- 1 5 goli i dramatyczny mecz Polek w Gdańsku (45 opinii)
- 2 Bratobójcza walka w meczu miesiąca (1 opinia) LIVE!
- 3 Trójmiasto goni króla asyst (28 opinii)
- 4 Kamiński bliski awansu do IMP Challenge (37 opinii)
- 5 265 tys. zł nagród dla młodych i trenerów (1 opinia)
- 6 To jest zabójcze dla Lechii (26 opinii)
Zamiast honorów upokorzenia. Losy sportowców Gedanii
Gedania 1922 Gdańsk
Gdyby obliczyć odsetek zawodników Gedanii Gdańsk, którzy stracili życie w latach 1939-1945, niewykluczone, że przewyższyłby on proc. zabitych i zmarłych Polaków wskutek okupacji niemieckiej. Być może zginęła w tym czasie ponad setka "biało-amarantowych", a ci, którzy przeżyli, powracali w 1945 r. i później do Gdańska. Nie doczekali się szacunku ze strony nowych, już polskich władz. Przeciwnie, stawiani przed komisjami sprawdzającymi ich narodowość w kolejnych latach byli nachodzeni przez LWP I UB. Jedna z największych gwiazd Gedanii, Zygmunt Chychła, opuścił Polskę, oskarżany bezpodstawnie o wzgardzenie obchodami 50-lecia klubu.
- Języka nie znał, ale serce miał polskie
- "Element tożsamościowo niepewny"
- Nie sportowcy, a "rehabilitowani"
- Pół roku zawieszenia i czekanie na zaświadczenie
- Tygodnie, miesiące, lata represji
- Mistrz olimpijski przychodzi boso
Języka nie znał, ale serce miał polskie
Szacuje się, że w latach 1939-1945 zginęło od 75 do nawet 120 członków Gedanii. Mimo najgorszych represji, większość z nich pozostała wierna polskości, nawet jeśli nie do końca poprawnie władała językiem ojczystym. Przykładem niech będzie postawa gedanisty o nazwisku Formella, brutalnie przesłuchiwanego przez hitlerowców: "Na zdanie przesłuchującego [...] (rozmowa toczyła się po niemiecku): "Ty przecież nie jesteś Polakiem! Nie znasz ani słowa po polsku", Formella odparł: "Ale moje serce jest polskie!". Nic nie dał ani krzyk ani bicie". Powracając w 1945 r. nad Motławę i reaktywując klub, "biało-amarantowi" mogli zatem mieć nadzieję, że w nowej, choć komunistycznej Polsce, będą czuć się bezpiecznie i bez przeszkód będą uprawiać sport. Tymczasem stało się zgoła inaczej...
"Element tożsamościowo niepewny"
Ale zacznijmy od początku - 8 maja 1945 r. III Rzesza ostatecznie skapitulowała, a już 16 maja w salce przy ul. Wajdeloty, we Wrzeszczu, zebrali się przedwojenni gedaniści. Alfons Federski, Alfons Kasprowicz, Stefan Miąskowski, Bolesław Cyrson czy wreszcie legendarny Brunon Zwarra zamierzali odbudować klub i to z sukcesami, tym razem, jak się wydawało, w przyjaznym, polskim otoczeniu.
Władze komunistyczne, zamiast temu przyklasnąć, bacznie się przyglądały, z rosnącą z tygodnia na tydzień nieufnością. Dlaczego? W swojej propagandzie kładli bowiem nacisk na "powrót Ziem Odzyskanych do Macierzy", a więc dotychczas pozostających w obcych, niemieckich rękach. Tyczyło się to również Gdańska, w związku z czym przedwojennych, polskich mieszkańców nadmotławskiego grodu, nawet jeśli nie uznawano za zniemczonych, to za "element tożsamościowo niepewny". I nie miało znaczenia, że mówili lepiej lub gorzej, ale po polsku, a przywiązanie do biało-czerwonych barw udowodnili w trakcie wojny.
Nie sportowcy, a "rehabilitowani"
Jak potraktować ów "element niepewny"? Komuniści głowili się nad tym jakiś czas, po czym uznali, że polscy Gdańszczanie muszą się poddać procedurze "rehabilitacji" bądź "weryfikacji". Każda z nich była sama w sobie upokarzająca - Polacy musieli bowiem udowadniać swoim rodakom, że są Polakami i że nic złego nie zrobili w wojennych latach. Tym samym wszyscy, w tym ludzie z bohaterską przeszłością, zostali wrzuceni do jednego worka z napisem "podejrzani", podobnie jak Polacy w ZSRR objęci "amnestią" na mocy układu Sikorski-Majski. "Amnestia" zakładała, że polscy obywatele wcześniej popełnili jakieś przestępstwo, a jakiż to bezprawny czyn mogli popełnić żołnierze Wojska Polskiego wzięci do niewoli przez Armię Czerwoną w 1939 r. albo cywile - ofiary kolejnych deportacji - już w ramach okupacji sowieckiej?
Dodajmy, że tak samo, jak władze radzieckie mogły zablokować wypuszczenie każdego Polaka z "sowieckiego raju", komisje "rehabilitacyjne" i "weryfikacyjne" mogły wobec każdego "podejrzanego" ogłosić werdykt negatywny. Nierzadko ocena zależała od ich widzimisię, a to, że w składach tych organów, prócz m.in. przedstawicieli rad narodowych, Związku Nauczycielstwa Polskiego czy Polskiego Związku Zachodniego, mogło znaleźć się od 3 do 5 reprezentantów tutejszej ludności, stanowiło marne pocieszenie.
Urzędy i instytucje
Pół roku zawieszenia i czekanie na zaświadczenie
Jak wyglądała sama procedura? W przypadku "rehabilitacji" taki Gdańszczanin musiał złożyć w zarządzie miejskim lub starostwie "Deklarację wierności narodowi i demokratycznemu państwu polskiemu". Do tego należało dołączyć adnotację, że zostało się wpisanym na Volkslistę (III lub IV grupę) przymusowo. Jeśli komisja uznała te argumenty, "podejrzany" otrzymywał zaświadczenie o pozytywnym przejściu procedury. Ale żeby nie było zbyt łatwo - czasowe, na pół roku. Nazwisko danej osoby trafiało w tym czasie na dostępną publicznie listę "zrehabilitowanych" i jeśli przez 6 miesięcy nikt nie zgłaszał wątpliwości co do wojennej postawy Gdańszczanina/Gdańszczanki, przyznawano jemu/jej zaświadczenie stałe.
Trochę inaczej sytuacja przedstawiała się w przypadku "weryfikacji". Tutaj potrzebne były: wniosek o przeprowadzenie procedury, życiorys, dowód stałego zamieszkania, metryka urodzenia, opcjonalnie akt ślubu.
Na tym nie koniec, bo proces obejmował też dostarczenie przez "weryfikowanego" dwóch opinii Polaków zamieszkujących Gdańsk, najlepiej od dłuższego czasu. Oczywiście opinie te musiały przedstawiać człowieka stającego przed komisją w pozytywnym świetle, a swoje trzy grosze dorzucał Urząd Bezpieczeństwa z własną oceną. Następnie, jeśli wszystko poszło po myśli "rehabilitowanego" lub "weryfikowanego", oba rodzaje komisji wydawały dokument potwierdzający jego polską narodowość.
Kolejnym krokiem było natomiast przyznanie polskiego obywatelstwa.
Tygodnie, miesiące, lata represji
Dla gedanistów, którzy organizowali polską społeczność w Wolnym Mieście Gdańsku, a potem za swoje zaangażowanie płacili, np. pobytem w obozie koncentracyjnym, omawiane procesy były szczególnie poniżające.
Kilka fragmentów "Wspomnień" Brunona Zwarry: "I ja musiałem stanąć przed taką komisją zwaną przez nas potocznie "rehabilitacyjną". Zasiadali w niej nieliczni przedwojenni działacze polonijni z Gdańska, a cała procedura odbywała się we Wrzeszczu, w sali kina Bajka. Wywieszono tam listę z nazwiskami ludzi włączonych do III i IV grupy listy niemieckiej [...]. O wyjątkowo absurdalnym postępowaniu władz niech świadczą relacje moich kolegów: Antoniego Leszczyńskiego, Romana Bellwona [...]. Aresztowani 1 września 1939 r. aż do ostatnich dni [wojny] byli więźniami obozu Sachsenhausen. Zostali jednak wezwani do stawienia się przed komisją", "Przesłuchanie [Leszczyńskiego] miało odbyć się w baraku na zapleczu tego gmachu [siedziby zarządu miejskiego]. Czekał na wezwanie aż trzy godziny [...], daremnie. Po tygodniu otrzymał ponownie wezwanie, by przedłożył komisji dowody swojej przedwojennej działalności polonijnej!".
W swoich zapiskach Zwarra przytacza również inny epizod dotyczący wymienionego wyżej piłkarza Gedanii, Romana Bellwona. Nie jest on bezpośrednio związany z komisjami weryfikującymi polskość Gdańszczan, ale dobrze ilustruje, jak głębokie niezrozumienie stosunków narodowościowych w WMG panowało wśród osób z zewnątrz. Otóż, kiedy po opuszczeniu niemieckich kacetów (Stutthof, a potem Sachsenhausen, spędził w nich łącznie 68 miesięcy) znalazł się w zbiorczej jednostce dla Polaków, "na pytanie młodej kobiety spisującej dane personalne, jakie miał obywatelstwo, odpowiedział, że gdańskie. Usłyszał jej zdziwiony głos: - To pan nie jest Polakiem!".
Z kolei tenisistka Gertruda Wiewiórkowska po powrocie do Sopotu była regularnie nękana wizytami żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego i "smutnych panów" z UB. Bynajmniej nieprzyjacielskimi - zdarzało się, że panowie nachodzili ją i jej rodzinę z hasłem "W ciągu 12 godzin was tu nie ma!". Podczas któregoś z takich najść kobieta w końcu nie wytrzymała i odpowiedziała oficerowi: "Przyniesie pan jutro pięć kul i dokona tego, czego Niemcy nie zdążyli. Wtedy będzie wejście".
-
Lubię to 1
-
Super 2
-
Trzymaj się 2
-
Ha ha
-
Wow
-
Przykro mi
-
Wrr 1
- Wszystkie 6
W "biało-amarantowych" barwach Gertruda startowała w międzynarodowych turniejach, reprezentując gdańskich Polaków. Po wojnie została zaś zawodniczką KT [Klubu Tenisowego] "Ogniwo" i "w nagrodę" w 1950 r. władze wykluczyły ją ze składu klubu. Jej batalia o ponowną możliwość gry w tenisa trwała kilka lat i pozostawiła w psychice nie mniejsze ślady niż "wizyty" ubeków.
Mistrz olimpijski przychodzi boso
To może chociaż mistrz olimpijski, Zygmunt Chychła, został potraktowany łaskawiej? Niestety nie, chociaż jego historia jest nieco odmienna. Pięściarz ożenił się bowiem z Niemką z Królewca i wraz z nią oraz trzema synami chciał po latach przenieść się za Odrę, do jej rodziny. Komunistyczni decydenci konsekwentnie odmawiali, ale nie zamierzali wspomóc materialnie ledwo wiążącego koniec z końcem gedanisty. Choć pracował jako instruktor i trener, bywało tak, że w geście protestu, a może i rozpaczy, przychodził na różne sportowe wydarzenia boso.
Wreszcie wyjechał z bliskimi z kraju, do RFN, w latach 70., żegnany oskarżeniami o nieudostępnienie swoich medali i pucharów na wystawę z okazji 50-lecia Gedanii. A przecież, jak sam wspominał, "istniała [...] możliwość ich wystawienia. Mogłem też wziąć udział w uroczystościach jubileuszowych Gedanii [...]. Nikt nie zwrócił się do mnie z prośbą o wypożyczenie trofeów, nie mówiąc już o zaproszeniu na jubileusz".
Przy pracy nad tekstem korzystałem z publikacji: "100 lat temu powstał Klub Sportowy Gedania - ostoja polskości w Wolnym Mieście Gdańsku" Instytutu Pamięci Narodowej, Materiały do historii klubu sportowego "Gedania" w zbiorach Biblioteki Gdańskiej" Szymona Jurasa i "KS GEDANIA - klub gdańskich Polaków (1922-1953)" Janusza Trupindy.
O autorze
Tomasz Czapla - publicysta historyczny, członek Stowarzyszenia Pamięci Generała Kazimierza Sosnkowskiego. Współpracował m.in. z Tygodnikiem Polsat News, Klubem Jagiellońskim i Rzeczpospolitą.
Miejsca
Kluby sportowe
Tabela
| Drużyny | M | Z | R | P | Bramki | Pkt. | |
|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Gedania Gdańsk | 24 | 19 | 3 | 2 | 80:25 | 60 |
| 2 | Grom Nowy Staw | 24 | 16 | 4 | 4 | 64:23 | 52 |
| 3 | KP Starogard Gdański | 24 | 14 | 7 | 3 | 61:26 | 49 |
| 4 | Gryf Słupsk | 23 | 12 | 7 | 4 | 38:21 | 43 |
| 5 | Arka II Gdynia | 22 | 13 | 2 | 7 | 45:31 | 41 |
| 6 | Czarni Pruszcz Gdański | 23 | 12 | 4 | 7 | 48:33 | 40 |
| 7 | Chojniczanka II Chojnice | 24 | 12 | 4 | 8 | 54:42 | 40 |
| 8 | Jaguar Gdańsk | 24 | 11 | 5 | 8 | 32:29 | 38 |
| 9 | Anioły Garczegorze | 23 | 10 | 5 | 8 | 38:36 | 35 |
| 10 | Pogoń Lębork | 24 | 9 | 6 | 9 | 33:32 | 33 |
| 11 | Gryf Wejherowo | 23 | 7 | 7 | 9 | 35:34 | 28 |
| 12 | Wierzyca Pelplin | 24 | 7 | 7 | 10 | 32:47 | 28 |
| 13 | Stolem Gniewino | 24 | 5 | 6 | 13 | 24:45 | 21 |
| 14 | Sokół Bożepole Wielkie | 23 | 6 | 3 | 14 | 28:45 | 21 |
| 15 | Powiśle Dzierzgoń | 22 | 6 | 3 | 13 | 22:36 | 21 |
| 16 | Bytovia Bytów | 23 | 5 | 5 | 13 | 22:48 | 20 |
| 17 | Pomezania Malbork | 24 | 5 | 3 | 16 | 25:58 | 18 |
| 18 | Piast Człuchów | 24 | 1 | 1 | 22 | 16:86 | 4 |
Wyniki 24 kolejki
- GEDANIA GDAŃSK - Gryf Słupsk 1:5 (0:2)
- Bytovia Bytów - ARKA II GDYNIA 1:1 (1:1)
- JAGUAR GDAŃSK - Chojniczanka II Chojnice 1:0 (0:0)
- KP Starogard - Stolem Gniewino 4:0 (0:0)
- Czarni Pruszcz Gdański - Sokół Bożepole Wielkie 2:1
- Powiśle Dzierzgoń - Pogoń Lębork 0:2
- Gryf Wejherowo - Wierzyca Pelplin 1:0
- Pomezania Malbork - Piast Człuchów 3:0
- Grom Nowy Staw - Anioły Garczegorze 6:0 (2:0)