Recenzja nowych "Listów do M.". Dawno nie było tak dobrze
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Recenzja "Listy do M. Pożegnania i powroty" - jaka jest nowa część? "Listów do M." powstało już tyle, że można nimi zastawić pół wigilijnego stołu. Szósta, najnowsza odsłona niezwykle popularnego w naszym kraju świątecznego cyklu formą i treścią nie odbiega zbytnio od tego, co widzieliśmy w poprzednich częściach. Tym razem jednak charakterystyczne dla tych filmów wady przeszkadzają jakby mniej, okazji do śmiechu jest więcej, a nawet lokowanie produktów nie rzuca się tak bardzo w oczy. Może to bożonarodzeniowy cud w listopadzie, a może za mocno udzieliła mi się magia ekranowych świąt, ale uważam, że "Pożegnania i powroty" to najlepsze wydanie "Listów do M." od wielu lat.
- "Listy do M. Pożegnania i powroty": pierwsze zaskoczenie od lat
- Recenzja nowych "Listów do M.": ta sama kolęda, ale w nieco innej aranżacji
- Szósta część "Listów do M.": co się zmieniło?
- Nowe "Listy do M.": przepis bez zmian - ma być zabawnie i wzruszająco
- Nowe "Listy do M." to całkiem miły prezent
Wigilia firmowa w Trójmieście - oferty najlepszych restauracji
"Listy do M. Pożegnania i powroty": pierwsze zaskoczenie od lat
I dokładnie tymi samymi słowami można było skomentować każdy kolejny raz, w którym twórcy filmów spod tego szyldu powtarzali do znudzenia te same schematy i zagrywki. Karolak miotający się panicznie po ekranie jak oczekujący na "egzekucję" karp w wannie - jak zawsze. Częściej wrzeszczący na siebie niż rozmawiający ze sobą Adamczyk i Dygant - jak zawsze. Ponury i zmarkotniały bardziej od samego Scrooge'a Malajkat - jak zawsze. Nachalne reklamy biżuterii, czekoladek czy galerii handlowych - jak zawsze. Bezmyślne mnożenie wątków w myśl zasady "ilość a nie jakość", komercjalizowanie świat i opakowywanie ich sztucznością, posługiwanie się stereotypami i zdziecinniałym humorem - jak zawsze.
I to "jak zawsze" również nieraz zadudni w głowie podczas seansu "Pożegnań i powrotów". I o ile w moim przypadku wybrzmiewało ono zazwyczaj z dużą dozą ironii, a nawet czasami złości, o tyle teraz - jak wspomniana Amelka - potrafiłem użyć tych słów z większym spokojem, wzruszając jednocześnie ramionami.
Bo w szóstych "Listach do M." znacznie łatwiej jest przetrawić słabe momenty, gdy tych dobrych jest tak nadspodziewanie sporo. Co więc w tej serii zmieniło się nagle na lepsze? Paradoksalnie nie tak dużo, ale - choć może nie będzie to określenie w świątecznym tonie - diabeł tkwi właśnie w szczegółach.
Recenzja nowych "Listów do M.": ta sama kolęda, ale w nieco innej aranżacji
Do wigilijnej wieczerzy zostało kilka godzin. Karina i Szczepan tym razem mają wszystko perfekcyjnie przygotowane na czas. Wraz z córką mogą więc w spokoju czekać na kolację, słuchając kolęd. Oprócz bożonarodzeniowych pieśni da się jednak usłyszeć jeszcze jeden, znacznie bardziej niepokojący i złowrogi odgłos zza kuchennej ściany, który zwiastuje nadchodzącą katastrofę. Gdy woda z pękniętej rury zalewa w końcu mieszkanie, pozostaje już jedyne wyjście - telefon do przyjaciela Lucka (Janusz Chabior).
Mel (Tomasz Karolak), który prowadzi teraz firmę zapewniającą obsługę świątecznych jarmarków i mikołajowych atrakcji dla najmłodszych, zmaga się z niesfornymi pracownikami. Trójka z nich bowiem zamiast pracować, regularnie się "dezynfekuje", a czwarty (znany z serialu "1670" Kirył Pietruczuk) idzie w ślady swojego szefa sprzed lat, uciekając po rynnach przed mężami swoich kochanek. A przy okazji uciekając też przed odpowiedzialnością, bo jego partnerka (ekspartnerka?) jest już przecież w zaawansowanej ciąży.
Jest jeszcze Wojciech (Wojciech Malajkat), który po zagranicznej wizycie u córki wraca do kraju, by spędzić kolejne święta w samotności. Tym razem jednak mężczyzna ma konkretny plan działania, którego nie chce zmienić nawet pod wpływem poznanej w samolocie singielki Ewy (Magdalena Walach). Swój plan polegający na dotarciu do bliskich na czas ma również Mikołaj (Maciej Stuhr), ale spotykając nieustannie na swojej drodze bliższych i dalszych znajomych, coraz trudniej mu go zrealizować.
Powariowali z tymi świętami? W sklepach i kinach już trochę tak
Szósta część "Listów do M.": co się zmieniło?
Jak widać, fabuła szóstych "Listów do M." wciąż bazuje na tych samych postaciach. U Szczepana i Kariny niewiele się zmieniło, ale Mel nie jest tuż takim jeźdźcem bez głowy i siewcą fermentu. Może to kwestia tego, że ma przy sobie całą rodzinę, a może udziela mu się odpowiedzialność początkującego biznesmena, ale czuje się w obowiązku, by pomóc pracownikom, a w szczególności Grześkowi, który nieopatrznie próbuje powtórzyć wszystkie błędy z jego własnej przeszłości.
Nareszcie coś także dzieje się u Wojciecha. I choć twórcy na jego wątek mają dość radykalny pomysł, a wszystko, co się wokół tego bohatera dzieje, wydaje się niedorzeczne, absurdalne i przyspieszone razy sto (właściwie cały ten wątek to materiał na osobny film), to w końcu scenarzyści ruszyli tę postać, bo nie dało się już na nią dłużej patrzeć.
Jak sugeruje podtytuł filmu, mamy w przypadku szóstej części do czynienia również z powrotem. Maciej Stuhr, ale też Roma Gąsiorowska, po wielu latach znów wcielają się w Mikołaja i Doris. I choć ten comeback może być różnie oceniany, to w mojej opinii scenarzyści nareszcie wykazali się jakąś większą inwencją i przede wszystkim znaleźli nieoczywiste uzasadnienie na przywrócenie do serii Stuhra.
Więcej nie należy zdradzać, ale to właśnie ten element fabuły sprawia, że "Pożegnania i powroty", w przeciwieństwie do ostatnich odsłon serii, mają w sobie ten magiczny pierwiastek świąt. Nareszcie twórcy chcieli nas czymś zaskoczyć, choć w pewnym momencie można już sobie część faktów sprawnie poskładać w głowie.
Nowe "Listy do M.": przepis bez zmian - ma być zabawnie i wzruszająco
Fabuła "Pożegnań i powrotów" powstała więc na bazie wielokrotnie już sprawdzonego przepisu na świąteczne kino, które w zamyśle ma smakować wszystkim. Do całej receptury twórcy "Listów do M." dorzucają nowe składniki. Czasami z lepszym skutkiem, czego potwierdzeniem jest wnoszący sporo świeżości do opowieści wątek Japończyka Józka Nakumury, który w Warszawie szuka swoich polskich korzeni. Niekiedy ze znacznie gorszym w postaci całego wątku Grześka, który jest zupełnie zbędnym powrotem do początków serii i wałkowania na nowo tej samej historii.
Jak chyba wszyscy doskonale zdajemy sobie z tego sprawę - fabuła nie tylko w tej serii, ale właściwie w każdym świątecznym filmie schodzi na drugi albo i trzeci plan. To, co najbardziej działa na widzów, to ta namiastka wyjątkowego klimatu i przede wszystkim humor. A z tym w "Pożegnaniach i powrotach" jest znacznie lepiej niż w ostatnich częściach tej serii.
Główna w tym zasługa dwóch tercetów: pociesznej nie-świętej trójcy w postaci Pataszona (Jacek Borusiński), Ludwiczka (Sławomir Pacek) i Borygo (Czesław Mozil) oraz wybuchowego tria w osobach Kariny, Szczepana i Lucka, który jako jedyny na przestrzeni wielu lat i wielu nowych filmów potrafił się odnaleźć w towarzystwie postaci znanych już od pierwszych "Listów".
Nie mam wątpliwości, że to właśnie historia wybuchowego małżeństwa, ich sąsiadów, Lucka i jego japońskiego krewnego spodoba się widzom "Pożegnań i powrotów" najbardziej.
Nowe "Listy do M." to całkiem miły prezent
W ogóle film Łukasza Jaworskiego ma duże szanse, by znaleźć się wysoko w rankingu zagorzałych fanów serii "Listów do M.". Nie boję się nawet stwierdzenia, że mogą być oni tą częścią wręcz zachwyceni.
Tych, którzy do tej pory nie zapałali miłością do tego cyklu, nawet nie zamierzam przekonywać, bo szósta część to już zbyt późny moment na to, by do czegokolwiek to grono zachęcić. I to nawet pomimo tego, że w tej słodko-gorzkiej komedii słodycz nie jest już tak lukrowana - nie ma już tak wyimaginowanej wizji świąt i nie ma już tak wielu nachalnych reklam (zauważyłem ledwie dwa lokowania produktu). Za to ta gorycz, zwłaszcza w finale, jest już mocno wyczuwalna, co sprawi, że ostatnie sceny mogą ścisnąć gardło nawet najbardziej opornym na wzruszenia.
I byłoby już naprawdę dobrze, gdyby w filmie Jaworskiego udało się uniknąć fabularnych uproszczeń, kilku zupełnie przestrzelonych żartów, trywializowania wielu ważnych tematów, równie naiwnego co po prostu sztucznego niekiedy podbijania emocji i ogrywania doprawdy żenujących stereotypów (patrz: sąsiedzi Kariny i Szczepana, "taksówkarz-złotówa" i jeszcze parę innych).
Lista życzeń do świętego Mikołaja nie może być jednak zbyt długa, a ten i tak w tym roku się postarał. Twórcy szóstych "Listów do M.", nawet jeśli przez sporą część filmu błądzą zupełnie jak ten ekranowy Ignaś poszukujący upragnionej węglarki, to koniec końców ten miły prezent nam dostarczają. I to jeszcze przed pierwszą gwiazdką.
Film
Opinie wybrane
-
2024-11-08 13:19
Serio ktoś to jeszcze ogląda? (11)
Mało ciekawych filmów w kinach i na serwisach? Tylko ten chłam rok w rok. Prostszego i przewidywalniejszego filmu chyba nie da się zrobić, wisienką na torcie są ci sami aktorzy z innych polskich filmów.
Przepis na hit w Polsce. 1 znajdź coś co się sprzedało 2 zmień imiona bohaterów 3 przepisz scenariusz tak by facetka się nie zorientowała 4 zamiast Adamczyka daj Karolaka czy tam innego Domagałe i mamy hit.
Żenada xD- 90 51
-
2024-11-09 17:23
Co polecasz na n na dzisiaj? (1)
Serio pytam
- 3 0
-
2024-11-10 11:54
Randkę w ciemno-odcinki dostępne na yt
- 1 2
-
2024-11-09 09:35
lewacka opnia jak Zzieleniałej granicy nie mogła byc inna dla gniatu z tvnu wkoncu to dlaniego wybitne dzieło bylo
wiec i ten gniot sie podobał za pol roku bedzie w telewizji zadarmo a tylko POkemony ida na to do kina mi musieli by doplaci do ogladania za darmo w telewizji :)
- 2 2
-
2024-11-08 16:57
(4)
Nie stac mnie za placenie za Netflix,canal + czy inne tego typu stacje.
Ogladam Polska tv i to co tam puszczaja a ,ze puszczaja Listy do M to z braku laku obejrze Listy do M i nikomu nic do tego co ja ogladam.- 9 6
-
2024-11-09 12:16
A poco przepłacac za netwfliksa i inne skoro jest telewizja naziemna za darmo! (1)
- 4 0
-
2024-11-10 11:55
Już niedługo nie bd za darmo
- 3 0
-
2024-11-08 19:02
masz amazona za 50 na rok, do tego darmowe przesyłki (1)
- 6 5
-
2024-11-08 23:04
To tylko dla fanów SF
- 3 2
-
2024-11-08 14:47
Karolak największe drewno polskiego aktorstwa (1)
- 20 2
-
2024-11-08 14:48
nawet lekarz mi zabrfonił go oglądać.
- 12 5
-
2024-11-08 13:40
Nie chcesz?nie oglądasz proste!!!
- 17 8
-
2024-11-09 23:52
Świetny film
Właśnie wyszłam z seansu. Uśmiałam się po pachy, wzruszyłam, zaskoczyłam! Rewelacja! Daję 10 i polecam!!
- 15 10
-
2024-11-09 21:16
Fanatycy partyjni musza to zobaczyć obowiązkowo ale inni sie pytają ile płaca za oglądanie tego :)
- 5 5
-
2024-11-11 08:58
Po slabej 5 na prawde dobra 6
Karina i Szczepan jak małżeństwo z takim stażem. Nie są przeslodzeni, nie udają, że życie w święta to cud miod i orzeszki , a proza życia. Wątek końcowy bardzo wzruszający dla tych , którzy nie mają już wszystkich przy wigilijnym stole. Ogólnie miło spędzony wieczór z mężem w kinie . Dodam , że takich tłumów dawno nie widzialam
- 2 2
-
2024-11-08 13:05
Nigdy nie słyszałem o tych filmach (3)
Poważnie.
- 46 25
-
2024-11-08 14:58
to już 12 część a ty naprawdę nic nie słyszałeś ?, tam grają aktorzy , może teraz coś skojarzysz
- 4 5
-
2024-11-08 14:48
Stuhr i papież już dawno przestali być śmieszni
- 7 6
-
2024-11-08 13:19
To musisz być bardzo szczęśliwa osobą.
- 11 5
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
