Ciemna strona amerykańskiego snu. Duża premiera w Teatrze Wybrzeże

Monika Mioduszewska
6 maja 2026, godz. 12:00
Opinie (11)
Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".

Już w niedzielę na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże odbędzie się premiera spektaklu "Życie i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia". Nowa inscenizacja w reżyserii Adama Orzechowskiego, dyrektora Teatru Wybrzeże, prowadzi widzów od mitu amerykańskiego snu po opowieść o pamięci, wykluczeniu i traumach, które potrafią wracać mimo upływu czasu.



Nadchodzące spektakle w Trójmieście IMPREZY I WYDARZENIA

Sto lat! Sto lat polskiej piosenki
maj 15
Sto lat! Sto lat polskiej piosenki
Kup bilet
maj 10
Skończyły się żarty. Mann i Bukartyk
Kup bilet
maj 10
Ellen Babić
Kup bilet


Monika Mioduszewska: Dokąd trafimy po wejściu na widownię?

Jakie jest twoje zdanie na temat współczesnego wizerunku Stanów Zjednoczonych jako "ziemi obiecanej"?

Adam Orzechowski: Wchodzimy w jakiś świat i nie wiemy, jak to się skończy. Jak z nowym życiem, które się dopiero zaczyna. Mamy nadzieję, że będzie szczęśliwe. Czasami mamy na to wpływ, czasami musimy sobie pomóc, czasami nie mamy odwagi na zmiany. Nie wszyscy jesteśmy przygotowani do bycia w życiu bohaterami. Nie wszyscy jesteśmy przygotowani do funkcjonowania na poziomie heroicznym. W życiu chodzi o to, żeby żyć, mówi Martin Heidegger. Chcemy przeżyć. Ale czasem, w sytuacjach granicznych, musimy się dostosować, żeby przetrwać.

To cię urzekło w sztuce Ishbel Szatrawskiej?

Jesteśmy w niej zaproszeni do wspólnej podróży. Do fantastycznej podróży do ziemi obiecanej, którą jest Stany Zjednoczone, Hollywood. Połączenie różnych światów, które się tam pojawiają, stanowi pewne wyzwanie. Na poziomie semantycznym jest tam zapisanych kilka sytuacji traumatycznych, których ciągle się próbujemy pozbyć, albo które ciągle w nas są i o których ciągle warto mówić.

Autorka otrzymała za tę sztukę nominację do Paszportów Polityki. Wojciech Szot przy tej okazji zauważył, że twórczyni przypomina, że "dramat wciąż jest gatunkiem żywym". Też tak myślisz?

Dramat jest żywym gatunkiem. Pewnie jest dla większości ludzi mniej przystępny. Dramat współczesny ciągle ewoluuje. Już bardzo dawno odeszliśmy w polskim teatrze od tak zwanego literackiego teatru, który bazuje wyłącznie na tekście. Teraz bardzo często to, co się pojawia na naszych scenach, wynika z jednorazowego procesu, w który wchodzą reżyser i aktorzy.

  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
Ale jednak zdecydowałeś wystawić tekst o życiu Hersha Libkina?

Bo ten materiał jest bardzo poruszający. Widzimy człowieka, który jest poddawany różnym intensywnym doświadczeniom. I rzadko się zdarza w polskiej literaturze współczesnej, żeby taką wędrówkę bohatera prześledzić, zobaczyć całą ścieżkę życiową człowieka. Bohatera poznajemy w Ameryce. Ale potem wędrujemy od Hollywood, przez Sacramento, do Polski. Obserwujemy momenty prawdziwe i nieprawdziwe w tej historii.

I jest to sztuka wielkoobsadowa, a to też dziś rzadkie, prawda?

Młodym autorom łatwiej napisać sztukę, która się dzieje między trzema czy pięcioma osobami. To nie znaczy, że te przedstawienia są gorsze. Ale rzeczywiście wielkoobsadowy dramat współczesny to rzadkość. Tu mamy do czynienia z tekstem, który daje ogromne możliwości inscenizacyjne.

Potrzebujesz biletów? Sprawdź nasze konkursy



"Gdyby Woody Allen i Quentin Tarantino w jednym spali domu, a nad ranem przyszedł Mateusz Pakuła poprzestawiać im zabawki, poburzyć im budowle z Lego i pozamieniać główki lalek, to właśnie tak by się to mogło skończyć". To cytat z Mateusza Pakuły. Zgadzasz się, że ten tekst jest trochę szaleństwem?

Szaleństwo opiera się tu na nieprzewidywalności. Ta podróż jest rzeczywiście śmieszna, głupia, wspaniała, fascynująca. To się dzieje troszkę przez głowę głównego bohatera, to się dzieje trochę przez jego traumy.

Zapowiada się wielkie widowisko?

Nie wiem, czy wielkie, ale wyboiste. Robimy teatr bazujący na emocjach. To nie jest światło, dźwięki czy taniec, ale ono ma swoje pokłady głębokości.

Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia". Na zdjęciu: Adam Orzechowski.
Powiedziałeś mi kiedyś, że jak zaczynasz próby, to nie wiesz, dokąd tak naprawdę cię to zaprowadzi, bo teatr jest żywą materią, jest spotkaniem z ludźmi - aktorami, twórczyniami. Czy tutaj wydarzyło się coś nieoczekiwanego?

Jeśli coś takiego powiedziałem, to pewnie tak jest. Ale z drugiej strony trzeba bardzo dużo wiedzieć, żeby nie zboczyć z tej drogi. Wchodzimy w jakąś sytuację spotkania. Próby są procesem dynamicznym, który zaczyna narzucać pewien swój rytm i sposób myślenia. I tutaj chodzi o to, żebyśmy nie odeszli od tego, o czym chcemy zrobić przedstawienie.

Więc ciągle to się definiuje na nowo, ciągle gdzieś tam się spotykamy. I praca z aktorami, czyli praca w materii żywej, jest fascynująca, bo to nie jest tak, że ja coś wymyślę i wszyscy mówią, że to jest fantastyczne. W każdym z nich zachodzi tak samo bogaty, czy dynamiczny proces, który powoduje, że te postaci stają się pełnowymiarowe.



A jak byś chciał, żeby czuli się widzowie, oglądając to przedstawienie? Czego chciałbyś, żeby doświadczyli?

Nie chcę, żeby doświadczyli sześciu godzin spektaklu. Bo byłaś na próbie czytanej i wiesz, jak długi to jest tekst. Chciałbym, żeby doświadczyli skupienia. W tym tekście jest dużo mądrości. I stereotypów, które są wręcz konfundujące - na przykład bycie Żydem i gejem. Do tego zestawienie historii Indian i Żydów. One są jakoś przez swoją zbieżność i groteskowe, i potwornie smutne zarazem. Ta metafora staje się nośna.

Myślę, że to jest też bardzo o łatkach, które ludziom przyklejamy.

Mówimy o traumach, które są związane z wykluczaniem ludzi. My ich świadomie lub podświadomie eliminujemy bardzo szybko, bardzo często. To nie jest dramat psychologiczny, ale są takie momenty, w których relacje są bardzo intensywne. Bohaterowie, których powołuje Szatrawska, są niestandardowi. Nie są z kosmosu, są nam bliżsi. Duża część akcji dzieje się w 1947 roku, potem w 1969, coś się dzieje w 1990. Skaczemy po czasach. Dosyć szybko się orientujemy, że to nie jest linearna historia. Może to jest pewien zapis pamięci czy rzeczy, które się wydarzają w życiu bohatera.

I Ameryka nie jawi się tam jak sen?

Uważam, że ten tekst jest bardzo antyamerykański. Ameryka funkcjonuje w opowieści o Hershu jako ziemia obiecana. Ziemia, w której wszystko jest możliwe. Ale to jest Ameryka, która nas zawodzi. Dziś przeżywamy rozczarowanie Ameryką chyba wszyscy. Jesteśmy zawiedzeni sytuacją niszczenia demokracji.



Zwłaszcza że oprócz niepokojących działań Donalda Trumpa dociera do nas coraz więcej świadectw ludzi o tym, że tam się po prostu strasznie ciężko żyje. Że Ameryka już nie jest żadnym rajem, bo nie ma opieki zdrowotnej, nie ma wsparcia państwa.

My, wychowani w PRL-u, oczywiście żyjemy jeszcze w przekonaniu, że Ameryka jest rajem. Od dekad była rajem dla emigrantów. Ciężko pracowali, ale widzieli, że za ciężką pracę można było dostać pieniądze, które powodują, że człowiek jakoś żył. Że wszyscy, którzy chcą, mogą się bogacić. I takie historie się zdarzały, ale zdarzały się też historie wielkiego upadku.

Wyrośliśmy na hollywoodzkich produkcjach filmowych i mamy wyobrażenie, że wszyscy są bogaci, piękni, wspaniali. Od jakiegoś czasu ten świat jawi się już trochę inaczej, ale gdzieś tam zakodowany z tyłu głowy mamy taki mit amerykańskiego snu, który powinien się jednak dokonać. A American Dream bywa rozczarowujący. Nasz bohater też to przeżywa. Ameryka uczy go praktyczności. Dostosowuje się do życia.

Ale to nie jest sztuka o Ameryce. Mówimy o pewnych mechanizmach, o pewnych siłach. Mówimy jednak o człowieku, który doświadcza różnych rzeczy i który sam nie jest do końca dumny z tego, co się wydarzyło w jego życiu.

  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
  • Próba do spektaklu "Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia".
Bo emigracja okazuje się trudniejsza, niż zakładał?

Są ludzie, którzy emigrują i muszą się dostosować. Ludzie, którzy decydują się na spędzenie swojego życia w obcym kraju. Myślę, że to jest bardzo trudne, dlatego nigdy nie miałem ochoty wyjechać. Emigrowanie zawsze jest trudne. Zwłaszcza jak jedziesz z taką myślą, że tam się naprawdę dorobisz. A już szczególnie, jeśli przed czymś uciekasz.

Więc emigrujemy z Hershem Libkinem. Dokąd dotrzemy?

Do prawdy. Do siebie. Do traumy holocaustowej. No i do śmierci.
Monika Mioduszewska

Spektakl

Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z miasta Sacramento w stanie Kalifornia

spektakl teatralny

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (11)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane