Czujesz, że jesteś w tyle za rówieśnikami? Te dane pokażą ci, że to nieprawda

Mateusz Groen
10 marca 2026, godz. 15:00
Opinie (92)
Algorytm wmówił nam, że wszyscy są bogaci. To nieprawda

Nie masz mieszkania, sześciu cyfr na koncie, pracy zdalnej z laptopem na Bali i jeszcze nikt nie zaprosił cię na pilates na reformerach o dziesiątej (bo trzeba się przecież wyspać)? Spokojnie, to nie znak, że coś z tobą nie tak, tylko że najwyraźniej żyjesz w prawdziwym świecie, a nie w instagramowej relacji, a konkretniej - okłamuje cię bańka informacyjna. Bo choć od rana do nocy media społecznościowe próbują nam wmówić, że "normalne życie" wygląda dziś jak niekończące się zakupy, wyjazdy, zabiegi i awanse, rzeczywistość jest dużo mniej błyszcząca i znacznie bardziej znajoma dla większości z nas. Zatem czas na dane.





Nie masz mieszkania ani oszczędności? Spokojnie, większość też nie



Nowe auto, weekendowy city break, zabiegi medycyny estetycznej, pilates, matcha i jeszcze motywacyjny wpis o tym, że "wszystko jest kwestią nastawienia". Nie masz tego i pensji przekraczającej kilkanaście tys. zł miesięcznie? Otóż wiele osób też i to nie jest żadne odstępstwo od normy, tylko norma właśnie - choć patrząc na media społecznościowe, łatwo uwierzyć w coś dokładnie odwrotnego lub chociaż ukształtować sobie bańkę, że jest inaczej.

Scrollując kolejne relacje i rolki, można odnieść wrażenie, że współczesna codzienność składa się z odbioru nowego auta, wizyt na pilatesie, zabiegów kosmetycznych i zakupów, które mają potwierdzać życiowy sukces. Problem polega na tym, że ten świat jest nie tyle odbiciem rzeczywistości, ile jej starannie wyselekcjonowaną, wystylizowaną wersją - i to najczęściej przez osoby, których życie kręci się wokół pokazywania siebie. W efekcie to, co zwyczajne, zaczyna uchodzić za niewystarczające, a to, co w istocie jest przywilejem, przedstawiane bywa jako powszechny standard.


To normalne, że się porównujemy, ale nie zawsze jest tak, że u innych jest lepiej.
Warto więc na chłodno skonfrontować te życiowe kompleksy z rzeczywistością. To, że nie dysponujesz majątkiem, którego wymagałby dziś rynek mieszkaniowy, nie oznacza życiowej porażki. To, że nie odkładasz spektakularnych kwot, nie świadczy o braku zaradności. To, że twoje życie nie przypomina twojej rówieśniczki z Instagrama, nie znaczy, że robisz coś źle. Przeciwnie: bardzo możliwe, że funkcjonujesz dokładnie tak, jak funkcjonuje większość - tylko większości nie widać, bo nie sprzedaje się dobrze w algorytmach.

A skoro tak, to może najuczciwszy komunikat na dziś brzmi po prostu: wszystko z tobą w porządku. Radzisz sobie lepiej, niż pozwala ci uwierzyć internet.

Praca zdalna dla każdego? No właśnie nie



Istnieje pewna bardzo szczególna klasa ludzi, którzy uwierzyli i skutecznie przekonali do tego resztę świata za pośrednictwem mediów społecznościowych, że praca polega na otwieraniu laptopa w kawiarni gdzieś przy plaży, popijaniu zimnej kawy i wysyłaniu maili między jednym a drugim zachodem słońca.

Oczywiście jest to piękny obraz, ale w tym problem, że nie każdy tak będzie miał i taki obraz dotyczy mniej więcej jednej dziesiątej pracujących Polaków. Reszta - ta wielka, "nieinstagramowalna" reszta - wstaje rano np. o szóstej, jedzie autobusem albo stoi w korku, siedzi w open space i wraca do domu zmęczona w sposób ludzki. Każda epoka produkuje swoją klasę "wyższą", której styl życia staje się punktem odniesienia dla wszystkich pozostałych, którzy do niej nie należą i nigdy nie będą należeć.


Dziś tą klasą są pracownicy wiedzy z elastycznym grafikiem, freelancerzy, konsultanci, twórcy contentu oraz specjaliści od wszystkiego i niczego, którzy swój dzień pracy sami organizują. To oni dominują w mediach społecznościowych, to ich styl życia algorytmy serwują jako aspiracyjny standard. Problem w tym, że stanowią oni margines rynku pracy: widoczny i bardzo fotogeniczny margines, ale jednak margines. Jednak to ich model życia staje się punktem odniesienia dla milionów ludzi wstających codziennie i u których nieuchronnie rodzi się poczucie, że jest się gdzieś z tyłu, że się nie nadąża, że coś się przegapiło. To poczucie jest zrozumiałe, ale zupełnie nieuzasadnione.

Według danych GUS mediana wynagrodzeń mężczyzn wynosi 7400 zł, kobiet - 6 956 zł. To liczby, które warto sobie uzmysłowić następnym razem, gdy kolejny podcast o finansach osobistych będzie tłumaczył, że "każdy może zarabiać 10 tys., wystarczy chcieć".

10 tys. zł netto na rękę? To nie jest "przeciętna".



Język mediów społecznościowych dokonał czegoś zadziwiającego: sprawił, że zarobki, które osiąga 1 proc. kobiet w Polsce, zaczęły funkcjonować w zbiorowej wyobraźni jako coś w rodzaju minimum przyzwoitości. "Poniżej 10 tys. to się nie opłaca" - takie zdania można usłyszeć w podcastach o finansach osobistych, w komentarzach pod postami o "mindsecie" i podczas "networkingowych kolacji", na których wszyscy udają, że zarabiają więcej, niż zarabiają...


Tymczasem dane są bezlitosne i zupełnie nieinstagramowalne: jeden procent. Jeden. To nie jest tak, że większość ludzi zarabia 10 tys. i tylko ty z jakiegoś powodu utknęłaś gdzieś poniżej. To jest tak, że prawie wszystkie utknęły poniżej i tylko jedna na sto wyrwała się wyżej. Kulturowa presja, żeby czuć się nieudacznikiem przy 7 tys. brutto jest nie tylko bezpodstawna. Jest wręcz okrutna i to dla samego lub samej siebie.

Uspokójcie się: mieszkanie z rodzicami to nie moralna porażka



Masz 30 lat i mieszkasz z rodzicami? Witaj w klubie większości. Ponad połowa Polaków w wieku 25-34 lata mieszka z rodzicami i jest to fakt, który możemy sprawdzić w statystykach GUS lub usłyszeć w debacie publicznej. Jednak temat "gniazdowników" pojawia się niemal wyłącznie jako powód do wstydu albo jako dowód na moralny upadek młodego pokolenia, jego rzekomą roszczeniowość i niezdolność do samodzielności.


Tymczasem, patrząc realnie na dane, widzimy rynek nieruchomości, który w ciągu jednego pokolenia zmienił się nie do poznania. Płace, które za tym rynkiem nie nadążyły, i młodych ludzi, którzy robią dokładnie to, co w tej sytuacji jest racjonalne - zostają tam, gdzie jest taniej, bezpieczniej i gdzie można odłożyć choćby trochę pieniędzy - o ile będzie taka możliwość. To pokolenie weszło w dorosłość w momencie, gdy drabina społeczna, ta słynna, na której każde kolejne pokolenie miało stawać szczebel wyżej niż rodzice, zaczęła się chwiać.

Temat "gniazdowników", czyli młodych ludzi mieszkających/wracających do domów rodzinnych, nie jest nowy, a zaczął być w socjologii omawiany szerzej w okolicach pandemii.

Własne mieszkanie dopiero po trzydziestce?



Pierwsze mieszkanie Polacy kupują najczęściej po 35. roku życia i jest to informacja, która powinna wywołać zbiorową ulgę, a zamiast tego wywołuje milczenie, bo nie pasuje do narracji o tym, że "jak się chce, to można nawet po 18" i że jedyną przeszkodą na drodze do własnych czterech ścian jest brak dyscypliny przy odkładaniu pieniędzy i zbyt częste zamawianie jedzenia przez aplikację.


A warunki są takie: ceny mieszkań w największych miastach wzrosły w ciągu ostatniej dekady kilkukrotnie. Zdolność kredytowa przeciętnego Polaka przez długi czas była dramatycznie niska, a rynek najmu - zamiast być godną alternatywą - też pozostaje drogi, niepewny i pozbawiony jakiejkolwiek sensownej regulacji oraz mimo spekulacji ekonomistów - bez jakichś możliwości zmian. W takich warunkach kupno mieszkania przed trzydziestką nie jest dowodem na pracowitość, a na uprzywilejowanie, fart i tylko tyle. Jest dowodem na to, że miało się bogatych rodziców albo wyjątkowe szczęście. Jedno i drugie zdarza się rzadko.

Zabiegi, pilates i ekskluzywne pasje też kosztują



Zaledwie 12 proc. Polaków skorzystało z zabiegów medycyny estetycznej w ciągu ostatnich pięciu lat, a mimo to estetyczny ideał, który te zabiegi wytwarza, stał się w przestrzeni mediów społecznościowych rodzajem niewidzialnej normy, której ciężar odczuwa znacznie więcej osób, niż kiedykolwiek przekroczyło próg gabinetu.

Raport opublikowany w 2025 r. pokazuje jasno stosunek do tego tematu.
Dane z raportu "Polska za filtrem 2025", przygotowanego przez serwis Kliniki.pl we współpracy z agencją badawczą SW Research na próbie dorosłych Polaków. Te dane warto postawić obok tego, co serwują nam codziennie rolki, posty, influencerzy, i wyjść z bańki. Z raportu wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat zaledwie 12,9 proc. Polaków zdecydowało się na jakikolwiek zabieg medycyny estetycznej - co oznacza, że ponad 87 proc. społeczeństwa tego nie robi i nigdy nie robiło. I nie jest to jedynie świat kobiet. Co ciekawe, mężczyźni idą na zabiegi rzadziej, ale za to znacznie częściej pod wpływem zewnętrznej presji - niemal co trzeci (35 proc.) przyznaje, że zainspirował go influencer lub znajomy z social mediów, a co czwarty (24 proc.) - filtry i "idealne twarze" z internetu.


To jest właśnie jeden z najbardziej fascynujących mechanizmów współczesnej kultury konsumpcji: nieustanne wytwarzanie wrażenia powszechności czegoś, co powszechne nie jest i nigdy nie było. Algorytmy nie pokazują nam przekroju społeczeństwa - pokazują nam to, co generuje zaangażowanie, a zaangażowanie generuje aspiracja, zazdrość i lęk przed wykluczeniem, a także suma pieniędzy i skuteczność kampanii gabinetów.

Efekt jest taki, że kobieta, która nigdy w życiu nie była na zabiegu "oczyszczającym" czy "ujędrniającym" i nie zapisała się na pilates na reformerach za 1,5 tys. zł miesięcznie, zaczyna traktować siebie jako kogoś gorszego. Zamiast jako kogoś, kto po prostu żyje standardowo lub inaczej.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (92)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Od dźwięku do zdrowia: muzyka zamiast nałogu - Konferencja dla młodzieży

wykład, konferencja

Morfologia Sprzedaży 2026

1290 - 1590 zł
konferencja

Głębokie słuchanie. Czyszczenie uszu - warsztaty dla dorosłych

warsztaty, spotkanie

Gdańsk wybiera zdrowie - bezpłatne szczepienia

wykład, sesja naukowa, konsultacje

Najczęściej czytane