- 1 Arka bardzo mocno osłabiona (10 opinii)
- 2 Sygnał ostrzegawczy dla żużlowców (56 opinii)
- 3 Mroczny trener i grubsza pani budzą Lechię (67 opinii)
- 4 Jaguar zagrał dla Gedanii, ta nie skorzystała (10 opinii)
- 5 Żużlowiec Wybrzeża z medalem DME (16 opinii)
- 6 Ogniwo górą w derbach. Chwilowy lider (2 opinie)
Rówieśnik Lechii Gdańsk. Stanisław Zieliński na sportowo świętował 80-tkę
19 sierpnia 2025, godz. 20:30
Najnowszy artykuł o klubie Lechia Rugby
Lechia Gdańsk pokonała Budmex Białystok i utrzymała się w ekstralidze rugby
Lechia Gdańsk świętuje 80-lecie i taki sam piękny jubileusz obchodzi Stanisław Zieliński. Z tej okazji kilka pokoleń rugbistów spotkało się na stadionie przy al. Grunwaldzkiej w Gdańsku, aby uczcić doskonałego zawodnika i trenera biało-zielonych, który nim wziął jajo do ręki, był sprinterem w Wybrzeżu Gdańsk. - Puchary i medale zawsze oddawałem temu przysłowiowemu 26. zawodnikowi z drużyny. Dla mnie najważniejsze było to, co będą o mnie mówić ludzie, jakim człowiekiem zostanę w nich pamięci. Nie słyszałem by mówili o mnie źle. I to jest mój największy sukces - mówi nam 80-latek.
Rugby raport Trójmiasta. Arka Gdynia, Lechia Gdańsk i Ogniwo Sopot na start
Jacek Główczyński: Czyżby historia w RC Lechia Gdańsk zataczała koło? Trenerem został Marek Płonka junior, którego chyba jeszcze pan trenował pod swoim okiem?
Stanisław Zieliński: Dokładnie. Marka wprowadzałem jako młodego chłopaka do pierwszej drużyny. To była wtedy reguła, że najpierw nastoletni chłopcy osiągali sukcesy w drużynach kadetów i juniorów, a potem bez problemu wchodzili do zespołu ligowego. Po drodze mieli też sukcesy w reprezentacji Polski juniorów. Pamiętam mistrzostwa świata w Chile, gdzie na 25 zawodników, ode mnie z Lechii było 10, którzy tworzyli trzon kadry.
W najbliższy weekend rozpoczynają się rozgrywki ekstraligi. Czy Lechia Gdańsk, czy szerzej trójmiejskie rugby może wrócić na pozycje sprzed lat, gdy wygrywało ligę dubletem, a nawet był sezon, gdy zdobyło wszystkie trzy medale?
Niestety, wszystko teraz zależy od kasy. Sochaczew pozyskał Orlen i był mistrzem. Ostatnio duże pieniądze znaleziono w Siedlcach i od razu przyszły wyniki. Ja nigdy nie byłem zwolennikiem sprowadzania zawodników. Uważałem, że nawet jak mamy pieniądze, to lepiej dać je własnym wychowankom. Zagraniczni pograją rok lub dwa, zarobią, wyjadą i nic nie zostanie. Zdecydowanie lepiej postawić na wychowanków. Niech oni tworzą trzon drużyny. Oczywiście to najczęściej dużo dłuższa droga do sukcesów, ale budujemy stabilne podstawy drużyny i klubu, który z powodzeniem na takim fundamencie może funkcjonować przez wiele lat. Dlatego zawsze sprzeciwiałem się rozdawnictwu dla obcych. W moim zespole grało tylko dwóch Rosjan i to nie za długo. Gdy ich spotkałem w "Maksie", przy "połówce" - powiedziałem: "pakować się i do widzenia".
Ekstraliga rugby ogłosiła terminarz. Zmieniony system rozgrywek
Mimo że pojawiły się i w ligowym rugby pieniądze to świat coraz bardziej nam ucieka. Pan jako zawodnik mierzył się z Francją, którą to reprezentację "15" obecni kadrowicze mogą obejrzeć co najwyżej w telewizji. Czym to jest spowodowane?
Byłem chyba pierwszym Polakiem, który położył punkty Francji. W Gdańsku przegraliśmy wtedy 8:10, a była szansa na remis, bo Jurkowi Klockowskiemu, który wtedy trafiał wszystko, akurat nie wyszło podwyższenie po moich punktach. Oczywiście nie była to ta najsilniejsza Francja, ale zawsze na mecze z nami wystawiali 3-4 swoich topowych rugbistów. W czasach, gdy reprezentację prowadził Józef Grochowski to graliśmy właściwie ze wszystkimi najlepszymi w Europie poza Wyspami Brytyjskimi. Z Hiszpanią czy Włochami nawet wygrywaliśmy. Jednak, gdy właśnie we Francji, czy Anglii przeszli na prawdziwe zawodowstwo, a potem stało się to i w innych krajach, to ta różnica między Polską a nimi na arenie międzynarodowej zaczęła rosnąć coraz bardziej. Ponadto popularności. Wystarczy przejrzeć krajowe media. Kto pisze o rugby? Chyba więcej artykułów można znaleźć o III-ligowej piłce nożnej niż ekstralidze rugby. A szkoda, gdyż uważam, że wielu piłkarzom pod względem męskiej, sportowej walki daleko do rugbistów.
Gdy ogląda pan mecze ligowe, to czy ma pan prostą receptę, co można by było w jakości gry od razu poprawić?
Chodzę na mecze, oglądam, ale nie lubię krytykować. Na pewno nie zasiadam w loży szyderców. Zmieniłbym wiele, ale już nie te lata. Ja miałem rekord życiowy 10.4 na 100 metrów, a praktycznie obudzony w środku nocy mogłem przebiec ten dystans 10.5-10.6. O moich drużynach niekiedy mówiono, że biegają jakby mieli motorki w tyłkach. I to właśnie poleciłbym wszystkim zespołom. Bez właściwego biegania, przygotowania fizycznego i szybkościowego trudno grać dobrze w rugby.
Pan zaczynał od lekkoatletyki. Nie żałuję pan, że przeniósł się do rugby?
Staram się niczego nie żałować w życiu, a tym bardziej w sporcie. Uważam, że mój czas w rugby był super, choć też nie brakowało wielu kontuzji, z otwartym złamaniem kości piszczelowej włącznie. W lekkoatletyce, w Wybrzeżu mieliśmy wspaniały team. Był Jurek Klockowski, Władek Komar, Jurel Detko i wielu innych doskonałych zawodników i zawodniczek. Jednak odkąd zginął w wypadku Mieczysław Łomoski, który był czwarty na igrzyskach olimpijskich w Londynie w 1948 roku w pchnięciu kulą, pod względem organizacyjnym zaczęło to podupadać. Wtedy Klockowski namówił mnie na rugby. Po pierwszym treningu w Lechii włączyli mnie do pierwszej drużyny, a po pierwszym meczu dostałem powołanie do reprezentacji Polski.
Lechia Gdańsk po trzecim z rzędu a dziesiatym w historii tytule mistrza Polski
Jaki był pana klucz do sukcesów?
Trzeba być odpornym na wszystko, co może cię spotkać tak na boisku, jak i w życiu, a zwłaszcza na stres, niepowodzenia, kontuzje. Gdy się leczyłem, a w tamtych czasach trzeba to było robić samemu, bez żadnych rehabilitantów, to człowiek nabierał twardości. Jako trener miałem zasadę, że musiałem "mieć zespół w garści". Zawsze uważałem, że zawodników trzeba trzymać krótko. Nawet podczas tego jubileuszowego spotkania niektórzy z moich podopiecznych mówili, że mnie się bali. Ale tutaj nie chodziło o to, by wzbudzać strach, ale by był wzajemny szacunek i by praca, którą sobie zakładaliśmy, była wykonywana porządnie. Trzeba było wiedzieć, kiedy jest czas na trening, a kiedy na zabawę. Jednak 50 proc. sukcesu to atmosfera w drużynie, a tylko po 25 proc. taktyka i umiejętności sportowe. Tylko wtedy tak na boisku, jak i poza nim jeden za drugiego pójdzie w ogień, a chłopcy będą chcieli spotykać się ze sobą. Nie ukrywam, że po wygranych były wspólne wyjścia na dyskotekę czy na piwko do pubu. W takiej luźniejszej atmosferze każdy też mógł swobodnie powiedzieć, co mu nie pasuje, albo co robimy źle, co można zmienić itd.
Który z sukcesów, czy to osiągniętych jako zawodnik, czy trener ceni pan najbardziej, albo po który medal, czy puchar sięga pan najczęściej?
Puchary i medale zawsze oddawałem temu przysłowiowemu 26. zawodnikowi z drużyny. Gdybym zbierał te trofea, a później różne odznaki, bo byłem zasłużony dla Gdańska i dla pionu Budowlanych, to by jednego pokoju nie wystarczyło. Dla mnie najważniejsze było to, co będą o mnie mówić ludzie, jakim człowiekiem zostanę w ich pamięci, gdy skończę grać czy przestanę być trenerem. Nie słyszałem, by mówili o mnie źle. I to jest mój największy sukces. Nawet Jurek Detko, który ze względów zdrowotnych nie mógł przyjść, zadzwonił i to mi właśnie powiedział: "nie znam nikogo, kto coś złego by o tobie powiedział". Tę 80-tkę też chłopcy sami z siebie zorganizowali ze względu na szacunek i poważanie, którym mnie darzą. Cieszę się, że docenili moją pracę. Bo ja nigdy nie wstydziłem się żadnej pracy, którą wykonywałem, ale też nie starałem się za wszelką cenę wypinać piersi do przodu i mówić, że to moja zasługa. Na przykład pracowałem przy zabezpieczeniu tego słynnego meczu piłkarskiego Lechia Gdańsk - Juventus Turyn z 1983 roku, ale to inni pchali się, by o tym opowiadać.
AZS AWFiS mistrzem ekstraligi 7. Zrobił to pierwszy raz w historii. Zobacz ekipę Stanisława Zielińskiego
Stanisław Zieliński, ur. 4.08.1945
największe sukcesy za stroną lechiarugby.pl
jako zawodnik:
pozycja na boisku: skrzydłowego ataku, potem jako środkowy ataku bądź na pozycji łącznika ataku
Z drużyną Lechii zdobył tytuł Mistrza Polski (1970), siedem srebrnych medali MP (1971, 1971/1972, 1972/1973, 1981/1982, 1985, 1986, 1991), siedem brązowych medali MP (1968, 1969, 1973/1974, 1976/1977, 1980/1981, 1987, 1988) oraz czterokrotnie Puchar Polski (1977, 1984, 1985, 1986)
w Lechii grał w latach 1962-1992, 269 meczów mistrzowskich (230 ligowych i 39 pucharowych), udokumentowane zdobycie 432 punktów (334 w lidze i 98 w Pucharze Polski)
W reprezentacji Polski seniorów rozegrał 16 oficjalnych meczów międzypaństwowych, w których zdobył 16 punkty. W reprezentacji zadebiutował 26 kwietnia 1970 roku w meczu z Hiszpanią. Ostatnim jego występem w reprezentacji był mecz z Francją rozegrany 1 maja 1977 roku. Największym sukcesem jego gry w reprezentacji był awans i gra z reprezentacją w finałowej grupie rozgrywek o Puchar Narodów FIRA w sezonie 1973/1974.
jako trener:
Trener seniorów Lechii w latach 1985-1986, 1987-1989, 1990-1992, 1997-2002 oraz jesienią 2005 roku. Z drużyną ligową zdobył:
czterokrotnie tytuł Mistrza Polski (1998, 1999/2000, 2000/2001, 2001/2002),
trzy srebrne medale MP (1985, 1991, 1997),
trzy brązowe medale MP (1987, 1988, 1998/1999) oraz
dwa razy Puchar Polski (1985, 1997).
Trener drużyn młodzieżowych Lechii Gdańsk
z juniorami w latach 1996-2002 zdobył: złoty medal MPJ (1998), brązowy medal MPJ (1996)
z kadetami w latach 1995-1998 zdobył trzy złote medale MPK (1995, 1996, 1997).
Drugi trener reprezentacji Polski w latach 1997-2000
Trener AZS AWFiS Gdańsk w rugby 7 m.in. dwukrotny zwycięzca rozgrywek ekstraligi 7
Inne funkcje i osiągnięcia:
Dyrektor RC Lechia w latach 2001-2002. Członek zarządu PZR (1991-1996). Dwukrotnie odznaczony Honorową Złotą Odznaką PZR (1981, 1995). Wyróżniony tytułem Mistrza Sportu w 1975 roku. Zarząd PZR dwukrotnie przyznawał mu tytuł Trenera Roku (2000, 2002). Zwycięzca plebiscytu "Piętnastka 55-lecia RC Lechia" (2011). Zasłużony dla miasta Gdańsk. Super Husarz (2015).
