- 1 Ile zapłacimy za truskawki kaszubskie? (90 opinii)
- 2 Nowa era mięsa w gastronomii (38 opinii)
- 3 Ranking najlepszych burgerowni w Trójmieście (56 opinii)
- 4 Duże zainteresowanie nowym targiem (63 opinie)
- 5 Sezonowe napoje podbijają Trójmiasto (30 opinii)
- 6 Wieczór kulinarnej przyjemności w True
Nowy trend, który zmienia kulturę wychodzenia na miasto
4 maja 2026, godz. 08:30
Czy drink musi "szumieć w głowie", by wieczór był udany? Coraz więcej z nas odpowiada: zdecydowanie nie. Prawdziwy luksus to dziś nie zawartość alkoholu, a jakość składników, estetyka podania i to, jak czujemy się następnego dnia. Wiosenne karty menu w Trójmieście i na świecie przechodzą właśnie zieloną rewolucję, stawiając na rzemieślnicze esencje, które celebrują rytuał spotkania w najlżejszej z możliwych form, a więc bez alkoholu.
- Obserwujemy stały wzrost zainteresowania napojami bezalkoholowymi i niskoalkoholowymi. Co ważne, nie są to już "zamienniki" dla kierowców, tylko świadomy wybór gości, którzy chcą pić mniej alkoholu, ale nie chcą rezygnować z jakości i doświadczenia. W naszym lokalu segment ten rozwijamy równie intensywnie jak klasyczną kartę koktajlową, dlatego udział napojów bezalkoholowych w sprzedaży rośnie z roku na rok - zauważa Przemysław Prawdzik, general manager z restauracji Jungla.
Wystarczy rozejrzeć się po modnych lokalach w weekendowy wieczór, by dostrzec tę zmianę. Kiedyś "stolik bez procentów" wyróżniał się z daleka szklankami z sokiem jabłkowym czy colą. Dziś, patrząc na gości, często nie da się odróżnić, kto celebruje weekend z alkoholem, a kto postawił na wariant zero.
- Najczęściej bezalkoholowy odpowiednik wygląda 1:1 jak jego wzór, np. drink Hugo Spritz czy Aperol Spritz - te pozycje postawione koło siebie trudno byłoby odróżnić po wyglądzie - to też cenią sobie niektórzy goście. Pozostałe pozycje wykonywane jako mocktaile autorskie mają często sposób przygotowania jak klasyczne drinki - są shake'owane, podawane w szkle koktajlowym, na lodzie lub dobrze schłodzone. Bezalkoholowego wina również nie podaje się przecież w szklance, tylko w kieliszku do wina białego lub czerwonego. Myślę, że gość, który wypić coś alkoholowego lubi, ale nie może (bierze leki, jest po zabiegu, przyjechał autem lub zwyczajnie nie pije alkoholu) ucieszy się, gdy dostanie swoje ulubione piwo w wersji 0 proc. w takim samym szkle jak zawsze. Serwis każdego napoju zostaje zachowany taki sam, niezależnie od tego, czy jest on procentowy czy nie - podkreśla Katarzyna Lemanowicz, manager restauracji Botanik food & more.
Mocktaile wchodzą na stałe do kart
Mocktaile przestają być dodatkiem. Barmani tworzą dziś złożone kompozycje, wykorzystując zaawansowane techniki: od infuzji po fermentacje. Dzięki temu napoje te zyskują aksamitną strukturę i wielowymiarowy charakter, który dorównuje klasycznym koktajlom.
- W Oberży 86 cenimy sobie niebanalne połączenia smaków. Nasza praca nad napojami to dziś bardzo podobne myślenie jak w kuchni - budowanie warstw, praca na redukcjach, infuzjach, czasem fermentacji. Nawet jeśli nie robimy tego wprost w barze, to doskonale rozumiemy ten kulinarny język. To naturalna konsekwencja dojrzewania rynku: gość, który oczekuje złożoności na talerzu, zaczyna jej również szukać w kieliszku, a zawartość alkoholu ma tu drugorzędne znaczenie - wyjaśnia Piotr Ciomek, właściciel i szef kuchni restauracji Oberża86 w Gdyni.
- Najbardziej widoczny trend to napoje o złożonym smaku: kwaśno-goryczkowe, fermentowane, z wyraźną strukturą, często inspirowane klasycznymi koktajlami. Dużą popularnością cieszą się autorskie mocktaile przygotowywane z własnej produkcji składników: syropów, kordiałów, shrubów, świeżych soków czy naparów, które produkujemy na miejscu. W kategorii low-alcohol dominują spritzowe wariacje. Goście nie chcą już słodkiego soku w ładnej szklance. Oczekują pełnoprawnego napoju, który smakuje "poważnie" i daje takie samo doświadczenie jak klasyczny koktajl - podkreśla Przemysław Prawdzik.
Słuchając takich opinii, trudno nie odnieść wrażenia, że zaplecze dzisiejszego baru coraz bardziej przypomina laboratorium alchemika lub strefę zaawansowanej restauracji. To już nie jest banalne mieszanie płynów, ale rzemiosło wymagające czasu, wiedzy i ogromnej precyzji. Skoro barmani wkładają w przygotowanie mocktaili tyle samo serca co szefowie kuchni w swoje popisowe dania, nic dziwnego, że i nasze oczekiwania urosły.
Naturalność i własna tożsamość
Najmocniejszym trendem tej wiosny jest odchodzenie od gotowych rozwiązań na rzecz autorskich receptur. Jednym z najmocniejszych trendów tej wiosny jest powrót do naturalnych składników. W kartach pojawiają się napoje oparte na tym, co proste, sezonowe i możliwie najmniej przetworzone. Kombucha, fermentowane napoje, świeże zioła, cytrusy, kwiaty - to wszystko buduje nowy język smaków. Zamiast intensywnej słodyczy pojawia się balans: lekka kwasowość, goryczka, świeżość.
Keto piwo. Czy naprawdę potrzebujemy fit wersji wszystkiego?
- Zdecydowanie odeszliśmy już od prostego podejścia do mocktaili. Dziś są to przemyślane kompozycje, złożone z wielu warstw smakowych i tekstur. Nie chodzi już o odwzorowywanie klasyków, takich jak Aperol Spritz czy Pornstar Martini, ale o tworzenie autorskich napojów, które mają własną tożsamość. Największą popularnością cieszą się właśnie takie autorskie kompozycje, w których przenikają się różne smaki i struktury. W naszej ofercie wykorzystujemy m.in. domowe sody, bezalkoholowe destylaty - takie jak mezcal, wermut czy gin - a także własne kordiały i espumy - zdradza nam Nikodem z restauracji Canis.
Ten zwrot ku zaawansowanym kompozycjom świetnie pokazuje, że ostatecznie jako goście płacimy za kunszt, autorski pomysł i unikalne doświadczenie smakowe, a nie za sam fakt pojawienia się w lokalu.
Zmienia się styl życia i oczekiwania gości
Szkło, sposób podania, dodatki... wszystko jest dziś przemyślane, jednak za pięknym wyglądem kryje się przede wszystkim potrzeba zachowania balansu w codziennym, intensywnym rytmie.
- Obserwujemy rosnące zainteresowanie opcjami bezalkoholowymi. Szczególnie widać to podczas wydarzeń specjalnych, takich jak sylwester czy walentynki. Dla przykładu - w ostatnie walentynki proporcja pairingów alkoholowych do bezalkoholowych wynosiła niemal 1:1. Trudno jednoznacznie wskazać przyczynę tego trendu, ale można przypuszczać, że wynika on ze zmieniającego się stylu życia. Żyjemy bardzo intensywnie, a nasi goście są często zapracowani i świadomi - coraz częściej nie chcą rezygnować z jakości doświadczenia, ale jednocześnie nie chcą odczuwać negatywnych skutków spożycia alkoholu następnego dnia - zauważa Nikodem Balczyński, gospodarz sali restauracji Canis.
Ta proporcja 1:1 to prawdopodobnie najlepsze podsumowanie cichej rewolucji, jaka dokonała się w naszej gastronomii. Trudno o dobitniejszy dowód na to, że świętowanie sukcesu czy romantyczna kolacja nie wymagają już tradycyjnej, procentowej oprawy. Coraz bardziej doceniamy czysty umysł, wysoką jakość relacji przy stole i rześki poranek następnego dnia.
* decyzją Redakcji nie ma możliwości dodawania opinii do tego artykułu
