Bezinteresowna przyjaźń może istnieć tylko między ludźmi o jednakowych dochodach

Paul Getty
78 / 98

Opinie (32) 4 zablokowane

  • (2)

    Miałem szczęście, że urodziłem się w Europie. U nas nadal wszystko jest możliwe.

    • 11 5

    • A

      A nie w Europie nie można?

      • 0 0

    • Co

      Co ma Europa do przyjaźni?

      • 0 0

  • Nie ma to jak patrzeć na zera na

    koncie bankowym, aż oczy błyszczą, miliony i tak trzymać dalej, jeszcze więcej chce.

    • 5 10

  • Mądrość miliardera z pięcioma żonami i szefa

    . Wokół takich ludzi nie zbierają się normalni, tylko przydu*asy, pasożyty, naciągacze i manipulanci.
    Więc jemu się nie dziwię

    • 23 0

  • Bzdura. (1)

    Wtedy trzeba zrobić tak, żebym ja miał więcej a on mniej. Oczywiście różnica powinna wylądować u mnie. Prawdziwa przyjaźń jest jednostronna ze strony bogatego do biednego, gdy już mu się zabrało co było do zabrania.

    • 1 8

    • O przyjazni.

      Zarobić to trzeba umieć.A zabrać komuś kto zarobił...to też trzeba potrafić.Malo komu zdarza się i jedno , bądź drugie.

      • 4 0

  • Ja...

    Uważam że miło mieć przyjaciół.Nim się zorientujemy czy są fałszywi, czy nie, całe nasze życie może przejść.

    • 11 3

  • ? (1)

    Czas weryfikuje przyjaciół.

    • 12 3

    • Zgadza się...Szczególnie wtedy,kiedy człowiek potrzebuje czyjegoś wsparcia,dobrego słowa

      • 2 0

  • Bzdura

    Tylko poeta się nie dzieli

    • 3 1

  • Typowy pogląd ludzi pokroju Scrooge'a.

    Oczekują pełnej rekompensaty za nawet najdrobniejszą uprzejmość, którą wyrządzą innym. Bilans grzeczności musi im się zgadzać. Postawił butelkę Hennessy, to rewanż w postaci Jasia Wędrowniczka odbierze jako obrazę.

    • 7 1

  • (1)

    Dodałbym, że bezinteresowne małżeństwo możliwe jest między takimiż ludźmi.

    • 2 5

    • Może i możliwe,ale zawsze ten ''bogatszy'' będzie górą....

      • 1 0

  • jeśli ktoś zagląda znajomym do portfeli w poszukiwaniu przyjaźni, to tak (3)

    mam od b.dawna przyjaciela. dawno temu chcieli mu buty skroić na peronie a ja akurat tam się wbiłem i przegoniłem oprychów, tak się zaczęło. bite 20 lat. on jest dyrektorem, ja magazynierem. on ma 2 merole, ja nastoletnią agilę. on kilkuletnią budę z cudami na kiju, ja przedwojenny domek po dziadku ulicę dalej. chciał mi załatwić pracę, ale odmówiłem. jak potrzebował nerki, to mu zaoferowałem (jesteśmy tacy sami), ryczał, wył, dostał. jak szukałem nowej pracy, poszedłem w jego garniturze. jak miałem wypadek i wylądowałem w szpitalu, jeszcze tego samego dnia przewieźli mnie do prywatnej kliniki. jak wpadła do niego ekipa sztywniaków z solarisami, przybyłem z odsieczą i narobiłem wiochy. uciekli. teraz imprezujemy z normalnymi. jak go pustak zostawił, moja żona zapraszała go do nas na obiad żeby sam nie jadł. kiedyś przyszedł wieczorem w piątek, bo był sam i ...i przyjechała do nas moja kuzynka. zwykła laska grubaska z monopolowego. byłem jego świadkiem. ciężko było się pannie młodej wcisnąć do clsa albo c-coupe. moja żona chciała być kierowcą. pojechaliśmy agilą. po slubie sprzedali niskie merasie i kupili wypasioną B klase i takie coś suvowate, ale widziałem tylko tył jak mnie wyprzedzał na korkownicy. jak zmieniałem płot, leciałem po kosztach, sam kopałem dziury i stawiałem słupy. tzn. nie sam. z przyjacielem.

    • 11 3

    • Jak miło

      Ale fajna historia :) pozdrawiam

      • 5 0

    • Niezła bajka na dobranoc haha

      • 1 0

    • .?

      A potem Pan się obudził.

      • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.