- 1 Duże zainteresowanie nowym targiem (46 opinii)
- 2 Wieczór kulinarnej przyjemności w True
- 3 Ile kosztuje ryba nad morzem? (153 opinie)
- 4 Jakie lokale otworzą się w Hali Targowej? (218 opinii)
- 5 Kulinarne trendy, które nas ogłupiają (53 opinie)
- 6 Duże zmiany w restauracji Mercato (13 opinii)
Pięć szefowych kuchni, jedna kolacja. Festiwal K5 Food Story w Białym Króliku
W sobotni wieczór restauracja Biały Królik w Orłowie zamieniła się w kulinarny plan filmowy. W ramach trzeciej edycji Festiwalu K5 Food Story pięć wybitnych szefowych kuchni z całej Polski przygotowało kolację degustacyjną, w której każde danie było osobną sceną filmową. Wszystkie bilety zostały wyprzedane.
Festiwal, który łączy kino z kuchnią
Kolacja w Białym Króliku to jeden z trzech dni festiwalu i zdaniem organizatora jego kulminacja.
- To wieczór, w którym kuchnia przejmuje rolę kina, a szefowe kuchni stają się aktorkami menu. Nie dostaniemy jednego spójnego menu "pod linijkę", tylko wielogłos. Narrację, w której każde danie może być inną sceną, innym emocjonalnym kadrem - mówił Kamil Sadkowski, organizator festiwalu. - Jest w tym jeszcze jeden ważny element: to spotkanie kobiecej siły w gastronomii. Bez manifestów, bez deklaracji, po prostu poprzez jakość, charakter i autentyczność. To wieczór, w którym smak będzie miał osobowość.
Bilety na sobotnią kolację w Białym Króliku kosztowały 350 zł od osoby i wszystkie zostały wyprzedane.
Pięć kobiet na kulinarnej scenie
To, co wyróżnia sobotnią kolację w Białym Króliku spośród poprzednich edycji festiwalu i w ogóle organizowanych w Trójmieście degustacji, widać już w samym składzie kucharskim. Na jednej scenie spotkały się: Alyona Orel z restauracji Hewelke w Gdańsku, Agata Wojda z Ferment Dom Kultury w Warszawie, Ada Wójcikowska z restauracji Vamos w Krakowie, Aleksandra Sowa-Trzebińska z Cukierni Sowa w Bydgoszczy i Basia Ritz z restauracji Ritz w Gdańsku.
Sadkowski zaznaczał, że to spotkanie kobiecej siły w gastronomii odbyło się bez manifestów i deklaracji - po prostu przez jakość, charakter i autentyczność.
Menu zbudowane jak scenariusz
Kolacja miała dramaturgię dobrze napisanego scenariusza: z amuse-bouche, które otwierało apetyt, przez kolejne akty narastającego napięcia smakowego, aż po petit four kończące wieczór. Niektóre dania były powiązane z konkretnym tytułem z programu festiwalu.
Tak było m.in. w przypadku zimnej przystawki Ady Wójcikowskiej, inspirowanej filmem "#TuiTeraz" - był to miecznik z yuzu i pomelo, podany z palonym masłem z czerwonym pieprzem, danie o wyraźnie japońskim charakterze, które cytrusową świeżością i aromatem oparzonego masła tworzyło spójną, nieoczywistą całość.
Ciepłą przystawkę zaproponowała Basia Ritz, inspirowaną filmem "Moje ulubione ciasto". Była to przepiórka z kremem z pieczonej młodej marchewki, masłem szafranowym i pistacją. Delikatne mięso zestawiła ze słodką ziemistością marchewki i ciepłą, żółtą aksamitnością kremu. Staranne w wykończeniu, ale niepozbawione domowego ciepła.
Opracowania zupy podjęła się Agata Wojda, czerpiąc z "Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli": na stół trafiła zupa z kalarepy z płatkami wiśni, marynowanym hibiskusem i musem wasabi. Lista składników mogła budzić obawy, ale efekt był zaskakująco harmonijny: kwiatowość została złagodzona pikantną nutą wasabi, a wszystko spięte miękkością kalarepy.
Danie główne należało do Alyony Orel, inspirowanej filmem "Food for Profit": pstrąg alpejski z chrzanem, pak choy i maślanką. Ryba była upieczona z wyczuciem, chrzan dodał ostrości, pak choy świeżości, a maślanka "zakwasiła" całość w sposób subtelny. Było to danie czytelne w kompozycji, ale dalekie od przewidywalności.
Deser skonstruowała Aleksandra Sowa-Trzebińska, nawiązując do "Krainy Miodu": mus śmietankowy z miodem, żelka morelowa i bakława. Był słodki, ale niejednoznaczny - bakława wniosła chrupkość i orzechową głębię, żelka owocowy kwas, a miód spiął całość delikatną, ziołową słodyczą.
Wieczór zamknęły petit four Aleksandry Sowy-Trzebińskiej: pralina miodowa, galaretki mango z marakują i czekoladka z koniakiem. Mała, staranna puenta, przy której warto było zostać przy stole jeszcze chwilę.
Teatr przy stole i nie tylko
Serwis był sprawny, a atmosfera swobodna. Szefowe kuchni pojawiały się przy stolikach i chętnie rozmawiały z gośćmi o swoich daniach, podobnie jak podczas poprzednich edycji, gdzie taki bezpośredni kontakt między kuchnią a salą stał się znakiem rozpoznawczym imprezy.
- Ta edycja festiwalu ma w sobie niezwykłą lekkość połączoną z treścią - mówi Kamil Sadkowski. - Z jednej strony porusza ważne tematy: etykę jedzenia, relację człowieka z naturą, pamięć, dorastanie, bliskość. Z drugiej strony robi to bez nadęcia, zostawiając miejsce na wzruszenie, refleksję i zwykłą radość bycia razem. To nie jest festiwal tylko o jedzeniu ani tylko o kinie. To festiwal o tym, jak smak, obraz i rozmowa potrafią spotkać się w jednym miejscu.
Sadkowski podkreśla, że program nie kończy się na seansach.
- Każde spotkanie rozwija się dzięki rozmowom z zaproszonymi gośćmi. Publiczność nie wychodzi od razu z sali, tylko zostaje jeszcze chwilę w świecie filmu, smaku i myśli, a poczęstunki przed seansami sprawiają, że widz od początku wchodzi w klimat filmu nie tylko przez obraz, ale też przez smak.
Do tego dochodzą wydarzenia towarzyszące: śniadanie w Vinegre z widokiem na Zatokę Gdańską, warsztaty z sommelierami oliwy i kulinarne spotkania dla dorosłych i dzieci.
- Tu nie tylko ogląda się i słucha. Tu można dotknąć, spróbować, nauczyć się czegoś - dodaje organizator. - To festiwal, który nie tylko pokazuje filmy o jedzeniu. On zaprasza, żeby przez trzy dni naprawdę je poczuć.
K5 Food Story vol. 3 trwa do niedzieli 12 kwietnia. W niedzielnym programie znalazły się kolejne seanse z degustacjami, warsztaty kulinarne dla dorosłych i dzieci oraz festiwalowe śniadanie w restauracji Vinegre z widokiem na Zatokę Gdańską.
Miejsca
Zobacz także
Planuj Tydzień: dużo koncertów i targi
Opinie (7) 4 zablokowane
-
2026-04-13 09:33
Opinia wyróżniona
Udany wieczór!
Bardzo ciekawe menu, dobry serwis i co dla mnie super ważne, wszystko szło gładko i zgodnie z planem: bez opóźnień i niepotrzebnych długich przerw między daniami. Brawo!
- 3 3
-
2026-04-12 11:01
(1)
Gdzie kucharek sześć to... stąd pięć?
- 18 4
-
2026-04-13 14:59
jest 1 kucharz (na zdjęciu) - na otarcie łez...
;)
- 0 0
-
2026-04-12 13:21
(2)
Tragedia siedzieć z obcymi ludźmi przy stole, i nie mogąc o niczym pogadać! Nie! Dziękuję !
- 23 6
-
2026-04-12 15:11
Jaki problem się odezwać?
Można trafić ok, można na buców, ale dlaczego samemu być bucem?
- 6 6
-
2026-04-13 06:52
+13, -2
Czyli jednak większość czytelników to piwniczniaki/dziady nie wychylające nosa spoza swojej bezpiecznej przestrzeni, w której wiedzą wszystko na każdy temat. A jak się pojawi drugi człowiek, to koniec rumakowania.
- 5 0
-
2026-04-13 09:33
Opinia wyróżniona
Udany wieczór!
Bardzo ciekawe menu, dobry serwis i co dla mnie super ważne, wszystko szło gładko i zgodnie z planem: bez opóźnień i niepotrzebnych długich przerw między daniami. Brawo!
- 3 3
-
2026-04-14 12:27
tacy szefowie kuchni a nie ściągają biżuterii ? ( zegarki, bransoletki, pierścionki, obrączki )
poza tym, gdzie nakrycia na głowę? tylko kucharzy za to ganiacie a szef kuchni z odkrytą głową biega
- 8 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
