- 1 Restauratorzy nie chcą ograniczeń ogródków (245 opinii)
- 2 Dzielnicowe ryneczki wracają od soboty (85 opinii)
- 3 Opowieść o wyjątkowej dzielnicy Gdyni
- 4 Święto miłośników polskiego designu (24 opinie)
- 5 Nadchodzą Dni Krytyki Filmowej (8 opinii)
- 6 Jemy na mieście: Manioca w Gdańsku (44 opinie)
Pikawa kończy 25 lat. To jedna z najstarszych kawiarni w Gdańsku
W marcu 2001 r. w centrum Gdańska otwarto małą kawiarnię Pikawa, która przez ćwierć wieku obserwowała zmiany w mieście, rozwój lokalnej sceny kawowej i modę na gastronomię. Dziś lokal wciąż działa w centrum w znacznie większej przestrzeni przy ul. Lektykarskiej, a o początkach, wyzwaniach codziennej pracy i tym, co sprawiło, że przetrwał wszystkie kryzysy, opowiada Bartosz Chwazik, menedżer Pikawy od samego początku.
Początki Pikawy: mały lokal i wielka pasja do kawy
Alicja Olkowska: W połowie marca Pikawa kończy 25 lat. Pamięta pan pierwsze tygodnie działalności lokalu? Jak wyglądał rynek kawiarni w Gdańsku, gdy startowaliście?
Bartosz Chwazik: Pamiętam te pierwsze tygodnie bardzo dobrze - to była mieszanka ekscytacji, stresu i ogromnej fascynacji nowym wyzwaniem. Wchodziliśmy w coś, co było dla nas nie tylko biznesem, ale przede wszystkim pasją. Każdy dzień przynosił coś nowego, a my uczyliśmy się wszystkiego w praktyce - od rozmów z pierwszymi gośćmi po dopracowywanie najdrobniejszych detali.
Rynek kawiarni w Gdańsku wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Byliśmy jedną z nielicznych kawiarni w mieście, a kultura picia dobrej, jakościowej kawy dopiero zaczynała się rozwijać. Nie było tak dużej konkurencji, ale też świadomość klientów była inna - wiele rzeczy trzeba było tłumaczyć, pokazywać, budować od podstaw.
Naszą działalność rozpoczęliśmy w malutkim lokalu. To było niewielkie miejsce, ale miało w sobie ogromny urok i energię. Tworzyliśmy je z sercem, krok po kroku, z wiarą, że uda się zbudować coś trwałego. Patrząc z perspektywy 25 lat, tamten skromny początek wydaje się jeszcze bardziej wyjątkowy.
Dodam, że gastronomię i jej rozwój obserwowaliśmy z różnych perspektyw - właściciel Pikawy, Krzysztof Kwiecień, jest restauratorem prowadzącym dodatkowo inne lokale gastronomiczne w Śródmieściu Gdańska: restaurację Tekstylia oraz Pikawa Bistro.
Liczba π, kultowa "Pikawa" i miliony filiżanek kawy
Świętujecie 25-lecie dokładnie w okolicach Dnia Liczby Pi. Czy to czysty przypadek kalendarza, czy świadomie wykorzystujecie ten motyw w komunikacji? I skoro już jesteśmy przy liczbie π - czy potrafi pan policzyć, ile "pi-kaw" sprzedaliście przez 25 lat?
To zdecydowanie nie jest przypadek: takie było nasze założenie. Od początku jesteśmy bardzo związani z liczbą π. W końcu to nasze logo i znak towarowy, wciśnięte w serduszko, które symbolizuje miłość do ludzi i pasję związaną z kawą. Liczba pi to dla nas nie tylko matematyka, ale też pewna nieskończoność - rozmów, spotkań i historii, które dzieją się przy filiżance.
Co więcej, nasza kultowa kawa "Pikawa" z przyprawami korzennymi również obchodzi w tym roku 25-lecie. To jedna z pierwszych pozycji w naszym menu i do dziś ma swoich wiernych fanów. Można powiedzieć, że dorastała razem z nami.
A jeśli już mówimy o liczbach, to patrząc wstecz i nie chcąc się zbytnio chwalić, szacujemy, że sprzedaliśmy ok. 70 tys. porcji naszej "Pikawy", a samych napojów kawowych nasi bariści "przepuścili" przez ekspres ponad 2 mln. To liczby, które robią wrażenie, ale dla nas najważniejsze jest to, że za każdą z nich stoi człowiek i jego chwila przyjemności.
Pikawa jest jedną z najstarszych kawiarni w Gdańsku. Co wg pana sprawiło, że przetrwała tyle sezonów, mód i kryzysów?
Myślę, że na to 25 lat złożyło się kilka bardzo prostych, ale wymagających rzeczy. Przede wszystkim ciężka, codzienna praca. Gastronomia to nie jest łatwa branża, tu nie ma drogi na skróty. Trzeba być na miejscu, pilnować jakości, reagować na zmiany i nieustannie dbać o detale.
Drugim, i chyba najważniejszym, filarem są ludzie. Zarówno nasz zespół, który wkłada serce w to, co robi, jak i goście, którzy do nas wracają. Bez relacji, bez zaufania i bez wzajemnej życzliwości żadna kawiarnia nie przetrwałaby tylu sezonów, mód i kryzysów.
Bardzo ważne jest też dążenie do ciągłych zmian i rozwoju. Staramy się nie stać w miejscu - obserwujemy trendy, uczymy się, udoskonalamy ofertę, ale jednocześnie pozostajemy wierni temu, kim jesteśmy.
I wreszcie: uczciwość. Prowadzimy biznes, który kochamy, i robimy to w sposób odpowiedzialny. Wierzę, że jeśli coś tworzy się z pasji, z szacunkiem do ludzi i z uczciwym podejściem, to ma szansę przetrwać naprawdę wiele.
Jak przetrwać ćwierć wieku w gastronomii? Codzienna praca i relacje z gośćmi
Ćwierć wieku to nie tylko sukcesy. Który moment był najtrudniejszy? Kryzys gospodarczy, pandemia, rosnące koszty w centrum miasta - co naprawdę mogło zagrozić temu miejscu?
Zagrożeń przez te 25 lat było naprawdę wiele. Z roku na rok coraz większym wyzwaniem stają się koszty prowadzenia takiego biznesu: energia, produkty, wynagrodzenia. Dziś dla wielu osób wyjście na deser do kawiarni raz czy dwa razy w miesiącu to już luksus. Gastronomia jest niezwykle wrażliwa na każdą zmianę w gospodarce.
Szczególnie trudny był czas pandemii. Widok pustego Głównego Miasta czy naszej ul. Piwnej był czymś naprawdę surrealistycznym. Miejsce, które zawsze tętniło życiem, nagle zamarło. Pamiętam sytuacje, kiedy policja legitymowała mnie, gdy szedłem tylko po to, by sprawdzić, czy w lokalu wszystko jest w porządku i jak "czują się" nasze rybki. To były momenty, które pokazywały, jak bardzo świat stanął na głowie.
Ale chyba najsmutniejsze było co innego - cisza. Bycie samemu w lokalu, w miejscu stworzonym do spotkań, rozmów i śmiechu, i nie mieć z kim zamienić choćby kilku słów. To wtedy najmocniej uświadomiliśmy sobie, że kawiarnia to nie tylko kawa i deser. To ludzie. I właśnie te codzienne rozmowy z gośćmi dziś doceniamy jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Ulica Piwna i całe Śródmieście bardzo się zmieniły przez te 25 lat. Turystyka, sezonowość, rotacja lokali. Czy Pikawa jest dziś bardziej dla mieszkańców czy dla gości z zewnątrz?
Nasze miasto jest piękne i przez te 25 lat ogromnie się rozwinęło pod względem infrastruktury, modernizacji, bazy hotelowej. Dla mnie osobiście to najpiękniejsze miejsce w Polsce, a i na tle Europy postawiłbym je naprawdę wysoko. Śródmieście zmieniło się bardzo, stało się bardziej międzynarodowe, dynamiczne, sezonowe, ale wciąż ma swój niepowtarzalny klimat.
My jednak zawsze w sezonie letnim powtarzamy sobie jedno: od czego to wszystko się zaczęło. A zaczęło się od gości z Trójmiasta. To oni byli z nami na początku i do dziś jest kilkaset osób z naszego miasta, które odwiedzają nas regularnie. To dla nas ogromna wartość - świadomość, że jesteśmy częścią czyjejś codzienności czy małych rytuałów.
Z drugiej strony coraz częściej obserwuję piękne sytuacje, gdy turyści, którzy trafili do nas przypadkiem podczas wizyty w Gdańsku, wracają przy kolejnych pobytach. To daje poczucie, że zostajemy w czyjejś pamięci na dłużej.
Dlatego nie dzielę naszych gości na "miejscowych" i "z zewnątrz". Cieszą nas zarówno wierni bywalcy z Trójmiasta, jak i nowe twarze z różnych stron Polski i świata. Bo najważniejsze jest to, że przychodzą tu ludzie, którzy chcą na chwilę usiąść, porozmawiać i poczuć dobrą energię.
Smaki, które przetrwały lata: szarlotka i herbaty ze Stumilowego Lasu
Czy są w menu rzeczy, których nie rusza pan od lat, takie "świętości" Pikawy? I odwrotnie: co musiało zniknąć, bo czasy się zmieniły?
Są takie rzeczy w naszym menu, które traktujemy jak małe "świętości" i których nie wyobrażamy sobie ruszać. Od samego początku jest z nami nasza szarlotka. Myślę, że w tamtych czasach była to jedna z nielicznych, a może nawet jedyna taka szarlotka w Trójmieście. Do dziś wypiekamy ją wg tej samej receptury, którą stworzyła wspaniała kobieta, pani Irenka. To smak, z którym dorastało całe pokolenie naszych gości.
Już od początku tworzyliśmy też historię bajkowych herbat ze Stumilowego Lasu. To była nasza autorska opowieść zamknięta w filiżance. Wszystko zaczęło się od herbaty Misiowej, a chwilę później dołączyła Czekolada Puchatka, która zabierała naszych gości w świat słodyczy i rozkoszy dla podniebienia. Te pozycje stały się częścią tożsamości Pikawy.
Z drugiej strony gastronomia to żywy organizm. Rozwijamy się kulinarnie i bardzo uważnie słuchamy naszych gości. To oni w dużej mierze decydują, co trafia w ich gusta. Nie obrażamy się na opinie, przeciwnie, traktujemy je jako drogowskaz. Jeśli widzimy brak zainteresowania jakąś pozycją, modyfikujemy ją albo żegnamy się z nią i szukamy nowych smaków, które zaskoczą i zainteresują niejedno podniebienie.
Szanujemy tradycję, ale nie boimy się zmian i myślę, że właśnie ta równowaga pozwala nam być tu już od 25 lat.
W świecie specialty coffee, alternatywnych metod parzenia i instagramowych wnętrz - Pikawa wciąż trzyma swój klimat. To świadoma decyzja, żeby nie gonić każdej mody?
Tak, to zdecydowanie świadomy wybór. Oczywiście obserwujemy świat kawy, rozwój specialty, nowe metody parzenia czy trendy wnętrzarskie, ale nie czujemy potrzeby, by gonić każdą modę. Od początku budowaliśmy własny klimat i tożsamość i chcemy im pozostać wierni.
Cieszy nas, gdy odwiedzają nas znane postacie i ludzie wyjątkowi, a przez 25 lat było ich naprawdę sporo. Ale tak samo cieszy nas obecność rodzin, młodzieży, seniorów. Pikawa to miejsce dla każdego. To piękne, gdy przy jednym stoliku siedzi kilka pokoleń, gdy dziadkowie przyprowadzają wnuki tam, gdzie sami kiedyś przychodzili. Takie chwile są bezcenne.
Często to, co widzimy w "szkiełku telefonu", nie oddaje prawdziwej atmosfery miejsca. Zdjęcie może być perfekcyjne, ale nie pokaże rozmów, śmiechu, emocji. My stawiamy właśnie na to - na autentyczność.
Nie gonimy każdej mody, bo wierzymy, że tradycja ma ogromne znaczenie. Chcemy być i będziemy autentyczni. A jeśli przez 25 lat nasi goście wracają do nas po klimat, smak i relacje, to znak, że ta droga ma sens.
Gastronomia od kuchni: dlaczego wiele lokali nie wytrzymuje próby czasu
Wiele lokali w centrum znika po kilku sezonach. Co według pana jest największym błędem właścicieli, którzy nie wytrzymują próby czasu?
Nie czuję się kompetentny, by oceniać innych czy udzielać gotowych recept na sukces. Każda historia jest inna, każdy lokal ma swoją specyfikę i swoje wyzwania.
Często jednak bywa tak, o czym rozmawialiśmy wcześniej, że ktoś widzi w mediach społecznościowych piękne wnętrze, pełne stoliki, efektowne zdjęcia i myśli: "Przecież to takie proste". A gastronomia to bardzo trudny i momentami niewdzięczny biznes. Wymaga ogromnego zaangażowania, cierpliwości i odporności.
Moim zdaniem kluczowy jest racjonalizm. Emocje i pasja są niezwykle ważne, ale w tym biznesie trzeba też twardo stąpać po ziemi, liczyć koszty, planować długofalowo i mieć świadomość, że nie wszystko przychodzi od razu. Czas ma tu ogromne znaczenie - zaufanie gości buduje się latami, a stracić je można bardzo szybko.
Trzeba też pamiętać o skali konkurencji. W samym Śródmieściu Gdańska działa ponad 500 punktów gastronomicznych, a my jesteśmy tylko jednym z nich. To pokazuje, jak wymagający jest ten rynek. Dlatego oprócz pomysłu i estetyki potrzebna jest konsekwencja, pokora i gotowość na codzienną, ciężką pracę.
Dla wielu osób to miejsce ma wymiar sentymentalny. Sama przychodziłam tu jeszcze w liceum z koleżankami, ok. 2003 r., zawsze na ciepłą szarlotkę z lodami. Czy ma pan poczucie, że Pikawa stała się tłem czyjejś młodości, randek, ważnych rozmów? Jak często słyszy pan takie historie?
Bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że również dziś trafia pani do nas od czasu do czasu, może znów na ciepłą szarlotkę z lodami (śmiech).
I proszę mi wierzyć, mam poczucie, że Pikawa nie jest tylko tłem, ale czymś znacznie więcej. Przez te 25 lat byliśmy świadkami niezliczonych pierwszych randek, oświadczyn, ważnych rozmów, pojednań i życiowych decyzji. To historie, które działy się przy naszych stolikach i które na zawsze zostają w pamięci.
Sam obserwuję, jak dzieci naszych gości dorastają razem z Pikawą. I nie chcę przesadzić, ale już kilkanaście, a może i więcej, osób, które pamiętam jako kilkuletnie dzieci, leżące ze smoczkiem w wózku, pracowało u nas później w sezonie letnim. To naprawdę wzruszające. Widzisz kogoś, kto kiedyś przychodził z rodzicami na deser, a po latach stoi za barem i serwuje kawę kolejnym pokoleniom.
Ta historia wciąż trwa. Uwielbiam momenty, kiedy ktoś podchodzi i mówi: "przychodziłem tu, kiedy byłem młody, a dziś jestem tu z własną rodziną". Wtedy czuję, że stworzyliśmy coś więcej niż kawiarnię. Stworzyliśmy miejsce, które stało się częścią czyjegoś życia. I to jest dla nas największa wartość.
Wydarzenia
Miejsca
Wywiady
Opinie wybrane
-
2026-03-13 13:35
Niesamowicie dobre ciasto mieli o nazwie pascha. Czy w tym sezonie będzie? (2)
Chodzę do tej kawiarni od samego początku jej istnienia.
- 52 9
-
2026-03-14 14:42
Po to
Artykul aby ktos przyjal lokal ,,,w5 nie w jednym miejscu
- 1 0
-
2026-03-13 15:35
Zapraszamy :)
Pascha jest w stałej ofercie :)
- 13 2
-
2026-03-13 19:59
Wywiad długi, ale
czy pada tu choćby jakieś jedno odkrywcze spostrzeżenie? Ktoś dowiedział się czegoś, czego wcześniej nie wiedział? Właściwie tylko informacji zawartej w tytule nie byłam świadoma: "Pikawa kończy 25 lat". A samą kawiarnię bardzo lubię; jak nie ma pomysłu gdzie usiąść, to zawsze tam można próbować.
- 19 5
-
2026-03-13 14:37
Kiedyś w miejscu starej Pikawy był sklep Almi Decor (1)
Fajne czasy. Szkoda, ze takie miejsca się nie utrzymują. Tylko Hotele i jubilerzy.
- 27 0
-
2026-03-17 05:33
Szkoda,
że 25-cio letni lokal w Gdańsku to już "stary" (a nawet "jeden z najstarszych"). Rozumiem jeszcze, gdyby chodziło o kawiarenkę internetową...
- 4 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



