- 1 Tłumy na otwarciu nowej kawiarni (40 opinii)
- 2 Nowe lokale: kawa, chleb i kurczaki (72 opinie)
- 3 10 najdziwniejszych polskich potraw (104 opinie)
- 4 Ranking restauracji w Trójmieście (35 opinii)
- 5 Szeroki makaron podbija Trójmiasto (67 opinii)
- 6 Ikea zrobi lizaka o smaku klopsików (57 opinii)
Jemy na mieście: Kubicki w Gdańsku - tradycja, żurek i wielka golonka
Restauracja Kubicki, dziś najstarsza restauracja w Gdańsku, została założona w 1918 r. przez Bronisława Kubickiego, choć jej oficjalne otwarcie nastąpiło w styczniu 1919 r. Początkowo nosiła nazwę "Cafe International" i nie bez powodu, bo była miejscem otwartym dla wszystkich. Ówczesny Gdańsk był przecież zlepkiem różnych narodowości: mieszkali tu Polacy, Niemcy, Francuzi, Skandynawowie i Holendrzy, właściwie pół Europy. Kubicki zapraszał wszystkich, stąd właśnie nazwa "Cafe International". A czy jest tu smacznie? Postanowiłam to sprawdzić. Poprzednio w cyklu "Jemy na mieście" pisałam o Falo w Sopocie, a za dwa tygodnie przeczytacie relację z wizyty w Karczmie Stary Port w Gdyni (już tam byłam).
Restauracja Kubicki - najstarsza restauracja w Gdańsku
Wnętrze restauracji Kubicki - klimat starej gdańskiej restauracji
Tyle historii. Wpadłam do Kubickiego w niedzielne popołudnie z dwoma kolegami. Do lokalu i sali głównej schodzi się po kilku schodkach. Główna sala restauracji Kubicki jest długa i dość wąska. Dominują w niej ceglane ściany, ciemne belki pod sufitem i czarne elementy wykończenia. Wnętrze utrzymano w ciemnej kolorystyce, ale ociepla je żółte, punktowe światło z kinkietów, lamp wiszących i żyrandoli.
Po jednej stronie sali stoją stoliki dla gości, częściowo ustawione przy wysokich, tapicerowanych oparciach. Po drugiej stronie znajduje się bar z dużym lustrem, półkami z alkoholami i podświetloną ceglaną podstawą. W centralnej części ustawiono długi stół nakryty czarnym obrusem, z kieliszkami, talerzami i małymi wazonami z kwiatami. W oczy rzuca się podłoga: w jednej części sali są geometryczne płytki, a przy barze czarno-biała szachownica z czerwonym obramowaniem. W głębi stoi stare pianino. Nad nim wiszą stare fotografie i grafiki. Z tej części sali widać też otwartą strefę kuchenną.
Potrzebujesz biletu? Sprawdź nasze konkursy
Po schodach wchodzimy do kolejnej sali. Nie ma tu okien, ale światło wpada przez duży świetlik w suficie. Pod nim wisi biały, dekoracyjny żyrandol. Ta sala jest bardziej zamknięta i spokojniejsza od głównej. Ściany są ciemne, a przy nich stoją wysokie, tapicerowane loże w szarym kolorze. Na ścianach wiszą grafiki i małe lampki, które dają ciepłe, punktowe światło. Na środku ustawiono długi stół nakryty czarnym obrusem, z kieliszkami, talerzami i małymi wazonami z kwiatami. Po lewej stronie od wejścia, na ceglanej ścianie, wisi namalowany portret nieżyjącego już Grzegorza Zaleskiego. To jeden z elementów, który od razu zwraca uwagę w tej sali.
Mocnym punktem jest też kominek - ma ciemną, masywną obudowę, a na nim stoi model żaglowca. Obok ustawiono przeszklone szafy z winami. Widać tu też stare dekoracje i pamiątki, między innymi zegar. Podobnie jak w pierwszej sali, także tu uwagę zwraca podłoga. Widać na niej geometryczny wzór w jasnych, szarych i czerwonych tonach. Całość tworzą cegła, ciemne drewno, czarne obrusy.
Menu i kuchnia restauracji Kubicki w Gdańsku
A co w karcie? Przede wszystkim polskie klasyki - w tym golonka, podobno przygotowywana według starej, sekretnej receptury, a także żurek i garmaż, z których Kubicki również słynie.
Zamówiliśmy:
- ozór w galarecie (36 zł);
- żurek z białą kiełbasą, jajkiem i borowikiem (40 zł);
- sandacza zapiekanego z serem pleśniowym i orzechami włoskimi na kluskach szpinakowych (80 zł);
- golonkę na kapuście zasmażanej z ziemniakami (78 zł).
Zanim otrzymaliśmy nasze zamówienie, podano nam czekadełko. Była to spora porcja ogórków kiszonych, chleba, smalczyku i palonego masła. Bardzo smaczne preludium.
Ozorek w galarecie wyglądał zacnie, trochę przypominał mi garmaż rodem z PRL, a to z racji garniszu, czyli warzywno-owocowych dekoracji. Sam ozorek był miękki, delikatny i dobrze ugotowany, dzięki czemu zachował odpowiednią konsystencję i nie był ani twardy, ani gumowaty. Galareta była smaczna, dobrze doprawiona i miała wyraźny, rosołowy smak, który dobrze podkreślał delikatność mięsa. Chrzan dodał całości charakteru i wyrazistości, przełamując łagodniejszy smak ozorka i galarety. To była naprawdę świetna przystawka.
Żurek był wyraźnie kwaśny, ale bardzo przyjemny w smaku - lekki, a jednocześnie sycący. Nie brakowało dodatków: boczku, kiełbasy, jajka i odrobiny grzybów. Całość dopełniła wyraźnie wyczuwalna nuta aromatycznego majeranku, który świetnie podkreślił charakter zupy. To żurek bardzo dobrze dopracowany - nie za kwaśny, nie za łagodny, tylko idealnie wyważony. Treściwy i pełen smaku.
Sandacz zapiekany z serem pleśniowym i orzechami włoskimi okazał się bardzo udanym daniem, choć sama ryba była, moim zdaniem, zbyt mocno wypieczona. Mimo to całość smakowała naprawdę dobrze. Delikatny sandacz ciekawie łączył się tu z lekką słodyczą miodu, wyrazistą nutą sera pleśniowego i chrupkością orzechów włoskich.
Jemy na mieście: Róża Wiatrów w Gdyni - pyszny powrót do przeszłości
Na szczególne wyróżnienie zasługiwały kluseczki szpinakowe, po prostu znakomite: miękkie i delikatne. Danie dopełniały świeże listki szpinaku oraz prażone ziarna słonecznika, które wnosiły dodatkową świeżość i przyjemną teksturę. Na talerzu pojawił się także ziemniak, a surówkę z kiszonej kapusty podano osobno, w miseczce. I choć akurat ona nie do końca pasowała mi do charakteru tego dania, sama w sobie była naprawdę smaczna.
Golonka była ogromna, ale nie tylko jej wielkość robiła wrażenie - przede wszystkim była znakomicie przygotowana. To prawdziwe kulinarne arcydzieło, przyrządzone po mistrzowsku: kruchutka, mięciutka i pełna smaku. Wiem, że była gotowana przez wiele godzin w specjalnym wywarze z warzywami, zapewne według tego "sekretnego przepisu" sprzed wojny. Równie dobrze wypadła kapusta zasmażana - wyrazista, dość kwaśna, z dobrze wyczuwalną grzybową nutą. Po prostu palce lizać!
Czy warto odwiedzić restaurację Kubicki w Gdańsku?
Podsumowanie: kuchnia w restauracji Kubicki pozostaje wierna tradycji - jest polska, prosta i oparta na dobrze znanych smakach, ale widać, że te dania są dopieszczone i przygotowywane z dużą starannością. To nie jest kuchnia efektowna czy nowoczesna, tylko solidna, klasyczna i uczciwa i właśnie w tym tkwi jej siła. Na szczególne uznanie zasługuje bardzo dobry garmaż, który dziś spotyka się już coraz rzadziej. To miejsce, w którym tradycyjna kuchnia nadal smakuje bardzo dobrze. Wystawiam ocenę bardzo dobrą.
O autorze
Miejsca
-
Restauracja Kubicki Gdańsk, Wartka 56+ Oceń
Opinie wybrane
-
2026-03-13 11:43
Wielkim plusem lokalu jest Pan Zbyszek
który wieczorową porą przygrywa na pianinie.
- 63 7
-
2026-03-13 07:18
Z wszystkich lokali ten cenie najbardziej za jego kubickosc. (4)
Za dawnych wspomnien czar, za zajecie miejsca gdzie rozsiadywali sie tez polscy listonosze i marynarze z calego swiata. usiasc, podumac, spojrzec na jedyna w swym rodzaju panorame miasta i spozyc normalny gdanski posilek o nieudziwnionej, obco brzmiacej nazwie.
- 99 8
-
2026-03-13 13:04
Dawnych wspomnień czar?
U Kubickiego zawsze braliśmy z bratem tatara i kaczkę w maladze. Oczywiście zakrapiane to było czystą zimną. Tatar rewelacyjny był dla mnie, a brat uwielbiał tę kaczkę - w mocnej , słodko-słonej galarecie z brzoskwinią i pomarańczami. Żeby spróbować obu przekąsek, zawsze się dzieliliśmy po trochę. A potem na drugie czy to to była golonka, czy jakaś
U Kubickiego zawsze braliśmy z bratem tatara i kaczkę w maladze. Oczywiście zakrapiane to było czystą zimną. Tatar rewelacyjny był dla mnie, a brat uwielbiał tę kaczkę - w mocnej , słodko-słonej galarecie z brzoskwinią i pomarańczami. Żeby spróbować obu przekąsek, zawsze się dzieliliśmy po trochę. A potem na drugie czy to to była golonka, czy jakaś ryba, to już bez różnicy - smakowało zawsze.
No i w artykule nie przeczytałem niczego o słynnym kontuarze, czy barku, który dawniej tam stał przy samym wejściu. Jeszcze taki przedwojenny, oryginalny, który od ponad stu lat pamiętał tych wszystkich marynarzy, żołnierzy, rybaków, pracowników portu, szpiegów, NSDAP=owców, urzędników, imprezy weselne, albo awanturujących się pijaków wyrzucanych na zewnątrz. Stoi jeszcze tam ten wspaniały mebel?- 13 1
-
2026-03-13 09:33
(2)
Ciekawe ilu listonoszy teraz stać, aby przysiąść na posiłek w Kubickim :)
- 39 0
-
2026-03-13 12:46
Flisykowski ktory dowodzil obrona Poczty Polskiej w Gdansku (1)
(Po Guderskim, czyli cala obrona) kupil z pensji pracownika poczty 80 hektarow pola i lasu na Kaszubach, gdzie chcial sie przeniesc po uzyskaniu emerytury). Co po wojnie komunisci zabrali, sad nakazal zwrocic corce pocztowca. Przy jego wynagrodzeniu plus dodatku miesiecznego w kwocie 300 guldenow za sluzbe za granica (FSD) mogl bez uszczerbku dla portfela stolowac sie u Kubickiego.
- 7 1
-
2026-03-13 15:30
świetnie, ale ja o czym innym
- 5 3
-
2026-03-13 07:04
Nie wiem jak w ostatnich latach bo nie byłem. Dlatego obecnej restauracji nie ocenię. No,ale Kubicki sprzed lat to była taka kuchnia...jak ja tam zaprowadziłem kuzyna rodzinę tzn rodowitych Niemców na obiad. Oni oszaleli. Chodzili tam codziennie przez cały pobyt w Gdańsku. No i na święta ryba w galarecie. Kto jadł ten wie.
- 86 9
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.