- 1 Sentino, Fagata i rozśpiewana publiczność (21 opinii)
- 2 Takiej energii w Gdyni dawno nie było (6 opinii)
- 3 Jedno zdanie i przy stole robi się niezręcznie (48 opinii)
- 4 Hity Roxette i powrót do lat 90. (1 opinia)
- 5 Udany pierwszy TEDx Sopot Women (56 opinii)
- 6 Kalska, Sone i Kochańska otworzyły swoje szafy
Recenzja filmu "Pojedynek". O zbrodni katyńskiej inaczej
Prawie 20 lat po premierze "Katynia" polskie kino znów przypomina o zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Rosjan w czasie II wojny światowej. W swoim najnowszym filmie twórca "Bogów" i "Najlepszego" nie sili się jednak na kopiowanie Andrzeja Wajdy i obiera zupełnie inną perspektywę ukazania tragicznych wydarzeń sprzed ponad ośmiu dekad. "Pojedynek" Łukasza Palkowskiego to produkcja z iście hollywoodzkim zacięciem, ale jednocześnie dzieło - abstrahując od poważnego tematu i trafnego przesłania - nie do końca spełnione artystycznie i niegwarantujące takich emocji, jakich należało się spodziewać.
KINO Co w kinie? Sprawdź aktualny repertuar
W ostatnich 10 latach Łukasz Palkowski poświęcił się przede wszystkim kręceniu seriali, ale przez ten czas nie zapomniał, w jaki sposób powinno robić się pełnometrażowe kino. Dobitnie świadczy o tym znakomicie zrealizowany prolog "Pojedynku". Oto młody polski oficer próbuje wydostać się z lasu ostrzeliwanego przez Sowietów. Ledwie nadążająca za nim kamera stara się zarejestrować każdy jego desperacki ruch. Powietrze przeszywają artyleryjskie pociski, a z nieba sypie się grad bomb. Wokół uciekającego mężczyzny padają kolejno jego kompani, a widok ich rozerwanych ciał tylko uwypukla beznadziejność sytuacji, w jakiej znalazł się żołnierz.
Ten nakręcony jednym ujęciem (albo przynajmniej sprawiający takie wrażenie) wstęp przywodzi na myśl skojarzenia z hollywoodzkimi hitami. Jest tu coś z intensywności i realizmu "Szeregowca Ryana", jest dynamika i zarazem płynność "1917". Oczywiście to porównania mocno na wyrost, ale trzeba przyznać, że "Pojedynek" początkowo wiele widzowi obiecuje, choć z dotrzymaniem takowych obietnic przez resztę widowiska nie jest już tak różowo. Dość powiedzieć, że kolejny taki skok adrenaliny i przypływ większych emocji czeka nas dopiero w ostatnim kwadransie filmu.
Miłe złego początki? Absolutnie nie, bo choć najnowszemu projektowi twórcy "Bogów" i "Najlepszego" można wiele zarzucić, to nie sposób nazwać go nieudanym. Nie wszystkimi swoimi decyzjami w "Pojedynku" Łukasz Palkowski się broni, ale nie można mu jednocześnie odmówić odwagi w podejściu do tematu zbrodni katyńskiej - bez rzewnej martyrologii (choć nadal z rozsadzającym momentami ekran patosem), z narracją typową dla hollywoodzkich widowisk historycznych i z pełnym skupieniem na bohaterach, którzy tutaj w pierwszej kolejności są zwykłymi ludźmi, a dopiero potem żołnierzami.
-
Lubię to 2
-
Super 1
-
Trzymaj się
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr
- Wszystkie 3
Pojedynek, niestety, głównie w tytule
Mocne otwarcie filmu sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z klasycznym kinem wojennym, ale tak oczywistej kategoryzacji "Pojedynek" sprytnie się wymyka. Przede wszystkim to psychologiczny dramat - osadzony w wojennych realiach, ale niekładący nacisku na fizyczną konfrontację Polaków i Rosjan. U Palkowskiego walka rozgrywa się głównie na froncie intelektualnym. Ambitny radziecki major Zarubin (Aidan Gillen) otrzymuje od przełożonych misję polegającą na indoktrynacji internowanych w obozie Polaków - ujętych tuż po agresji ZSRR na nasz kraj. Wszystko po to, by przeciągnąć na stronę komunistów jak największą liczbę polskich oficerów reprezentujących ówczesną inteligencję.
Za cel numer jeden Zarubin obiera sobie Karola Grabowskiego (Jakub Gierszał). Znakomity przed wojną pianista początkowo stara się za wszelką cenę ukryć swoją tożsamość. Gdy ta jednak wychodzi na jaw, staje się jasne, że to jego "odwrócenie" będzie dla Rosjan największym propagandowym sukcesem. Buńczuczny i zawadiacki muzyk nie jest jednak zbyt skory do współpracy, dlatego jego oponent musi uciekać się do różnych metod i środków, próbując "zaszczepić" w Grabowskim komunizm i przekonać go do koncertowania pod radziecką egidą.
Tytułowy pojedynek rozgrywa się więc pomiędzy tymi dwiema osobowościami, ale zamiast przyglądać się wyrafinowanej i wyrównanej partii szachów, obserwujemy nużące i rozgrywane za każdym razem według tego samego schematu partie warcabów. Nie ma tu właściwie żadnej wymiany intelektualnych ciosów i strategicznych podchodów. Radziecki major jak nie prośbą, to groźbą stara się zwerbować pianistę, a ten najczęściej na takie próby reaguje lekceważąco lub wymijająco. Nie ma momentu, w którym zachodzimy w głowę, kto kogo i w jaki sposób złamie. Nie czuć w tym "pojedynku" ani stawki, ani dramaturgii, bo od początku niemal do końca w relacji Zarubina i Grabowskiego brakuje odpowiedniej dynamiki.
Scenariusz bez błysku, ale realizacja bez zastrzeżeń
Największy minus przy filmie Palkowskiego należy się więc za niedotrzymanie obietnicy zawartej w tytule produkcji. Tym bardziej, że właściwie cała fabuła "Pojedynku" podporządkowana jest właśnie konfrontacji dwóch głównych bohaterów i na rozwinięcie pobocznych wątków zwyczajnie nie ma już czasu. Dlatego większość drugoplanowych postaci stanowi tu jedynie tło dla wiodącej historii, a jeśli już w scenariuszu pojawia się coś interesującego - jak choćby relacja Grabowskiego z synem Zarubina - zostaje to mocno spłycone i pokazane w uproszczony i finalnie mało przekonujący sposób.
Trudno także oprzeć się wrażeniu, że w pewnym momencie w konwencji samego filmu mocno gubi się Palkowski, który nie wie, na co się ostatecznie zdecydować. Czy na wspomniany dramat psychologiczny, czy może na kino nawiązujące stylistycznie chociażby do hollywoodzkiej "Wielkiej ucieczki". W finale reżyser sięga nawet po zagrywki rodem z kina sensacyjnego, co już całkowicie zaburza strukturę całego dzieła. Trzeba jednocześnie przyznać, że właśnie w końcowych minutach czuć dopiero emocjonalny ciężar opowieści, dzięki czemu łatwiej jest wybaczyć Palkowskiemu wcześniejsze potknięcia.
Nie da się jednak ukryć, że nierówny i wielokrotnie przepisywany scenariusz sprawia, że - zwłaszcza w środkowym akcie - "Pojedynek" zwyczajnie nuży i grzęźnie w bylejakości. Realizacyjnie jednak jest to ścisły krajowy top. Na poziomie zdjęć, scenografii, muzyki czy montażu trudno jest o cokolwiek mieć pretensje. Co istotniejsze, Palkowski z powodzeniem oparł się też pokusie nadbudowywania emocjami niektórych scen. Owszem, patos w kilku scenach niebezpiecznie ociera się wręcz o kicz, ale nie ma w "Pojedynku" epatowania cierpiętnictwem i usilnego gloryfikowania bohaterów. Głównie dlatego, że przez większą część filmu Palkowski rejestruje zwykłe obozowe życie Grabowskiego i jego kompanów (i kompanki). Nierzadko sięgając nawet po humor, w którym bryluje postać grana przez... Bogusława Lindę.
Gierszał i Gillen - pojedynek aktorskiej wagi ciężkiej, ale... na poduszki
Jak to już bywa w przypadku historii, gdzie osią fabuły jest konflikt dwóch postaci, najwięcej w tym przypadku zależy od postawy aktorów wcielających się w główne role. I pod tym względem zasadniczo nie ma powodów do reklamacji, choć pojawia się tu istotne "ale". Jakub Gierszał to wciąż młody, ale aktorsko w pełni już ukształtowany człowiek, którego ekranowa charyzma całkowicie upoważnia go do grania takich ról jak u Palkowskiego. Jego Grabowski jest uparty, nieobliczalny, impulsywny i chwilami wywołujący w widzu sprzeczne emocje. I z tym wszystkim Gierszał poradził sobie pierwszorzędnie, aczkolwiek nie ma tu choćby jednej sceny, w której mógłby wydobyć ze swojej postaci coś ekstra.
Na przeciwległym biegunie irlandzki gwiazdor, znany z "Gry o tron" i "Peaky Blinders", Aidan Gillen w roli opanowanego, elokwentnego, bezwzględnego, ale wcale nie demonicznego Zarubina, w którym też jakieś oznaki człowieczeństwa momentami da się dostrzec. Aparycja i aktorska maniera Gillena idealnie wręcz pasują do kreowania na ekranie sprytnych manipulatorów, choć słynnemu Littlefingerowi z "Gry o tron" Zarubin mógłby pozazdrościć smykałki do knowań i intryg.
Jeśli coś w roli Gillena może delikatnie uwierać, to wyspiarski akcent, którego Irlandczyk nijak nie jest w stanie zakamuflować. Chwilami to nawet zabawne, jak twórcy "Pojedynku" łapią się wszelkich sposobów, by umożliwić Gillenowi posługiwanie się językiem angielskim. Na ich obronę należy jednak wspomnieć, że prawdziwy Zarubin faktycznie był poliglotą, więc można to potraktować jako uzasadnienie tego nieoczywistego castingu.
Z Gierszałem Irlandczyk tworzy intrygujący duet - i tu pojawia się miejsce na wspomniane "ale". Obaj chcieliby się zapewne trochę aktorsko posiłować, ale drętwy scenariusz nie zostawia im wiele miejsca na wykazanie się pełnią kunsztu. Panowie trochę więc na siebie pokrzyczą, trochę się poobrażają, czasami pójdą w pojedynek na spojrzenia, ale więcej nie są w stanie tu ugrać. I dla siebie, i dla całej opowieści. Podobnie zresztą jak pozostali członkowie obsady. Niektórym - jak Wojciechowi Mecwaldowskiemu czy Julii Pietrusze - udaje się nieco mocniej zaakcentować swoją obecność, innym - choćby Tomaszowi Kotowi czy Magdalenie Koleśnik - pozostają nic nieznaczące epizody.
"Szkoły pójdą" - zwykle tak w naszym kraju opiniuje się niemal każdą produkcję historyczną, a zwłaszcza o tematyce wojennej, która poza walorem edukacyjnym nie reprezentuje większych ambicji i nie wnosi nic ponad to, co jest zawarte w szkolnych podręcznikach. "Pojedynku" raczej nie warto w ten sposób upraszczać i zaniżać jego jakości, choć z pewnością można w tym przypadku mówić o niewykorzystaniu pełnego potencjału. Tym bardziej przez kogoś takiego jak Łukasz Palkowski, który w "Bogach" i "Najlepszym" udowodnił, że artystyczne aspiracje można połączyć z komercyjnymi pobudkami.
Ten sam schemat zadziała i tutaj, choć nie na taką skalę jak wcześniej. To najsłabszy z dotychczasowych filmów tego reżysera, co nie zmienia faktu, że w "Pojedynku" w bardzo "ludzki" sposób udało się oddać honor i hołd ofiarom rosyjskich mordów. O takich zbrodniach nie można nigdy zapomnieć, więc jeśli faktycznie "szkoły pójdą", to wcale nie jest to taka potwarz dla tego dzieła.
Film
Opinie wybrane
-
2026-02-28 14:52
Jak się tefałenowskie i lewackie towarzystwo bierze za film
To już wiadomo że będzie albo skandal albo jakaś totalna fikcja która nie ma nic wspólnego poza nazwą no ale bez nazwy tej znanej nikt by na to nie spojrzał nawet?
- 21 10
-
2026-03-07 16:24
Czyli słaby film - najsłabszy w dorobku reżysera Palkowskiego - zasługuje w opinii redaktorzyny Zacharczuka na 6/10 - ciekawe?
Można się pogubić w tej punktacji i hierarchii
- 0 0
-
2026-02-28 15:00
Dokładnie (7)
Teraz jest taki hop na Rosję i teraz narracja, że Rosjanie niby mordowali.
Mordowali to Niemcy w obozach, których było koło 20 na terenie III Rzeszy i Gubernatorstwa.
Rosjanie natomiast plądrowali i niszczyli, są na to dowody. Archiwalne nagrania jak armia czerwona nawala Katiuszami w Berlin. Tak samo kończyły wszystkie miasta na drodze od Kaliningradu do Berlina.- 4 40
-
2026-03-01 09:45
Wszystkich było 1500 test wydana ksiazka
- 0 0
-
2026-02-28 19:21
Uwaga ruski troll
- 6 2
-
2026-02-28 15:47
Ile (2)
Ile rubli ci płacą, za wychwalanie Rosji i zakłamywanie historii Polski?
- 11 8
-
2026-02-28 16:20
Ja nie wychwalam Rosji politpoprawny człowieku (1)
Tylko mówię, że mordowali głównie Niemcy, a niszczyli Rosjanie, bo to brudasy, które nie miały ducha cywilizacyjnego.
Rosjanie też oczywiście zabijali w Katyniu i łagrach.- 3 7
-
2026-03-01 11:03
Chlopie napisales swoj komentarz w taki sposob, ze jakbys wychwalal sowietow i ich usprawiedliwial. Chwile mi zajelo zrozumienie co napisales. Wiekszosc komentujacych na tym serwisie ma IQ ponizej pigmeja, wiec trzeba im jak barbarzynskiej holocie zza buga tlumaczyc - najlepiej kijem.
Jednak blednym przekonaniem jest to, ze niemcy tylkoChlopie napisales swoj komentarz w taki sposob, ze jakbys wychwalal sowietow i ich usprawiedliwial. Chwile mi zajelo zrozumienie co napisales. Wiekszosc komentujacych na tym serwisie ma IQ ponizej pigmeja, wiec trzeba im jak barbarzynskiej holocie zza buga tlumaczyc - najlepiej kijem.
Jednak blednym przekonaniem jest to, ze niemcy tylko mordowali oni takze i niszczyli - Warszawa i pomniejsze miasta oraz wsie. Sowieci to barbarzyncy jak ich wszyscy ruscy bracia zza buga mordowali, niszczyli i gwalcili. Trudnym wyborem byloby to gdzie trafic jako jeniec wojenny czy po stronie niemieckiej czy rosyjskiej. Obydwa narody byly i sa barbarzynskie znajace tylko przemoc, zniszczenie i dominacje. Nie zapominajmy tez o zbrodniach ukrainskich, ktorzy byli i sa nadal nazistami i od tych faktow sie nie odzegnuja, bo nadal wielbia bandere i suchewycza. Nadaja medale zyjacym jeszcze nazistom z ss galizien. Potepiam wojne, bo to twor szatana ale potepiam tez zbrodnie i klamstwo. Rosjanie to barbarzyncy tak samo jak niemcy, ukraincy, bialorusini i wszystkie narody zza buga - przynajmniej wiekszosc tych ludzi aby kazdego nie wrzucac do jednego worka.- 0 0
-
2026-02-28 15:07
(1)
A kto wiosną 1940 roku zamordował blisko 22 tysiące obywateli Polski?
Może podpowiem- sowieckie NKWD z rozkazu najwyższych władz ZSRR.- 16 1
-
2026-03-01 09:47
a zginęło 6 mln.....
- 0 0
Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



