- 1 Festiwal odwołany przez zalegający śnieg? (120 opinii)
- 2 Trzeci dzień Remconu odwołany (31 opinii)
- 3 DLDKP: wielka impreza walentynkowa (4 opinie)
- 4 Widowiskowy pokaz na fasadzie UM (47 opinii)
- 5 Tłumy na Targach Ezoterycznych (25 opinii)
- 6 Studniówki: bal gdańskiego "autonomika" (23 opinie)
Giganci jazzu na Ladies'Jazz Festival
Bieżąca edycja Ladies'Jazz jest 20., jubileuszową. Organizatorzy postanowili uczcić ją w szczególny sposób, zapraszając gigantów wokalistyki jazzowej - najbardziej utytułowaną, najczęściej nagradzaną grupę wokalną świata - Take 6. Tego, że na imprezie dedykowanej damom jazzu wystąpiło sześciu mężczyzn, nikt jednak nikomu za złe nie miał - publiczność, która wykupiła bilety na niedzielny koncert w Teatrze Muzycznym w Gdyni, była oczarowana swoimi idolami, w trakcie koncertu nagradzała wykonawców spontanicznymi oklaskami, a po zakończeniu dwukrotnie podnosiła się z miejsc, domagając się bisów.
- Giganci wokalnego jazzu w Gdyni
- Sala szczelnie wypełniona wiernymi fanami Take 6
- Feeria możliwości ludzkiego głosu
- Muzyka z przesłaniem
- Euforia podczas koncertu, bis jak makiem zasiał...
Podczas tegorocznej odsłony, odbywającej się w dniach 15-24 lipca, muzyki można posłuchać w gdyńskim Teatrze Muzycznym, Konsulacie kultury oraz u "sąsiadów zza miedzy" - w Filharmonii Kaszubskiej w Wejherowie.
Giganci wokalnego jazzu w Gdyni
Choć festiwal Ladies'Jazz jest dedykowany damom światowego jazzu, nikt zaproszenia tych panów organizatorom za złe nie miał. Take 6 to przecież najbardziej utytułowana, najczęściej nagradzana grupa wokalna świata. A że tworzą ją sami mężczyźni? Kto by się tym w tych okolicznościach przejmował.
Sam zespół powstał mniej więcej w 1980 roku jako grupa gospelowa, występująca bez instrumentów (a cappella). Nazwa Take 6 pojawiła się natomiast po raz pierwszy w 1987 roku, przy okazji wydania debiutanckiej płyty. Sekstet podbił świat i nieustannie zachwyca miłośników soulu, jazzu, pop czy gospel.
- To najbardziej gorąca nazwa wśród zespołów wokalnych w całym układzie słonecznym - podkreślali organizatorzy Ladies'Jazz Festival. - To kwintesencja jakości, wielkości, czystości wykonania. To pewnik genialnego show, wspaniałego kontaktu z publicznością, niespotykanych gdzie indziej wrażeń muzycznych, estetycznych i emocjonalnych - zapewniali.
Sala szczelnie wypełniona wiernymi fanami Take 6
Kto w ogóle słyszał o Take 6? Komu może podobać się muzyka śpiewana a cappella (bez instrumentalnego akompaniamentu)? Okazuje się, że koneserów nie brakuje, bo bilety na niedzielny koncert zostały wyprzedane, a euforyczne owacje, jakie przywitały artystów na scenie, dowodzą, że grono fanów mają całkiem pokaźne.
A skoro publiczność była "nakręcona" od pierwszej chwili, artyści nie bawili się w rozgrzewkę, tylko na pełnych obrotach zaczęli swój występ.
Feeria możliwości ludzkiego głosu
Take 6 to nie sześcioosobowy chórek. To grupa artystów, którzy tworzą muzykę za pomocą głosu, ale sięgając po przeróżne techniki wokalne, włączając w to np. beatbox. Ich aranżacje fascynują i elektryzują publiczność, co potwierdziły żywiołowe reakcje słuchaczy podczas niedzielnego koncertu.
Publiczność była zafascynowana nie tylko umiejętnościami wokalnymi, ale także charyzmą i humorem członków zespołu. Między utworami opowiadali anegdoty, dzielili się historiami z ich trwającej blisko cztery dekady kariery, a także z radością mówili o swoich wrażeniach z pobytu w Gdyni. Ich naturalność i otwartość zbudowały wyjątkową więź z widownią, która czuła się częścią tego muzycznego święta.
Muzyka z przesłaniem
Artyści z Take 6 na przestrzeni lat zapraszali do współpracy wielkie sławy, m. in. Stevie Wondera, Raya Charlesa, czy Ala Jarreau, o czym chętnie opowiadali podczas koncertu, prezentując własne aranżacje utworów z repertuaru zaprzyjaźnionych artystów. Publiczność reagowała na to wręcz euforycznie, chętnie włączając się do wspólnego śpiewania, jak np. podczas wykonania "Stand By Me" z repertuaru Bena E. Kinga.
Choć dziś Take 6 ma łatkę gigantów wokalistyki jazzowej, należy pamiętać, że artyści rozpoczęli karierę od gospelu, co wyraźnie podkreślili podczas niedzielnego koncertu. "Teraz jest czas, żeby zabrać Polskę do kościoła" - żartowali, zapowiadając jeden z gospelowych numerów.
- Zabraliśmy was w niedzielę do kościoła, a teraz wam pokażemy, co dzieje się na mieście w sobotnią noc - żartowali, zapowiadając kolejny utwór.
I faktycznie, na sali zapanowała euforia rodem z "Gorączki sobotniej nocy".
-
Lubię to
-
Super
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 0
Publiczność była oczarowana występem swoich idoli i chętnie włączała się do wspólnego śpiewania.
Euforia podczas koncertu, bis jak makiem zasiał...
W Gdyni Take 6 zjawili się w składzie: pochodzący z Orlando Khristian Dentley - baryton, wokalista i pastor Joey Kibble, David Thomas, tenory: Mark Kibble i Claude V. McKnight III i Alvin Chea - bas.
- Wszyscy nas znają, jako Take 6, ale chciałbym przypomnieć, że każdy z nas posiada swoje własne imię - żartował Alvin Chea, przedstawiając zespół.
W trakcie całego koncertu na widowni panowała euforia. Zdecydowanie nie była to przypadkowa publiczność, a wierni i oddani fani Take 6. Spontaniczne oklaski, piski i okrzyki zachwytu były normą i nikt z wyrażaniem emocji się nie hamował.
Po zakończeniu słuchacze nagrodzili artystów tak potężnymi brawami i owacją na stojąco, że ci nie mieli innego wyjścia, jak odwdzięczyć się bisem. Nie zdecydowali się jednak na wykonanie głośnego hitu czy jakiejś niezwykle energetyzującej piosenki, żeby podtrzymać ogień na widowni. Przeciwnie - odłożyli mikrofony i bez nagłośnienia wykonali zachwycające harmonią Alleluia.
Na sali momentalnie zapanowała cisza. Przeszło tysiąc osób, które chwilę wcześniej krzyczały z zachwytu, teraz zamilkło i w totalnym skupieniu słuchało słuchało tych nieskazitelnie czystych współbrzmień, którymi artyści z Take 6 zachwycają nas od blisko czterech dekad, pokazując, że w pełni zasługują na tytuł gigantów jazzowej wokalistyki.
Wydarzenia
Miejsca
Zobacz także
Opinie wybrane
-
2024-07-22 10:38
Ale jazz! (3)
Mój trzeci koncert Take 6 w przeciągu 6 lat. Trudno o lepszą definicję profesjonalizmu w muzyce niż ich występy. Mimo 40 lat na scenie zawsze potrafią stworzyć niesamowite widowisko (niektóre nasze rodzime,wieczne gwiazdy mogły by się od nich uczyć). Entuzjazm wśród publiczności niczym na koncercie rockowym a to przecież "tylko" jazz:) Moim zdaniem lepszej grupy wokalnej od Take 6 nie było, nie ma i nie będzie.
- 15 3
-
2024-07-22 20:44
Wole Take5
- 0 1
-
2024-07-22 12:49
a Manhattan Transfer? (1)
- 1 1
-
2024-07-22 13:09
Take 6 a Manhattan Transfer
Byłem na koncercie obydwu zespołów kilkanaście lat temu w Warszawie. Take 6 zmiażdżył kwartet. Pod każdym względem. Idealnym brzmieniem od pierwszej nuty, rozśpiewaniem, perfekcyjnym nagłośnieniem.
A że to oni byli pierwsi to bardzo ciężko było przestawić się na dużo gorszy występ MT.
A szkoda, bo pamiętam ich transmisje radiowe z Jazz Jamboree z pierwszej połowy lat 90, Wtedy nie było takiej różnicy.
Swoją drogą MT jeszcze koncertuje?- 0 2
-
2024-07-22 17:37
Byłem (1)
I było bardziej niż super.
Przy okazji, tak jak w przypadku zeszłorocznego koncertu Manhattan Transfer, dało się zauważyć różnicę pomiędzy naszymi wokalistami, a amerykańskimi. Nasi tylko śpiewają, a tamci dosłownie roznoszą salę tworząc niesamowity show powodując, że cała widownia bawi się z nimi, 60-70 latkami.- 3 2
-
2024-07-23 09:36
Tak jak z polskimi filmami.
Nic się nie dzieje.
- 0 0
-
2024-07-22 16:39
Jazz uwielbiam, ale preferuję instrumentalny
- 6 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



