Trzy miesiące bez prawa jazdy, czyli jak zostałem miejskim podróżnikiem z przymusu

Wojciech
20 kwietnia 2026, godz. 07:00
Opinie (394)
Przymusowa przesiadka na komunikację miejską potrafi szybko zweryfikować przyzwyczajenia, pokazując, ile w codziennych dojazdach zależy od czasu, wygody i sprawnej organizacji całego dnia. Dobitnie przekonał się o tym nasz czytelnik, pan Wojciech.

- Dostałem 24 godziny, żeby ogarnąć życie i nagle okazało się, że największym wyzwaniem nie jest brak samochodu, tylko codzienna logistyka - pisze w wiadomości do redakcji nasz czytelnik, pan Wojciech, opisując skutki odebrania mu prawa jazdy na trzy miesiące i konieczności korzystania z komunikacji miejskiej. Oto jego opowieść.




24 godziny na "ogarnięcie" życia i przesiadka na komunikację miejską



Jak oceniasz komunikację miejską w Gdańsku?

Kiedy zawieszono mi uprawnienia do jazdy, dostałem 24 godziny na "ogarnięcie życia". Brzmi jak początek filmu akcji, ale zamiast ratować świat, ratowałem logistykę dnia codziennego.

W ciągu tej doby zdążyłem zrobić większe zakupy, zawieźć ostatni raz dziecko do szkoły, zatankować samochody pod korek (bo przecież będą stały, ale niech stoją "najedzone"), zrobić przegląd jednego, bo kończył się w ciągu 2 tygodni i zaparkować oba auta w najlepszych możliwych miejscach pod blokiem. Takich, które normalnie trafiają się raz na kwartał albo przy pełni księżyca.

A potem przyszła rzeczywistość. Przesiadka na komunikację miejską.

Ostatni raz jeździłem tak regularnie jakieś dwie dekady temu, jeszcze na studiach. Myślałem, że będzie trochę nostalgii. I była, tyle że zamiast sentymentu dostałem przyspieszony kurs obserwacji współczesnych ludzi.


Ludzie obok siebie, ale osobno



Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo zmieniły się relacje między pasażerami. Kiedyś ktoś czytał gazetę, książkę, czy patrzył przez okno. Dziś niemal wszyscy są zanurzeni w telefonach. Nawet jeśli znajomi jadą razem - każdy w swoim ekranie.

Mam wrażenie, że gdyby nagle zniknął internet, połowa pasażerów nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić. Może zaczęliby ze sobą rozmawiać - ale to już chyba umiejętność trochę zapomniana.

Widoki za oknem? Istnieją, ale mam wrażenie, że głównie dla prowadzących pojazdy.


Siedzenie - towar deficytowy



Jedno się nie zmieniło: walka o miejsce siedzące. Gdy pojazd podjeżdża na przystanek, zaczyna się coś w rodzaju nieformalnych zawodów. Sprint, manewry, szybkie decyzje. Wszystko po to, żeby usiąść.

Nieważne, że jedzie się dwa przystanki. Zasada jest prosta: kto pierwszy, ten siedzi. Reszta stoi i ma czas na refleksję nad życiem.

Podróż do pracy w wersji rozszerzonej



Moja codzienna trasa to autobus i tramwaj. Kiedyś zajmowała ok. godziny. Teraz - różnie bywa. Trafiłem na zimę, a to oznacza tryb specjalny: opóźnienia, zmiany tras, awarie, przesiadki z przesiadek.

Godzina potrafi zamienić się w dwie. Czasem czuję się jak w grze planszowej:
  • cofnij się o kilka przystanków,
  • zmień środek transportu,
  • poczekaj, bo coś się wydarzyło, ale nikt nie wie dokładnie co.

Rozkład jazdy? Bardziej wskazówka niż konkret. Korki i sytuacje losowe skutecznie go weryfikują.


Ekonomia po swojemu



Do biura jeżdżę trzy razy w tygodniu. Bilet miesięczny to ok. 140 zł. Samochód? W moim przypadku paliwo zamykało się w kwocie poniżej 100 zł miesięcznie. Do pracy mam 10 km, spalanie na poziomie 6-7 l.

Czas przejazdu też mówi sam za siebie: ok. 35 minut autem kontra nawet 2 godziny komunikacją.

Nie wliczam kosztów napraw, bo przez ostatnie lata ograniczyły się do podstaw: klocki, tarcze i olej. OC i tak jest, bo samochód zostaje w rodzinie.

W skrócie: szybciej, taniej, wygodniej. A zimą również cieplej.

Gdy dochodzi choroba, szklanka robi się do połowy pusta



Najtrudniejsze momenty? Choroba. Podróż z gorączką to już spore wyzwanie. A wyprawa z chorym dzieckiem do lekarza komunikacją miejską to poziom zaawansowany - logistycznie i w granicach cierpliwości.

Do tego dochodzi jeszcze jeden "bonus", czyli ryzyko zarażania innych.


Żeby nie było - są też plusy



Nie wszystko jest na minus. Największy plus? Brak stresu za kierownicą. Nie muszę reagować na zachowanie innych kierowców, nie "uczestniczę aktywnie" w korku - tylko się w nim znajduję.

To subtelna, ale odczuwalna różnica.

Co dalej?

Do końca zostało już tylko kilka dni. Pogoda robi się coraz lepsza, więc plan jest prosty: rower. Dla mnie to najlepsza opcja. Pod warunkiem, że temperatura przekracza 10 stopni Celsjusza.

A komunikacja miejska? W moim przypadku się nie sprawdziła. Jest zbyt nieprzewidywalna, podatna na efekt domina i - jak na oferowaną jakość - dość droga. Szczególnie jeśli mieszka się w południowych dzielnicach Gdańska.


Zaczynam tęsknić nawet za tankowaniem



Może zmieniłbym zdanie, gdybym miał szybki dostęp do tramwaju, a dojazd do pracy zamykałby się w pół godziny. Być może kiedyś alternatywą stanie się kolej metropolitalna.

Na razie jednak odliczam dni do odzyskania prawa jazdy. I - co ciekawe - zaczynam tęsknić nawet za tankowaniem.

Jedno jest pewne: drugi raz swojego błędu nie powtórzę, żeby nie ryzykować utraty prawa jazdy. Poruszanie się po Gdańsku komunikacją miejską, kiedy mieszka się na południu miasta, jest nie na moje nerwy.
Wojciech

Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie. A my z radością nagrodzimy najciekawsze teksty biletami do kina lub na inne imprezy odbywające się w Trójmieście.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (394)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Świat Automobilów (6 opinii)

(6 opinii)
pokaz

Pomorska Miss Scania

parada, zlot

Street Show 2026

69 zł
zlot, pokaz

Najczęściej czytane