Recenzja filmu "Panna młoda!". Miało być wesele, a jest stypa

Tomasz Zacharczuk
7 marca 2026, godz. 07:00
Opinie (10)
"Panna młoda!" to opowieść o burzliwym związku potwora Frankensteina z przywróconą do życia Idą. Oboje muszą uciekać przed stróżami prawa i gangsterami, choć sami też nie stronią od przemocy i zbrodni.

Na stole operacyjnym leżą: outsiderskie love-story w stylu "Dzikości serca", rebelianckie przygody wyemancypowanej Harley Quinn, utrzymany w klimacie neo-noir gangsterski kryminał i psychodeliczna opowieść o opętaniu duchem... Mary Shelley. Maggie Gyllenhaal, niczym doktor Frankenstein, z różnych szczątków próbuje pozszywać własne monstrum, ale wychodzi jej jedynie rozwydrzony i pokraczny filmowy "potworek". "Panna młoda!" to z pewnością kino unikatowe, ale jednocześnie przestylizowane i zagracone pomysłami, które nijak do siebie pasują. Ambitny to eksperyment, ale zarazem przekombinowany jak niesławne "Joker: Folie a deux".





Tak się złożyło, że dwoje reżyserów, będących na zupełnie innych etapach swoich karier, w podobnym czasie - niezależnie od siebie - zainteresowało się tym samym materiałem źródłowym. Guillermo del Toro w ubiegłorocznym "Frankensteinie" dość wiernie starał się zekranizować powieść Mary Shelley, zaś Maggie Gyllenhaal w "Pannie młodej!" prozą brytyjskiej literatki jedynie luźno się zainspirowała, tworząc historię skupioną wokół towarzyszki potwora.

Nie jest to oczywiście nowy pomysł, bo już niemal sto lat temu przywróconą do życia kobietę pokazano w "Narzeczonej Frankensteina" z 1935 r. Tytułowej bohaterce poświęcono na ekranie raptem kilka minut, więc teraz Gyllenhaal niejako oddaje jej sprawiedliwość i odkrywa ją dla współczesnego kina na nowo. W sposób odważny i ambitny - choć to właśnie ta ambicja finalnie pożera samą reżyserkę i jej dzieło, w którym wszystkiego jest zwyczajnie za dużo. "Panna młoda!" w każdej scenie domaga się wręcz, by ją podziwiać, ale bardzo rzadko tłumaczy, za co właściwie ten podziw jej się należy.

  • Lubię to Lubię to 1
  • Super Super 2
  • Trzymaj się Trzymaj się
  • Ha ha Ha ha
  • Wow Wow 1
  • Przykro mi Przykro mi
  • Wrr Wrr
  • Wszystkie 4

Penny i Frank jak Bonnie i Clyde?



Lata 30. XX wieku. Błąkający się po świecie od kilku dekad potwór Frankensteina (Christian Bale) zjawia się w gabinecie ekscentrycznej pani doktor (Anette Bening), by przekonać ją do przeprowadzenia eksperymentu podobnego do tego, jaki dał życie jemu samemu. "Frank", któremu coraz mocniej doskwiera samotność, jest bowiem przekonany, że pisana jest mu tylko kobieta stworzona na jego podobieństwo. Poszukiwania idealnej kandydatki nie trwają długo. Na laboratoryjny stół wkrótce trafiają zwłoki zamordowanej niedawno Idy (Jessie Buckley) - dziewczyny obracającej się przed śmiercią w chicagowskim półświatku.

Ożywiona kobieta nic nie pamięta ze swego poprzedniego życia. Karmi się więc kłamstwami Franka, który nazywa ją Penny i wmawia jej, że jest jego narzeczoną. Porywcza Ida/Penny już pierwszego dnia po powrocie z zaświatów wywołuje awanturę w nocnym klubie, która kończy się interwencją jej partnera i śmiercią dwóch napastliwych mężczyzn. Para zmuszona jest do ucieczki, a jej śladem podążają nie tylko chicagowscy śledczy (Peter SarsgaardPenelope Cruz), ale również lokalni gangsterzy mający z Idą rachunki do wyrównania. Namierzanie zbiegów nie jest trudne, bo wszędzie tam, gdzie pojawiają się Frank i Penny, przemoc eskaluje i padają kolejne ofiary.

Wydawać by się mogło, że od tego momentu oglądać będziemy ucieczkowe kino drogi przeplatane płomiennym romansem. Skojarzenia z Bonnie i Clydem nasuwają się same, aczkolwiek bardziej adekwatne wydają się nawiązania do "Dzikości serca" Davida Lyncha. Maggie Gyllenhaal (nie tylko reżyserka, ale i scenarzystka "Panny młodej!") uznała jednak taką konwencję za zbyt oczywistą, więc dorzuciła jeszcze do swojego filmu klasyczne zagrywki z kina grozy, a nawet z horrorów o opętaniu. Jeszcze przed śmiercią bowiem Ida mówi językiem przemawiającej do niej z zaświatów... Mary Shelley.

Katalog.trojmiasto.plTo może dobra kawa po kinie?



Nawet ten - zakrawający już o absurd i po prostu o kicz - pomysł nie wyczerpał najwidoczniej ambicji pani reżyser, która w pewnym momencie przemienia swoją opowieść w anarchistyczny i wywrotowy manifest feministyczny, a Penny - niczym Harley Quinn - za pomocą broni toruje kobietom drogę ku emancypacji. Gyllenhaal wciąż jednak czuje się artystycznie niezaspokojona, dlatego uruchamia w "Pannie młodej!" elementy iście musicalowe i aranżuje sceny, w których Frank i Penny pląsają na parkiecie z gracją Freda Astaire'a i Ginger Rogers. Mało? To dorzućmy jeszcze policyjny kryminał ze zmęczonym życiem detektywem i odbębniającą za niego całą robotę asystentką (dziwnie ogląda się Sarsgaarda i Cruz w tak mało znaczących i bezbarwnych rolach) oraz kilka scen rodem z kina gangsterskiego.

Bardzo na miejscu w tym momencie wydaje się pytanie: to czym właściwie jest "Panna młoda!"? Odpowiedź, jaką serwuje nam Maggie Gyllenhaal, jest niestety najgorszą z możliwych: tym wszystkim i zarazem żadnym z powyższych. Liczba wątków, konwencji, pomysłów inscenizacyjnych i tonacji jest tak przytłaczająca, że już w początkowym kwadransie można poczuć dezorientację, która będzie się tylko nasilać. I poprowadzi, niestety, do niewyraźnego i emocjonalnie wygasłego finału, w którym pozornie wszystko się zazębia, ale nadal nic nie ma sensu.

W swoim najnowszym filmie Maggie Gyllenhaal próbuje umieścić zbyt wiele różnych konwencji, tematów i wątków. "Panna młoda!" staje się przez to przeładowana treścią, a formalnie zbyt niestabilna i chaotyczna.

"Panna młoda!" ma coś w sobie, ale zbyt rzadko da się to dostrzec



W samym żonglowaniu skrajnie różnymi gatunkami nie ma jeszcze nic złego, ale brak płynności i ciągłe przestawianie narracyjnej "wajchy" wywołuje po prostu zmęczenie, a w pewnym momencie znużenie fabułą. Proponowany przez Gyllenhaal chaos jest tylko pozornie kontrolowany, bo znacznie częściej można odnieść wrażenie, że twórczyni "Panny młodej!" wybiórczo sięga po to, co akurat napatoczy się jej pod rękę. Jest tu naprawdę sporo niezłych inscenizacji, ale zupełnie niepopartych rozwojem akcji i oderwanych od tego, co oglądaliśmy choćby pięć minut wcześniej. Schemat - wypisz-wymaluj - jak w "Joker. Folie a deux" - uwzględniając także podobnych charakterologicznie bohaterów. Również przecież wyrzutków będących na bakier z prawem i obsesyjnie sobie oddanych.

Recenzja filmu Recenzja filmu "Joker: Folie a deux". Nie tym razem

Co zaskakujące, czasami w tym totalnym szaleństwie jest metoda. Rzeczywiście fragmentami trudno oderwać wzrok od ekranu, bo "Panna młoda!" - jakkolwiek scenariuszowo niedomaga - tak na poziomie realizacji nie pozostawia powodów do narzekań. Naprawdę sprawne tempo pozwala niekiedy przełknąć te wszystkie dziwaczne zabiegi, po które sięga reżyserka. Co więcej, w intymnych scenach pomiędzy Frankiem a Penny da się wyczuć wrażliwość, na której Gyllenhaal niewątpliwie zależało. Nie sposób także nie docenić troski i atencji, z jakimi do tytułowej postaci podeszła twórczyni filmu.

Problem tej produkcji jest jednak wciąż ten sam i powtarza się w niemal każdej scenie: Gyllenhaal zwyczajnie chce "za mocno" i "za dużo". Wszystko, wszędzie, naraz. Całkiem niedawno przerabialiśmy ten mechanizm, ale w produkcji (o tymże tytule), która miała w sobie o kilka pokładów więcej dystansu i autoironii.

Christian Bale i Jessie Buckley - to miała być mocna strona "Panny młodej!", ale oboje nie potrafią uchwycić sedna swoich postaci. Zresztą ten sam zarzut dotyczy całego filmu, który w natłoku wielu rozwiązań i inspiracji nie ma swojej jednej dominującej tożsamości.

Bale i Buckley bez kontroli. I niestety bez oklasków



Niestety ta przeogromna ambicja Maggie Gyllenhaal udzieliła się również dwójce głównych aktorów. Christianowi Bale'owi nieraz przydarzyło się w przeszłości przeszarżować (a i tak się wtedy potrafił wybronić), ale w przypadku Jessie Buckley jest to pewne novum. Oboje w "Pannie młodej!" "zagrywają się" na śmierć i podążają ku zatraceniu. Ona prąca do przodu jak taran, wystrzeliwująca niemające sensu słowa jak z karabinu (kaliber tych przyciężkawych deklamacji jest olbrzymie nieznośny), rozdygotana, niestabilna i przytłaczająca. On "zakopany" pod toną charakteryzacji, która jednocześnie zdała się też przykryć jego charyzmę, nieustannie i niezdarnie zasapany (dosłownie i w przenośni) w pogoni za Buckley, ale potrafiący jednocześnie momentami wydobyć ze swojej postaci pewną szczerość, czego brakuje choćby jego partnerce.



W "Pannie młodej!" wielkość Bale'a i Buckley wcale nie wynika z tego, że grają wspaniale (bo niestety nie grają), lecz z tego, że potrafią się ze sobą fantastycznie zestroić w tych przygnębiająco niewielu krótkich momentach, gdy zarówno oni, jak i Gyllenhaal oraz widzowie wiedzą, o co akurat w tym filmie chodzi i jaka jest jego stawka. I chyba to jest największą bolączką tej produkcji, która spod ciężaru odważnych i fantazyjnych pomysłów nie potrafi wydobyć większych emocji i autentyczności - postaci, historii, przekazu. Być może Maggie Gyllenhaal niewystarczająco wczytała się w powieść Mary Shelley albo zwyczajnie zapomniała, że jeśli chcemy coś przywracać do życia, to warto wiedzieć, po co i dla kogo.

5/10   Ocena autora
+ Oceń film

Film

5.2
4 oceny

Panna młoda!

horror

Opinie (10) 5 zablokowanych

  • Hollywood jest już tak głupie

    Że kręcenie gniotów o czymś takim nie dziwi, chociaż kiedyś to było kino klasy B... Teraz dawne B to A...

    • 39 2

  • Rozmawiam kiedys na laweczce ze starym dziadkiem (4)

    (wiem: oksymoron) Gadka szmatka, zapytalem go skad pochodzi, odpowiedzial ze z Zabkowic Slaskich a ja mu na to: ty nie pochodzisz z Zabkowic Slaskich, tylko z Frankenstein.

    • 7 13

    • To nie jest oksymoron, oksymoron to dwa wykluczające się wyrazy np. rozsądny konfederata (2)

      Tobie chodziło o pleonazm

      • 22 4

      • Albo rozumny "demokrata".

        • 7 11

      • oksymoron to tusk i Polska

        • 2 4

    • Dobra stypa lepsza od kiepskiego wesela.

      • 0 0

  • Panna młoda na kontraktach

    Teraz to norma

    • 2 0

  • Tandeta typowa dla wielbicieli Totalnych

    wykreowana przez żydowsko-niemiecko-nordyckie Hollywood, pod przykrywką "Ameryki". Ameryka nie istnieje, to jest europejska "ziemia obiecana" za Oceanem.

    • 6 7

  • Promowanie kultu smierci i g..a przez patologie lewacka czesc dalsza

    • 8 11

  • "Kaliber tych przyciężkawych deklamacji jest olbrzymie nieznośny" - tak, to był najgorszy aspekt tego filmu. Ciary żenady.

    • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Technikalia 2026 (3 opinie)

(3 opinie)
75 zł
festiwal muzyczny, rock / punk, pop

Maryla Rodowicz (3 opinie)

(3 opinie)
110 - 250 zł
Kup bilet
pop

Sea You 2026 | 3city Music Showcase (5 opinii)

(5 opinii)
190 zł
Kup bilet
festiwal muzyczny

Koszykówka: AMW ARKA Gdynia - King Szczecin

20 - 45 zł
mecz

Feel & Przyjaciele

149 zł
Kup bilet
pop

Nowe Lokale

Najczęściej czytane