych i wypowiadającej posłuszeństwo królowej. Postać zdecydowanie ciekawsza niż pojawiający się znikąd i całujący obcą kobietę królewicz. Uciekająca do lasu Śnieżka ma dużo czasu, by poznać bliżej swojego przyszłego wybawiciela, a i w rodzące się w ten sposób pomiędzy obojgiem bohaterów uczucie jakoś łatwiej uwierzyć widzowi. Słynny pocałunek wydaje się wówczas bardziej przekonujący i wiarygodny.
...ale powodów do zachwytu na pewno też nie
Na poziomie scenariusza, zapewne wielokrotnie przepisywanego, o dziwo wszystko układa się we względnie spójną całość. Tyle że kompletnie nie czuć tego na ekranie. Film Marca Webba nie generuje bowiem większych emocji, właściwie jest pozbawiony jakiejkolwiek dramaturgii i stawki, ma wyraźne problemy z tempem, przez co bywa nużący i powtarzalny. Rzadko kiedy spełnia obietnicę przygody i dobrej zabawy, której nie zapewniają również dość mdłe piosenki - nie zapadające w pamięć ani tekstem, ani melodią (choć na ich jakość wokalną w polskim dubbingu nie ma co narzekać). Nie licząc oczywiście odświeżonych klasyków, które łatwo odróżnić od nowych kompozycji na potrzeby filmu.
Poświęcenie tak dużej uwagi Śnieżce skutkuje tym, że niewiele miejsca dla siebie zagarniają pozostałe postaci. Kompani Jonatana wyglądają jak kilkuosobowa, bezkształtna masa wypełniająca jedynie dalsze tło. Złej Królowej jest jak na lekarstwo, a krasnoludki... cóż, delikatnie mówiąc, rozczarowują. I nie chodzi już nawet o to, że nie mają większego udziału w fabule, nie wprowadzają aż tyle humoru, jakiego można było się spodziewać i - z wyjątkiem Gapcia - nie mają do opowiedzenia własnej historii. One przede wszystkim nie wyglądają dobrze. Nie są to może szkaradne stwory spod cyfrowego "dłuta", ale ich komputerowy wygląd pozostawia bardzo dużo do życzenia. Najmłodsi widzowie zapewne na takie szczegóły nie zwrócą uwagi i przyklasną na widok krasnoludków, ale starszym doskwierać będzie sztuczność i pokraczność postaci oraz ich przepełniona emocjonalną pustką mimika.
Znacznie lepsze zastosowanie CGI można dostrzec w wyglądzie i dynamice leśnych zwierzątek, choć jest to jednocześnie kolejny dowód na niekonsekwencję Disneya. W swoich poprzednich aktorskich projektach studio stawiało na duży realizm. Tymczasem w "Śnieżce" mieszkańcy lasu bardziej niż sfotografowane zwierzęta przypominają postaci z animowanej bajki. Nie jest to bynajmniej zarzut, bo dzięki temu zabiegowi czuć w filmie Webba powiew magii, a i same zwierzęta wyglądają naprawdę uroczo. Coraz trudniej się jednak połapać w strategii wytwórni, która wydaje się, że już sama nie wie, czego chce.
"Śnieżka" roztopi się zaraz po seansie
"Śnieżka" jest filmem niespełnionym i nierównym. Również pod kątem aktorskim. Nie zamierzam nawet wchodzić w polemikę dotyczącą karnacji tytułowej bohaterki. Szczerze mówiąc, kolor skóry mającej polsko-latynoskie korzenie Rachel Zegler w ogóle nie zwrócił mojej uwagi. Trudno natomiast nie dostrzec, że młoda, ale mająca już pokaźne filmowe CV gwiazda niespecjalnie rozwija swój talent i coraz trudniej jest jej pozbyć się etykietki jednowymiarowej i niestety przeciętnej aktorki.
Owszem, w jej kreacji jest mnóstwo dziewczęcego wdzięku, zwiewności, niewinności i gracji. Widać to przede wszystkim w dynamicznych scenach, w których Zegler śpiewa i pląsa (bo trudno w filmie cokolwiek nazwać zgraną choreografią). W statycznych ujęciach po prostu nie przekonuje i operuje bardzo ubogą mimiką. Podobnie jak wcielająca się w Złą Królową Gal Gadot, aczkolwiek w tym przypadku niewiele miejsca na odstępstwa od stereotypowego wizerunku jej postaci zostawili aktorce scenarzyści. Nie ocenię umiejętności wokalnych obu pań, bo "Śnieżkę" oglądałem w polskim dubbingu. Dodam tylko, że Katarzyna Sawczuk (Śnieżka) i Julia Kijowska (Zła Królowa) świetnie poradziły sobie zarówno z mówionymi, jak i śpiewanymi kwestiami. Dużo dubbingowej jakości (m.in. Ralph Kamiński, Marcin Daniec, Mateusz Damięcki, Cezary Pazura) słychać w ekipie krasnali, ale - i tu znów się powtórzę - nie mają oni niestety ani nic ciekawego, ani nic śmiesznego do powiedzenia.
Nie widzę sensu w porównywaniu nowej "Śnieżki" z klasyczną, animowaną wersją sprzed prawie stu lat. Znacznie lepszym materiałem podglądowym dla filmu Webba są wcześniejsze aktorskie projekty Disneya lub ewentualnie plasujące się w podobnej stylistyce "Wicked". Ale nie są to porównania korzystne dla "Śnieżki". Na tle poprzednich filmów wytwórni jej najnowsze dzieło wypada co najwyżej przeciętnie, natomiast w zestawieniu z musicalem z Arianą Grande i Cynthią Erivo po prostu bardzo słabo. Jeżeli już Disney narobił tyle zamieszania, to należało pójść nie pół kroku, nie krok, a dziesięć kroków dalej i zrobić coś naprawdę progresywnego. Przynajmniej wówczas ten wielki zgiełk wokół filmu miałby sens, bo wygląda na to, że było to wiele hałasu o nic. "Śnieżka" roztopi się w naszej pamięci zaraz po wyjściu z kina.
Film
Opinie wybrane
-
2025-03-22 08:51
Następnie swój sprzeciw wobec stereotypowego obsadzania ich w roli krasnoludków wyrazili niskorośli aktorzy. (1)
Super. Ludzie, to się dzieje na naszych oczach.
Czekam na sprzeciw przeciwko wykorzystywaniu roślin, natury, no i oczywiście samych królewien, przeciw wykorzystywaniu ich tytułu- 69 4
-
2025-03-22 15:24
Czekam na beżowego obsadzonego w roli tarzana który nachukuje się z kuzynami u u uuuu
- 7 1
-
2025-03-22 13:37
(1)
A teraz kogo obwinia za klapę?? Warner bros po jokerze 2 zaczal obwinia mężczyzn za ich marny efekt, a tu? Może kobiety? Żeby chociaż odrobinę tej równości było.
- 33 1
-
2025-03-22 14:09
Jak to kogo: bialych Chrzescijan. Jak zwykle. Ale tam teraz jesy taki kociol po "efekcie Trumpa", ze nawet nie beda sie wypowiadac, bo nie wiedza nawet gdzie maja d. Ta cala piramida sie rozpada. A to znow tylko poczatek, przeciez wczoraj Trump rozwalil ich ministerstwo propagandy aka Ministerstwo Edukacji. Wszystko sypie.
- 18 4
-
2025-03-22 08:41
Posłuchajcie sobie wywiadów z główną aktorką (5)
Ona wręcz pała nienawiścią do tradycji Disneyowskich i białych ludzi. Chciałbym zapytać kto o zdrowych zmysłach na to pozwala, ale byłoby to naiwne. Pytanie powinno brzmieć, kto za tym stoi, kto jest właścicielem Disneya i do czego dokładnie dąży
- 122 1
-
2025-03-27 10:08
ona jest pół Polką i słusznie gani Izrael
za ludobójstwo
- 1 0
-
2025-03-22 12:20
Kto o zdrowych zmysłach pyta aktora/ aktorkę (1)
o poglądy, czyta czy słucha, chce wniosku wyciągać?
Nie podsycajmy podaży bzdetów swoim odbiorem. Aktorzy/ aktorki są od grania a nie mówienia nam, co sądzą.- 15 6
-
2025-03-22 13:41
Z tego też względu przestaliśmy chodzić na Openera
wystarczy politycznej propagandy w internecie i TV aby jeszcze na koncercie słychać że planeta nam się pali
- 23 3
-
2025-03-22 10:58
(1)
Przecież jest napisane, że jest pół-Polką.
- 1 16
-
2025-03-22 12:18
A ty najwyraźniej "ćwierćmuzgiem".
- 13 3
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
